środa, 13 stycznia 2016

Maciej Guzek, Trzeci Świat

Zacznę od tego, że nie czytałem Królikarni – wcześniejszego zbioru opowiadań z tego samego świata. Podobno jest lepszy od powieści. Ale podobno też jego znajomość nie ma wpływu na lekturę Trzeciego Świata.

Formę dla swojej powieści Guzek wymyślił ambitnie – reportaż, gatunek dziennikarski rzadko wykorzystywany w fantasy (o ile w ogóle, bo nie przychodzi mi teraz do głowy inny tytuł). Tyle że reportaż, to jeszcze trzeba umieć napisać. Umiejętności Macieja Guzka nie są może na najniższą półkę, ale zdecydowanie też nie na którąś z górnych.

Poza tym liznąłem w życiu trochę dziennikarstwa i reportaż to dla mnie coś, co przynależy do informacyjnej części dziennikarskich gatunków, a nie publicystycznej. U Guzka za dużo „autora” reportażu – im bliżej końca, tym gorzej pod tym względem. Reportażysta nie powinien przyćmiewać tego, o czym pisze.

Ogólnie – nie „kupuję” tego w tej formie. To gatunkowo coś stojące w rozkroku między powieścią a reportażem. Na dobry reportaż za dużo powieści, na dobrą powieść za dużo reportażu.

Ha, teraz coś mi się przypomniało. Przecież w dzieciństwie zaczytywałem się mikstem tych dwóch gatunków i do dziś „te” pozycje uważam za jedne z lepszych lektur mojej młodości. „Te” pozycje, czyli konkretnie cykl Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Dlaczego zatem nie „zatrybiło” z książką Guzka? Może chodzi o proporcje? U Szklarskiego jednak jest przewaga powieści. A może zwyczajnie nie lubię takich „historycznych” i „geograficznych” opisów wymyślonych światów? Coś w tym chyba jest, bo za najsłabszą pozycję Roberta E. Howarda uważam Erę hyperborejską, a Georga RR Martina „historyczne” opowiadania z antologii Niebezpieczne kobiety i Łotrzyki.

Na koniec wypocin o formie książki Guzka zacytuję, trafny moim zdaniem, komentarz usera Beremis z lubimyczytac:
A najbardziej przeszkadzało mi wrażenie, że czytam podręcznik mistrza gry, rozdział poświęcony wprowadzeniu do świata gry. Informacji o Trzecim Świecie jest sporo, dorzucić mechanikę i można grać sesję.

Nie do końca podoba mi się też unikanie przez Guzka dialogów. Na przykład: Zapytałem Elaha jak to możliwe. Dlaczego nie: – Jak to możliwe? – zapytałem Elaha? To może wyglądać na czepiactwo z mojej strony, ale naprawdę czytanie całych akapitów opisujących rozmowę, zamiast cytowania tejże rozmowy, wygląda dziwacznie.

Teraz świat i wydarzenia. Dużo różnych elementów powrzucał do swojej powieści Guzek: światy równoległe, typowa fantasy, eksperymenty genetyczne, problematyka ekologiczna (firmy wysyłające śmieci do Trzeciego Świata)... Polskie helikoptery atakujące miasta orków... Niektóre pomysły Guzka dla mnie są „przefajnowane” – zabrakło szlachetnego umiaru. Dla przykładu wymienię elfa-ćpuna, którego narkotykiem jest kawa.

Mnogość elementów, często zaczerpniętych od innych autorów, nie przykrywa jednak mizerii fabuły. Może i bohater Trzeciego Świata kieruje się innymi pobudkami niż Frodo, ale też wyprawia się do krainy ZŁA. Może to nie Varan (bohater powieści Diaczenków pod tym samym tytułem), ale zakończenie... (na tym poprzestanę, żeby nie psuć lektury tym, którzy Varana przeczytali).

Nie wiem czy w zamyśle Macieja Guzka to zakończenie miało być zaskakujące, w każdym razie – nie jest. Zbyt dużo tropów autor rozrzucił po wcześniejszych partiach książki. W momencie, w którym odgadnąłem, jak to się skończy, skończyła się też przyjemność z czytania. Czyli gdzieś w połowie książki...

Teraz pozytywy. Pierwsza mniej więcej połowa książki wciągnęła mnie, widać, że uniwersum wymyślone przez Guzka ma potencjał (inna rzecz, że w tej pozycji nie do końca wykorzystany). Jeśli autor kiedyś wróci do tego świata, pewnie też wrócę jako czytelnik. Tylko mam nadzieję, że tym razem oszczędzi nam wrzucania wszystkiego co mu do głowy przyjdzie, robienia klisz z innych utworów, a za to może bardziej przyłoży się do kreacji bohaterów i fabuły.

OCENA: 6/10.

Maciej Guzek, Trzeci Świat, wydawnictwo Runa Data, 2009, stron: 288.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz