Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 1 listopada 2020

Październik 2020 – raport z biblioteczki

Cienko, cieniutko tym razem; zaledwie sześćdziesiąt procent zakupów wrześniowych :D Czyli pięćdziesiąt dziewięć woluminów, w tym tylko jeden komiks, jedenaście pozycji naukowych, jedna powieść historyczna/ obyczajowa, reszta to fantastyka różnego rodzaju – i SF, i fantasy, i realizm magiczny (dużo tego ostatniego).

Z fantastyki tylko dwie książki nowe – z czego jedna kupiona omyłkowo :D, pozostałe to antykwariat, acz tym razem nabyłem także pozycje z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. To jednak był parszywy okres w dziejach polskiej książki – pod względem technologicznym oczywiście, a nie literackim. Część z tych pozycji wygląda na nieczytane, bo są całe, a książki okresu schyłkowego komunizmu były jednorazówkami – przy pierwszym czytaniu powinny się rozpaść.

Komiks jeden, choć na październik komiksowo było poza planami, a ten konkretny tytuł w ogóle był poza planami. Dlaczego? Proste jak drut – mam bardzo duży dystans do pojedynczych albumów wydawanych na twardo, bo i cena nie ta, i miejsca na półkach za dużo zajmuje (no kurde, żeby okładka była ponad połową objętości). Ale Łzy Odyna w Empiku konkretnie przecenili z okazji Wirtualnych Targów Książki – prawie pięćdziesiąt pięć procent rabatu, to sporo.

Książka naukowa. Zorientowałem się, że kończy się nakład Wikingów w Polsce, więc kupiłem w Starej Szufladzie (internetowa księgarnia historyczna), a jak już wszedłem, to uzupełniłem inne braki w biblioteczce. Pakiet skandynawski:

Pierwszy pakiet górnośląski:

Drugi pakiet górnośląski. Przy czym interesująca jest dla mnie biografia Kazimierza II cieszyńskiego, bo historiografia po macoszemu traktuje Piastów epoki nowożytnej. A może tylko polska historiografia, bo autor tej biografii jest Czechem. Chwała, że ktoś to przetłumaczył.

Dwie książki o Władysławie Opolczyku (czyli znowu Górny Śląsk). Sensowność zakupu dość wątpliwa :D Mam biografię tego Piasta, pióra także Sperki – pozycja nowsza i sądzę, że to wszystko co jest w Wojnach... i tam znajdę, a do tego w nowszym ujęciu.

Druga pozycja to już totalna wtopa. Zainteresowało mnie co ktoś jeszcze ma do dodania w tym temacie po pracach Sperki. Niestety, nie zwróciłem uwagi na wydawcę – Ridero wydaje w self-publishingu. I wszystko na temat. Znajomość źródeł autor Szyperski ograniczył (jak wynika z bibliografii) do tłumaczeń kronik Janka z Czarnkowa i Jana Długosza – dla porównania: Sperka korzystał ze źródeł niepublikowanych z pięciu archiwów oraz niemal siedemdziesięciu (!) źródeł i zbiorów źródeł wydanych drukiem.

Ostatni pakiet – „sąsiedzki”, czyli biografia kolejnego ruskiego Rurykowicza z linii Romanowiczów halicko-wołyńskich oraz praca poświęcona Przemyślidom (i to znowu Górny Śląsk). Tu takie objaśnienie: główna linia Przemyślidów wygasła w 1306 roku wraz ze śmiercią Wacława III – króla Węgier, Czech i Polski. Ale Wacław III miał stryja z nieprawego łoża – Mikołaja. Ojciec tegoż Mikołaja, król czeski Przemysł Ottokar II załatwił synowi papieską legitymizację (czyli uznanie prawego pochodzenia), choć bez prawa następstwa tronu. Mikołaj dostał od ojca księstwo opawskie (Śląsk Opawski). Już jego syn Mikołaj II pozyskał od Piastów księstwo prudnickie. Następni Przemyślidzi, w wyniku koligacji i transakcji, przejmowali kolejne ziemie piastowskie, w tym księstwa raciborskie i ziębickie. Ta linia Przemyślidów wygasła w 1521 roku wraz ze śmiercią Walentyna Garbatego raciborskiego.

Fantastyka. Po wrześniowej ofensywie na Cherryh (kupiłem wtedy trzynaście jej książek), przybyły dwie kolejne jej powieści – jeden cykl (Morgaine) uzupełniłem, drugi zacząłem zbierać :D Przybysz mnie o tyle zainteresował, że to tzw. czarna seria Maga, czyli poprzedniczka Uczty Wyobraźni. Już samo to sugeruje, że pozycja jest co najmniej przyzwoita.

Kupiłem całość cyklu Trillium trzech autorek, które lubię – Andre Norton, Marion Zimmer Bradley i Julian May. Znaczy całość dostępną po polsku. Rzuca Wam się w oczy, że tom trzeci – Złote Trillium ma odmienną szatę graficzną od pozostałych części serii? Nie jest to dzieło przypadku. Nie wiem w jakich okolicznościach i dlaczego, ale Amberowi w wydanie serii wciął się Zysk i S-ka (dość powszechne ongiś zjawisko, że wspomnę cykl Hamiltona Commonwealth Universe, w który z kolei Zyskowi wciął się Mag). Jaki był skutek tegoż wcięcia się Zyska – taki jak i w przypadku Hamiltona, do dziś nie dostaliśmy ostatniego tomu cyklu Trillium (Sky Trillium napisane przez Julian May).


I z rozpędu kupiłem kolejne książki owej trójki pań. Brzemię Yurthów wziąłem w poznańskiej księgarni KIK, którą odwiedziłem przy okazji Nocy Księgarń. Było za grosze w dobrym stanie. Choć tak szczerze, to twórczość SF Andre Norton nie porywa mnie.

Co innego Elfia krew – mam od wieków tom pierwszy (bo to dylogia) i dawno, dawno temu nie tylko czytałem z przyjemnością, ale też pewnym zdziwieniem, bo czytać po Tolkienie o złych elfach (choć już wcześniej przerobiłem Zaklęty miecz Andersona, gdzie też elfy do „dobrych” nie należą)...

I książka Bradley, której zakup był oczywisty, skoro we wrześniu kupiłem kontynuację Łowców.

Julian May – ta trylogia to kolejny podcykl w ramach jej cyklu Galactic Milieu. Przypomnę, że w poprzednim miesiącu przybyła mi cała tetralogia (u nas wydana w pięciu tomach): Saga o plioceńskim wygnaniu (tu o pierwszej części). Ten cykl May składa się z trzech podcykli, z których w Polsce dostaliśmy pierwszy (Saga) i trzeci (poniższa Trylogia kosmiczna).

Skoro już przy SF jesteśmy – jedno z ważniejszych postapo, niestety od lat osiemdziesiątych w Polsce niewznawiane, Angelii Carter, zbiór opowiadania + minipowieść włoskiego autora i Vance. Tego ostatniego lubię, choć gównie za dzieła fantasy, ale zobaczyć w KIK w stanie „jak nowa” za 5 zł i nie wziąć? Toż to byłby grzech! Lino Aldani był mi też wcześniej znany z powieści popełnionej wspólnie z Danielą Piegai, Znak białego księżyca – w 1987 roku leciało to w dwóch odcinkach w Fantastyce.

Jeszcze trochę SF. Tak, wiem, że Drzwi do lata wznowił niedawno Rebis w Wehikułach. Ale ja jednak wolę to wydanie – w twardej oprawie, a nie gufnianej zintegrowanej.

Teraz fantasy. Mój osobisty demon – kolejna pozycja wydana przez Alfę (lubię ich wydania, bo są trwałe – oczywiście te wydane po 1990 roku, bo te z lat osiemdziesiątych rozsypują się od patrzenia). I książka Jonathana Wylie – zabawna rzecz, to ostatni tom w sześcioksiążkowym cyklu; pięć części przeczytałem dawno temu, a szóstej nie wtedy nie kupiłem. To po latach nadrabiam.

Dalej fantasy. Książka Hambly to kontynuacja Zguby smoków, którą Sapkowski wrzucił do kanonu. Mam Zgubę smoków, czytałem, niezłe, ale bez jaj, na kanon nie zasługuje. Toteż nigdy mnie nie piliło, żeby kupić drugą część. Ale znowu KIK, nówka, za grosze...

O'Leary – zakup nieco w ciemno, ale po pierwsze, nominacja do World Fantasy Award (w czasach, kiedy to jeszcze była nagroda literacka, a nie forma akcji afirmatywnej), po drugie, seria Kameleon. Dodać jeden do dwóch i wychodzi mi, że to powinno być sprawnie napisane i nieszablonowe fantasy. Tak na marginesie, to chyba kolejny autor ukatrupiony u nas w seriach Kameleon (Zyska) i Salamandra (Rebisu).

Setterfield. I to jest książka kupiona omyłkowo. Wpadłem do Empiku odebrać zamówienie i to leżało na półce z promocją -25%. I tak mi strzeliło do głowy: A to ta nowa książka z Albatrosa, którą i tak miałem kupić. To kupiłem. Dopiero w domu zorientowałem się, że miałem kupić Bezgwiezdne Morze Erin Morgenstern wydane przez Świat Książki. Jakimś cudem pomyliłem i autora, i tytuł, i wydawcę :D Ale nie ma tragedii, Była sobie rzeka też była na liście zakupowej, acz nie na tej „pilne”, a na „za jakiś czas kupię”.

Jak zobaczyłem kompletnego Merritta z Alfy, to oczywiście, że wziąłem, Bo jakżeż by nie?

I jeszcze trochę starej grozy. Pierwsze to Czarny pająk. Opowieści niesamowite z literatury niemieckojęzycznej (wydanie II z 1988 roku) – nie wiem dlaczego tytuł jest tylko na grzbiecie. W każdym razie, to przegląd autorów, których większość nigdy nie zainteresuje polskich wydawców. Dwie kolejne pozycje wyszły w serii Fantastyka i Groza Wydawnictwa Literackiego, Acz mam pewne wątpliwości, czy Grzybojad meksykańskiego pisarza Sergio Galindo i Hanharan Rudy Irlandczyka Yeatsa Williama Butlera, to na pewno groza. Bo coś mi to zalatuje pograniczem baśni i fantasy.

Teraz fantastyka rosyjska. Klasyka. Aleksander Grin to pisarz polskiego pochodzenia, od dawna u nas nie wznawiany, a przypomnę, że sam Sapkowski nie kryje, że Grin miał wpływ na jego twórczość. Nie znoszę tej serii Wydawnictwa Poznańskiego – nie dość, że to liche, to jeszcze wąskie kiszki. Poza tym Grinem w biblioteczce mam chyba jeszcze tylko z tej serii Cybernetyczne laleczki (antologia czeskiej SF) i Drugą Fundację Asimova.

I Bułyczow. Nie jestem jego wielkim fanem, ale od czasu do czasu coś wciągnę. A ten zeszycik Iskier też był za grosze w KIK.

Drugi zestaw rosyjski. Dwie pozycje kupione w ciemno, no dobra – przeczytałem wcześniej recki na lubimyczytac i były przyzwoite. A Oblicze czarnej Palmiry to jedyna wydana u nas powieść z cyklu Patrole, napisana przez innego autora niż Łukjanienko.

Polska fantastyka. Zieloną planetę wziąłem sam nie wiem czemu, może z ciekawości. Konwickiego Zwierzoczłekoupiór szukałem od jakiegoś czasu – zależało mi właśnie na tym wydaniu. Pierwsze, ocenzurowane, wyszło za komuny, drugie puściła Alfa, ale chyba też miało jakieś braki. W każdym razie to z Gazety Wyborczej było reklamowane jako pierwsze pełne. Twarda oprawa, stan jak nie czytane. A że Jaksę kupię, to zapowiadałem.

Trochę latynoskiego realizmu magicznego. To była bardzo fajna seria Wydawnictwa Literackiego – oczywiście literacko, bo na jakość wydania lepiej spuścić zasłonę miłosierdzia. Owszem, zdarzały się gnioty kubańskich socrealistów, ale dominowały dobre pozycje. Na wznowienia pewnie nie ma co liczyć, więc zostały tylko te stare, przaśne wydania (choć ilustracje okładkowe podobają mi się – ten styl kontynuowało potem wydawnictwo Muza, do tego poprawiając liternictwo).

Adolfo Bioy Casares to argentyński pisarz, zdarzało mu się pisać wspólnie z Jorge Luisem Borgesem. I to jest dobra rekomendacja.

Teraz to już tylko jadę narodowościami: Carlos Fuentes – Meksykanin, José Bianco – Argentyńczyk, Miguel Ángel Asturias – Gwatemalczyk.

A żeby nie było, że realizm magiczny to tylko Latynosi – serbski albo czarnogórski (może po prostu: jugosłowiański) pisarz tego nurtu: Miodrag Bulatović. Bardzo popularny w Polsce za komuny – ukazało się siedem jego książek, po 1989 roku chyba już nie był wydawany.

I powieść historyczna czy też obyczajowa – turecki pisarz Yaşar Kemal opisał ostatki tradycyjnego życia koczowniczych Yörüków. Dziś wędruje już tylko około dwieście rodzin, reszta przeszła na tryb osiadły.




Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:


15 komentarzy:

  1. Księżyc dwudziestu rąk - to dla mnie specjalna książka, bo jedna z pierwszych science fiction, które przeczytałam. I do dziś pamiętam wrażenie, jakie zrobił na mnie trudny wybór bohaterów.
    Powiedz, kiedy ty to wszystko czytasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pytali mnie dopiero co, o to samo, na forum komiksowym. To wkleję:

      Pytanie: Pawle, Ty naprawdę to przerabiasz w jeden miesiąc?

      Odpowiedź: A skąd, robię zapasy na ciężkie czasy :D Zauważyłem ostatnio, że coraz trudniej kupić niektóre tytuły SF/fantasy sprzed dekady i więcej - pewnie lewicowe ideolo wszechobecne we współczesnej fantastyce składnia do wyszukiwania staroci. To bierę póki jest :D Niestety, z paroma tytułami się zgapiłem i dziś są nie do dostania, albo za kosmiczną kasę. Np. M. D. Russell "Wróbel", chrześcijańskie SF o misjonarzu nawracającym obcych, książki pobiblioteczne w stanie rozsypującym się - ceny od 90 zł wzwyż.

      Takoż w górę idą ceny za tę serię literatury latynoamerykańskiej, a jeszcze niedawno chodziły po 1,99, teraz w dobrym stanie, zależnie od tytułu, od 8 do 22 zł.

      Niedługo zwolnię z zakupami, bo na dziś moja lista staroci "muszę to mieć" ma 46 pozycji.

      Usuń
    2. Tylko 46 :) To jeszcze przewrotniej zapytam: a gdzie ty to wszystko trzymasz?

      Usuń
    3. Mam praktycznie cały pokój na to, więc się mieści (na razie). Poza biurkiem, które i tak stoi pod oknem + łóżkiem, które wywaliłem na środek pokoju, są tylko "pojemniki" na książki. Nie mam takich sprzętów jak np. telewizor (bo nie oglądam), "coś" do odtwarzania muzyki (bardzo mało słucham, a i to z kompa), nie potrzebuję niczego na "gówienka" (czyt. jakieś bibeloty itp. - mam alergię na kurz, więc unikam rzeczy niepotrzebnych, które go zbierają - uprzedzając, książki są nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne :D).
      Dwa regały i sekretarzyk, którego półka też zagospodarowana pod książki, stoją w drugim pokoju.

      Usuń
  2. Jak zwykle zacna hałda :D
    "Złote Trillium" czytałam kiedyś, jak jeszcze w mojej wiosce zabitej dechami nie było internetu i nie mogłam sprawdzić, że to kolejny tom, a nie początek serii. Strasznie się wtedy zżymałam, że to streszczenie, które jest na początku to powinna być osobna powieść, a nie jakiś tam wstępniak :D Niewiele mi zostało w pamięci, to była chyba dość generyczna, choć przyjemna powieść.

    Okładka "Mojego osobistego demona" wygląda jak do soft porno :D (albo paranolmalnego romansu, ale wtedy byłby na niej przystojny pan w negliżu, a nie pani :P). Ale w sumie okładka "Pierścienia krakena" już nawet na paranormal nie wygląda XD

    Hambly sama bym, przeczytała. "Zguba smoków" swego czasu bardzo mi się podobała, ale kontynuacji już w bibliotece nie mieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Okładka "Mojego osobistego demona" wygląda jak do soft porno<

      Bo wtedy były dwie szkoły okładkowe, feministyczna i maskulinistyczna :D
      Feministyczna - goła albo prawie goła baba z mieczem (fantasy) lub giwerą (SF), miszcz tego nurtu: Luis Royo.
      Maskulinistyczna - goła albo prawie goła baba klęczy u stóp chłopa z mieczem (fantasy) lub giwerą (SF), miszcz tego nurtu: Frank Frazetta.

      Usuń
    2. Były jeszcze unisex, czyli ze statkami kosmicznymi, ale to tylko SF :D

      Wyguglałam sobie tego Royo (bo nazwisko nic mi nie mówiło, choć okazało się, ze oczywiście widywałam jego grafiki) i jak część wygląda jak soft porno, tak zdarzają się też naprawdę fajne. Czego nie mogę powiedzieć o Fazettcie xD

      Usuń
    3. Okładkowe gwiazdy pierwszej połowy lat 90. (ciekawe czy wszystkie gwiazdy wiedziały, że w Polsce są gwiazdami :D ):
      - Frank Frazetta.
      - Luis Royo.
      - Christos Achilleos.
      - Vicente Segrelles (wykorzystywano kadry z jego komiksu "Najemnik").
      - Steve Crisp (znany głównie jak autor tych fantastycznych pejzaży na amberowskich okładkach Andre Norton czy Michaela Moorcocka, ale rysował też inne rzeczy, jak choćby oklądki do horrorów z amberowskiej serii czy do powieści Philipa Dicka).

      Z Polaków popularni byli Dariusz Chojnacki, Janusz Obłucki i Jerzy Kurczak (ten ostatni znany tez jako autor okładek do płyt i kaset zespołów metalowych).

      Usuń
  3. Ja od dłuższego czasu szukam książki, którą widziałam jako siedmioletni gówniak w bibliotece szkolnej, ale pani mówiła, że mi jej nie wypożyczy, bo jestem na nią za młoda. Pamiętam tylko fioletową okładkę i jestem prawie pewna, że miała coś wspólnego z kosmitami, była fantastyką/scifi dla starszej młodzieży i mogła by od wydawnictwa Egmont. Kojarzysz coś takiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, w życiu chyba nie kupiłem żadnej książki wydanej przez Egmont (od nich tylko komiksy).

      Usuń
    2. Tak strzelam, że Egmont, ale bardzo mogę się mylić. Pozostaje szukać dalej :D

      Usuń
    3. Ze znanych mi fioletowych okładek jest na przykład Marty Tomaszewskiej "Podróż do krainy Om". Dla siedmiolatki chyba rzeczywiście nie za bardzo (jeśli dobrze pamiętam, ale czytałem -dziesiąt lat temu), z tym że z kolei ci kosmici?... Hm.

      Usuń
  4. Jestem zawiedziona Twoją postawą, ale nabytki jak zawsze zacne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam jestem zawiedziony :D A teraz zwalniam, mam już zapasów a zapasów :D

      Usuń