niedziela, 20 grudnia 2015

Nalo Hopkinson, W kole stań dziewczyno

Są autorzy, którym wydawcy wyrządzili krzywdę. Moim zdaniem, specjalizują (specjalizowały?) się w tym Rebis oraz Zysk i S-ka, a konkretnie mam na myśli wydawane przez nich serie Salamandra i Kameleon. Gdzie tu krzywda – wydawanie w prestiżowych (w założeniu) seriach? Otóż i Kameleon, i Salamandra charakteryzują się zacieraniem przynależności danej książki do SF lub fantasy: nic nie mówiące okładki, nic nie mówiące streszczenia, nic nie mówiące blurby, nic nie mówiące notki o autorach.

„Dzięki temu pozycje te miały szansę dotrzeć do czytelnika spoza fantastycznego getta” – ktoś powie. Naprawdę? To proszę mi wskazać autorów SF/fantasy, którzy debiutowali w Polsce w tych seriach i dzięki temu się wybili. Większość z nich w ogóle nie zainteresowała fanów fantastyki. Miłośników „niefantastyki” też nie.

Tak ma się sytuacja z Nalo Hopkinson. W kole stań dziewczyno to jedyna jej książka wydana w Polsce (gdzieś tam jeszcze ukazało się jedno, może dwa jej opowiadania). A szkoda, bo to z pewnością ciekawa autorka, pochodząca z egzotycznego dla nas kręgu kulturowego – anglojęzycznych mieszkańców Karaibów (Nalo Hopkinson urodziła się na Jamajce). Później jej rodzina przeniosła się do Kanady.

W kole stań dziewczyno to karaibska z ducha, a kanadyjska z geografii opowieść. Nalo Hopkinson interesująco miesza różne gatunki fantastyki: postapo, fantasy, horror. Akcja toczy się w niedalekiej przyszłości w centrum Toronto, które przestało być częścią państwa kanadyjskiego. Po jakichś zamieszkach, jak można się domyślać wywołanych przez imigrantów, Kanada „opuściła” ten teren zostawiając mieszkańców samym sobie. Główni bohaterowie (po obu stronach mocy) to ludzie parający się karaibska magią.

Dość irytujący jest feminizm Nalo Hopkinson. Wszyscy bohaterowie płci męskiej, to ci „źli” – w najlepszym przypadku jest to słaby, zdradliwy narkoman. Wszystkie kobiety, to te „dobre”. I nie jest to delikatne przemycanie treści feministycznych, to raczej walenie po głowie maczugą mizoandrii.
Druga słabość książki, to fabuła. Przez pierwszych 150 stron (mierzone na oko) jest nieźle: wizja porzuconego przez władze miasta, karaibskie obyczaje, karaibska magia, miejscowa mafia. Potem, niestety, zaczyna zalatywać Mastertonem, czyli horrorem nie najwyższych lotów.

Zważywszy, że jest to debiut autorki, ogólnie oceniam powieść pozytywnie. Z chęcią zapoznałbym się z późniejszymi dokonaniami Nalo Hopkinson. Niestety, nic nie wskazuje na to, żeby po fuszerce Zyska i s-ki, jakiś wydawca sięgnął po to nazwisko.
W każdym razie, warto zapoznać się z tą powieścią, tym bardziej że można ją kupić dosłownie za grosze – swój egzemplarz nabyłem w taniej księgarni za 4 zł, na allegro widziałem nawet za 2 zł.

Ocena: 6/10

N. Hopkinson, W kole stań dziewczyno, tłum. K. Dobrowolska, wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2002, stron 220.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz