Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 10 maja 2026

Robert Galbraith, Wołanie kukułki

Jednak fantaści potrafią w kryminały (Robert Galbraith to pseudonim J.K. Rowling, autorki Harrego Pottera). Po zamknięciu ostatniej strony przyszedł mi do głowy jednowyrazowy komentarz: eleganckie. Bo właśnie taka jest ta powieść, jak mężczyzna odstrzelony we frak: nieco staroświecka, dobrze ubrana w słowa, po prostu: elegancka.


I pewnie byłaby dla mnie jeszcze bardziej interesująca, gdyby nie środowisko, którego dotyczy śledztwo – to środowisko ćwierćgłówków, czyli celebrytów (a życie takich ludzi interesuje mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg). Ot, supermodelka Lula Landra wypada z okna na bodajże czwartym piętrze, co kończy się jej zgonem. Policja uznała, że to samobójstwo i zamknęła sprawę.

Z tym nie zgadza się brat denatki, jego zdaniem, było to morderstwo. Do obczajenia sprawy wynajmuje prywatnego detektywa Cormorana Strike. I właśnie pierwszoplanowymi bohaterami tej powieści są Cormoran i jego tymczasowa sekretarka Robin Ellacott.

Cormoran trochę jest potomkiem chandlerowskiego Marlowe. Jest samotnikiem – acz dość świeżym, dopiero co, po wielu latach związku, rozstał się z narzeczoną. Ma finansowe problemy, „aktualnie” śpi we własnym biurze, bo nie ma za co wynająć mieszkania; Robin zatrudnia na krótki czas z jakiejś agencji pracy tymczasowej, bo go nie stać na pełnoetatową sekretarkę. Alkohol pija, co jednak może być przejściowe – ot zalać smutki po rozstaniu z narzeczoną. Kobiety niby do niego lgną, ale jednak nie stadnie; czy jest przystojny, to już pewnie kwestia gustu – chłop wielki, silny, jednak zapuszczony, z nadwagą, a do tego kaleka* (był wojskowym, w Afganistanie stracił nogę); zazwyczaj nie jest ubrany przesadnie elegancko. Nie jest wyjątkowym cynikiem.

Robin też ma jakieś tam życie, chłopaka, który właśnie jej się oświadczył. Pracę u Cormorana dostaje na krótko, ale wciąga ją to, stara się być pomocna bardziej, niż wymaga się od sekretarki.

Bohaterowie pierwszoplanowi z gatunku tych, których daje się lubić bez dodania „ale...”, choć nie są chodzącymi ideałami, raczej po prostu normalni.

Wydania z 2018 i 2019 roku

Cormoran początkowo również sądzi, że Lula Landra popełniła samobójstwo, jednak zaczynają się pojawiać przesłanki, które zmieniają jego podejście. To jest kryminał, więc chyba nic nie zdradzę, pisząc, że jednak morderca był.

A Cormoran, wspierany przez Robin, powoli odkrywa jego tożsamość. Bardziej przypominało mi to stare, dobre kryminały z czasów Agathy Christie, gdzie detektyw musiał dojść do wszystkiego metodą dedukcji, niż współczesne napakowane przemocą i makabrą kryminało-thrillery. Zgrabnie ukazane śledztwo.

Dość tego dość interesujące relacje Cormorana i Robin, coś tam wisi w powietrzu, ale co to już musicie doczytać (i nie daję gwarancji, że się dowiecie). Tu warto pamiętać, że Wołanie kukułki jest tomem pierwszym cyklu (zaplanowanego na dziesięć), więc dostajemy wstępną prezentację bohaterów.

Podobało mi się zindywidualizowanie języka (i to tłumaczka ładnie zachowała) – niektórzy bohaterowie wtrącają charakterystyczne dla siebie słówka/zwroty, inni posługują się gwarą.

Natomiast nie przypadło mi do gustu słabe dawkowanie tropów – trochę za mało było (co nie oznacza, że w ogóle brak!) tej gry z czytelnikiem w „domyślaj się”. A to jednak jest dla mnie istotne w kryminałach. Wynagrodziła mi to Rowling niezłą warstwą obyczajową i dobrą kreacją bohaterów nie tylko pierwszoplanowych (ale tego chyba nie musiałem pisać, bo dla każdego, kto czytał Harrego Pottera, jest to oczywiste).

Uprzedzam, że fanom kryminałów w stylu Przemysława Piotrowskiego, Wołanie kukułki raczej się nie spodoba. Będzie za wolno, za mało akcji, zbyt szerokie tło, za mało makabry.

Dałbym za tę powieść Rowling/Galbraithowi może z osiem, gdyby nie to środowisko celebrytów, które mnie obrzydza. Oczywiście będę czytał kolejne tomy, a z opinii już wiem, że w drugim mam towarzystwo, które na pewno jest dla mnie atrakcyjniejsze: wydawców.

Ciekawostka. Początkowo nie było wiadomo, kto się kryje pod pseudonimem „Robert Galbraith”. Mimo braku znanego nazwiska, powieść miała dobre recenzje. Dopiero po jakimś czasie gazeta „The Sunday Times” dostała anonimową informację, że Galbraith to Rowling. Wtedy pismo zatrudniło Patricka Juolę z amerykańskiego Duquesne University do analizy tekstu Wołania kukułki i porównania stylu z dziełami autorki Harrego Pottera. Juola wykazał, że tekst sygnowany nazwiskiem „Galbraith” ma tak wiele zbieżności z tekstami Rowling, że najprawdopodobniej zostały napisane przez tę samą osobę.

Do sprawdzenia ustaleń amerykańskiego badacza, „The Sunday Times” zatrudniło jeszcze brytyjskiego językoznawcę z Oksfordu, a ten potwierdził, że najprawdopodobniejszym autorem Wołania kukułki jest autorka Harrego Pottera. Mając dwie takie ekspertyzy w ręku, dziennikarze skontaktowali się z Rowling, która przyznała, że to ona napisała pierwszy tom cyklu o Cormoranie Strike.

Gdybym był agentem Rowling, to sam wysłałbym taką anonimową informację do prasy. Dlaczego? Bo nawet najlepsza powieść debiutanta o nieznanym nazwisku, może się nie przebić (i mimo dobrych recenzji, wg „The Guardian”, do ujawnienia prawdziwej autorki, Wołanie kukułki sprzedało się w zawrotnej liczbie tysiąca pięciuset sztuk). A kiedy było już jasne, że autorką jest Rowling – a do tego jeszcze cała akcja ustalania tego, co było niesamowitą reklamą – książka zaczęła schodzić jak świeże bułeczki.

OCENA: 7/10.

R. Galbraith, Cormoran Strike, t. 1: Wołanie kukułki, tłum. A. Gralak, Wydawnictwo Dolnośląskie Wrocław 2013, stron: 450.


____________________
PRZYPIS:
* Wg obecnych lewicowych trendów, powinno się go określić, jako: „człowiek z niepełnosprawnością nogi polegającą na częściowym jej braku”. Ale lewicowej nowomowy nie zamierzam stosować, tym bardziej że – jak widać – jest bardzo nieekonomiczna.





4 komentarze:

  1. Smutne , że dobra literatura , jeśli nie jest odpowiednio zareklamowana , to może się nie sprzedać. Słuchałem swego czasu dwie pierwsze części w oryginale, sama Rowling uważała, że audiobooki bardzo pomogły książce, całą serię czyta Robert Glenister. Bardzo dobrze się słuchało. Niestety Rowling chciała podostrzyć i 3 część, Żniwa zła, chyba najsłabsza z serii, jest jak dla mnie zbyt "mroczny". Dalej jest już podobno lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, powodzenie książki zależy od wielu czynników, a wartość literacka niekoniecznie jest głównym. O czym chyba przekonał się Łukasz Wnuk, którego "Malignę" niedawno prezentowałem.

      "Cormorana Strike" pewnie przeczytam w komplecie, bo rzadko kryminał trafia dobrze w mój gust, więc skoro już taki dorwałem, to trzeba wydusić do końca :D Choć pewnie wolałbym, żeby Rowling napisała fantasy, a może nawet space operę dla dorosłych.

      Usuń
    2. Jeśli mógłbym poprosić panią J.K.R aby coś dla mnie napisała , to pewnie byłaby to dark fantasy lub space opera z elementami kryminału noir :) Może kiedyś znudzi się kryminałami, a wtedy kto to wie ... :)

      Usuń
  2. Bardzo dobra seria. Toczy się na dwóch płaszczyznach: kryminalnej i obyczajowej i obie są równie ciekawe. W sumie nie wiem, która mnie bardziej przyciąga, a nie jestem fanem literatury obyczajowej :)

    OdpowiedzUsuń