Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 czerwca 2019

Mój kanon fantasy – pozycje z lat 1985-1999


Jeszcze raz uwagi techniczne:
1. Język oryginału podaję tylko, jeśli jest inny niż angielski.
2. Pogrubione AS, WS i BN oznaczają, że dana pozycja znalazła się też w kanonach sporządzonych przez kolejno: Andrzeja Sapkowskiego, Wojciecha Sedeńkę i Beatrycze Nowicką.


Mój kanon fantasy cz. 3


58. Robert Holdstock, cykl Las Ożywionego Mitu (Mythago Woods) – 1985-1997 AS, BN. Właściwie to autor zaczął prace nad cyklem w 1979 roku, a w 1981 ukazało się pierwsze opowiadanie. Ale uwzględniam tylko sześć książek (pięć powieści + zbiór opowiadań). Po polsku Zysk i S-ka wydał tylko dwie powieści (typowe dla tego wydawcy): Las ożywionego mitu (wyd. oryginalne 1985, polskie 1996) i Lavondyss (odpowiednio: 1988 i 1997). Świetny, klimatyczny cykl, choć fani akcji gnającej na łeb, na szyję mogą być zawiedzeni.

58a. Feliks W. Kres, cykl Szerer – 1985-. Język oryginału: polski.

59. Brian Lumley, cykl Nekroskop – 1986-2013 WS. Niekoniecznie cały cykl. Dziś może już trochę trącać ramotą, ale swego czasu pomysł był rewelacyjny: połączyć thriller o walce wywiadów podczas zimnej wojny z fantasy i horrorem. Do tego z ciekawie wymyśloną magią matematyczną (Istimor Izostar widzi? :D ).

60. Andrzej Sapkowski, cykl Wiedźmin – 1986- (Sapek zapowiada kolejny tom, więc cykl wciąż w produkcji) WS, Trylogia husycka – 2002-2006. Chyba nie trzeba uzasadniać... Język oryginału: polski.

61. Orson Scott Card, cykl Alvin Stwórca – 1986-2003 AS. Osobiście za Cardem nie przepadam (no, podobała mi się Gra Endera, kiedy czytałem po raz pierwszy jako nastolatek). Ale zdaję sobie sprawę, że to autor popularny, a ten cykl to chyba najważniejsza historia alternatywa w wersji fantasy.

62. Mike Resnick, Na tropie jednorożca (kolejne tomy cyklu niekoniecznie) – 1987 AS, WS, BN. Wiem, dla wielu to łeeee, ble, słabe, kurde, panie. Nie uważam, że to arcydzieło, ale całkiem zgrabnie zbudowana lekka opowiastka.

63. Tad Williams, trylogia Pamięć, Smutek i Cierń (Smoczy tron; Kamień rozstania; Wieża Zielonego Anioła + opowiadanie Człowiek z płomieni w antologii Legendy) – 1988- AS, WS. To, moim zdaniem, jeden z ważniejszych cykli fantasy, u mnie TOP 10 – to fantasy tolkienowska, ale (teraz będzie herezja) moim zdaniem lepsza od Tolkiena. Z dopisanych po latach sequeli na razie po polsku mamy jeden, Serce świata utraconego (tu pisałem o tej książce) – nie dorównuje pierwszej trylogii, ale jest całkiem przyjemną lekturą. Początek nowej trylogii (Korona z Czarodrzewu) podobno mamy dostać w sierpniu (w październiku Williams będzie w Polsce).
Ciekawostka: George R.R. Martin przyznaje, że właśnie Pamięć, Smutek i Cierń miało największy wpływ na niego przy tworzeniu Pieśni ognia i lodu. Z kolei Pieśń ognia i lodu ewidentnie wpłynęła na cykl Williamsa Cień (Marchia Cienia itd.). Tetralogia Cień, to jak zmiksowane Pamięć, Smutek i Cierń z Pieśnią ognia i lodu.

64. Robert Jordan, cykl Koło Czasu – 1990-2013 (cykl kończył Sanderson) AS, WS, BN. Przyznam, że nigdy nie doczytałem tego do końca. Raz, bo Zysk i S-ka poleciał w penisa – najpierw doili czytelników dzieląc każdy tom na dwa (i nadając swoje tytuły), potem wznowili już bez tego podziału i się pogubiłem co mam, a czego nie mam. Dwa, bo od piątego tomu z książek zaczęła mi się wylewać woda i to wiadrami.

65. Clive Barker, Imajica – 1991.

66. José Saramago, Ewangelia według Jezusa Chrystusa – 1991, Rozterki śmierci – 2005, Kain – 2009. Saramago w kanonie fantasy – wielu to może zdziwić, a może i kogoś zgorszyć. Bo zaliczyć retellingi Biblii do fantasy... Cóż, jestem ateistą, więc retellingi Biblii niczym się dla mnie nie różnią od retellingów mitów greckich, wed hinduskich czy Koranu (fantasy koraniczne Salmana Rushdiego przecież też uwzględniłem). Z noblistą mam pewien problem – cenię jego pisarstwo, acz bardzo mnie irytuje dziwaczna forma: brak podziału na akapity, dialogi nie wyróżnione...  Język oryginału: portugalski.

67. Stephen Lawhead, Pieśń Albionu (t. 1: Wojna o Raj; t. 2: Srebrnoręki; t. 3: Węzeł bez końca) – 1991-1993. Jeśli jakieś dzieła Lawheada wrzuca się do kanonów, to najczęściej cykl Pendragon – retelling opowieści arturiańskich przemieszanych z wątkami atlantydzkimi. Osobiście uważam, że to cykl nader przeciętny, a już tu wrzuconym retellingom arturiańskim do pięt nie dorasta. Natomiast Pieśń Albionu to bardzo klimatyczna celtycka fantasy.

68. Celia S. Friedman, Trylogia Zimnego Ognia – 1991-1996 BN. Moim zdaniem, nomber one w science fantasy.

69. Roger Zelazny, Robert Sheckley, trylogia Milenijny konkurs – 1991-1995 (t. 1: Przynieście mi głowę księcia; t. 2: Jeśli z Faustem ci się nie uda, t. 3: Farsa, z którą należy się liczyć). Z tego co pamiętam, to dawno temu w Nowej Fantastyce ktoś (możliwe, że Sapkowski) inaczej przełożył tytuł drugiej części: Gdy się nie uda za pierwszym Faustem. Niezłe humorystyczne powieści.

70. Henry Lion Oldi, Otchłań głodnych oczu – 1991-2001. Oldi to pseudonim ukraińskich pisarzy Olega Ładyżenskiego i Dmitrija (Dimy) Gromowa stworzony od pierwszych liter ich imion. Cykl Otchłań głodnych oczu oryginalnie składa się z dziewięciu książek, u nas wydano pięć w dwóch woluminach. Skąd ten cykl w kanonie... Pomijając nawet to, że Ładyżenski i Gromow tworzą świetne historie – ten cykl gatunkowo należy przypisać do new weird, a przecież new weird wtedy jeszcze niby nie było (no może zaczynało raczkować w opowiadaniach publikowanych w USA). Nawet anglojęzyczna wikipedia początków new weird upatruje w 1990 roku – w tym samym roku wyszły pierwsze opowiadania Oldiego, co prawda spoza cyklu, ale później do cyklu włączone (chyba nieco przerobione i powiązane z Otchłanią). Bez wątpienia mamy więc do czynienia z czymś nowatorskim. Język oryginału: rosyjski, narodowość autorów: ukraińska.

70a. Peter F. Hamilton, cykl Wszechświat Konfederacji – 1991-2000, jako reprezentant cosmic fantasy (tu opinia o t. 1: Dysfunkcja rzeczywistości, a tu o t. 2: Widmo „Alchemika”).

71. Michael Swanwick, Córka żelaznego smoka – 1993 AS, BN, Smoki Babel – 2008. Zdecydowanie nieszablonowe fantasy.

72. Marina i Siergiej Diaczenko, tetralogia Tułacze – 1994-2000 WS; Rytuał – 1996; Czas wiedźm – 1997 WS, dylogia Wędrująca Iskra – 2004-2008 (Waran; Miedziany królWS; Vita nostra – 2007. Oryginalna i inteligentna fantasy, w szczególności polecam Warana i Miedzianego króla. Język oryginału: rosyjski, narodowość autorów: ukraińska.

73. Gregory Maguire, Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu – 1995. Świetnie napisany retelling opowieści o czarnoksiężniku z krainy Oz. U nas wydane w 2010 roku, przeszło bez echa i wydawca (Initium) odpuścił sobie kolejne książki tego autora. A Maguire napisał jeszcze trzy retellingi o krainie Oz. Poza tym popełnił też retellingi Kopciuszka i królewny Śnieżki, a także Opowieści wigilijnej Dickensa. Szkoda, że zniknął z polskiego rynku...

74. Robin Hobb, Uczeń skrytobójcy (i inne pozycje cyklu) – 1995- WS.

75. Paul Kearney, pięcioksiąg Boże Monarchie – 1995-2002. Świetny pierwszy tom, później falowanie, raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy poniżej przyzwoitego poziomu. Dawno temu na Katedrze pisałem o tym cyklu: Kearney na pewno jest ciekawym autorem. Trochę mam wrażenie jakbym czytał młodzieńczego Martina. Bohaterowie w większości niejednoznaczni, fantastyka jest gdzieś w tle (oszczędne gospodarowanie magią, brak obcych „ras” - poza zmiennokształtnymi), nagłe zwroty akcji, a do tego Kearney nie boi się zrobić kuku nawet najbardziej pozytywnym postaciom. Do tego intrygi, polityka, herezje. Nie obraziłbym się, jakby Mag wznowił to w omnibusie.

76a. J. V. Jones, trylogia Księga słów (t. 1. Uczeń; t. 2: Zdradzony, t. 3: Pan i głupiec) – 1995-1996, Kolczasty wieniec – 1997.

76. George’a R. R. Martin, cykl Pieśń Lodu i Ognia – 1996- AS, WS, BN.

77. Neil Gaiman, Nigdziebądź – 1996 AS; cykl o amerykańskich bogach (Amerykańscy bogowie; Chłopaki Anansiego, opowiadanie Władca górskiej doliny w antologii Legendy II) – 1997-2005 AS.

78. J. K. Rowling, cykl Harry Potter – 1997-2007 AS.

79. Kate Elliott, cykl Korona gwiazd – 1997-2006. Z tym cyklem mam problem, bo dwa pierwsze tomy są świetne, od trzeciego, niestety, woda zaczyna się wylewać... Do tego polski wydawca, znowu Zysk i S-ka, dwukrotnie podchodził do tego cyklu; w pierwszym podejściu wydał tomy 1-3, w drugim tomy 1-5, a tomów 6-7 wydać nie raczył. Tym samym polski czytelnik nie zna zakończenia historii...

80. Jeffrey Ford, Trylogia Cleya vel Dobrze Skonstruowane Miasto (t. 1. Fizjonomika; t. 2: W labiryncie pamięci, t. 3: Rubieże) – 1997-2001. Świetne new weird – polecam, tym bardziej że jest dostępne w tanich księgarniach.

81. Agnieszka Hałas, cykl Krzyczący w Ciemności – 1998-. Świetna mieszanka klasycznego fantasy, urban fantasy, dark fantasy i new weird. Ktoś może być zaskoczony, że akurat Hałas, a nie np. Kres. I może słusznie, bo nowatorstwo Hałas na lata dziewięćdziesiąte jest porównywalne z nowatorstwem Kresa na lata osiemdziesiąte (wtedy zaczął powstawać cykl o Szererze). Ale osobiście bardziej lubię Hałas (bo cały cykl oceniam bardzo wysoko, a z Kresa tylko Północną granicę – co nie oznacza, że resztę uważam za słabą!). Język oryginału: polski.

82. Siergiej Łukjanienko, cykl Patrole, 1998-. Łukjanienko popełnił z tego cyklu sześć książek, wszystkie nam wydał Mag. Ale Łukjanienko „udostępnił” swój świat innym autorom i na dziś rosyjska Wikipedia podaje, że całość cyku to trzydzieści dwa tomy, acz może hasło było redagowane jakiś czas temu, bo na rosyjskim forum znalazłem informację o trzydziestu sześciu książkach. W Polsce z tych pozycji innych autorów ukazało się tylko Oblicze Czarnej Palmiry Władimira Wasiliewa. Język oryginału: rosyjski.

83. Walter Moers, cykl Camonia – 1999-. Świetna rzecz, niestety w części w Polsce nieosiągalna – np. 13 i 1/2 życia kapitana Niebieskiego Misia zostało wydane raz, w 2007 roku i obecnie jest praktycznie nie do kupienia. Język oryginału: niemiecki.

84. Steven Erikson, cykl Malazańska Księga Poległych – 1999-2011 WS, BN. Nie lubię tego cyklu. Uważam, że Erikson ma świetne pomysły, tylko nie bardzo mu wychodzi ich przekuwanie w prozę. Ale bez tej pozycji w kanonie niektórzy pewnie by mnie zjedli :D


U góry kadr z rosyjskiego filmu Straż nocna na podstawie Łukjanienki.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

21 komentarzy:

  1. Ciekawe zestawienie :P.
    "Las ożywionego mitu" to niestety skandal. Chcę to przeczytać, bo widzę, że to coś na pewno dla mnie, ale chodzi po bandyckich cenach na Allegro. Na razie kupiłem "Lavondyss" i nie wiem, może uzupełnię z Amazona. I tak będę musiał, jeśli mnie wkręci, a to mocno prawdopodobne.
    Co do Williamsa się nie zgodzę. Nie dlatego, że jestem fanem Tolkiena (no dobra, po trosze też :P), ale dlatego, że jednak Seoman jest dość męczącym bohaterem, przynajmniej momentami. Tym niemniej, zgoda, zasługuje na bardzo wysoką ocenę :D. "Serce..." jeszcze przede mną.
    Natomiast Jordana polecałbym dokończyć. Jak przebrnie się przez tą lejącą się wodę, to jest naprawdę dobrze. Mimo wszystko stawiam Jordana nawet nad Williamsem :D.
    Saramago to ciekawa propozycja. Przyznam, że nie słyszałem i jestem dość ciekawy. Retelling opowieści o Chrystusie to chyba jeszcze nie bluźnierstwo ;)
    Wielkie dzięki za polecenie Lawheada. Czytałem "Pendragona" jeszcze w liceum, ale tak mnie zmęczył (między innymi za próby nachalnego ewangelizowania czytelnika), że nawet nie skończyłem ostatniego tomu. Chętnie się przeproszę z tym autorem, skoro napisał coś lepszego.
    Ból co do pani Elliott w pełni rozumiem. Jak coś ostatnio nawet pisałem o ostatnim tomie po polsku - cóż, jest dużo lepiej, niż w tomie 3 i 4. Ale i tak może być dużo lepiej.
    Poza tym, jak zwykle ciekawie, część czytałem, część nie. Dzięki, postaram się uzupełnić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Las ożywionego mitu" mógłby ktoś wznowić w omnibusach - ułożyć wg wewnętrznej chronologii cyklu. Dwa tomy śmiałoby wystarczyły, a może nawet jeden, skoro Belgariadę się dało.

      Z Jordanem większym problemem od przebrnięcia przez te parę słabszych tomów, jest dla mnie chaos wydawniczy. Widzę np. na Dedalusie czy w Arsenale tomy, których mi brakuje, ale nigdy nie wiem czy to wyd. 1 (czyli pół powieści) czy drugie (cała powieść). Bo przypomnę, że w pierwszym wydaniu Zyska dla zysku powieści podzielono na dwa tomy każdą, tom pierwszy leciał pod tytułem oryginalnym, a drugi pod wymyślonym przez zyskowców. Skąd mam teraz wiedzieć czy kupując np. "Tryumf chaosu" kupię całą powieść, czy tylko połowę i muszę jeszcze gdzieś wynaleźć "Czarną wieżę" (dodatkowo okładki pierwszych części pierwszego wydania są bardzo podobne do okładek wydania drugiego)... Jasne, różnią się formatem i datą wydania, ale tanie księgarnie niekoniecznie takie szczegóły podają na stronach.

      Może kiedyś zrobię notkę dlaczego Williams jest lepszy od Tolkiena :D Co do Simona, to dziś typowy bohater fantasy (jak to kiedyś nazwałem: Gimbaza Wybraniec), ale w czasach kiedy Williams pisał "Pamięć, smutek, cierń" nie było to jeszcze tak wyeksploatowane (choć Belgariada była wcześniej).

      W "Ewangelii według Jezusa Chrystusa" chodzi jeszcze o to, jak został przedstawiony Jezus, a jeszcze bardziej jak został przedstawiony Bóg Ojciec. Sama powieść wywołała taki skandal, że po jej wydaniu Saramago wyemigrował z Portugalii do Hiszpanii (na Kanary).

      Usuń
    2. ps.
      Teraz Zysk wznawia niby Koło czasu w twardych okładkach, ale znając ich podejście, to może za 15, a może 30 lat skończą (Martina też puścili tylko pierwszy tom w fajnym wydaniu trzy lata temu i od tej pory cisza - będą to kontynuować, nie będą?). Wchodzenie w serie od Zyska, to nie jest najmądrzejszy pomysł :D

      Usuń
    3. Zysk istotnie wkurwił, za przeproszeniem mocno tym starym wydaniem, gdzie nie dość, że podzielił książki na dwie części, to jeszcze wymyślił swoje tytuły.
      Ale jest na to recepta: Jak masz wątpliwość, czy to właściwe wydanie, gdzie każdy oryginalny tom jest w jednym tomie po polsku, to patrz na datę wydania 2011 wzwyż: w porządku :D. Na szczęście to wydanie dokończyli.
      Cieszę się, że wydają wznowienie, ale wolę stare okładki (notabene, takie jak w wydaniu amerykańskim).
      To, że Simon dzisiaj jest typowy, nie zmienia faktu, że jest irytujący. Chociaż, tutaj przyznaję, że Belgarion bardziej :P.

      Co do Saramago, to poniekąd, muszę przyznać, że mnie ta reakcja cieszy :P. Okazuje się, że na Zachodzie coś takiego może jeszcze kogoś oburzyć. Czasem się zdaje, że tylko podobne zagranie z islamem takie reakcje powoduje.
      Sam sięgnę po tę książkę, bo po tym opisie tym bardziej jestem ciekaw, cóż tam takiego jest.

      Usuń
    4. Nie wiem czy dziś na Zachodzie jeszcze kogoś takie coś oburza... To była akcja z lat 91-93. W 91 roku portugalska władza zablokowała mu nominację do Europejskiej Nagrody Literackiej, w końcu dwa lata później Saramago wyemigrował.

      Usuń
    5. A, no fakt, skoro to lata 90te, to jeszcze oburzało. Dzisiaj, z tego co wiem, na pewno by nagrodę dostał.

      Usuń
  2. O, i znów poznałam nowe, nieźle brzmiące tytuły :D
    Chciałam sięgnąć po Koło Czasu, ale odstrasza mnie ilość i grubość tomów. Może autor naprawdę był tak kreatywny, ale lanie wody jest chyba bardziej prawdopodobne. Dobra, spróbuję, może dojdę do połowy, zanim powstanie serial XD
    Harry Potter to oczywisty punkt kanonu. Od tej książki zaczęło się moje zainteresowanie fantastyką, a także fanfikami.
    Williams lepszy od Tolkiena? No, trochę herezja... Tolkien to jednak ogromny, wręcz namacalny świat, nie sądzę, żeby którykolwiek fantasta miał do niego start. Ale i Williamsa bardzo lubię, a tę trylogię pochłonęłam w kilka dni, mimo jej wagi ciężkiej. Ociupinkę przegadana, ale świetna, bohaterowie, których można polubić, świetnie napisane kobiety - niektórzy pisarze, zwłaszcza starszej daty, mają z tym problem, bardzo ciekawe granie z wydawałoby się, oklepanymi schematami, ciekawe plot twisty. Jiriki, Aditu i w ogóle Sidha mnie zauroczyli. Od innej serii Williamsa się odbiłam, ale planuję wrócić.
    Patrole mnie nie zainteresowały, Wiedźmin też zresztą nie (wiem, niepopularna opinia).
    W planach: Hałas (zewsząd słyszę pochwały), Lumley, Lawhead, dokończyć Friedman - świetna!, Maguire, Holdstock - opis brzmi zarąbiście, ale faktycznie trudno dostać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety u Williamsa? Niby które? Aditu jest bardzo fajna, księżniczka też okej, ale reszta? Nie żeby mi to przeszkadzało, po prostu pytam :P

      Usuń
    2. Myślałam głównie o tych dwóch, plus jeszcze matka Aditu i Maeghwyn (o ile dobrze pamiętam imię). Może ich było więcej, ale teraz już nie pamiętam ^^ Pozostało tylko wrażenie, że było tam kilka kobiet z dobrze napisanymi charakterami i własnymi wątkami.

      Usuń
    3. Może kiedyś zrobię notkę, dlaczego Williams wielkim pisarzem jest :D

      Usuń
  3. A Crowleya (Małe duże, Ægypt) czemu nie ma tu? Zdawało mi się, że to autor, który powinien znaleźć się na każdej szanującej się liście. Naprawdę ciekawi mnie opinia autora bloga. Może po prostu nie czytał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Crowleya autor czytał. Przy "Samotnie" (Ægypt) autor nawet raczył przysnąć. I to dwukrotnie :D

      Usuń
  4. Ło panie, tutaj to się zaczynają interesujące tytuły. ;) Najśmieszniejsze jest to, że większość albo już czytałam, albo mam na półce i zamierzam przeczytać XD (czyli dwa tomy Resnicka, Imajicę, Trylogię Zimnego Ognia

    Z Carda czytałam właśnie "Grę Endera" (i IMO całkiem udany "Ksenocyd") oraz "Oczarowanie". Ogólnie dość zapomniana powieść, czyste fantasy i może nie jakoś szczególnie kanonicznie wybitna, ale podobało mi się pogrywanie autora z motywami słowiańskich baśni.

    Williams mnie zraził swoim cyklem urban fantasy. Może kiedyś się przełamię.

    Dzięki za podsunięcie Milenijnego konkursu, wygląda interesująco ;)

    "Córka żelaznego smoka" to jedna z moich ulubionych pozycji UW i jedna z IMO najbardziej niedocenionych pozycji fantasy w naszym kraju.

    Diaczenkowie to jedna z głównych pozycji na mojej liście wstydu. Od kilkunastu lat planuję coś ich przeczytać...

    Poza tym Amerykańscy bogowie Gaimana są przereklamowani (poza wymienionymi przez Ciebie są jeszcze dwa opowiadania z cyklu w gaimanowskich antologiach, ale nie pomnę tytułów). Poza tym Hałas, Ford, Łukjanienko i Moers jak najbardziej na propsie.

    PS. A z rosyjskiego filmu "Straż nocna" najbardziej bawi mnie fakt, że główna (i chyba promocyjna) piosenka z niego streszcza całość chyba ze wszystkimi kluczowymi spoilerami (trochę jak "Serca lód" we "Frozen", tylko mniej subtelnie XD )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Straży nocnej" mnie najbardziej podobał się rosyjski klimat, no i aktorzy, nie piękni jak made in USA, tylko normalni.

      Bobby Dollar nie podobał Ci się? Dziwne, to może nie arcydzieło, ale przyzwoite urban fantasy. Acz "Pamięć, Smutek i Cierń" to zdecydowanie coś innego. Williamsa jeszcze mogę polecić animal fantasy "Pieśń łowcy" - samostojka.

      Usuń
    2. Pomysł był fajny, ale postacie koszmarnie irytujące. Jakoś dokończyłam pierwszy tom, ale kolejnych nie mam zamiaru tykać. Za to "Pieśń łowcy" od jakiegoś czasu mam na liście do przeczytania, tylko jeszcze mi nie wpadła w łapki. "Pamięć, smutek, cierń" sobie na razie odpuszczam, bo chwilowo mam awersję do opasłych cykli.

      Usuń
    3. Mnie bardziej od tomu 1, podobał się t. 2 Dollara ("Szczęśliwa godzina w piekle") - fajna wizja piekła (trochę mi przypominała Huberatha "Miasta pod Skałą", a trochę Otchłanie w cyklu Hałas o Krzyczącym). Oczywiście t. 2 Dollara trudno uznać za urban fantasy...

      Usuń
  5. No dobra, nareszcie większość tytułów znam lub rozpoznaję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że w części to autorzy pasujący do mojej starej notki pt. "Polegli na polu chwały" (część zresztą tam umieściłem):

      http://seczytam.blogspot.com/2016/01/polegli-na-polu-chway.html

      Usuń
  6. Dokończ Jordana naprawdę warto - moim zdaniem wodolejstwo zaczyna się w dziewiątej książce ale trzy ostatnie napisane zresztą przez Sandersona są znakomite. Sanderson jest bardzo średni ale z kontynuacją spuścizny Jordana poradził sobie znakomicie. Erikson też jest bardzo dobry, pogubił się w ostatniej książce - nie zdołałem jej skończyć. Williams świetny choć próbowałem go przeczytać ostatnio i utknąłem na Kamieniu Rozstania - niesamowicie przegadana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy znakomite, bym polemizował. W każdym razie, trzeba przyznać, że Sanderson poradził sobie z kontynuacją nader dobrze. Jednak, mi osobiście wiele rozwiązań nie pasowało i mam wrażenie, że Jordan jednak by napisał lepiej.
      Namowy do dokończenia Koła, na pewno jednak popieram :D

      Usuń
    2. Może kupię tego Jordana brakujące tomy, jeśli tym razem Zysk jakoś sprawnie to wyda. Ale sprawne wydawanie cyklu i Zysk to oksymoron :D

      Usuń