poniedziałek, 30 maja 2016

O redagowaniu, czyli w odpowiedzi człowiekowi, który obserwuje sam siebie

Niedawno na blogu Koczowniczki zaczęła się dyskusja, czy może raczej pyskusja o redagowaniu. Otóż znany pieniacz (potem się dopiero dowiedziałem, że także tłumacz, a nawet autor – popełnił jakąś książkę) Paweł Pollak raczył przedstawiać swoje racje w swoim stylu, czyli z niewielką znajomością materii, za to z wieloma inwektywami, pomówieniami itp. Zaprezentował zachowania typowe dla trolla. Tak się biedny pisarzyna* podniecił pyskusją, że nawet coś tam nasmarał na swoim blogasku.

W pewnym momencie zrezygnowałem z dyskusji z nim, bo to przyjemność porównywalna z robieniem kupy w pokrzywach. Niestety, pisarzynie poziom podniecenia nie opadał i ciągnął, i ciągnął do znudzenia. Więc teraz nie krótko, ale mam nadzieję, że na temat.

O co chodzi. Otóż rzeczona Koczowniczka przesyła swoje recenzje do publikacji w Biblionetce. Redaktorka Biblionetki zrobiła kilka kosmetycznych zmian w jej tekście (nie dyskutuję teraz o sensowności owych zmian, bo to odrębny problem).

W Regulaminie Biblionetki są takie zapisy:
5. Użytkownik upoważnia właściciela Serwisu do modyfikacji przesłanych recenzji i opinii lub innych utworów, w szczególności poprzez skracanie, wydłużanie, zmianę tytułu, poprawianie błędów, co zostaje finalnie poddane akceptacji użytkownika. Zasady akceptacji zmian opisane zostały w pkt. VIII ppkt 8.

Redakcja serwisu ma prawo do poprawek i skrótów w dodanych recenzjach/opiniach. Jeśli autor tekstu uzna ingerencję za zbyt daleko posuniętą, może poprosić redakcję o usunięcie tekstu z serwisu w terminie 7 dni od pojawienia się tekstu w BiblioNETce.

Rzeczony pisarzyna nazwiskiem Pollak pojawił się i napaskudził w dyskusji. Z rzeczy merytorycznych przytoczył dwa przepisy – zacytujmy:

Art. 60 ust. 1 ustawy o prawie autorskim: Korzystający z utworu jest obowiązany umożliwić twórcy przed rozpowszechnieniem utworu przeprowadzenie nadzoru autorskiego.

Art. 58. § 1 Kodeksu Cywilnego: Czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek, w szczególności ten, iż na miejsce nieważnych postanowień czynności prawnej wchodzą odpowiednie przepisy ustawy.

Zdaniem pisarzyny, z tych przepisów wynika, że twórca nie ma prawa do rezygnacji z góry z korekty autorskiej (a takową rezygnacją jest np. zaaprobowanie regulaminu Biblionetki).

Pisarzyna nie ogarnia – próbowałem mu to uświadomić, ale się nie przebiło – że poza literą prawa, istotny jest także duch prawa. Ki pies ów duch? Otóż to intencje ustawodawcy oraz orzecznictwo, w szczególności oczywiście wyroki Sądu Najwyższego.
Oczywiście poprosiłem pisarzynę o wykazanie, że Art. 58. Kodeksu Cywilnego ma w takich sprawach zastosowanie oraz o podanie orzecznictwa. I przede wszystkim prosiłem o wykazanie, że twórca nie może z góry zrzec się prawa do korekty autorskiej. Pisarzyna wciąż wydalał wyłącznie bluzgi...

Zanim przejdę do orzecznictwa, tak na chłopski rozum:
1. Weźmy gazetę, dziennik. Pracuje tam kilkudziesięciu dziennikarzy. Po południu kocioł – niedługo trzeba wysłać gazetę do drukarni, a tu jakiś dziennikarz wstrzymuje wszystko, bo akurat wykłóca się z redaktorem czy korektorem o jeden przecinek.
2. Weźmy serwisy handlujące zdjęciami. Autor z Węgier, serwis rosyjski, fotkę kupuje magazyn z Indonezji. Graficy kadrują czy szparują zdjęcie. Idąc tokiem myślenia pisarzyny, nie mają do tego prawa bez uzgodnienia z autorem. Czyli po każdej, kosmetycznej nawet zmianie magazyn odsyła fotkę do serwisu, serwis do autora i wszystko ślimaczy się bez końca.
3. Weźmy wreszcie stopki redakcyjne gazet, np. Angory, która przedrukowuje utwory już opublikowane. I jakoś w tejże stopce zastrzega sobie prawo do redakcji, skracania, zmiany tytułów. Czyli albo pisarzyna się myli, albo mylą się prawnicy pracujący dla medium o nakładzie kilkuset tysięcy sztuk.

Teraz orzecznictwo. 

Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 29 października 1997 roku (sygn. akt I ACa 477/97): 
Nie każda zmiana dowolnego elementu treści lub formy utworu narusza prawo do jego integralności (art. 16 pkt 3 Prawa autorskiego), lecz tylko taka jego zmiana, która „zrywa” lub „osłabia” więź twórcy z utworem, usuwa lub narusza więź między utworem a cechami indywidualizującymi jego twórcę. Tak oznaczonych cech naruszenia prawa do integralności utworu nie spełniają drobne zmiany elementów jego treści lub formy, które nie uchylają atrybucji utworu.

I wyrok Sądu Najwyższego z 31 października 1975 roku (I CR 624/75):
Wydawca, który wbrew żądaniu twórcy nie umożliwił mu wypowiedzenia się co do redakcyjnych, merytorycznych zmian w opublikowanym utworze, narusza autorskie dobra osobiste twórcy.
Jeszcze raz: wbrew żądaniu twórcy. To przerzuca piłeczkę na pole autora – to on powinien wystąpić o korektę autorską.

I opinia prawnika (adwokata Jarosława Góry) o zgodzie z góry na zmiany w dziele:
W literaturze dopuszcza się również możliwość umownego udzielenie takiej zgody na przyszłość, pro futuro. Problem pojawia się jednak w kwestii zakresu zmian, tj. czy twórca może wyrazić zgodę na wprowadzenie konkretnej zmiany przez konkretną osobę, czy może udzielić zgody blankietowej, na wprowadzanie wszelkich zmian? W tej kwestii w literaturze również nie panuje zgoda. Znajdziemy liberalne podejście do tej kwestii, które dopuszcza możliwość zezwolenia na dokonywanie wszelkich zmian, związanych z korzystaniem z utworu. Znajdziemy również restrykcyjne podejście, opowiadające się za możliwością udzielenia zgody tylko na dokonanie konkretnych zmian. Zdaje się, iż większe poparcie ma drugie stanowisko, zgodnie z którym twórca może udzielić zezwolenia tylko na dokonanie dokładnie określonych zmian w przyszłości. Zgodnie z nim udzielenie zgody na dokonywanie w przyszłości wszelkich zmian jest nieskuteczna.
Jak widać nie ma zgody co do zakresu, jest zgoda, że ogólnie takowej zgody udzielić można.

I jeszcze z orzecznictwa. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 14 marca 2006 roku (VI ACa 1012/2005):
zakres czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia praw autorskich powinien być adekwatny do rozmiarów i skutków naruszenia.
W tym konkretnym przypadku sąd uznał, że wystarczająca jest ponowna publikacja utworu, tym razem w formie niezmienionej (sprawa jest o tyle specyficzna, że chodzi o wiersz, a przy tego typu dziełach oczywiście łatwiej o naruszenie prawa do integralności utworu).

Jak to wygląda w praktyce? Powiedzmy, że Koczowniczka pozywa Biblionetkę do sądu. Sąd powołuje biegłego, który oceni po 1. czy naruszona została integralność utworu, po 2. czy utwór przez wprowadzone zmiany stał się gorszy – czyli czy Koczowniczka poniosła rzeczywistą stratę. Moim zdaniem, Koczowniczka jest bez szans. Bo czegóż dotyczyły zmiany w Biblionetce:
– Kiedy tydzień temu dodałam do Biblionetki swoją recenzję, pani redaktor poczyniła w niej kilka zmian – opisuje Koczowniczka. – Na pytanie, co znowu napisałam źle, otrzymałam odpowiedź, że w dwóch kolejnych zdaniach aż trzy razy pojawiło się „i”.
Z tego wnoszę, że redaktorka po prostu zamieniła jedno lub dwa „i” na „oraz”. Nie sądzę, żeby jakikolwiek biegły uznał to za naruszenie integralności utworu lub pogorszenie jego jakości.

Abstrahuję tu oczywiście od odczuć Koczowniczki, przedstawiam tylko prawny punkt widzenia. Przede wszystkim pisarzynie pod rozwagę. Może zakiełkuje mu refleksja, że niektóre sprawy są bardziej skomplikowane, niż to się pieniaczom wydaje?

ps.
Pisarzynę uprzedzam, że jeśli się tu pojawi i zamiast merytorycznej rozmowy będzie próbował napaskudzić, to po prostu będę kasował jego posty.


* Rzeczony pieniacz używa wobec mnie określenia „redaktorzyna”, więc widocznie lubi dyskusje w takiej poetyce, a ja mam dobre serduszko, więc skoro lubi, to proszę bardzo. Nie, nie, pisarzyno – nie musisz dziękować.

13 komentarzy:

  1. Szkoda prądu. Po prześledzeniu wpisów blogaska Pollaka widać, że to zakompleksiony troll o niemożliwie rozbuchanym ego. Wydaje mu się, że jest wielkim pisarzem i pogardza resztą. Jego ulubione tematy to grafomania, sądownictwa, self-publishing i konkretne osoby. Jako nauczyciel nic nie osiągnął, nie osiągnął nic jako pisarz i tak samo jako tłumacz. Żyje z redagowania i , ale proszę uważać. Jest bardzo sprytny, a do tego niebezpieczny, wyrachowany i kalkuluje. Jeden z tych, co prowadzą fundację (Szwedzka) jedynie dla własnej korzyści. Ten blog to jego narzędzie marketingowe. Co jakiś czas dopada jakąś osobę (wydawnictwo albo temat itd.) i potrafi ja skutecznie zmieszać z błotem. Na jego blogu to widać. Temat eksploatuje temat, jak tylko się da. Usuwa komentarze pod pretekstem wulgaryzmów (albo niepodpisywanie się adwersarzy), ale m niestety tym się wyróżnia. Jako bloger zaczyna być dostrzegany (bo jako pisarz czy tłumacz to dno) i co jakiś czas kotoś o nim pisze w kontekście self-publishingu na przykład. Niestety wokół swojego bloga skupił pokaźną grupę klakierów. Ostatnio dołączyła Koczowniczka (chociaż wcześniej zmieszał ją z błotem) i teraz promują swoje blogi nawzajem. Raz on, raz ona coś nawzajem o sobie napisze. Proszę uważać, bo jedno słowo za dużo i facet skrobnie pozew o naruszenie dóbr osobistych z żądaniem odszorowania. Sądzę, że na takich właśnie procesach (albo ugodach) Pollak żeruje. Znam to z własnego doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, straszenie sądami i ciąganie po sądach to typowe zachowania ludzi z zaburzeniem osobowości, tzw. osobowością pieniaczą.

      Usuń
    2. Pan wie o pozwaniu przez Pollaka dwóch wydawnictw, ja w internecie widziałem pozew wobec krytykowanego na jego blogu autora — to razem jest trzy. Najlepsze jednak, że krzyczy u siebie na blogu, że to jego pozywają... Tymczasem to on nie dość, że pozwał to, jeszcze przegrał.

      Usuń
    3. Piszesz tu na własną odpowiedzialność. Zakładam, że wspominając o fundacji Pollaka (nie wiedziałem nawet, że takowa prowadzi) wiesz co robisz. Ale mam do Ciebie i innych piszących prośbę - nie mieszać do tego innych blogerów (np. Koczowniczki, z którą dotąd rozmawiało mi się dobrze). Nie chcę, żeby mój blog zmienił się w taką kloakę, jak blog Pollaka.

      Usuń
    4. Dzięki, Paweł, za zwrócenie uwagi anonimowi. To, co on wypisuje, to wredne oszczerstwa. Z fundacją było tak, że kiedyś za własne pieniądze (WŁASNE!) pan Paweł wydawał szwedzką klasykę, którą przedtem przetłumaczył. Mógłby w tym czasie tłumaczyć na przykład kryminały i dużo zarobić. Włożył w to bardzo dużo czasu, wysiłku i własnych pieniędzy. Mało kto by się na to zdobył.

      Może jeszcze dojdziecie do porozumienia.

      Mnie też się z Tobą dobrze rozmawiało i mam nadzieję, że tak zostanie :)

      Usuń
    5. Piszesz tu na własną odpowiedzialność. Zakładam, że wspominając o fundacji Pollaka (nie wiedziałem nawet, że takowa prowadzi) wiesz co robisz

      Owszem, zgodzie z przepisami ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną właściciel portalu nie odpowiada za umieszczenie opinii naruszających czyjeś dobra osobiste. Ale... Ale odpowiada za ich nieusunięcie po uzyskaniu informacji o tym, że są pomówieniami. Otrzymałeś informację o tym, że komentarz jest zniesławiający. I ten komentarz nadal wisi, choć minęło kilka dni. I na pewno narusza dobra osobiste obgadywanej osoby.

      Usuń
    6. Korekta: nie „zgodzie z przepisami”, tylko „zgodnie z przepisami”.

      Usuń
    7. Ale Anonimowy nie naruszył dóbr Pollaka, przynajmniej ja tego nie widzę. Zwrot:

      >>Jeden z tych, co prowadzą fundację (Szwedzka) jedynie dla własnej korzyści.<<

      Jest tak enigmatyczny, że właściwie nie wiadomo co ma na myśli. Może np. to, że Pollak promuje się jako tłumacz?

      Usuń
  2. Widzę dziś znowu sporo wejść z bloga Pollaka, więc wszedłem zobaczyć co znowu nasmarował. Nihil novi - pieniacz w pełnej krasie. Najlepiej jego osobowość oddaje to, że śmiałem się z nim nie zgodzić 20 kwietnia. 2,5 miesiąca, a on wciąż ciągnie. Ciekawe co by na to powiedzieli psychiatra z psychologiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. W maju bodajże 2015 dzięki niemu pobiłem rekord oglądalności na swoim blogu. Nie przejmuj się jego uwagami, on tak uderza we wszystko co oddycha i trzyma w ręce długopis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wchodzę już do jego kloaki, którą nazywa blogiem. Niestety, podejmując dyskusję z idiotą, przynajmniej po części schodzisz do jego poziomu, a mnie to nie rajcuje. To jest biedny, nieszczęśliwy człowiek, z jakimiś poważnymi problemami psychicznymi. Mogę mu jedynie współczuć.

      Usuń
  4. Znowu o Tobie napisał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie interesuje mnie co ten chory móżdżek znowu wyprodukował. W każdym razie, od 3 miesięcy coś tam międli, bo ktoś śmiał mieć inne zdanie. To na pewno nie jest zachowanie normalnego człowieka.

      Usuń