środa, 6 grudnia 2017

Listopad – raport z biblioteczki


Jak widać, w walce z nałogiem totalna porażka – plan przekroczony o ponad sto procent. Wyjątkowo mało fantastyki, komiksy w normie, ale licznik nabiłem wizytą w księgarni naukowej...

SF/fantasy tylko dwa nabytki. Kiedyś już pisałem, że uważam Tada Williamsa, Pamięć, smutek, cierń za najlepszą pozycję tolkienowskiej fantasy, lepszą niż sam Władca pierścieni. Skoro Williams wrócił do Osten Ard, to i ja wybrać się tam musiałem. Chociaż już zdążyłem się wkurzyć, bo to nie tyle powieść, co nowelka; zadowalającą objętość wydawca uzyskał przez reklamę – dołożenie czterdziestostronicowego fragmentu kolejnej książki Williamsa.

Bennetta wziąłem mimo wydawnictwa. Z zasady omijam Papierowy Księżyc, bo to wydawca-partacz – korektę i redakcję uznają tam za dziwaczny obyczaj i nie kultywują... Ale opisy i recenzje Miasta schodów były na tyle trafiające w mój gust, że się przemogłem. Ciekawe na ile wydawca popsuł tę książkę (bo, że popsuł, to wiem bez czytania – dyskusyjne jest tylko w jakim stopniu).

Dygot Małeckiego, to chyba książka tzw. „głównego nurtu”. Wziąłem w charakterze eksperymentu, za pół ceny – dogorywający Matras zrobił taką promocję w listopadzie. Po czym chyba zszedł był z tego świata, w każdym razie ich strona internetowa nie działa.


I drugi matrasowy nabytek. Takie dziwo – gdybym miał zrobić swoje książkowe TOP 10, to na pewno znalazłoby się miejsce dla Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Ale jakoś nigdy nie zainteresowała mnie pozostała twórczość Haška – nawet nie wiedziałem, że coś tam jeszcze ze Szwejkiem popełnił. W tym zbiorze mamy utwory pisane jeszcze przed wojną (oczywiście, pierwszą światową), fragment powieści (dlaczego fragment?) z czasów wojny i kilka felietonów Haška z czasopism satyrycznych.
Baśnie z Maluli znalazłem w taniej księgarni. Kiedyś czytałem dość dobre recenzje, jak zobaczyłem książkę, to mi się przypomniały. Więc zainwestowałem bodajże sześć zł.

Obrazkowo – kontynuacja kolekcjonowania Blame! i Berserka plus początek zbierania Hellboya.


Takoż kontynuacja Baśni (tym razem tomy piąty i siódmy, bo szósty nadprogramowo kupiłem w październiku). W ubiegłym miesiącu zapowiadałem, że wypróbuję nowego gracza na komiksowym rynku – Non Stop Comics. Miało to być humorystyczne fantasy Rat Queens, ale jak zobaczyłem Monstressę, to od razu plany się zmieniły. Rat Queens może w grudniu.


I trochę pozycji naukowych. Po przeniesieniu Wydziału Historii UAM z centrum Poznania na Morasko, czyli wygwizdowo, dostęp do książek nieco mi się skomplikował. WH UAM nie jest specjalnie zainteresowany sprzedażą swoich pozycji (w końcu wydają za złotówki publiczne, czyli niczyje), więc bardzo trudno je spotkać w księgarniach. Jak nie wierzycie, to spróbujcie znaleźć Chrzest Mieszka w jakiejś „normalnej” księgarni.

Dopiero teraz doczytałem na stronie UAM, że mają księgarnię przy ul. Fredry. Nigdy nie rzuciła się w me piękne oczęta, pewnie dlatego, że w okolicy nie ma gdzie zaparkować samochodu. Ale jak już wiedziałem, to doszedłem. I trochę odchudziłem konto.

Chrzest Mieszka to czwarta tego typu zbiorówka wydana w ostatnim czasie przez UAM (pozostałe to: Tradycje i nowoczesność. Początki państwa polskiego na tle środkowoeuropejskim w badaniach interdyscyplinarnych, 2017, Chrystianizacja „Młodszej Europy”, 2016 oraz Chrystianizacja Europy, Kościół na przełomie I i II tysiąclecia, 2015 – tej ostatniej mi brakuje, ale oczywiście uzupełnię).

Świetnym pomysłem było wydanie zbioru niemieckich artykułów o wczesnym średniowieczu. Sześćset stron ważnych publikacji autorstwa znanych i uznanych badaczy – m.in. Waltera Schlesingera, Herberta Ludata, Gerda Althoffa czy – znanego już w naszym kraju, acz z dość kontrowersyjnych publikacji – Johannesa Frieda. I to wszystko w twardej oprawie, z indeksem na końcu.

I po raz kolejny reklamuję rocznik Slavia Antiqua – jedno z trzech najlepszych polskich czasopism poświęconych średniowieczu. Tym razem sporo o wojnach, do tego Andrzej Buko polemicznie o początkach chrześcijaństwa na naszych ziemiach.


Kolejne trzy pozycje trochę pod tematykę naszych turbosków. O Cieniach aryjskich przodków już pisałem.


Kulturowe projekcje Słowian to takie trochę mydło i powidło. Od artykułu Kajkowskiego o Belbogu po artykuł Foltyna o słowiańskich motywach w polskich komiksach.

Książkę Roli kupiłem za jakieś dwa, może trzy zł w taniej księgarni. Nie spodziewam się cudów, w końcu to pozycja popularna, a autor jest dziennikarzem. Ale czytałem kilka jego artykułów ze zbiorówki Tajemnicza Wielkopolska i wspominam nie najgorzej.

Czyli, jak alkoholik wychodząc z nałogu czasem zapije, tak ja w listopadzie zaksiążkowiłem. Na szczęście grudzień – przez święta jest nie najlepszym miesiącem na kupowanie książek, więc może teraz uda się zmieścić w planach.

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

28 komentarzy:

  1. "Sarmaci i uczeni" Paszyńskiego to doktorat jest. Jak na doktorat to nędza. Zero źródeł rękopiśmiennych, same drukowane. Kończy się informacją, że "fantazmat Wielkiej Lechii" jest alternatywą, która odżywa wśród niezależnych badaczy/poza środowiskiem naukowców i podaje prace Bieszka czy Bałczyńskiego. Swoją drogą, sformułowania "fantazmat Wielkiej Lechii" jako pierwszy chyba użył blog Sigillum Authenticum. A odwołania czy umieszczenia w bibliografii brak. Jak Pan porówna tą książkę z doktoratem Joanny Orzeł "Historia-tradycja-mit w pamięci kulturowej szlachty Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku" o podobnej tematyce, tylko innym ujęciu, to widać, jak doktorat W. Paszyńskiego jest bardzo słaby, bo słaby jest i bez tego porównania. Zanim praca W. Paszyńskiego wyszła miał on prelekcję w ramach Seminarium Średniowiecznego na UJ w kwietniu 2015 (tytuł referatu: Gdy Polaków-Sarmatów Wandalami zwano. Koncepcja wandalska a średniowieczne losy pojęcia Sarmacji), gdzie w dyskusji, wskazywane mu były źródła, uwagi merytoryczne itp. Nie posłuchał, nie skorzystał. Więcej o tym człowieku jest na anglojęzycznej wikipedii. W polskojęzycznej informacji brak. Widać ego ma autor "Sarmatów i uczonych" wielkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już to wiem, bo przeleciałem "Sarmatów i uczonych" :) Szczególnie złe wrażenie zrobił na mnie ostatni rozdział, z poważnym traktowaniem np. tez Sulimirskiego o pochodzeniu polskich herbów od sarmackich tamg...

      Dzięki za wskazanie książki Orzeł, bo własnie latałem po internetach i szukałem czegoś konkretnego na ten temat.

      Usuń
    2. Zapomniałem dopisać, że odniesienie, że w tej mierze nagrywa filmiki Szydłowski też jest.

      Usuń
    3. Paszyński powołuje się na większą liczbę szurów, m.in. Skroka (i to dość obszernie, łącznie z przywoływaniem jego bzduro-teorii). xD

      Usuń
    4. W książce "Sarmaci i uczeni" brak informacji, że "fantazmat Wielkiej Lechii jest alternatywą, która odżywa wśród niezależnych badaczy". Ów fantazmat został pokazany jedynie w kategorii kuriozum, a nie pełnoprawnej teorii. Co więcej wzmiankowany jest jedynie w dodatku do pracy (aneks nr XII). Brak natomiast odniesień do niego w tekście właściwym (nie mówiąc o aprobacie dla takich poglądów). W książce brak również informacji o nagraniach audiowizualnych Pana Szydłowskiego na kanale YouTube. Jego nazwisko pojawia się jedynie pośród innych wyznawców idei lechickich. Poniżej podaję cały fragment dotyczący problematyki wielkolechickiej:
      „Równolegle, poza środowiskiem akademickim, rozwinął się fantazmat Wielkiej Lechii, rzekomego imperium Słowian-Sarmatów, opiewanego m.in. przez Janusza Bieszka (Słowiańscy królowie Lechii: Polska starożytna; Chrześcijańscy królowie Lechii: Polska średniowieczna), Pawła Szydłowskiego oraz zwłaszcza Czesława Białczyńskiego. Wszystko to świadczy o niesłychanej żywotności dawnych koncepcji etnogenetycznych jak i samych mitów – sarmackiego oraz lechickiego” (W. Paszyński, Sarmaci i uczeni. Spór o pochodzenie Polaków, Kraków 2017, s. 218).
      Podobnie rzecz się ma z wzmiankowaniem Skroka czy Makucha - przedstawieni są jako kontrowersyjni badacze, odrzuceni przez główny nurt nauki. Brak apologetyki czy zdecydowanego poparcia dla ich poglądów. Tezy Sulimirskiego o tamgach jako proto-herbach zawarto w aneksach w kategoriach ciekawostkowych. Jedyny zarzut w stosunku do właściwego tekstu, mający dowodzić słabości pracy, to uwaga o braku źródeł rękopiśmiennych. Książka koncentruje się jednak na badaniu renesansowych i barokowych kronik (a więc dzieł drukowanych) pod kątem zagadnienia etnogenezy ("Spór o pochodzenie Polaków w historiografii doby staropolskiej").
      Jeszcze słowo o "fantazmacie". O ideach wielkolechickich pisała już Maria Janion w swojej słynnej książce z 2006 roku: "Niesamowita Słowiańszczyzna: fantazmaty literatury". A więc całe lata wcześniej niż blog Sigillum Authenticum rozpoczął swoją działalność (październik 2015). Zresztą powoływanie się na popularnonaukowego bloga w pracy naukowej nie jest raczej mile widziane. Dlaczego brak hasła o Paszyńskim w polskiej wersji wikipedii? Według regulaminu polskiej wikipedii nie można utworzyć hasła poświęconego uczonemu bez habilitacji. Z innych młodszych Polaków możemy za to przeczytać głównie o aktorach serialowych i piosenkarzach płci obojga. Ot, kwestia regulaminu. W sprawie prelekcji seminaryjnej to idąc tropem nazwy było to środowisko mediewistów, a nie nowożytników (większa częśc książki "Sarmaci i uczeni" traktuje o stuleciach XVI-XVIII). W dobie daleko posuniętej specjalizacji nauki nie można opierać się na autorycie przedstawicieli jednego środowiska badającego jedną epokę historyczną (w dodatku nie najważniejszą dla problematyki sarmackiej). Wszystkich "zadowolić" nie sposób. Co innego jest główną wartością książki. Cytując recenzję Prof. Dolańskiego, praca jest "przykładem analizy przemian idei w nauce w powiązaniu ze zmieniającą się sytuacją społeczno-polityczną w długim czasie", ukazującą "ewolucję poglądów na temat etnogenezy Słowian".

      Usuń
    5. Rozumiem, że autor się odezwał? :) Cóż, u mnie też Pan zostawił komentarz. Pisanie o sobie w trzeciej osobie, generalnie źle świadczy. Póki co nie chce być adwokatem Seibotha, więc zobaczę, co odpisze i wtedy zabiorę głos.

      Usuń
    6. Janion pisała o fantazmacie i idei słowiańszczyzny. Zresztą jej teorie i rozwiązana mogą być obecnie użyte przez zwolenników turbolechityzmu (tylko jeszcze na tę pracę nie wpadli), a nie jako odtrutka na Wielką Lechię.

      Usuń
    7. Znaczy się, tu chodzi o sformułowanie "fantazmat Wielkiej Lechii"? Seiboth kojarzysz, żeby Janion używała takiego zwrotu? (pytam poważnie)

      Usuń
    8. Fantazmat jest użyty przez nią. Ale nie całość frazy "fantazmat Wielkiej Lechii", bo bym na pewno to pamiętał.

      Usuń
    9. Nie chciałbym, aby ta dyskusja nad książką Wojciecha Paszyńskiego zeszła do poziomu pretensji użycia pewnego zwrotu. Powtórzę tylko to, co napisałem dzisiaj u siebie: W ogóle, książka w takiej formie nie powinna się ukazać, a doktorat obroniony. Takie jest moje zdanie.

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o Paszyńskiego, to wyrzuciłeś pieniądze w błoto. Polecam z tej tematyki Joannę Orzeł: Historia – tradycja – mit w pamięci kulturowej szlachty Rzeczypospolitej XVI–XVIII wieku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisaliście jednocześnie z Seibothem :D Cóż, przypadkowy zakup.

      Usuń
    2. Wiem, bo sam to kupiłem i użyczyłem Sigillarzom do recenzji. Ale zaraz się poprawiłem i zakupiłem pracę J. Orzeł.

      Usuń
    3. Właśnie szukam w necie i w Poznaniu nigdzie nie ma. W "normalnych" księgarniach też nie ma. Jest tylko u wydawcy i na allegro, ale to dostawa + 20% do ceny... Może w styczniu kupię, bo w grudniu staram się nie kupować z wysyłką.

      Usuń
    4. Ja kupiłem na stronie Muzeum Pałacu w Wilanowie pod koniec października. Wtedy na nią była promocja z 45 na 36. Przesyłka prawie wyniosła mnie promocję. Też szukałem w innych źródłach, ale z dostępnością było podobnie.

      Usuń
  3. Szkoda Matrasa trochę... oby jego miejsce na rynku zajęła inna księgarnia, w której bedzie można upolować cudeńka za 10zł :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze zostaje Dedalus.

      Trochę jestem zły na siebie, że do Matrasu wlazłem pod koniec listopada, kiedy półki były już prawie puste... Normalnie, jak alkoholik - mogłem jeszcze wejść do Józka, on zawsze ma bimber w piwnicy :D

      Usuń
  4. Ten Williams to Cię raczej nie zachwyci. Ewentualnie lekko połechta podniebienie. Dobre, ale tylko dobre. Generalnie nie przepadam za pisaniem dalszym serii, ale jak się pojawi pierwszy tom nowej trylogii to pewnie zaraz go przeczytam. Ta to już jest z ulubionymi autorami. Czytałeś coś więcej poza "Pamięcią..."?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Williamsa? Czytałem - "Pieśń łowcy" i po dwa tomy cyklonów Cienie i Bobby Dollar. Niestety, nie czytałem "Innego świata", poza opowiadaniem z antologii Legendy II.

      Usuń
    2. A "Inny świat" jest najlepszy ze wszystkich książek Tada. Rewelacyjny mix gatunkowy, światy, bohaterowie i przygoda. Ale dostępny tylko na allegro i to najczęściej w całości, bo pojedyncze sztuki długo by szukać każdej.

      Usuń
    3. W taniej księgarni leżą tomy 2-4. Ale jak tu czytać bez jedynki? :D A z "Sercem świata..." nie jest tak źle.

      Usuń
    4. To może i tak. Nie kupuję w tam.

      Usuń
    5. Ja tylko jeden tom widzę:
      http://www.taniaksiazka.pl/rzeka-blekitnego-ognia-tad-williams-p-868367.html

      Usuń
    6. A dzięki za wskazanie.

      Pisząc tania księgarnia, nie miałem na myśli tej, tylko te z tanimi/przecenionymi książkami. Tomy 2-4 ostatnio widziałem bodaj w "Tak czytam" - ale oni nie prowadzą sprzedaży internetowej.

      Usuń
  5. Widzę, że odwyk się bardzo, ale to bardzo nie udał. ;)
    Z mang widzę same cudeńka, a z pozostałych chętnie rzuciłabym okiem na "Kulturowe projekcje Słowian".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mang mało w tym miesiącu, ale Monstressa to taka ciekawostka - niby komiks amerykański, ale autorka scenariusza to Chinka, a rysowniczka to Japonka. Fajna rzecz, gorzej z wydaniem.

      Usuń
    2. A co jest nie tak z tym wydaniem?

      Usuń
    3. 1) Brak skrzydełek.
      2) Za mały margines wewnętrzny.

      Usuń