niedziela, 4 lutego 2018

Przemysław Urbańczyk, Mieszko Pierwszy Tajemniczy

Kupiłem niedawno najnowszą książkę tego archeologa (Bolesław Chrobry – lew ryczący), więc przed lekturą odświeżyłem sobie zbiór artykułów o Mieszku I. Od razu zaznaczę, że nie cenię specjalnie prac Przemysława Urbańczyka, uważam, że niepotrzebnie wchodzi w buty historyka, bo nie ma ku temu kompetencji. Dodatkowo jego pisaninę, w moich oczach, dyskwalifikuje pięć elementów:

1) Postawa: polska historiografia jest mizerna i zacofana, ale ja Mesjasz Urbańczyk ją uzdrowię.

2) Słabe uzasadnianie poszczególnych hipotez i ich piętrzenie (Urbańczyk tworzy z „niczego” pozaźródłową hipotezę, na niej opiera następną, na następnej kolejną itd. – to coś co nazywam domkiem z krat, jedną wyciągasz i wszystko się wali, a w tym przypadku wyciągnąć jest nader łatwo).

3) Olewanie głosów krytyki. Już poprzednia praca Urbańczyka (Trudne początki Polski) spotkała się z krytyką tak ze strony historyków (recenzja Gerarda Labudy), jak i archeologów (recenzja Władysława Duczko). Krytykowane lub prostowane były też jego wymysły z artykułów. Co robi Urbańczyk? Powtarza swoje tezy jak jakąś mantrę, w ogóle nie polemizując z krytykami. W niektórych przypadkach wręcz udaje, że nie widzi ich prac.

4) Manipulacje literaturą – cytaty (nie)umiejętnie wyjęte z kontekstu, po prostu przekłamują twierdzenia jego poprzedników. Wiecie, na zasadzie – Nowak oświadczył: „Nigdy nie twierdziłem, że Kowalska jest głupia”. Teraz obcinamy pierwszą część zdania i cytujemy – Nowak powiedział :„Kowalska jest głupia”. I wychodzi trzecia prawda księdza Tischnera (Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda). 

5) Podobnie Urbańczyk manipuluje też źródłami; potrafi ten sam przekaz odczytać różnie – sprzecznie w zależności od tego, co w danym fragmencie książki chce wykazać (np. ten sam fragment Thietmara odnosi raz do obyczajów pogańskich, raz do chrześcijańskich). Potrafi też wymyślić nieistniejące źródło (np. duński kronikarz Saxo Grammaticus, wg Urbańczyka, informuje o podziale Polski na dzielnice po śmierci Mieszka I – w rzeczywistości podaje to niemiecki kronikarz zwany Annalistą Saxo, który tylko powtarza za Thietmarem, więc nie ma wartości niezależnego źródła).

Recenzowanie tej pracy w całości wymagałoby napisania obszerniejszej. Więc tylko przykład mizerii tej książki.

Pochodzenie Piastów od Mojmirowiców

Mojmirowice to ród władający tzw. Wielkimi Morawami. Wielkie Morawy upadły (zostały zniszczone przez Węgrów) w początkach X wieku. Zdaniem Urbańczyka, jakiś przedstawiciel Mojmirowiców uciekł do Wielkopolski, a Piastowie są jego potomkami. Teraz jak miałkie przesłanki ma Urbańczyk na poparcie tej tezy.

1. W grodach wielkopolskich (w tym w Poznaniu) znaleziono trochę przedmiotów, które mogą mieć wielkomorawskie pochodzenie. I to ma być dowód na pochodzenie Piastów? Naprawdę, każdy przedmiot musiał być przywieziony przez jakiegoś dynastę, który tu założył państwo?

2. Jeden z synów Mieszka miał na imię Świętopełk – tak jak dwóch władców Wielkich Moraw. Rozumiałbym postawienie takiej hipotezy, gdyby wśród Mojmirowiców był jakiś Siemowit, Leszek, Siemomysł, albo Mieszko. Ale Świętopełk? Imię, które u Piastów wystąpiło zaledwie raz, za to powszechnie znane było w krajach słowiańskich (np. u książąt ruskich czy pomorskich)? Kryterium imieniowe można stosować do tworzenia hipotez w przypadku imion rzadkich, a nie powszechnie używanych.
Warto jeszcze zauważyć jedną rzecz – Piastowie, jako nuworysze wśród cywilizowanych (czyt. chrześcijańskich) władców, bardzo chętnie przyjmowali imiona świętych lub imiona znane z innych dynastii, jak choćby Bolesław (przejęte od czeskich Przemyślidów), Lambert, Otton, Dytryk, Karol. A na dworze Mieszka najprawdopodobniej wiedziano, że kiedyś był potężny słowiański władca o imieniu Świętopełk (w swoim dziele pisał o nim brat Dobrawy – Krystian Strachkwas).
We fragmencie o Świętopełku Mieszkowicu Urbańczyk jeszcze inne dyrdymały wypisuje (oczywiście bez uzasadnienia – mamy mu wierzyć na słowo), jak choćby, że zwyczajem było nadawanie pierworodnym synom imienia z rodu ojca, a skoro przy Chrobrym od tego odstąpiono, to Mieszko „naprawił” to przy synu z drugiego małżeństwa. Tylko Świętopełk zapewne nie był najstarszym synem z drugiego małżeństwa Mieszka I (starszy był prawdopodobnie Mieszko Mieszkowic). A „drobnym” szczegółem jest, że takowego obyczaju u Piastów w czasach Pierwszego Państwa Polskiego (a także później) nie było. Już Choroby swojego pierworodnego nazywa Bezprymem – to dość tajemnicze imię, które niektórzy wywodzą z węgierskiego Veszprem (matka Bezpryma była Węgierką).

3. Najważniejsze ośrodki wielkomorawskie i wczesnopiastowskie, ulokowano przy szlakach wodnych jednego dorzecza – tam Dunaju, u nas Odry. Jest to „argument” wręcz porażający bezmyślnością. Dlaczego? A bo po pierwsze, Słowianie w ogóle byli związani z rzekami, co zauważali już autorzy bizantyjscy kilkaset lat przed powstaniem państwa piastowskiego. Po drugie, bo budowa grodu nad rzeką jest najlogiczniejszym posunięciem – rzeka wzmacnia obronność, rzeka była najwygodniejszym szlakiem. Wreszcie po trzecie, państwo Piastów powstało w dorzeczu Odry, to gdzie mieli budować grody – tam gdzie ich władza nie docierała? Jak „dotarła” to zaczęli budować – Płock, Włocławek, Kraków, Kołobrzeg nie leżą w dorzeczu Odry... Ja jakoś tu nie widzę żadnego związku z Wielką Morawą.

4. Mojmirowice i Mieszko nie bili własnych monet. Czyli dokładnie tak samo jak władcy Czech, Węgier, Rusi czy Szwecji do pewnego momentu. I to ma być niby argument na pochodzenie Piastów z Wielkich Moraw... Można rzec: żenua.

5. W obu państwach gospodarka oparta była na ekspansji. To też dokładnie tak jak u wszystkich innych państw na tym etapie rozwoju. Znowu – pseudoargument.

6. I teraz najzabawniejsze. A nawet podwójnie zabawne. Dowodem na pochodzenie Piastów z Wielkich Moraw ma być rzekome wyznanie chrześcijaństwa przez Piastów przed 966 rokiem. Furda tam, że źródła pisane temu przeczą. Urbańczyk znalazł coś co niby potwierdza jego wymysł, przy czym pokazał, że nie tylko praca ze źródłami pisanymi jest jego słabą stroną.
Otóż w Poznaniu znaleziono belkę pochodzącą z palatium Mieszka I (obok palatium postawiono kaplicę chrześcijańską). Dzięki dendrochronologii udało się ustalić, że drzewo zostało ścięte „po 941 roku”. Jeszcze raz: PO. Ustalenie dokładnej daty jest niemożliwe, bo „zjechana” została tzw. warstwa bielasta, czyli najmłodsze słoje. Nic to nie przeszkodziło Urbańczykowi w przyjęciu (nieprawdziwej) wersji, że belka pochodzi „z 941 roku”.
I ten nieprawdziwy wniosek posłużył mu do wysunięcia hipotezy, że Mieszko I był chrześcijaninem właściwie od urodzenia, podobnie jak jego przodkowie. Przy czym, nawet zakładając, że palatium (z którego pochodzi belka) powstało przed przybyciem Dobrawy, to jeszcze w niczym nie przesądza, że także kaplica wówczas powstała – a nie później.
Ponieważ, jak widać, jest to hipoteza oparta na niczym, to mamy u Urbańczyka błędne koło – dwie bezpodstawne, pozaźródłowe hipotezy podpierają sie wzajemnie:
Skąd wiadomo, że Piastowie przed 966 rokiem byli chrześcijanami? – Bo byli potomkami wielkomorawskich Mojmirowiców.
A skąd wiadomo, że potomkami Mojmirowiców? – Bo byli chrześcijanami.

Ręce opadają? No właśnie.

A to jest jeszcze hipoteza, przy której Urbańczyk bodaj najbardziej się napracował. Bo wiele innych jest po prostu ogłaszanych ex-cathedra w jednym zdaniu, zupełnie bez uzasadnienia – mamy wierzyć, bo Mesjasz Urbańczyk uzdrawiający polską historiografię tak napisał. Przykładowo – że anonimowy brat zabity przez Wichmana był starszy od Mieszka (mimo że wymowa jedynego źródła raczej temu przeczy), że Wichman próbował stworzyć „swoją domenę polityczną” w dorzeczu Odry (źródła temu przeczą), że rodzina Mieszka I miała problem z jego pochówkiem, a problem ów rozwiązał Bolesław Chrobry (źródła o takowym problemie i jego rozwiązaniu milczą).

Czytelnik z bezsilności rozkłada też ręce czytając np., że dla Sasów i cesarza Ottona I wojna Mieszka z Wichmanem była mało interesująca, bo cesarz wtedy interesował się Danią – pewnie był jakiś nakaz interesowania się wyłącznie jednym sąsiadem w danym momencie. Ale Urbańczyk brnie dalej – cesarz zainteresował się Polską po sprawozdaniu Ibrahima ibn Jakuba. Pytanie: sprawozdaniu z czego? Bo ibn Jakub nigdy w państwie Mieszka nie był, a informacje o Polsce – jak sam wyraźnie podaje – miał od... cesarza Ottona!

Czytanie tej książki jest zajęciem potwornie meczącym. Za pierwszym razem mordowałem się z tym przez dwa miesiące, co chwila przerywając lekturę, bo spiętrzenie takich bezsensów było trudne do zniesienia. Podsumowując zacytuję słowa Dariusza Andrzeja Sikorskiego:
Historyk/archeolog, jak każdy naukowiec, nie moce się obejść bez wyobraźni. Są jednak granice, mniej lub bardziej wyraźnie, oddzielające refleksję naukową od nienaukowej – P. Urbańczyk co rusz je przekracza, zapuszczając się w sferę całkowitej fantazji. Z pewnością nie wynika to z braku umiejętności krytycznej analizy cudzych poglądów, gdyż w tym zakresie Autor wielokroć dał poznać swoje umiejętności. Okazuje się niestety całkowicie bezbronny wobec własnych pomysłów, z którymi najwidoczniej bardzo trudno mu się rozstać nawet wówczas, kiedy wystarczyło by odwołać się do całkowicie zdroworozsądkowej analizy, aby stwierdzić, że pozbawione są one dostatecznego wsparcia. Jedyną zaletą książki jest jej niezamierzony walor dydaktyczny. Na jej przykładzie można uczyć studentów, jak pośpiech, wynikająca z tego powierzchowność, forsowanie na siłę tez kontrowersyjnych (w tym gorszym znaczeniu tego słowa), a tym samym nośnych medialnie, musi się odbić na naukowej jakości wyników badań.
Moim zadaniem, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej współfinansując wydanie tej książkę złamała własny statut.

OCENA: 2/10.

P. Urbańczyk, Mieszko Pierwszy Tajemniczy, seria: Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2012, stron: 552.

***
Warto zapoznać się z recenzjami i polemiką z Sikorskim – moim zdaniem, w tej polemice PU pokazał poziom internetowego trolla (wszystkie artykuły dostępne cyfrowo):

P. Nowak, „Civitas Schinesghe” w regeście dokumentu Dagome iudex (na marginesie książki Przemysława Urbańczyka, Mieszko Pierwszy Tajemniczy), w: Przegląd Historyczny, t. 104/3, 2013, s. 561-569.
D.A. Sikorski, Mieszko Pierwszy Tajemniczy i jeszcze bardziej tajemnicza metoda historiograficzna, w: Roczniki Historyczne, t. 79; 2013, s. 183-203.
P. Urbańczyk, Furor Sikorscianus, czyli pryncypialny strażnik ortodoksji, w: Roczniki Historyczne, t. 80, 2014, s. 267-277.
D.A. Sikorski, Mieszko I mniej już tajemniczy (odpowiedź Przemysławowi Urbańczykowi), w: Roczniki Historyczne, t. 80, 2014, s. 277-285.
G. Pac, Napiszmy lepszą książkę o Mieszku I!, w: Kwartalnik Historyczny, t. 122/3, 2015, s. 539-551.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

27 komentarzy:

  1. "Urbańczyk tworzy z „niczego” pozaźródłową hipotezę, na niej opiera następną, na następnej kolejną itd"
    Większość historii jest właśnie taka, jak się dobrze przyjrzeć. Jeszcze gorzej jak się taka teoria opiera na nieświadomie błędnie interpretowanym źródle, wtedy rości sobie prawo do bycia prawdziwą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak bywa, ale PU nawet nie zadaje sobie trudu uzasadniania owych hipotez - potrafi jakąś zaprezentować w połowie zdania, by już w drugiej połowie budować na niej kolejną, równie bogato uzasadnioną. Przy czym jego hipotezy w znacznej mierze są sprzeczne ze źródłami i zdrowym rozsądkiem.

      Usuń
    2. Bo to jest tak: w pewnym wieku mężczyzna zauważa, że nic już nie jest takie, jak dawniej i jest to frustrujące. Zwykło się to nazywać kryzysem wieku średniego. Mnie więcej połowa mężczyzn dochodzi do wniosku, że należy się z tym pogodzić, połowa z tej drugiej połowy postanawia się doskonalić, ku zadowoleniu współpracowników, uczniów, dzieci, a szczególnie małżonek. Problemem jest ta druga połowa drugiej połowy. To ci, którzy usiłują dowieść, że czas nie istnieje, a oni zostali wybrani, by zadziwić świat swoją młodzieńczą energią. W nauce wygląda to tak, że zabierają się za tworzenie ogólnej teorii wszystkiego i odkrywają, co zakryte.

      Usuń
    3. "W niektórych przypadkach wręcz udaje, że nie widzi ich prac".

      O ile dobrze pamiętam, bo akurat nie mam teraz przy sobie książki "Bolesław Chrobry - lew ryczący" to PU nie powołuje się tam w ogóle na trylogię kościelną Dariusza Andrzeja Sikorskiego. Wiadomo dlaczego.
      Ale możesz to sprawdzić i mi potwierdzić, bo akurat mnie to nurtuje teraz a nie mam jak zweryfikować z powodu chwilowego braku książki.

      Usuń
    4. Zgadza się, w Chrobrym PU demonstracyjnie pominął prace krytyków, w tym bardzo ważne "trojaczki" Sikorskiego i "Kobiety w dynastii Piastów" Paca. To pokazuje jakim człowiekiem jest PU. Ale widać, że razy, jakie dostał po Mieszku Pierwszym Tajemniczym, boleśnie ukuły urbańczykowe ego.

      Usuń
    5. Nie dość, że pominął, to krytykom na dodatek Chrobry z okładki pokazuje faka ;)

      Usuń
  2. Dzień dobry, ja tu z drobną krucjatą węgierską, bo hejt względem "naukowca" podzielam, ale nad tym dziełem rozpisywać mi się przesadnie nie chciało. :D
    Trochę napisałam przy okazji innej publikacyjki, nie chcę się powtarzać, więc link: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/301488/co-sie-stalo-w-966/opinia/40028631#opinia40028631

    Mnie zawsze bawi/smuci, jak bardzo mediewistyki poszczególnych krajów żyją w oderwaniu od siebie - i kiedy któryś to naukowiec zabiera się za grzebanie w historii innego państwa bez możliwości językowych. Oczywiście mam na myśli mocno hermetyczny węgierski, bo ze słowackim czy czeskim można sobie poradzić.
    Najnowszej produkcji PU zwyczajnie się lękam, ale pewnie sięgnę.

    Tak tylko dopiszę jeszcze, że węgierskie Veszprem ma pochodzenie ewidentnie słowiańskie (byłby to Bezprzem/Bezprzym), jak i wiele innych węgierskich nazw miejscowych, pełno ich w dokumentach fundacyjnych. Myślę, że węgierscy językoznawcy znają się na tym nieco lepiej niż polscy mediewiści. Gy. Gyorffy łączył tę nazwę z synem Chrobrego, który miałby być tam żupanem, ale nazwa została pierwszy raz zapisana w dokumencie greckim z końca X wieku (zachował się w o wiek późniejszym odpisie z tłumaczeniem łacińskim, ślicznota: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/hu/5/53/Veszpr%C3%A9mv%C3%B6lgyi_ap%C3%A1cakolostor_alap%C3%ADt%C3%B3levele.jpg), więc to trochę zbyt wcześnie; niewykluczone, że dokument powstał jeszcze w czasach księcia Gezy. Moja prywatna teoria jest taka, jaką zaprezentował Gołubiew w swoim cyklu powieściowym: "węgierski" (zapewne jednak słowiański) teść Chrobrego mógł się tak zwać, skoro Chrobry dostał imię właśnie po dziadku macierzystym. Może mieli taką piękną tradycję, a i tajemnicze Mieszko skądś tak przywędrowało. ;-)

    Pozdrawiam w duchu hejtowania głupot historycznych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że imię Bezprym może pochodzić od Veszprem i że było to imię znane w rodzie matki naszego Bezpryma. Z tym że uważam, że teściem Chrobrego mógł być Koppany, a węgierski Bezprym/Veszprem jakimś jego przodkiem (może ojcem - nie znamy imienia ojca Koppanego). Zacytuję swój post z historyków:

      W 984 r. Koppany - zgodnie z węgierskim senioratem - był następcą Gejzy (tak w każdym razie twierdzi Gyorffy). Gdzieś koło 988 r. jednak Gejza zmienił zasady dziedziczenia tronu i na następcę wyznaczył swojego syna Stefana. W tym momencie również małżeństwo z córką Koppanego straciło sens i została wymieniona na Emnildę. ciekawostka - Veszprem leżało chyba właśnie w dzielnicy Koppanego.

      Usuń
    2. No niestety tego, kto tym teściem był, to się nie dowiemy, ale teorie Gyorffyego o terytoriach należących do konkretnych osób trzeba dzielić przez co najmniej trzy. Veszprem leżało na terenach należących do małżonki władcy i jeśli przyjąć założenie tam klasztoru greckiego w wariancie wcześniejszym (koniec X wieku, za życia Gezy) to nie miało nic wspólnego z Koppanyem.
      Ta teoria z córką Koppanya ma dla mnie ten słaby punkt, że Koppany do czasu (kwestionowanego) poćwiartowania (a na pewno uśmiercenia) przez Stefana wciąż miał szanse na objęcie władzy; raczej teoretyczna zmiana zasady dziedziczenia tronu nie zadziałałaby odstraszająco w tamtych i późniejszych czasach, kiedy wspierano różnych pretendentów. Geza miał jeszcze młodszego brata Michała, który też wg domniemanego senioratu stał w kolejce przed Stefanem. Plus Emnilda nie była jakąś "szałową" partią na wymianę, tzn. miała tę niewątpliwą przewagę nad każdą Węgierką, że pochodziła z kręgów bliższych Rzeszy.

      A co do pochodzenia imienia Bezprym/Bezprzem, to nie wiem, czy dobrze zostałam zrozumiana: ono nie jest węgierskie, to tylko węgierski sposób zapisu imienia słowiańskiego. Madziarzy nie wymawiali wtedy niektórych głosek, stąd B -> V. Podobnie Bazyli stał się Vazulem. Podkradli zresztą sporo słów od Słowian w tym okresie, także tych związanych z funkcjonowaniem państwa, więc z pewnością, że tak nieładnie napiszę, korzystali z miejscowych, zasiedziałych dostojników. Jest sporo słowiańskich imion w najwcześniejszych zachowanych dokumentach (np. komes Wojciech czy palatyn Radó/Radvan), więc pewnie pałętał się tam niejeden Bezprym. :-)

      Usuń
    3. >>wciąż miał szanse na objęcie władzy<<

      Owszem, ale jeśli Gyorffy ma rację i Gejza wysunął "na liście" następców swojego syna Stefana przed Koppanego, to niejako z automatu Koppany stawał się wrogiem Gejzy i Stefana, a tym samym małżeństwo z jego córką stawało się nie tylko mało wartościowe - stawało się kłopotliwe.

      Tak, zrozumiałem o czym piszesz w przypadku Veszprem/Bezprym. Choć słowiańskie imię Bezprym - czy raczej Bezprzem jest dość dziwaczne, bo wszak (jak chce np. Hertel) oznacza po prostu kogoś bezmyślnego, głupiego.

      O wartości małżeństwa z Emnildą można by coś rzec, gdybyśmy wiedzieli kim był jej ojciec Dobromir, a hipotez jest co najmniej cztery - każda zakłada, że był z rodu książęcego:
      1. krakowskiego.
      2. morawskiego.
      3. stodorańskiego.
      4. milczańskiego.

      Osobiście za słuszne uważam wiązanie go z Połabiem, ale czy słuszna jest koncepcja 3 czy 4, a może jeszcze inna (obodrzycka?) trudno określić.

      Usuń
  3. Mnie najnowsza produkcja PU pt. "Bolesław Chrobry Lew ryczący" odstrasza, bo na okładce Chrobry pokazuje mi faka ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sprawdziłem - rzeczywiście, pokazuje faka :D

      Usuń
    2. Przez Was musiałam googlać, żeby sprawdzić, czy ten fak prawdziwy czy nie :P

      Usuń
  4. Ciekawą kwestią, która łączy Polskę z południowym sąsiadem, są barwy narodowe. Tymczasowa flaga Czechosłowacji z 1918 roku wyglądała tak samo (lub podobnie, zapewne różniła się odcieniami), jak flaga Polski. Dopiero komisja powołana pod koniec 1918 roku, ustaliła, że nowa flaga będzie zawierała trzy kolory: czerwony, biały i niebieski. Na dobrą sprawę Czesi "białym i czerwonym" posługiwali się jeszcze przed Polakami, więc przy założeniu, że piszący nie trzyma się ściśle norm rzetelnego historyka, mógłby ten wątek poruszyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie od kiedy nasze barwy to biel i czerwień. Nie mam pod ręką źródła, ale z tego co pamiętam to wg kronikarza Ottokara ze Styrii w bitwie pod Kroissenbrunn w 1260 roku polskie oddziały walczyły pod sztandarem z białym orłem na tle CZARNYM JAK WĘGIEL.

      Flaga Polski i historyczna flaga Czech były identyczne (obecna flaga czeska ma niebieski trójkąt, ale to spadek po Czechosłowacji, a trójkąt symbolizował na fladze Słowację).

      Teraz gdybam, bo nie zajmowałem się tym wcześniej. Ale czy owa wspólnota barw nie pochodzi z czasów unii polsko-czeskiej za Wacława II? Natomiast oficjalnie barwy biało-czerwone uznane zostały chyba dopiero w Konstytucji 3 Maja. Ale, jak pisałem, nie czuję się kompetentny do takich rozważań.

      Usuń
    2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Barwy_Polski

      Usuń
    3. Wikipedia nie jest najlepszym źródłem informacji.

      Usuń
  5. No i po co to napinka po pięciu latach. Kiążka jest kontrowersyjna, ale sprowokowała ożywczą dyskusję, co podkreślił prof. Tomasz Jasiński : "Największą zaletą prac naukowych prof. Przemysława Urbańczyka jest pomysłowość i oryginalność. Swoimi ciekawymi ustaleniami prof. Urbańczyk zmusza innych badaczy do ponownych przemyśleń".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie interesuje mnie szpila, jaką wbił Jasiński Urbańczykowi (tak, szpila, bo stwierdzenie, że jedyną zaletą tez PU jest ich "pomysłowość i oryginalność", to nie jest komplement). Interesują mnie fakty - więc proszę o fakty: w jakich tematach ta książka wywołała "ożywczą dyskusję"? Bo ja widzę tylko nieco krytyki i znacznie więcej olania.

      To coś innego, niż osławiona książka Mularczyka ("Od Bolesława Chrobrego do Bolesława Rogatki"), której każda teza rzeczywiście zmusiła do ponownego przeanalizowania (sprawa koronacji Chrobrego, sprawa Mieszka s. Szczodrego, zabójstwo w Gąsawie, ocena Rogatki).

      Natomiast, co do tego, że po 5 latach - w Chrobrym PU dalej powtarza swoją mantrę. Widzę, że będę musiał i tę pozycję zaprezentować.

      Usuń
    2. Przykładowo jaki był zasięg i faktyczne wpływy wielkomorawskie na ziemiach polskich. Niestety, referat na ten temat prof. Michała Parczewskiego nie ukazał się drukiem, ale polecem lekturę opracowania zbiorowego Spór o początki państwa polskiego. Historiografia, tradycja, mit, propaganda, red. Wojciech Drelicharz, Dominika Jasiak, Jacek Poleski, Kraków 2017, gdzie wielu autorów odniosło się krytycznie do tez prof. Urbańczyka. Co do zbioru studiów Mularczyka, to po krytycznej recenzji Gerarda Labudy w Rocznikach Historycznych, nie są one przedmiotem dyskusji w nowszych opracowaniach historycznych.

      Usuń
    3. Praca Urbańczyka ma jakiś wpływ na dyskusję o zasięgu wpływów wielkomorawskich? O czym Ty do mnie piszesz? Urbańczyk nie zajmował się wpływami Wielkich Moraw na południu Polski, tyle wysunął debilną hipotezę o pochodzeniu Piastów od Mojmirowicow, co krótko zostało skrytykowane. Ale nawet pomysł o dotarciu Morawian, po upadku tamtejszej państwowości, do Wielkopolski nie jest Urbańczyka (jest Kurnatowskiej i Kary). I to wszystko. Książka Urbańczyka ma ZEROWE znaczenie dla dyskusję o wpływach wielkomorawskich w Polsce.

      Poza tym o jakim wpływie, mówimy, na dyskusję, która jest bardzo żywa co najmniej od kilkudziesięciu lat (a de facto od czasów Podkańskiego, czyli ponad sto lat).

      I chyba musisz jeszcze baaaardzo dużo przeczytać. Choćby zamach w Gąsawie. Kilka prac na ten temat powstało pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX w. (Semkowicz, Kujot, Kłodziński, Umiński) - potem kilkadziesiąt lat milczenia. I dopiero po pracy Mularczyka wysyp artykułów (nie tylko dwa Labudy, ale też Jurka czy Śliwińskiego).

      Usuń
    4. Przeoczyłeś prosty fakt, że książka prof. Urbańczyka jest niekwestionowanym bestsellerem serii Monografii FNP i sprzedadała się w kilkunastu tysiącach egzemplarzy. Była dyskutowana zarówno przez naukowców, jak i internetowych amatorów-pasjonatów. Sam prof. Urbańczyk poświęcił również sporo uwagi imieniu Mieszko i z jego inicjatywy wypowiedziało się na ten temat na sesji w Muzuem Archeologicznym w Poznaniu wielu uczonych.

      Co do zamachu w Gąsawie, to wystąpienia Jurka i Ślwińskiego były pokłosiem wyciągnięcia z szuflady przez prof. Labudę starego artykułu i jego publikacji na łamach Roczników Historycznych.

      Na marginesie poprzedniego postu chodzi oczywiście o Karola Potkańskiego. ;)

      Usuń
    5. Owszem, wypocina Urbańczyka była sprzedażowym bestselerem (choć wypociny Bieszka są jeszcze większym). Tylko co z tego? Fundacja ma wydawać pozycje ważne dla polskiej nauki, a nie te, które dobrze się sprzedają. Książka Urbańczyka jest bezwartościowa, naukowe zero.

      Jego niedorzeczna wypocina o imieniu Mieszka owszem, jest znana - bo poleciał z tą fantasmagorią do Wyborczej czy Focusa, ale to działania pijarowe, a nie naukowe. Zresztą to ZNOWU nie jest jego koncepcja - to wiele lat temu powstało (że Mieszko to biblijny Misah), było przedyskutowane i odrzucone (zdaje się, że twórcą tej koncepcji był Semkowicz). Przy czym w wymyśle Urbańczyka - jak zwykle - jest to koncepcja nie trzymająca się kupy.

      No własnie, artykuł Labudy powstał w 1969 roku, a opublikowany został dopiero w 1995 - literatura uzupełniona bodaj tylko o Mularczyka. W każdym razie, jakbyś nie kombinował, jakbyś nie mataczył, to własnie po artykule Mularczyka od nowa rozgorzała dyskusja o Gąsawie.

      Usuń
    6. Skoro aż taką pogardą darzysz twórczość Urbańczyka, to dlaczego nie poświęcasz więcej uwagi innym, wartościowszym publikacjom, odnoszącym się do Polski we wczesnym średniowieczu? Bo w przypadku bardziej specjalistycznych opracowań nie jest już tak łatwo amatorowi błysnąć w Internetach? :)

      Usuń
    7. Musisz lepiej poszukać na blogu :) Widzę, że wciąż pupka boli po negatywnej ocenie twojej książki :D

      Usuń
    8. Chybiona identyfikacja. :)))

      Usuń