sobota, 10 lutego 2018

Mariusz Kowalski, Ariowie, Słowianie, Polacy. Pradawne dziedzictwo Międzymorza

Najpierw kilka słów o autorze. Mariusz Kowalski jest doktorem habilitowanym – tak utytułowany „zawodnik” to wybitna rzadkość w środowisku turbosłowian i turbolechitów. Acz Kowalski nie jest ani historykiem, ani archeologiem, ani genetykiem. Jest geografem, który zajmuje się też geografią historyczną czasów nowożytnych (od XVI wieku). Nie ma więc żadnych kompetencji do badań nad pochodzeniem Słowian i Polaków. Jest też sympatykiem ugrupowań korwinowskich (Unii Polityki Realnej i kolejnych mutacji) oraz publicystą ich dwutygodnika Najwyższy Czas – zasłużonego w głoszeniu turbowskich bzdur. Ariowie, Słowianie, Polacy to zbiór artykułów, które wcześniej były publikowane w Najwyższym Czasie.

Będzie dość krótko, bo całe „dowodzenie” Kowalskiego oparte jest na idiotycznym wręcz założeniu – że etnos dziedziczony jest genetycznie. Kowalski, jak niemieccy naziści, uważa, że mało istotny jest język, mało istotna jest samoidentyfikacja ludzi (często mająca tradycję sięgającą tysięcy lat) – ważna jest krew. Na szczęście, dzięki rozwojowi nauki, Kowalski nie musi mierzyć ludziom czaszek, ma DNA (a raczej twierdzenia pewnego szamana o DNA – ale o tym niżej).

I to prowadzi go do tak idiotycznych wniosków, że pewnego Karelczyka (Karelia to kraina na pograniczu Rosji i Finlandii) sprzed ośmiu tysięcy lat można by nazwać nie tylko „pierwszym Polakiem”, ale również „pierwszym” Indusem i Irańczykiem. Co prawda, co chwila Kowalski się mityguje i podkreśla, że nie można tak daleko w przeszłość przenosić współczesnych identyfikacji etnicznych, po czym dalej pisze, jakby nie rozumiał własnego wniosku.

Wiecie, że mieszkańcy wschodniej części Niemiec są Lechitami? Tak, nieważne, że od setek lat uważają się za Niemców, że posługują się językiem niemieckim – nie im decydować kim są, powołanym do tego jest Kowalski. Więc nazywa ich „zgermanizowanymi Lechitami zachodnimi”. Ba. widzi nawet, że w przeszłości była szansa na utworzenie odrębnego od Niemiec zachodniolechickiego państwa, a jego podstawą miała być Brandenburgia... Przy czym nasz (pseudo)naukowiec ma nadzieję, że Lechici ze wschodnich Niemiec przypomną sobie o słowiańskim pochodzeniu, co będzie pierwszym przejawem wzrastania znaczenia Słowiańszczyzny na arenie międzynarodowej. Czyli odlatujemy w stronę literatury SF (a może nawet fantasy).

Ktoś może zwrócił uwagę, że Słowianie dopiero mają zyskać znaczenie na arenie międzynarodowej? Może nawet zadał sobie pytanie: To Rosja znaczenia nie ma? Ma. Ale Rosjanie, wg naszego wybitnego dyrdymalisty, to nie Słowianie. Według dyrdymalisty, Rosjanie to największy naród fiński.

Wszelkie dywagacje Kowalskiego o migracjach w starożytności robią dość żenujące wrażenie. Dalej mamy łącznie etnosu z genami, mamy nieprawdziwe – idiotyczne lokowanie siedziby „Ariów” na terenie współczesnej Polski. I to w całości oparte jest na wypocinach niejakiego Anatolija Kljosowa (Anatole Klyosova). To rosyjski chemik i biochemik, pracujący w USA. Znany też jako genetyk-amator i w tej dziedzinie uważany za naukowego szamana. Swoją „metodę” badawczą nazwał – co godne uwagi – genetyką patriotyczną. Już ta nazwa wskazuje, że badania prowadzone są pod z góry ustaloną tezę. Kljosow m.in. próbował obalić obowiązująca obecnie tezę o pochodzeniu Homo sapiens z Afryki (hipotezę tę nazywa się albo afrykańskim exodusem, albo hipotezą mitochondrialnej Ewy). Zdaniem Rosjanina, wszyscy ludzie pochodzą... – no, skąd? Jak myślicie? – Oczywiście, z Rosji.

Świat naukowy traktuje Kljosowa tak, jak naszych turbolechitów – czyli jak oszołoma, a jego metody „badawcze” uznaje za pseudonaukę. Naszemu geografowi nie przeszkodziło to jednak w braniu pełną garścią tez z wypocin rosyjskiego „naukowca”.

Nie trzeba chyba dodawać, że badania starożytników i mediewistów – historyków i archeologów geograf Kowalski zna niespecjalnie. Podobnie jak badania genetyków (w bibliografii nie wymienia nawet Tomasza Grzybowskiego, którego tezy akurat częściowo mogłyby wspierać to bajdurzenie).

Podsumowując – dostaliśmy kolejny żenujący wytwór turbowski. Wstyd i hańba dla człowieka z naukowym tytułem za zajmowanie się pseudonauką. Moim zdaniem, powinien na to zareagować pracodawca owego (pseudo)naukowca, czyli Uniwersytet Warszawski.

OCENA: 1/10.

M. Kowalski, Ariowie, Słowianie, Polacy. Pradawne dziedzictwo Międzymorza, wydawca: 3S Media Sp. z o.o., Warszawa 2017, stron: 286.

***

Artykuł Kowalskiego z Najwyższego Czasu, zamieszczony w tej książce, doczekał się recenzji na blogu Sigillum Authenticum:


Moje notki o turbolechitach (vel osłoszczękowcach):





Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

28 komentarzy:

  1. Jak powiedziałam mężowi, że wg Kowalskiego jest Finem, to publicznie nie przytoczę, co miał do powiedzenia na temat tego "autorytetu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdanie Twojego męża nie ma znaczenia - geograf Kowalski wie lepiej :D

      Usuń
    2. Zdaję sobie z tego sprawę... Całe życie myślał, że z dziada pradziada jednak Rosjanin-Słowianin, a tu taka niespodzianka. Ale widzisz, mogłam coś podejrzewać, trzy słowa po fińsku zna, to nie w kij dmuchał, to musi być genetycznie uwarunkowane :P
      Dobrze, że jeszcze Młodemu nie zdążyliśmy powiedzieć, jakiej jest narodowości, bo by trzeba było odkręcać teraz i by dziecko miało mętlik w głowie ;)

      Usuń
    3. Musicie sobie przebadać DNA i poprosić geografa Kowalskiego o certyfikaty narodowe. Może Twój mąż należy do nielicznej słowiańskiej mniejszości narodowej w Rosji :D

      Usuń
    4. Widzisz, jak jedną książką zasiałeś właśnie ziarno niepewności w sprawie tożsamości całej rodziny? :P

      Usuń
    5. Najśmieszniejsze w dyrdymałach Kowalskiego jest to, że on wie, że:
      1. Te same haplogrupy mogą mieć ludzie różnych ras.
      2. Badanie haplogrupy pokazuje nam tylko jednego przodka, spośród np. 64 prapraprapradziadków (przodka męskiego w przypadku Y-DNA i żeńskiego w przypadku mtDNA). A mimo tego twierdzi, że o naszej tożsamości ma przemawiać właśnie ten jeden przodek (pomijam już tu, że geny w ogóle nie mogą przesądzać o etniczności). Innymi słowy - wśród 4xpra mogło być 63 Chińczyków i jeden Polak, a przypadkowo Y-DNA pokazuje R1 = dla Kowalskiego ów żółty Chińczyk (który nigdy nie był w Polsce, język polski słyszał tylko w filmie Wajdy) jest Polakiem.

      Usuń
    6. Tak się zastanawiam, czy on serio wierzy w to, co pisze, czy można być aż tak odjechanym w kosmos...

      Usuń
    7. Można być aż tak odjechanym.

      Usuń
  2. O, jak dobrze, że ktoś zrecenzował te wypociny, bo nie bardzo chce finansować środowisko korwina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu, ale ten post wylądował w spamie... Spisek chazarsko-reptiliański? :D

      Usuń
  3. To, że pracuje w UW to jeszcze nic. Pracuje również w Instytucie Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, gdzie posiada tytuł profesora nadzwyczajnego IGiPZ. Ciekawe co na to Polska Akademia Nauk, że jej pracownik para się pseudonauką podszytą teoriami rasistowskimi.
    https://www.igipz.pan.pl/osoba/show/mariusz_kowalski.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W środowisku naukowym przyjęło się w takich sytuacjach chować głowę w piasek i udawać, że się nic nie widzi. Podobnie było z doktoratem Makucha, z publikacją wypocin Adrianka Leszczyńskiego w piśmie wydawanym przez Polskie Towarzystwo Historyczne ("przypadkowo" w oddziale PTH, w którym prezesem jest kuzyn Adrianka).

      Usuń
    2. Wiem. Na konferencji numizmatycznej w grudniu w Krakowie był referat o monetach lechickich. Prelegent nie przyjechał (tak jak to przewidywałem), ale tekst wystąpienia został odczytany. Oczywiście była to prezentacja żyjącego wciąż mitu Wolańskiego, jako wielkiego numizmatyka właśnie w pracy Bieszka i środowisku pseudonaukowym tzw. turbosłowian. Po referacie zabrałem głos, by nie tyle zadać pytania, co uzupełnić to, co mógłby powiedzieć prelegent. Z sali, gdzie siedział m.in. prof. Stanisław Suchodolski był szok, jak zacząłem opowiadać, jak została obroniona praca Makucha, jakie teorie przywołuje Bieszk. W kuluarach, jak odpowiadałem na dalsze pytania, m.in. ile egzemplarzy sprzedało się bredni Bieszka, był jeszcze większy szok. Oczywiście wszyscy nadal uważali tam, zwłaszcza prof. Suchodolski, Bellonę za porządne wydawnictwo z renomą, a nie wydawnictwo krzak prowadzone przez byłych oficerów od propagandy z LWP, po prywatyzacji tego tworu w 2011 roku. W ogóle nie zauważyli zmiany jakościowej tego wydawnictwa na przestrzeni ostatnich 10 lat i tego, co się działo pod ich nosem na UJ w sprawie Makucha czy w środowisku popularnonaukowym. Oderwanie kompletne. A potem się dziwią (to również z kuluarów), że poziom wiedzy studentów jest niski, prace są słabe i odwołujące się zamiast do prac naukowych, to do portali internetowych czy bzduroksiążek. Dziwią się i nic z tym nie robią.

      Usuń
    3. Ja z kolei niedawno czytałem jeden z numerów naukowego czasopisma Państwo i Społeczeństwo, w którym zamieszczono artykuły z konferencji o neopoganach. Jeden z autorów - Stanisław Potrzebowski twierdził, że istniały słowiańskie runy, przy czym powołuje się na polską pozycję z 1907 roku i jakiegoś współczesnego rosyjskiego fantastę.

      Według Wiki ów Potrzebowski to "doktor historii oraz filozofii, wykładowca akademicki", A także neopoganin "założyciel i naczelnik związku wyznaniowego Rodzima Wiara".

      Usuń
    4. Po plagiatowaniu przed kamerą wpisów z Tajnego Archiwum Watykańskiego, którego dokonał w listopadzie Ryszard Kozłowski, jakoś mnie to nie dziwi. Coraz więcej będzie takich przypadków, ot, wszyscy będą chcieli zarobić/mniej się napracować, by opublikować tekst czy dostać stopeń/tytuł naukowy. W złym kierunku to zmierza.

      Usuń
    5. Ale Kozłowski to inżynier, więc daleki od humanistyki. Geograf Kowalski (badający geografię historyczną) czy historyk Potrzebowski to jednak coś innego - nawet jeśli ich pole badawcze odległe jest od starożytności i średniowiecza, to wiedza powinna im uruchamiać instynkt samozachowawczy i blokować takie bajdurzenie.

      Warto jeszcze przy Potrzebowskim dodać, że to kolega tak "znamienitych" postaci jak Bolesław Tejkowski (naczelny skinhead III RP) i Janusz Waluś (morderca, rasista odsiadujący wyrok w RPA).

      Usuń
    6. Jakoś mnie to nie zaszokowało, z jakiego środowiska wyszedł Potrzebowski.

      Kozłowskiego tytuł inżyniera nie usprawiedliwia w żadnym stopniu. Mam stopnie i tytuły naukowe. Nawet go nie usprawiedliwia to, że nie potrafił/nie chciał zweryfikować notek z TAW w zwykłym podręczniku szkolnym do historii czy publikacji akademickiej. Chciał zaistnieć, pokazać jaki to on wielki i mądry profesor, a wyszło jak wyszło. No i przyczynił się dzięki temu do zaorania ciężkiego trudu popularyzacji rzetelnych badań i publikacji historycznych. Choć środowisko turbolechitów nie bardzo to łyknęło, z tego co widziałem, i nie powołują się na to wystąpienie w swoich wymęczonych pseudoargumentacjach.

      Usuń
    7. Tylko brednie Kozłowskiego mają się nijak do jego pracy np. nad geotermią. A brednie Kowalskiego i Potrzebowskiego - moim zdaniem - rzutują na całość ich naukowych dokonań, bo pokazują problem z analizą i weryfikacją źródeł, czyli stawiają pod znakiem zapytania w ogóle ich kompetencje do wykonywania zawodów, które wykonują.

      Usuń
    8. Tutaj pełna zgoda. Tylko, że praktycznie całe środowisko ma z takimi problem, co wykazała dobitnie dysertacja Makucha i sposób, w jakim ominięto badaczy zajmujących się zagadnieniem, którzy mogliby być recenzentami i nie dopuścić pracy do obrony. I tu wraca do mojego wniosku, że liczy się osiągnięcie celu (uzyskanie tytułu doktora, otrzymanie gratyfikacji za promocję doktorską, posiadanie podkładki pod profesurę dzięki wypromowaniu doktora), którym jest nienapracowanie się a zarobienie/osiągnięcie innych korzyści. Z nauką to nie ma niczego wspólnego.

      Usuń
    9. Zwolennikiem Run słowiańskich jest między innymi Radosław Sikora (tak ten od husarii). Za dyskusję na ten temat zbanował mnie między innymi na fb. A to nie dość że historyk, to na dodatek z doktoratem. Także ten...

      Usuń
    10. Jest jeszcze duet z Wydziału Wychowania Fizycznego Uniwersytetu Rzeszowskiego - Wojciech Cynarski i Gabriel Szajna, którzy na łamach czasopisma "Journal of Martial Arts Anthropology" wygrzebują starą i idiotyczną tezę, że słowo "szlachcice" pochodzi od imienia Lecha (czyli dawna hipoteza "zlechciców"). I teraz proszę się trzymać - na kogo powołują się rzeszowscy mądrale w przypisie:

      >>[Starza-Kopytynski 2010; Bieszk 2015: 54-55].<<

      Usuń
    11. Ale Cynarski na łamach perdiodyku "Ido. Journal of Martial Arts Anthropology" publikuje, bo jest tam głównym redaktorem. Swojego tekstu nie puści? Do tego wspomaga go czasem przy genetycznych bredniach jakaś nawiedzona w Uniwersytetu Szczecińskiego.

      Usuń
  4. O rany, ja lubię czasem czytać kiepskie książki, ale u Ciebie to już zakrawa na masochizm totalny XD

    Swoja drogą, zaczynam się zastanawiać, czy uczelnia nie powinna zacząć wyciągać konsekwencji dyscyplinarnych wobec własnych pracowników, którzy głoszą takie antynaukowe dyrdymały :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie masochizm - zaczął mnie interesować turbolechityzm jako zjawisko, jego historia i powiązania z innymi nurtami szurowskimi (np. z "badaczami" i wyznawcami UFO). W tej sytuacji książki szurów są dla mnie materiałem źródłowym.

      Usuń
  5. Pawel.M., po wykładzie prof. Samsonowicza o początkach państwa polskiego, coraz więcej utytułowanych naukowców będzie pisać prace o przedchrześcijańskiej historii Polski i wydawać książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samsonowicz nie powiedział niczego, czego nie wiedzą inni naukowcy i niczego co potwierdzałoby waszą idiotyczną Lechię. Gdybyście czytali książki, zamiast edukować się na YouTube, to byście od dawna to wiedzieli.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Lecisz za głupotę i durne podjazdówki. Blogi ci się kolego pomyliły.

      Usuń