poniedziałek, 12 lutego 2018

Styczeń 2018 – raport z biblioteczki


Nie będę się rozpisywał, że znowu poległem w walce z nałogiem, bo co miesiąc to powtarzam. W każdym razie miesiąc niemal bez beletrystyki SF/fantasy. Co nie oznacza, że bez fantastyki, bo i komiksowo przybyło, i książkowo – to po lewej to dziewięć tomów Księgi tysiąca i jednej nocy; a bajki, baśnie to przecież też fantastyka.

Kiedyś już wspominałem o tym wydaniu przy okazji pewnego wyzwania, więc się powtórzę: w podstawówce udało mi się dorwać nieocenzurowaną wersję Opowieści tysiąca i jednej nocy (piękne, dziewięciotomowe wydanie z naukowym wstępem znanego orientalisty T. Lewickiego). To raczej nie dla dzieci. A teraz dorwałem powtórnie. Znaczy, jest to dostępne na Allegro, ale jakoś zawsze moja siła woli to wytrzymywała. Jednak w starciu z książkami w konińskim antykwariacie – takim tradycyjnym, gdzie można pomacać, powąchać, przekartkować – poległem. I leży na półce, a ja patrzę i myślę: czy kiedyś to jeszcze przeczytam?

A jedyną książką SF/fantasy kupioną w styczniu jest Ciemny Eden Becketta. Kiedyś zacząłem to czytać pożyczone od kogoś. Nie doczytałem, jakoś nie przypadło mi do gustu. Teraz Mag zapowiedział wydanie kontynuacji (Matka Edenu) i jakoś mnie natchnęło, żeby ponownie się z tym zmierzyć. I po prostu wpadłem – przeczytałem „na raz”. Widocznie za pierwszym razem nie byłem w nastroju na tego typu literaturę.

Sporo za to przybyło literatury naukowej i popularnonaukowej. Ten zeszycik obok to część zachwalanej swego czasu przeze mnie kolekcji Wydawnictwa Dolnośląskiego. Trafiłem zupełnie przypadkowo – szukałem w internetowej księgarni Świata Książki najnowszej pozycji Urbańczyka, wpisałem tylko „Bolesław Chrobry” i to też wyskoczyło. Z porażającą ceną – 99 groszy. To dorzuciłem do koszyka i uzupełniłem kolekcję.

Niżej jeszcze dwie biografie władców X/XI wieku, czyli Otton I Wielki Strzelczyka – tego autora zawsze warto i Chrobry po raz drugi, tym razem Przemysława Urbańczyka (którego poprzednią książkę niedawno zjechałem).

No i zakup zapowiadany – ostatni z czterech zbiorów artykułów wydanych przez UAM. Plus kolejna książka Pleszczyńskiego o postrzeganiu naszych przodków za zachodnią granicą.


I literatura pod kątem kochanych szurków – turbolechitów. Książka Joanny Orzeł i zbiór artykułów Kulty UFO – miodzio.

A żeby nikt mi nie zarzucił, że oceniam coś czego nie czytałem, trzy pozycje bredniopisarzy Bieszka i Kosińskiego. Rozczulające w swej głupocie. Ale gorąco proszę – nie naśladujcie mnie, nie dawajcie zarobić tym oszołomom. Po to kupiłem te książki, żebyście Wy nie musieli się trudzić z ich czytaniem – ja to omówię. Poświęcam się dla dobra ogółu. Nie, nie dziękujcie – skromny jestem i takie chóralne podziękowania wprawiają mnie w zakłopotanie :D


Zdecydowanie fantastycznie jest w komiksach. Dokupiłem kolejne trzy tomiki Berserka – mrocznej, heroicznej fantasy, w której autor zadał sobie trud psychologicznego pogłębienia bohaterów (Guts może i podobnie do Conana lezie przez świat i tnie wszystko równo z murawą, ale ma to jakieś przyczyny i sens).


A skoro o Conanie, to właśnie Hachette zaczęło wydawać kolekcję komiksów conanowskich. Nie będę doradzał czy całość kupować czy nie, ale z pewnością kilka tomików warto – dla wydania i rysunków, scenariusze pominę milczeniem.

I tomik jeszcze jednej kolekcji – Superbohaterów Marvela. Swego czasu przerwałem jej zbieranie, ale to nie oznacza, że nie kupię pojedynczych, wybranych tomów. Blade kupiłem, bo dawno temu z pewną przyjemnością oglądałem filmy z tym bohaterem, a nasi wydawcy dotąd raczej go zlewali. No i danie główne to w miarę nowa opowieść, bo z lat 2006-2007 (do tego debiut Blade z 1973).


Gnat to ładnie wydany, gruby (456 stron) komiks, który gatunkowo można zaliczyć do humorystycznej fantasy. W założeniu skierowany jest do młodego czytelnika. Mnie do zakupu skłoniły recenzje wskazujące, że i dorosły będzie się dobrze przy tym bawił.

Rat Queens to także fantasy humorystyczna, ale zdecydowanie przeznaczona dla czytelników pełnoletnich – główne bohaterki to wulgarne, dość agresywne, często naćpane i/lub pijane dziewuszyska.

Głębię chyba należy uznać za postapo. Chyba, bo standardowe postapo dotyczy najczęściej sytuacji tuż po jakiejś katastrofie. W Głębi katastrofa rozłożona jest na tysiące lat – akcja toczy się w odległej przyszłości; Słońce się zmienia i jego promieniowanie uniemożliwia życie na powierzchni Ziemi. Ostatni ludzie schronili się w morskich głębinach. Ale to schronienie tymczasowe, w końcu i życie w oceanach stanie się niemożliwe... 


Rat Queens i Głębia to kolejne tytuły od Non Stop Comics – polecam tego wydawcę, bo dotąd mnie nie rozczarował.

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

11 komentarzy:

  1. Te zeszyciki wyszły w zbiorczej formie 3 tomowej. Zamiast bodajże 48 numerów 3 grube książki
    https://tezeusz.pl/rosik-stanislaw-wiszewski-przemyslaw-poczet-polskich-krolow-i-ksiazat-stanislaw-rosik-przemyslaw-wiszewski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ale mam część - głównie dotyczącą XII i XIII wieku - kupioną w zeszytach zanim wyszły integrale, poza tym nie wszystkie zeszyciki mnie interesują. Więc kupno całości jakoś mnie nie podnieca :D

      Usuń
  2. Powinniśmy założyć klub Nie Anonimowych Książko-zakupoholików ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się nie śmiej, to naprawdę jest nałóg. Ja już w lutym wydałem ponad sześć stów na książki i komiksy. A miesiąc jeszcze półmetka nie przekroczył...

      Usuń
    2. LIBRIS SATIARI NEQUEO- ja też tak kiedyś miałem, ale podjąłem walkę ze swoim nałogiem i wygrywam. Dalej dużo czytam, ale większość przeczytanych książek sprzedaję lub oddaję (a było już kiedyś bardzo źle, kilka tysięcy sztuk książek w biblioteczce,były wszędzie, w regałach, w kartonach na podłodze w stosach grożących katastrofą budowlaną. Ilość nieprzeczytanych pozycji starczyłaby na kilka lat. Impulsem do podjęcia walki było to, że wydałem jednego miesiąca na książki 3 tysiące złotych, czyli mniej więcej tyle samo ile moja nauczycielska pensja. Wtedy powiedziałem dość. Ale Wam kibicuję, to piękny nałóg.

      Usuń
    3. Ja wiem i ten nałóg jest straszny. Jako, że wybieram się do Polski na przyszły weekend poszło już zamówienie do Mag-a (osiem książek) z ubolewaniem, że dwie nowości będą musiały pozostać "na zaś", bo są za późno. W poniedziałek zaś idzie drugie zamówienie do innej księgarni internetowej na kolejne 8 książek (chyba, że mi się jakiś ogranicznik uruchomi, ale wątpię). Więc widzisz, ja też cierpię. :P

      Usuń
    4. Ooo, ode mnie poszło do Maga na siedem. Co zamówiłaś? Bo ja:
      OLIMP
      WYPRAWA BŁAZNA
      CZERWONY ŚNIEG
      ENDYMION
      MATKA EDENU
      BRASYL
      WODNY NÓŻ

      Usuń
  3. "Ciemny Eden" jest specyficzny, ale mi podszedł już za pierwszym razem. Jestem bardzo ciekawa "Matki..." :)
    Tej rosnącej kolekcji komiksów to Ci zaczynam zazdrościć. Mówiłeś, że gdzie mieszkasz? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chata za wsią koło Gniezna :D

      Oj, półki komiksowe to mi szybko puchną - od października 2016 przybyło 86 komisów (49 amerykańskich, 28 japońskich i 9 europejskich). Nota bene, Gnata polecam do czytania z dziećmi.

      Usuń
    2. Wystarczy, kiedyś Cię znajdę :P Z komiksami na razie pasuję, bo mam takie niejasne przeczucie, że jak zacznę, to moja słaba-silna wolna mnie pokona, a z kasą na razie średnio ;)

      Usuń
    3. Jak będziesz w okolicy, to zapraszam na jakąś ciecz :D

      Usuń