wtorek, 7 sierpnia 2018

Ken Liu, Królowie Dary

Pewien Chińczyk z obywatelstwem USA przeczytał Grę o tron Martina. I pozazdrościł. I postanowił pokazać, że Azjaci nie gęsi i też mają historię, którą można przerobić na fantasy. Każdy wie, że Martina zainspirowała wojna stuletnia między Anglią i Francją. A źródłem owej inspiracji były nie tyle opracowania naukowe, co znany cykl powieści historycznych Maurice Druona Królowie przeklęci.

A czymże inspirował się Ken Liu? Otóż w dziejach Chin mamy okres, trwający dwieście sześćdziesiąt lat, zwany Okresem Walczących Królestw. Owych królestw było siedem. Więc, jak widać, to nie przypadek czy inspiracja Siedmioma Królestwami Westeros sprawiły, że i w Darze mamy taką ilość królestw.

Okres Walczących Królestw skończył się, kiedy Zheng – władca państwa Qin – podbił pozostałe kraje. W mniemaniu Zhenga była to wojna o pokój:

Shi Huang Qin
Niegdyś król Hanu – miał zapisać w dokumencie król Zheng – oddał mi swoją ziemię i swą pieczęć prosząc, by mógł zostać moim lennikiem. Później jednak sprzeniewierzył się temu układowi, połączył się krajami Zhao i Wei i bunt podniósł przeciw krajowi Qin. Dlatego też powiodłem moje wojska i śmiercią ukarałem buntowników. Wziąłem do niewoli ich króla. Sądziłem, że tak będzie dobrze i że może będę mógł zaprzestać wojen.

W 221 roku p.n.e. Zheng ogłosił się cesarzem (w historiografii nazywa się go też Pierwszym Cesarzem). Przy tej okazji zmienił imię na Shi Huang Qin. Pierwszy Cesarz znany jest z wielu „wybryków”, w tym przesiedlania szlachty, zamiany chłopom pańszczyzny na podatek, ujednolicenia pisma, systemu miar i wag, a nawet rozstawu osi w wozach. Ludzie Zachodu najbardziej jednak będą go kojarzyć ze spalenia ksiąg konfucjańskich i zamordowania niemal pół tysiąca uczonych (zostali zakopani żywcem) oraz z budowy wielkiego grobowca, w którym znalazła się słynna terakotowa armia.

Terakotowa armia cesarza Shi Huang Qin
Jeśli ktoś czytał Królów Dary, to bez wątpienia już wie kto w powieści wzorowany jest na Pierwszym Cesarzu. Tak, Reon, król Xany, który podbił pozostałych sześć królestw, po czym nazwał się cesarzem i przybrał imię Mapidere.

O ile Martin wzorował się luźno na wojnie stuletniej, o tyle Ken Liu po dziejach Chin pojechał jak Tatar po stepie. Bardzo dużo scen jest wręcz żywcem rżniętych z podręczników do historii. Dla przykładu (nieco spojlerując). Pamiętacie scenę śmierci Mapidere? Kiedy umierając wyznacza na swojego następcę starszego syna Pulo? Potem dwóch urzędników fałszuje ostatnią wolę władcy i sporządza fałszywy dokument oddający władzę młodszemu synowi. Pulo i stojący po jego stronie generał zostają zmuszeni do samobójstwa.

To niemal żywcem przeniesione wydarzenia związane ze śmiercią Pierwszego Cesarza Chin. Na łożu śmierci na następcę wyznaczył starszego syna Fusu (czyli mamy powieściowego Pulo). Jednak kanclerz Li Si (powieściowy Goran Pira) i eunuch Zhao Gao (czyli „nasz” Lügo Crupo) sfałszowali ostatnią wolę cesarza i nowym władcą został młodszy syn – Er Shi (powieściowy Erishi – tu nawet Ken Liu imienia nie zmienił). Starszy syn Pierwszego Cesarza i wspierający go generał Meng Tian (powieściowy Gotha Tonyeti) musieli popełnić samobójstwo.

Liu Bang czyli powieściowy Kuni Garu
Jak dobrze poszukacie, to znajdziecie w historii i innych bohaterów Królów Dary. Przykładowo, w świecie powieściowym jako pierwsi bunt podnieśli dwaj żołnierze zmuszeni do konwojowania więźniów: Huno Krima i Zopa Shigin – ich odpowiedniki w dziejach Chin to Chen Sheng i Wu Guang.

Oczywiście w historii znajdziemy i głównych bohaterów powieści Kena Liu. Mata Zyndu „naprawdę” nosił imię Xiang Yu, a Kuni Garu – Liu Bang (później znany jako Han Gaozu).

Już kończę z historią – tylko jeszcze jedno. W skład Dary wchodzi wyspa Tan Adü. Zamieszkała jest przez ludność obcą etnicznie wobec Daryjczyków. To wytatuowani „dzicy”, którzy nie wpuszczają na swój teren obcych i nie uznają władzy królów Dary. Ich też znajdziemy w „prawdziwej” historii i niech Was nie zmylą zmiany wyglądu zewnętrznego. Moim zdaniem, Tan Adü to Tajwan, a Adüanie to tajwańscy Aborygeni (na Tajwanie byli większością mieszkańców aż do XVII wieku). Przy czym Ken Liu chyba domieszał im nieco cech Andamanów, zwłaszcza ową niechęć do obcych (tak na marginesie, Andamanie to bardzo interesujący lud zamieszkujący wyspy należące do Indii – do dziś np. mieszkańcy wyspy Północny Sentinel strzelają z łuków do przelatujących helikopterów).

Xiang Yu (aktor: Feng Shaofeng), czyli powieściowy Mata Zyndu
w chińskim filmie Hong Men Yan (pol. Podstępna gra) z 2011 r.
I to jest największa radocha z czytania tej książki – tropienie historycznych nawiązań. Naprawdę, polecam tę zabawę, bo jest przednia, a i czegoś nowego można się dowiedzieć. Ale powieść to nie praca naukowa, co poza tym dał nam Ken Liu? No właśnie, w porównaniu z Martinem, niewiele.

Mamy elementy fantasy – bogowie, czy ogromne wieloryby pokryte łuskami. Ale ich udział na razie niewiele sensownego wnosi. Mamy nieliczne elementy steampunku*, które też niewiele wnoszą, a na dodatek są jakoś mało wiarygodne (budowa podmorskiego tunelu łopatami i bez stemplowania – mistrzostwo świata). Bohaterowie większych emocji nie wywołują. Mało tego, Ken Liu pisze jakoś tak (za bardzo „ględzi”?), że nawet teoretycznie dramatyczne wydarzenia, pozostawiają nas prawie obojętnymi. Gdzie mu tam do Martina, który potrafi wzruszyć, wkurzyć, rozbawić...

Za to Ken Liu dorzucił sporą garść feminizmu – tu kobiety są silniejsze, mądrzejsze, odważniejsze. Pewnie dlatego musiał to ubrać w szaty fantasy, zamiast napisać po prostu powieść historyczną.

Kupię drugi tom cyklu, bo mam ochotę jeszcze raz pobawić się w detektywa i potropić historyczne nawiązania. Ale tylko z tego powodu. Byłaby ocena 6/10, ale właśnie za historyczną zabawę dorzucam jeden punkcik (jest to bardzo subiektywny punkcik, bo nie każdego musi to bawić).

OCENA: 7/10.

Ken Liu, Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu, t. 1:  Królowie Dary, tłum. A. Brodzik, wydawnictwo SQN, Kraków 2016, stron: 592.

Przypis:
* Taka odmiana steampunku, w której wynalazki wzorowane są na starożytnej technologii dalekowschodniej, też ma swoją  nazwę: silkpunk. Czym jest ów silkpunk tłumaczył w wywiadzie sam Ken Liu:
W przeciwieństwie do steampunku, silkpunk kładzie nacisk na materiały pochodzenia naturalnego (jedwab, bambus, pióra, skórę, koral, skorupy kokosów itp.) oraz biomechanikę.

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

13 komentarzy:

  1. No to teraz ciut mądrzejsza usiądę do czytania pierwszego tomu, który stoi i się kurzy u mnie na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak lubisz takie historyczne zabawy, to polecam jeszcze cykl Harrego Turtledove "Videssos". Jest to podzielone na trzy podcykle, z czego u nas przed wiekami (lata dziewięćdziesiąte XX w.) Amber wydał dwa - żeby było zabawniej, najpierw wydali trzeci podcykl, potem pierwszy, a środkowego nigdy :D

      Podpowiem, że w tym wypadku inspiracji należy szukać w historii Bizancjum.

      Usuń
    2. Zanotowałam i zapamiętam, dzięki! :)

      Usuń
    3. Polecam się na przyszłość. Dla wewiórków wszysko :D

      Usuń
  2. Chińczycy to se mogą tworzyć dowolne opowieści, w dowolnej epoce i nikt nie będzie wiedział, ile w tym historii, ile w tym fantastyki. A nasza fascynacja Wschodem? Wystarczy sobie przypomnieć "Koniec Zgody Narodów" - coś pięknego. I co do Bizancjum - kocham Psellosa, tego wstrętnego, przeintelektualizowanego łajdaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki Harrego Turtledove to nie jest wielka literatura, ale właśnie odwołania do Bizancjum są świetną zabawą; Turtledov jest (a może był) też naukowcem - bizantologiem (praca doktorska pt. "The immediate successors of Justinian: a study of the Persian problem and of continuity and change in internal secular affairs in the later Roman empire during the reigns of Justin II and Tiberius II Constantine).

      Podcykle Videssos umieszczone są w różnych okresach, np. pierwszy - "Krisposs z Videssos" to mniej więcej nasz IX w., a sam tytułowy bohater wzorowany jest na cesarzu Bazylim I Macedończyku (chyba nie pokręciłem, bo czytałem to dawno temu). Dalej dam swój post sprzed ponad 10 lat z katedry:


      >Bazyli początkowo był niewolnikiem w Bułgarii. Krispos był niewolnikiem ludu Kubratoi. Władcą Kubratoi jest Omurtag. To samo imię nosił kagan bułgarski z IX w.

      Ludy sąsiadujące z Videssos to też odpowiedniki średniowiecznych sąsiadów Bizancjum. Makaurańczycy to Persowie, Vaspukaranerzy to Ormianie, Halogajczycy to Wikingowie itd. Co ciekawe - Krispos miał przodków Vaspukaranerów, cesarz Bazyli przodków Ormian.

      Akcja Zaginionego legionu dzieje się kilkaset lat później. Do sąsiadów Videssos dołączają Namdaleńczycy, odpowiednik Normanów, którzy w X-XI w. podbili Sycylię i pd. Włochy<.


      Ciekawa jest też mapa świata, bo Turtledove zrobił lustrzankę - nasz wschód, to zachód Videssos.

      Lubię takie historyczno-fantastyczne zabawy :)

      Usuń
  3. Z tego co kojarzę, to Martin nie tyle na wojnie stuletniej się wzorował, co na Wojnie Dwóch Róż. No chyba, że Wojnę Dwóch Róż traktujemy jako integralną część/przedłużenie Wojny Stuletniej.

    Historyka jednak poprawiał nie będę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martin czerpał inspiracje z różnych wojen (podczas popytu w Polsce mówił, że czytał też "Krzyżaków" Sienkiewicza). Z Wojny Dwóch Róż też wiele zaczerpnął, ale sam wielokrotnie mówił o inspiracji właśnie Wojną Stuletnią ukazaną przez Druona.

      Może trochę źle to napisałem, bo jednak Martin "ciągnął" z wielu kierunków i dołożył dużo od siebie, a Ken Liu właściwie przerobił opracowanie dotyczące dziejów dynastii Qin i Han.

      W każdym razie, co do Martina:
      > Co do tego, że czerpał z „Królów Przeklętych” możemy być jednak pewni, ponieważ sam to potwierdził<.
      http://westeros.pl/historyczna-inspiracja-georgea-r-r-martina-czyli-krolowie-przekleci-mauricea-druona/

      Usuń
    2. ps.
      To że ktoś jest historykiem, nie oznacza, że wie wszystko. Mnie akurat dzieje Anglii i Francji w XIV-XV wieku niespecjalnie interesują.

      Usuń
  4. Czytałam obydwa wydane w Polsce tomy i mnie osobiście tom pierwszy niezwykle wynudził. Ta książka była bardzo sucha - miałam wrażenie, że czytam podręcznik do niezwykle nieinteresującej historii. Rozumiem inspiracje, ale po prostu nie siadł mi ten tytuł. Dopiero drugi tom mnie kupił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, czyli warto w to brnąć. Dobrze wiedzieć :)

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze książki, ale fajnie wiedzieć o tych "smaczkach". Sama nie znam tak dobrze historii Chin żeby je wszystkie "wyłapać".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie jestem orzłem, jeśli chodzi o historię Chin. Ale coś czytałem o Pierwszym Cesarzu, więc szybko skojarzyłem na kim wzorowany jest Mapidere. A dalej już doczytałem.

      Usuń