Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 31 marca 2019

Mój kanon fantasy – czym fantasy jest, a czym nie jest


Sprowokowany nieco przez Karmenę zdecydowałem, że upublicznię mój kanon fantasy. Ale najpierw wypadałoby wyjaśnić, czym dla mnie fantasy jest.

Tradycyjnie fantastykę dzieli się na trzy gałęzie: SF, fantasy i horror. Otóż dla mnie ten ostatni gatunek nie istnieje – uważam, że każdy horror można zaliczyć czy to do SF, czy też do fantasy. Jeśli straszyć mają wilkołaki, wampiry, duchy itp. – mamy fantasy. Jeśli straszą przybysze z kosmosu, nieszczęśliwe twory naukowych eksperymentów, ofiary wirusów – mamy SF. Dlatego Drakulę zaliczam do fantasy, a Frankensteina do SF.

Oczywiście nie sam „stwór” decyduje o zaliczeniu tam czy siam, a jego pochodzenie. Bo takie zombie mogą mieć rodowód magiczny, a mogą naukowy (jak choćby w The Walking Death – co czyni z tego komiksu i serialu postapokalipsę SF).

Czyli dla mnie fantasy to ta odmiana fantastyki, w której mamy do czynienia z elementem nadprzyrodzonym. Dlatego mam pewien problem z niektórymi utworami, ale o tym za chwilę, bo najpierw mój podział fantastyki. Też dzielę na trzy gałęzie, dwie to oczywiście SF i fantasy.

A co jest trzecią gałęzią... Otóż mamy utwory ewidentnie fantastyczne, w których nie ma ani elementu nadprzyrodzonego, ani elementów typowych dla SF (podróży kosmicznych, obcych gatunków, technologii przyszłości, wizji przyszłości). Takim typowym przykładem tej fantastyki, która nie jest ani SF, ani fantasy będą niektóre dzieła K. J. Parker (Składany nóż).

Cała fantastyczność jego powieści dotyczy wymyślonego świata i wymyślonych wydarzeń, które jednak jak najbardziej mogłyby zajść w naszym świecie. Ten nurt nazywam pseudohistorią. Ale to nie jest jedyny nurt w tej mojej trzeciej gałęzi fantastyki – sam zwę ją fantastyką humanistyczną (bo najczęściej czerpie z nauk humanistycznych – historii, filozofii, socjologii). Co do niej zaliczę:

utopia, antyutopia, dystopia
pseudohistoria
historia alternatywna
political fiction
retelling
animal fantasy

Oczywiście w każdym z tych podgatunków można dodać elementy typowe dla SF lub fantasy i w ten sposób „przeflancować” je na inne poletko. Ale nie wszystkie, bo weźmy retellingi: Mgły Avalonu Marion Zimmer Bradley – jak najbardziej fantasy, ale Wyprawa po złote runo Roberta Gravesa czy Trylogia arturiańska Bernarda Cornwella? Przecież tam nie ma elementów fantastycznych typowych dla SF czy fantasy; to taka racjonalizacja mitu – obdarcie z tego co fantastyczne. Ale z drugiej strony, to jakaś polemika z mitem. Zawsze z retellingami mam problem: czy to wrzucić do fantasy czy jednak nie.

Podobnie jest z animal fantasy, czyli tymi wszystkimi opowieściami o zwierzakach. Jeśli jedynym elementem fantastycznym jest nadanie im pewnych cech ludzkich – to jest fantasy czy nie?

Dlatego w swoim kanonie nie jestem konsekwentny – niektóre retellingi wrzuciłem, opowieści o zwierzątkach zdecydowanie wrzucałem, choćby dlatego, że jakoś tak się utarło – to jest fantasy i tyle.

Odrębnym problemem jest realizm magiczny, czyli pudełko, do którego wrzuca się bardzo różne utwory – tu trzeba badać zawartość cukru w cukrze (czyli w fantasy w RM).

I jest jeszcze jedna rzecz – wciąż pokutuje pogląd, że fantasy to ta gorsza literatura, więc jeśli coś się wybija ponad przeciętność, to się z fantasy zabiera. Ot takiego Mistrza i Małgorzatę – przecież to za dobre na fantasy. Najśmieszniejsza dla mnie jest sytuacja z książkami Orwella. Rok 1984 – świetne SF/antyutopia. Folwark zwierzęcy – niewiadomoco, bo przecież nie można zaliczyć do animal fantasy książki traktującej o tak istotnych problemach. A dla mnie Mistrz i Małgorzata to urban fantasy, zaś Folwark zwierzęcy – animal fantasy. I już.

A w związku z publikacją owego kanonu będę miał dla Was konkurs z książkami do wygrania – zapraszam za tydzień.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:


ps.
Jako ilustrację do testu wykorzystałem dzieło rosyjskiego malarza Wiktora Michajłowicza Wasniecowa. Warto poprzeglądać. Inne jego dzieła:




15 komentarzy:

  1. Podoba mi się określenie fantastyka humanistyczna, muszę je zapamiętać :D Z tym fantasy to ja sama mam problem, co gdzie przyporządkować, a największy zgrzyt miałam przy PLO Grzędowicza - bo niby fantastyka, ale początek to SF i jak to teraz ugryźć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PLO to science fantasy - czyli mikst SF i fantasy.

      Usuń
  2. O, dokładnie to samo spostrzeżenie miałem. Przecież "Mistrz i Małgorzata" to ewidentne fantasy, czemu tak tego nie traktujemy?
    PLO to jedno. Pani McCaffrey to w ogóle science fantasy na pełnym wypasie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. McCaffrey cykl o Pern to wręcz bym zaliczył do SF. Tak samo cykl "Wojny rady" Johna Ringo - o którym kiedyś chyba dyskutowaliśmy na Twoim blogu - to też SF. Są niby elfy i inne twory, ale są skutkiem naukowych modyfikacji.

      Usuń
  3. ... czekam na KANON !!! Bo poczułem się tak - jakby ktoś obwieścił publikację MAPY WYSPY SKARBÓW... a opublikował samą legendę :(
    Szkoda, że "wstępniak" nie był częścią publikacji KANONU! No to wracam (póki co) do Pratchetta - bo ze zdenerwowania będę musiał się wybuchnąć !

    ps.
    ... a ilustracje - mają w sobie tą rosyjską duszę!
    MM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwiczymy cnotę cierpliwości :)

      Tak, mają rosyjską duszę. Mój stosunek do "rosyjskości" jest dość ambiwalentny - lubię rosyjską kulturę (literaturę, film, muzykę), lubię rosyjskość w sensie rosyjskiej gościnności i otwartości. Ale nie znoszę ich kompleksów połączonych z megalomanią, mesjanizmem i imperializmem (tudzież wciąż obecną filozofią o dobrym carze i złych bojarach, który nie pozwala temu krajowi wybić się na demokrację + swoiste podejście do gospodarki, które sprawia, że ten potencjalnie najbogatszy kraj świata jest de facto gospodarczym III światem żyjącym z eksportu nieprzetworzonych surowców). Mierzi mnie też rosyjska (stepowa?) doktryna polityczna - im większy chaos, tym dla Rasiji lepiej.

      Usuń
  4. Bardzo podoba mi się ta "rozpiska". Nigdy tak szczegółowo nie zastanawiałam się "kanonem fantasy", ale mam bardzo podobne przemyślenia. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, kanonów mamy sporo - w naszym kraju sam Sapek zrobił trzy, do tego są jeszcze dwa inne - ale o tym przy omawianiu mojego.

      Usuń
  5. Ożesz Ty, ja tu już się przygotowałam na sprawdzanie, co znam i co nam się pokrywa, a tu figa! Tak się nie robi :P

    Co do klasyfikacja fantastycznych lektur, sama przyjęłam zmodyfikowany model Sapkowski. Czyli: fantasy jest to, co wskaże palcem i nazwę fantasy (inne gatunki analogicznie. Modyfikacja modelu polega na tym, że w oryginale wskazywał Sapkowski, w mojej wersji - ja) :P

    Alsoł, jeśli chodzi o animal fantasy, przyjmuje kryterium tropów. Tzn. jeśli książka zawiera tropy fabularne specyficzne dla fantastyki (oraz powstała w czasie, w którym gatunek był już mniej-więcej zdefiniowany), to jest animal fantasy, a jeśli nie, to co innego. I tak "Wodnikowe wzgórze" czy ta młodzieżowa seria o zdziczałych kotach zamieszkujących las to jak najbardziej animal fantasy, bo mamy tam motywy questu, wybrańców, zbieranie drużyny itp. "Folwark zwierzęcy" takich motywów nie zawiera, jest więc zwykłą alegorią, niczym bajki Ezopa.

    Za to "Mistrz i Małgorzata" to dla mnie czystej wody urban fantasy. Wybitne zresztą ;)

    Co do realizmu magicznego, to z kolei IMO od klasycznej fantastyki oddziela go kryterium logiczności. W sensie, w realizmie magicznym elementy fantastyczne nie podlegają zadnym wewnętrznym ograniczeniom dyktowanym przez logikę czy wewnętrzne mechanizmy świata, wręcz ich główna funkcją jest przekraczanie takowych (co pozostaje bez wyjaśnienia w przeciwieństwie do takiego choćby urban fantasy, gdzie po prostu "nie wiesz wszystkiego"). W fantastyce muszą podlegać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >tropy fabularne specyficzne dla fantastyki<

      Moim zdaniem one nie istnieją. A przynajmniej od kiedy grupa pisząca new weird ogłosiła nastanie fantastyki antytolkienowskiej. Ale oni nie byli pierwsi - prawie od początku istnienia fantasy był nurt weird fiction, może mniej znaczący, ale istniał obok howardowskiego i tolkienowskiego.

      Usuń
  6. O, bardzo się cieszę, że napiszesz o swoim kanonie :D Zerkałam tu z taką nadzieją, nikłą co prawda, a tu taka miła niespodzianka :)
    Twoja klasyfikacja mi się podoba, sama uważam, że ciężko określić jednoznacznie, co należy do jakiego typu literatury, więc u każdego taka lista będzie trochę inna. Zerknęłam teraz na spis moich ulubionych lektur fantasy i tak: zamieściłam tam Frankensteina i Orwella, nie mam z kolei Mistrza i Małgorzaty, i w sumie nie wiem dlaczego. Pamiętam, że zastanawiałam się, czy wpisać "Sto lat samotności" i nadal nie mam określonego zdania co do realizmu magicznego.
    Fantastyka to bardzo złożony gatunek i jakby się zastanowić, to sporo dzieł ze światowej klasyki można do niej zaliczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własne jeszcze się zastanawiam czy tę powieść Márqueza zaliczyć do fantasy :D Podobnie mam z dziełem Julio Cortázara "Opowieści o kronopiach i famach i inne historie" (dawno temu czytałem więc musiałbym odświeżyć, żeby ustalić gdzie to wkładam).

      Usuń
    2. O, tego utworu Cortazara nie znam. Marqueza w końcu nie zaliczyłam, ale wciąż się zastanawiam, czy słusznie.
      I nadal pozostając w temacie fantastyki :D Widziałam dziś w księgarni nową książkę Bieszka "Nowe dowody na istnienie Lechii" :D

      Usuń
  7. To ja ładnie poproszę o listę - Top 10/ Top 100 pozycji Fantasy/SF :) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TOP 10 fantasy pewnie zrobię - SF nie, bo nie czuję się znawcą tej odmiany fantastyki, a niektóre jej podgatunki wręcz mnie odrzucają (jak np. cyberpunk).

      Usuń