Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 19 kwietnia 2026

Łukasz Wnuk, Maligna

Któż będzie dbał o trupa. Trup to trup. Nie zrobi nic, nie ucieknie.

Interesująca powieść sarmacka. Dotąd omijałem publikacje wydawnictwa Lira, bo jakoś kojarzyło mi się z innymi wydawnictwami z piątej ligi, wydającymi kupy (nazw nie wymienię, bo jak widać po tym przypadku, mogę bardzo błądzić). W tym tygodniu przeczytałem dwie ich książki i obie były nader satysfakcjonujące w lekturze.


Akcja Maligny toczy się w 1661 roku. Rok wcześniej zawarty został pokój między Polską a Szwecją. To nie oznacza, że wojny się skończyły, bo w latach 1654-1667 toczyła się wojna z Rosją. Główny bohater, towarzysz husarski Samuel Rużyński (z rodu co prawda kniaziowskiego, czyli książęcego, ale bardzo podupadłego) jeszcze słabuje po ranie...

Zaleczona niedawno rana rwie w boku, wżera się w trzewia; niczym szponiasta łapa wierci ciało, chwyta je w garść, skręca bez litości i ściska. Krzywię się i poprawiam w siodle. Ból ustaje, ćmiąc tylko z lekka, tak jak zwykle, tak jak jest do zniesienia – tak, by można było o nim na chwilę zapomnieć.

Rużyński ma wrócić do chorągwi walczącej z Moskalami na Ukrainie. Wcześniej jednak z podwładnymi – Łobodą, Sikorą i Brochwiczem – musi na polecenie swojego patrona, „jaśnie wielmożnego pana Kazanowskiego”, wyjaśnić kilka zagadkowych spraw, jak np. zaginięcie dwóch lustratorów królewskich.

Kraj po wojnach jest zniszczony, a niektórzy ludzie zdziczeli. O, przykładowo w lasach grasuje wariat, szlachcic, który stworzył z chłopów oddział i toczy jakąś dziwną wojnę. Momentami tworzy to wręcz wrażenie jakiegoś wczesnonowożytnego postapo. Jest też wątek dawnej narzeczonej Rużyńskiego.

Spraw do wyjaśnienia wiele, a kniaź niedomaga – niby rana zaleczona, ale wciąż dokucza, co gorsza, co jakiś czas wpada w tytułową malignę (z definicji, objawy: gorączka, omamy, wypowiadanie niezrozumiałych słów, brak kontaktu z otoczeniem). Podczas tych ataków ma jakąś wizję, którą nie do końca pojmuje.

No właśnie, wizja. Pożyczyłem to, bo mi zareklamowano jak sarmacką fantasy. No nie, jednak fantasy to nie jest. W ogóle fantastyki w tym niewiele, a i ta co jest, jest dość wątpliwa.

Warczy jeno coś, aż chłopom skóra cierpnie, widły w garści ściskają. Naraz, szast! Do okna cosik się rzuciło! Hultnęło! Aż błonę przebiło! Na podwórze wyleciało! Chłopy patrzą, oczom nie wierzą... Jak zwierz cosik... całe sierścią okryte, zębiska szczerzy, na czterech łapach podskakuje i podejść się nie daje, pianę toczy jeno, a ślepiami żółtymi błyska! Kuślik zesłabł od razu, na ziemię bez ducha się zwalił, a Grochot, najmniej strachliwy, z widłami do onego podchodzi i drze się, że „przebodzie żelazem, siłę nieczystą!”. Ale gdzie tam, jaśnie panie! liiii! Przyskoczyło toto jeno do Grochota, do piersi mu raz, przez gębę wycięło pazurami i zębiskami, w miękkie się wgryzło. Pokąsało, aż chrupnęło, do krwi!

Gatunkowo to na pewno powieść historyczna, ale co dalej? Jakieś elementy powieści gotyckiej, może trochę psychologicznej (wszak wiele czasu spędzamy w czaszce Rużyńskiego, a tam bałagan konkretny).

Wrażenie robi język autora – Wnuk jest wyjątkowo sprawny w tym zakresie. Zacząłem szukać co on tam jeszcze na niwie literatury był popełnił i okazało się, że... nic. Aż nie dowierzałem, to sprawdzę kto zacz, bo może jakiś uznany pisarz pod pseudonimem to wypuścił. Jednak nie, Łukasz Wnuk jest prawnikiem. Jak na debiut, jest lepiej niż dobrze.

Stylizacja na barokową polszczyznę niewielka, tyle żeby robiło klimat, nie utrudniając lektury. Natomiast budowę zdań można określić, jako barokizującą – szczególnie w opisach mamy trochę długich zdań, acz bez przesady, nie utrudnia to czytania; może zresztą bardziej przypomina Młodą Polskę niż barok. Ładne to (osobiście nie przepadam za nadużywaniem oczywistych przymiotników – np. biały śnieg, czarna sadza, słona sól itp., co robi choćby Brzezińska – ale w Malignie jest zgrabnie).

Leżą wokół tylko łąki białe, czyste, smutne, jaśniejące zmarzłym puchem, a wokół nas niczego, ni żywego ducha. Kopyta biją miękko w śniegu, okucia rzędów brzęczą niby dzwonki kuligu.

Ciekawa narracja – pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym.

[porucznik] Macha buzdyganem w stronę moskiewskiego szeregu.
A chorągiew odpowiada mu wrzaskiem, z którego nie da się już odróżnić ni słowa, który się zlewa w krzyk jakby samego Boga! Przedwieczny i niezrozumiały. Lecz to bez znaczenia! Lecz nic to!... Bo teraz zgłusza wszystko huk straszliwy; huk – jakby rozwarły się podwoje nieba! Jakby przestwór niebieski rozpadł się na dwoje i ogromnymi kawałami walił się z łoskotem na ziemię...!

Od strony historycznej, choć jak wiecie, nie jest to mój ulubiony okres (do zajmowania się historią, bo literacko lubię), mam jedną uwagę:

Teraz niech popracują szable i koncerze. Dłonie sięgają do boku, ze zgrzytem dobywają głowni. Tną – z góry na dół. Bez ustanku!

No nie, koncerz nie służył do cięcia, to broń kolna. Acz faktem jest, że już Sienkiewicz ten błąd popełniał.

Mocne zakończenie.

Chciałbym jeszcze coś Wnuka przeczytać, choć nie wiem czy się nie zniechęci, bo powieść wywołała chyba niewielkie zainteresowanie czytelników (jeśli miarodajne jest LubimyCzytać – dziewięć opinii, dwadzieścia trzy oceny, to mizernie). Wielu czytelników zwraca uwagę na renomę wydawcy (sam tak robię, bo to często jest jakiś wyznacznik poziomu) – wystarczy porównać powieści Bennetta, wydane mniej więcej w tym samym czasie: Zatruty kielich (od znanego na niwie fantastyki Maga) ma cztery razy więcej ocen niż Odlewnia (od debiutującego na polu literatury dla dorosłych wydawnictwa Szepty).

Malignę polecam.

OCENA: 7/10.

Ł. Wnuk, Maligna, wydawnictwo Lira, Warszawa 2025, stron: 320.


4 komentarze:

  1. O, fajnie, że zrecenzowales. Miałam w planach te książkę i chyba się zdecyduję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie po to wrzuciłem trochę cytatów, żeby każdy ocenił czy mu ten język pasuje.

      Usuń
  2. J.P. Zajączkowski19 kwietnia 2026 21:30

    No to sięgnę. A przy okazji pytanie; czy warto sięgnąć po Nową Trylogię Stawickiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, nie czytałem, bo mam złe przeczucia, to chyba taki fanfik, a tanio nie jest (130 zł papier, 170 zł ebook za całość). W bibliotekach w okolicy nie widziałem.

      Usuń