środa, 15 czerwca 2016

Raport czytelniczy, maj, cz. 2

Dokończenie majowego raportu. Tym razem:


Kate Griffin, Nocny burmistrz.
Kate Griffin, Neonowy Dwór.
Tad Williams, Brudne ulice nieba.
C. S. Friedman, Skrzydła gniewu.
C. S. Friedman, Dziedzictwo królów.
Django Wexler, Mroczny tron.


Nocny burmistrz, drugi tom cyklu Matthew Swift, trzyma poziom pierwszego. Poszerzamy naszą wiedzę o świecie, w którym przyszło żyć Swiftowi. Nasz bohater i „jego” elektryczne anioły chyba zaczynają się docierać, w każdym razie mniej sprzeczności między nimi. I oczywiście dalej świetne (a przynajmniej mnie bawiące) poczucie humoru Kate Griffin. Ten dialog, między Swiftem i Odą muszę zacytować:
– Widziałaś Gwiezdne wojny?
– Widziałam i potępiłam je.
– Potępiłaś Gwiezdne wojny?
– Hollywood nie powinno wysławiać czarowników.
– Chyba nie bardzo zrozumiałaś o co w nich chodziło.
– Harry'ego Pottera też potępiłam.
– Naprawdę?
– Tak.
– Bo...
–...bo literatura, zwłaszcza przeznaczona dla dzieci, nie powinna sławić czarowników.
– Odo, co właściwie robisz dla rozrywki?
– Potępiam różne rzeczy.
W kolejnej odsłonie cyklu – Neonowy Dwór – nie podoba mi się początek. No ile można zaczynać tak samo? Znowu zostajemy rzuceni w sztorm: znowu ktoś chce zabić Swifta, ten znowu nie wie o co chodzi itd. itp. Dalej jest dobrze, ale rozpoczęcie jakoś negatywnie nastawiło mnie do książki.

K. Griffin, Nocny burmistrz, czyli inauguracja Matthew Swifta, tłum. M. Jakuszewski, wydawnictwo Mag, Warszawa 2011, stron: 504.
Ocena: 9/10.

K. Griffin, Neonowy Dwór, czyli zdrada Matthew Swifta, tłum. M. Jakuszewski, wydawnictwo Mag, Warszawa 2011, stron: 446.
Ocena: 8/10.

Zły moment sobie wybrałem na lekturę pierwszego tomu cyklu Bobby Dolar. Przeczytałem to między dwiema książkami Kate Griffin, a to bardzo podobne pozycje – urban fantasy, podobny bohater (choć o innych mocach, innej pozycji). Też zaczyna się od mocnego pier... uderzenia, też bohater wpada w kłopoty i musi odkryć o co do diabła (dosłownie w tym przypadku) chodzi.
Gdybym przeczytał ją pół roku wcześniej lub później, moja ocena może byłaby wyższa. Ale czytanie trzech tak podobnych pozycji w krótkim czasie nie było dobrym pomysłem.
Tym niemniej, Tad Williams to jeden z bardziej znaczących autorów fantasy i nie jest to przypadek – po prostu umie pisać. Brudne ulice nieba czyta się całkiem przyjemnie i sięgnę po kolejne tomy cyklu (dostępny jest drugi, a niedługo Rebis ma wydać trzeci).

T. Williams, Brudne ulice nieba, tłum. J. Szczepański, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2014, stron: 488.
Ocena: 7/10.

O dwóch kolejnych tomach Trylogii Magistrów mogę rzec to samo co o poprzednim:
Celia Friedman pisze po prostu świetnie. Lekkie pióro, wszystkie elementy „trybią”, nieco mroczny klimat. To sprawia, że trudno się od książki oderwać. Widać fascynację autorki problemami „wiecznego” życia, bo takowe – przynajmniej z perspektywy przeciętnego człowieka – uzyskali zarówno Damien z Trylogii Zimnego Ognia, Daetrin z niewydanej niestety w Polsce The Madness Season, jak i właśnie Magistrowie. Co ciekawe w każdym z tych przypadków wieczne życie jest możliwe dzięki żerowaniu na innych. Polecam, nawet tym, którzy mają dość standardu fantasy – w tym przypadku wykonanie wynagradza brak oryginalności. Ale oczywiście ocena za wtórną powieść nie może być najwyższa.
Tom drugi jest bardziej mroczny od Uczty dusz. Dowiadujemy się nieco więcej o przeciwniku – Duszożercach. Okazuje się, że to nie typowe dla fantasy demony. Autorka zaczyna też odkrywać tajemnice Magistrów.
W Dziedzictwie królów wszystko staje się jasne. Sam finał jednak, jak dla mnie, jest zbyt standardowy i zbyt pośpieszny. Tak jakby wcześniej autorka już wszystko nam opowiedziała i teraz tylko chciała jak najszybciej zakończyć.

C. S. Friedman, Skrzydła gniewu, tłum. G. Grygiel i P. Staniewski, wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, stron: 544.
Ocena: 8/10.

C. S. Friedman, Dziedzictwo królów, tłum. G. Grygiel i P. Staniewski, wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, stron: 624.
Ocena: 7/10.



Mroczny tron ma gorsze recenzje, niż poprzednia część cyklu Kampanie cienia. A mnie się podobał bardziej. Akcja poprzedniej części toczyła się w zacofanej, pustynnej krainie, teraz Wexler przenosi bohaterów do wielkiej stolicy państwa, które cywilizacyjnie jest w awangardzie.
Ta sceneria znacznie bardziej pasuje do prochowej fantasy: banki, prasa, robotnicza biedota, socjaliści, rewolucyjne nastroje – to buduje klimat powieści. Element fantastyczny znowu jest solą w zupie, a nie samą zupą.

D. Wexler, Mroczny tron, tłum. Z. A. Królicki, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015, stron: 632.
Ocena: 7/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz