czwartek, 30 czerwca 2016

Jan Maszczyszyn, Światy Solarne

W zamierzchłych czasach, tuż po szwedzkim  potopie :D Wróć, tuż po wojnie polsko-jaruzelskiej, a dokładniej w 1985 roku miesięcznik Fantastyka ogłosił konkurs literacki. Sapkowski był w nim trzeci, pierwszy – Huberath, a rozdzielał ich Jan Maszczyszyn (zajął II miejsce za opowiadanie Ciernie). Nie był to debiut, nie było to też jego ostatnie dokonanie literackie. Ale przez długi czas był słabo rozpoznawalny. Dlaczego? Otóż w 1989 roku wyemigrował do Australii i przestał pisać.

Kiedy dotarłem na emigrację odnalazłem tu tysiące książek za bezcen – tak to tłumaczył w wywiadzie dla steampunk.info.pl. – Mogłem czytać wszystko. Załamało mnie to kompletnie. Uznałem, że pisanie fantastyki nie ma sensu, że prędzej czy później dokonam nieświadomego plagiatu lub popadnę w sztampę. I tak na 25 lat odłożyłem literackie próby. Czytałem wyłącznie publikacje popularno-naukowe. Poświęciłem się bez reszty kosmologii i paleontologii.
(Nie wklejam linka do wywiadu, bo dziś na stronie wyskakuje komunikat: Strona nie może się wyświetlić ponieważ konto zostało zablokowane). EDYCJA: wywiad już dostępny na stronie steampunk.info.pl.

Polskiemu czytelnikowi przypomniał się dopiero w 2013 roku zbiorem opowiadań Testimonium. W ubiegłym roku ukazała się jego powieść Światy Solarne.

Jest to „dziwna” powieść. Na ostatniej stronie okładki (blurb chyba jest autorstwa samego Maszczyszyna) określa się ją jako steampunk i fantasy – fantasy na razie nie zdiagnozowałem, ale może zmieni się to w kolejnych tomach. W wywiadzie dla steampunk.info.pl autor mówi: – W Światach Solarnych jest wszystko to, co mnie porywa i bawi. I weird fiction, którą uwielbiam. I groza, i space opera, i steampunk, którego jestem już odtąd wiernym adoratorem.

W świecie Maszczyszyna ludzkość skolonizowała Układ Słoneczny. Dysponuje niesamowitą technologią, ale opartą na parze i mechanice. Zresztą Układ Słoneczny Maszczyszyna nie do końca jest naszym układem – Ziemia, Wenus, Mars są zbliżonej wielkości, a w Kosmosie zamiast próżni mamy eter.

Ludzkość sięgnęła planet, lecz mentalnie to wciąż wiek XIX. Najważniejszym produktem eksportowym Ziemi są „czarnuchy” – niewolnicy z Afryki. Główny bohater, hrabia Ashley B. Brownhole – potentat medialny z Wenus uważa seks za zbyt arogancki i gburowaty.
Jako wysoko postawiony w hierarchii arystokracji mojej planety dżentelmen, sam świadomie zrezygnowałem z męskości genitalnej – tłumaczy hrabia. Ashley B. Brownhole nie pozbawił się możliwości rozmnażania – „przeszedł” na... pyłkowanie.

Ludzkość zaczyna mieć kłopoty – Ziemię, a potem inne miejsca bytowania Homo sapiens atakuje roślinny, inteligentny gatunek. W poszukiwaniu sojuszników hrabia i jego towarzysze trafiają na kolejne gatunki zdolne do abstrakcyjnego myślenia – rybokształtnych Alonbee i Inverrie. W rozmowach pojawiają się jeszcze Hadowie, dysponujący technologią, która daje im pozycję bliską bogom.

Oczywiście nie jestem tu w stanie oddać bogactwa świata Maszczyszyna. To po prostu trzeba przeczytać.

Światy Solarne to pierwszy tom trylogii. Na dniach ukazał się tom drugi – Światy Alonbee, na listopad wydawca zapowiada tom trzeci – Hrabianka Asperia.

IV strona okładki
Parę słów o wydaniu. Pierwszą i czwartą stronę okładki zdobią świetne ilustracje. Na tym plusy się kończą. Książka ma wady typowe dla wydawnictwa Solaris: wydrukowana na papierze, który – gdyby nie grubość – przypominałby lichej jakości papier toaletowy, okładka się rozwarstwia (folia odchodzi od papieru). Niestety, wydawca potrafiący wyszukać świetne literacko dzieła, nie umie ich dobrze opakować. Szkoda, że Wojciech Sedeńko przy okazji kolejnego biadolenia nad upadkiem czytelnictwa (w ostatnim Sfinksie przykładowo) nie dociera do wniosków, że nie wystarczy znaleźć dobrą książkę – trzeba jeszcze ją dobrze wydać, dobrze wypromować, dobrze dystrybuować i nie przeginać z ceną (to ostatnie akurat nie dotyczy Maszczyszyna, ale pamiętam z przeszłości zdecydowanie wygórowane stawki za książki Solarisu).

OCENA: 8/10

J. Maszczyszyn, Światy Solarne, wydawnictwo Solaris, Stawiguda 2015, stron: 398.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz