piątek, 2 września 2016

Sierpień – raport z biblioteczki i bloga



Znowu trochę popłynąłem – będzie trzeba kolejny raz część książek zapakować do kartonów, bo się nie mieszczą. Najnowsze nabytki leżą na stole w saloniku, bo tylko tam znalazłem wolne miejsce.




Skorzystałem z promocji w księgarni Maga. Konkretnie wszedłem, żeby kupić dwa pierwsze tomy trylogii Złotoskóry Robin Hobb. Mam (gdzieś mam, bo nie wiem gdzie) jej trylogię Skrytobójca i pierwszy tom (w dwóch częściach) podcyklu o kupcach i żywostatkach w starym wydaniu Prószyńskiego i S-ki. Była to przyjemna lektura, ale książki Prószyńskiego przestałem kupować, kiedy przegięli z maksymalizacją zysków – pierwszy tom o kupcach i żywostatkach podzielili na dwa woluminy, co jeszcze zdzierżyłem, ale podziału drugiego na trzy już nie.
Mam nadzieję, że teraz Mag wyda w twardych oprawach całość cyklu. Na pewno będę kupował.

Ale jak już wszedłem do księgarni (internetowej oczywiście) to na dwóch książkach się nie skończyło. Przypomniało mi się, że ktoś na katedra.nast zachwalał Milesa Camerona, że niby bardzo realistycznie ukazuje życie rycerzy. To dorzuciłem pierwszy tom cyklu Syn zdrajcy. Może mam zbyt wielkie oczekiwania, bo liczę na coś w stylu opowiadania Martina, Błędny rycerz z antologii Legendy.
Jima Butchera praktycznie nie znam. Ot, tyle co obejrzałem parę odcinków serialu (przeciętnego) Akta Dresdena. Normalnie nie eksperymentuję z autorami mi nieznanymi (kupuję w tanich księgarniach, na allegro czy olx za ceny znacznie poniżej okładkowych). Sam nie wiem, czemu teraz zrobiłem wyjątek :D Zobaczymy czy było warto.
Nie czytałem też nic Scotta Lyncha, ale recenzenci się nad nim rozpływają, więc w tym przypadku uznałem, że mogę podjąć ryzyko.

Zysk i S-ka oraz Rebis jakoś zgodnie, w tym samym czasie, zarzuciły swoimi produktami tanie księgarnie. Toteż kupiłem parę książek, których normalnie bym nie nabył.
Kate Elliott czytałem trzy pierwsze tomy cyklu Korona gwiazd. Dwa (Królewski smok i Książę psów) wspominam bardzo miło. To fantasy wzorowane na Europie w X – początkach XI wieku. Akcja toczy się w państwie przypominającym cesarstwo Ottonów. Na wschód od niego leży Polenia. Nieco przyjemność z lektury psuł feminizm autorki, do tego niekonsekwentny, przez co mało wiarygodny.
Niestety, dobre wrażenie legło w gruzach przy tomie trzecim (Głaz gorejący) – odnosiłem wrażenie, że autorka pisze za wierszówkę, więc „nadmuchała” książkę bez sensu wodolejstwem. Dlatego Kate Elliott wypadła z moich planów zakupowych. Ale za 14 zł można kupić. Tylko kto dopuścił te okładki? Są obrzydliwe i bez związku z treścią książek (przynajmniej z trzech pierwszych tomów nie pamiętam centaurów).

Z cyklu Stevena Brusta czytałem tylko tom pierwszy (Jhereg – tytuły cudne :D ). To taki ni to kryminał, ni to powieść sensacyjna w klimatach fantasy. Nawet mi się podobało. Szukałem potem po tanich księgarniach kolejnych części, ale były tylko trzecia i czwarta, a czytanie bez znajomości drugiej uznałem za bezsensowne. Teraz Rebis zrobił mi dobrze i mogłem kupić kolejne tomy cyklu. Szkoda, że u nas Brust wyleciał z planów wydawniczych – cykl Vlad Taltos liczy sobie już czternaście tomów (piętnasty zapowiedziany), w języku polskim możemy przeczytać tylko pięć.

Czytałem pozytywne recenzje Zoo City Lauren Beukes, ale przyznam, że nie mam pojęcia z czym to zjeść. Ktoś to porównał do filmu Dystrykt 9 z 2009 roku. Film przypadł mi do gustu, więc może i książka.
Briana Lumleya czytałem jeszcze w początkach lat dziewięćdziesiątych, wtedy wydawało go nieistniejące już wydawnictwo PhantomPress. Między innymi wypuścili pierwszych pięć tomów cyklu Nekroskop. Wtedy to było coś – pogranicze fantasy, horroru i powieści o walce wywiadów w czasach zimnej wojny. Potem już do tego cyklu nie wracałem, ale co jakiś czas widzę w taniej księgarni któryś tom – kupuję, jak uzbieram całość, to przeczytam. Na razie Harry i piraci będą półkownikiem :D
Do Moersa przymierzałem się od jakiegoś czasu, ale ten autor z kolei do tanich księgarń nie trafia, a pełną odpłatnością ryzykować nie będę. Labirynt śniących książek znalazłem za 20 zł na facebooku – jednej z grup „Sprzedam/wymienię książkę”. Dopiero po zakupie zorientowałem się, że akurat ta pozycja nie nadaje się do samodzielnego czytania – wcześniej powinno się przerobić Miasto śniących książek. I teraz nie mam wyjścia, muszę kupić i Miasto.

Jakimś cudem nie miałem dotąd Rytuału Diaczenków – to jedni z moich ulubionych autorów. I szczęśliwie spotkaliśmy się w taniej księgarni :D W książce, obok tytułowej powieści, są jeszcze trzy opowiadania. Jedno z nich już miałem – Ostatni Don Kichot znalazł się także w zbiorze Ziemia Vesnarów.
Jeśli ktoś jeszcze Diaczenków nie czytał, to mogę jedynie polecać – to fantasy, ale poziomem zamiatająca większość tego co przychodzi i z zachodu, i ze wschodu, i od naszych rodzimych autorów. Fantasy inteligentna, zmuszająca do myślenia, a przy tym różnorodna.
Niestety, polski wydawca Diaczenków – Solaris – zmienił całkowicie politykę wydawniczą i nie wiadomo czy jeszcze coś ukraińskiego duetu opublikuje. Sprzedaż Ziemi Vesnarów – jeśli informacje wydawcy są uczciwe – nie nastraja optymistycznie. Otóż Solaris podało, że to limitowane wydanie, zaledwie kilkanaście egzemplarzy. Bez problemu kupiłem w ich sklepie internetowym dwa lata po wydaniu... Jeśli przez dwa lata nie sprzedali kilkunastu sztuk, to chyba nie ma co liczyć na kolejne książki Diaczenków. O ile oczywiście z tą „limitowaną” serią to nie był zabieg marketingowy, bo Solaris drukuje książki cyfrowo, więc w każdej chwili może dodrukować tyle, na ile ma nabywców.

Już po kupieniu Rytuału dowiedziałem się, że na jego podstawie Rosjanie nakręcili film pt. On – Drakon (premiera 3 grudnia 2015). Mam ochotę obejrzeć, ale najpierw książka. Chociaż recenzenci filmu – chwalący go! – podkreślają, że nie jest to wierna adaptacja dzieła Diaczenków, a raczej film zainspirowany Rytuałem. W każdym razie klimatyczne plakaty robią apetyt na paczenie :D

W taniej księgarni kupiłem też książkę belgijskiej pisarki Anne Provoost, W cieniu arki. Z opisu na ostatniej stronie okładki wnoszę, że to retelling biblijnej opowieści o Noe, arce i potopie.
Nie wiem czy spodziewać się fantasy, czy raczej racjonalizacji (czyli „obdarcia” mitu z tego, co nadprzyrodzone). W każdym razie opis z okładki mnie zaciekawił:
Re Jana, dziewczyna z Kanaanu, opuszcza wraz z ojcem swoją wioskę na mokradłach – obydwoje ciągną na trzcinowych noszach sparaliżowaną matkę. Zafascynowały ich opowieści przygodnych wędrowców o ludzie budującym pośrodku pustyni wielki drewniany statek. To, co ukaże się ich oczom po przybyciu na miejsce, wyda im się rzeczywistością tak szaloną, że aż nie do pojęcia.
Zderzenie dwu odmiennych kulturowo światów, epicka wizja przygotowań Noego do zapowiedzianego przez Boga potopu przedstawiona z punktu widzenia młodziutkiej outsiderki przydają powieści nadspodziewanej głębi i dramatyzmu. Jest to książka niezwykła – pełna pytań o sprawy ostateczne, jak choćby o sens boskiej decyzji i ludzkiej ofiary, a jednocześnie niezwykle plastycznie oddająca narastający klimat grozy przed zbliżającym się kataklizmem. Zakazana miłość Re Jany i jednego z synów Noego, ich nieposłuszeństwo wobec przesądzonego zdawałoby się losu, urasta do rangi wielkiej metafory, aktualnej i w naszych czasach.

Trochę mi się ostatnio przejadła fantasy i historia. Rzadko czytam kryminały, ale akurat miałem ochotę. I masz – jadę po zakupy, a tu w naszym wiejskim sklepiku czeka na mnie Charlotte Link – tom pierwszy kolekcji. Kupiłem. Wrrrrrr, okazuje się, że to już czytałem. Ze dwa-trzy lata temu, w innym wydaniu. Za dużo pamiętam, żeby lektura sprawiała mi przyjemność.
Ale spodobała się mojemu gościowi. To kupiłem jeszcze kolejny tom – nie będzie się nudzić, a i ja, jak mnie znowu na kryminał najdzie, przeczytam. Może nawet zamówię całą kolekcję – ładne wydanie, klimatyczne okładki (na Zachodzie książki Charlott Link mają w najlepszych przypadkach okładki przeciętne). Mniej podoba mi się grzbiet.

Oczywiście coś z historii musiało przybyć. Przede wszystkim nie mogłem odpuścić Jarosława Dudka, Chazarowie. A nie mogłem z dwóch powodów. Po pierwsze, to mój wykładowca (choć nie prowadził historii średniowiecza, bo tę „wziął sobie” dziekan – prof. Peltz, lecz dzieje starożytne powszechne). Po drugie, bo temat interesujący.
Trochę w PWN-ie nawalił dział marketingu. Najpierw rozesłali do księgarń inną okładkę, niż ostatecznie zatwierdzoną – w niektórych księgarniach internetowych wciąż wisi niezrealizowany projekt (po prawej – właściwa po lewej). Potem zaczęli rozsyłać maile, tak do księgarzy, jak i potencjalnych nabywców z informacją, że wydanie twardo okładkowe ma błędy. Napisałem do nich z pytaniem, jakie to błędy – odpowiedzi nie dostałem.
Jak kupowałem książkę, w księgarni PWN, spytałem o co chodzi. Okazuje się, że sklep też wysłał pytanie do wydawnictwa. Dostali odpowiedź, że wszystko jest okej. Nie jest, w książce jest sporo literówek.

Dwie pozycje antykwaryczne – o książce Wellsa już pisałem, z kolei Historię powszechną wiek XVII kupiłem, bo mi do kompletu brakowała. O książce Anety Franc też już pisałem. Roczniki Historyczne kupuję regularnie, bo to jedno z trzech najlepszych w Polsce czasopism poświęconych średniowieczu (pozostałe to Studia z dziejów średniowiecza i Slavia Antiqua). W tym numerze mnie najbardziej zainteresowały artykuł Tomasza Jurka o chrzcie Polski i dalszy ciąg polemiki Wojciecha Jasińskiego z Dariuszem Andrzejem Sikorskim – dyskutują o autentyczności dokumentu miśnieńskiego opatrzonego datą 968 rok.

Sierpniowe zakupy nieco mniejsze niż w lipcu (28 lipiec + 22 sierpień = 50). Tak się prezentują:


Teraz o blogu. Wyjątkowy ruch miałem w sierpniu. O tak mi pokazują statystyki:

To znacznie więcej odwiedzin niż normalnie (norma to 3-5 tysięcy wejść miesięcznie). Co za tym stoi:
Po pierwsze, dwóch autorów – Jan Maszczyszyn (pod koniec lipca) i Aneta Franc (w połowie sierpnia) – wrzuciło na facebooku linki do moich postów. Link do posta o książce Anety Franc wyżej, tu do Światów solarnych Maszczyszna.

Po drugie, dwa posty o turbolechitach znalazły się na wykopie i licznych grupach/stronach facebookowych zarówno anty-turbolechitów, jak i turbolechitów. Najazd tych drugich skutkował różnymi komentarzami, również takimi, jak obok – większość takich wypowiedzi wywaliłem, tę jedną zostawiłem, bo świetnie ilustruje poziom turbolechitów.

Po trzecie, trzy posty o okładkach Sapkowskiego czytelnicy podlinkowali na forach poświęconych grom.

22 komentarze:

  1. O, też mam całego Skrytobójcę magowego na półce, oczywiście jeszcze nie czytany, bo tylko lamerzy kupują ksiązki, żeby je potem przeczytać, prawdaż. I też liczę, że kiedyś wydadzą ten cykl o Żywostatkach, ale jak ich regularnie na forum pytam, czy wydadzą, to regularnie odpowiadają, że teraz nie, ale może kiedyś (o ten cykl o smokach, co go mieli wydać, a w Polsce się jeszcze nie ukazał, to już nawet przestałam pytać).

    "Czerwonego rycerza" mam zamiar od kogoś pożyczyć, bo darmowy fragment co prawda mnie zainteresował, ale nie aż tak, żebym własny piniondz miała wydawać.

    Serialowe "Akta Dresdena" ssą równo (jako fanka serii pisanej, obejrzałam półtora odcinka i dałam sobie spokój). Ksiązkowe też nie każdemu się podobają, ale ja akurat lubię. Za to "Wiatrgon..." jest bardzo wdzięczną przygodówką, pisałam o nim niedawno. http://kronikaksiazkoholika.blogspot.com/2016/08/wiatrogon-aeronauty-jim-butcher.html

    Lyncha uwielbiam bardzo, też o nim pisałam na blogu, ale dawno. http://kronikaksiazkoholika.blogspot.com/2010/10/kryminalne-zagadki-camorry-kamstwa.html Ogólnie, jak ktoś lubi postacie chaotyczne dobre, to książka jak znalazł dla niego.

    Elliot nawet rozważałam, ale doszłam do wniosku, że nie mam ochoty zaczynać kolejnego długiego cyklu opasłych tomisk. Nawet za 14 zł.

    Ha, też czytałam Jherega. Fajne było, są (poniekąd) smoki, jest git. Tyle że ja się nie bawiłam w szukanie po antykwaiatach, ściągnęłam z mniej legalnego źródła (zdaje się, że chyba wszystkie tomy, które wyszły po polsku).

    Zoo City do Dystryktu 9? Ale że jak? Obie produkcje łączy tylko miejsce akcji i fakt istnienia zamkniętego (przy czym w Zoo City zamkniętego umownie, a nie bramą i drutem kolczastym) getta odmieńców.

    "Labirynt śniących książek" bardzo mnie rozczarował, tym bardziej, że to właściwie tylko część 1. :( http://kronikaksiazkoholika.blogspot.com/2014/12/dalej-wgab-po-raz-drugi-czyli-stracies.html Za to "Miasto śniących książek" szczerze polecam.:)

    A co z Diaczenków polecasz na początek, bo od lat mam ich na liście książek do przeczytana (w licznej reprezentacji) i jakoś nie mogę się zmobilizować.^^'

    Z Proovost czytałam lata temu coś, co podobno miało być retellingiem "Pięknej i Bestii". Po czym postanowiłam więcej tej pisarki nie tykać.

    OdpowiedzUsuń
  2. >> tylko lamerzy kupują ksiązki, żeby je potem przeczytać<<

    Dzięki, ubawiłaś mnie :D


    Skrytobójcę mam w wydaniu Prószyńskiego i nie będę ładował kasy nawet na piękne wydania Maga (tym bardziej, że "piękność" okładek Złotoskórego jest dość wątpliwa, owszem, są twarde, ale ilustracje...).

    Elliott bym nie kupił, gdyby nie to, że z pradawnych czasów mam 3 pierwsze tomy, co prawda w innym formcie, niż nowe, ale przecież nie będę wymieniał, tym bardziej, że okładki nowego wydania odrzucają.

    Nie czytam ebooków, a w każdym razie rzadko. Jakoś nie lubię.

    Z polecaniem Diaczenków jest ten problem, że każda ich powieść jest inna. Sam zacząłem od Warana. I to był dobry wybór :) Jest też inna powieść, której akcja toczy się w tym samym świecie, chociaż bez większych związków z Waranem - Miedziany król.

    Mogę jeszcze polecić: Vita nostra. To taka wschodnia odpowiedź na Harry Pottera. Ale szkoły Rowling i Diaczenków różnią się mniej więcej tak, jak więzienie w Norwegii i w Rosji. To pierwsze, to wakacje, drugie szkoła przetrwania :D

    Polecam też Czas wiedźm. Opis wydawcy: "Fantasy, dziejąca się tu i teraz, choć w świecie chyba alternatywnym, bo nawiedzanym przez wiedźmy, niawki i inne istoty. Co kilkaset lat nadchodzi Czas Wiedźm, kiedy rodzą się one w nadmiarze, symbolizując nadejście swej królowej, Matki macierzy. Inkwizytor Starż jest jedynym, który od początku zdaje sobie sprawę z sytuacji, a jeśli nie zneutralizuje Matki wiedźm, świat ulegnie zagładzie" - nie oddaje bogactwa tej książki.

    Na początek dobry byłby też czterotomowy cykl "Tułacze" - ale dwie pierwsze części, trzecia to jakiś kryzys formy Diaczenków. Nie, nie jest słaba, ale jest słabsza od ich pozostałych pozycji. Każda książka ma zamknięte zakończenie, więc na dwóch pierwszych można poprzestać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się.;P

      Ja w ogóle nie miałam żadnej Hobb, to się skusiłam. Ale resztę będę ewentualnie kompletować po przeczytaniu (no chyba, że Żywostatki wyjdą. Albo te smoki). A co do oprawy graficznej, to mnie i tak się najbardziej paginacja podoba.;)

      Ja tam ebooki doceniam, odkąd mam czytnik (zwłaszcza doceniam te starsze, których ani kupić nie można, ani łatwo wypożyczyć). Gdyby nie hobby w postaci zbierania autografów (i potrzeba patrzenia na zbiory na półce, dotycząca zwłaszcza serii) pewnie zrezygnowałabym z papieru.

      Sporo tych rzeczy na początek. Ale mnie też Waran jakoś najmocniej w głowie się trzyma. Może to przez ten odnośnik do gadów w tytule. A jak wygląda kwestia przekładów? Bo przyznam, że większośc solarisowych przekładów wydaje mi się koszmarnie drętwa.

      Usuń
    2. Ale jak zrezygnować z papieru? Teraz mam oczy, jak kot, któremu ukradli kupy z kuwety :D

      Diaczenkowie w Polsce nie dorobili się jednego tłumacza. Rytuał i Miedziany król - tłumaczyła Iwona Czapla, Czas wiedźm - Eugeniusz Dębski, tetralogię Tułacze - Witold Jabłoński, Warana - Andrzej Sawicki, Vita nostra - Piotr Ogorzałek, Dolinę sumienia - Aleksander Pędziński.

      Jakoś nie przeszkadzali mi tłumacze w czytaniu :D

      Usuń
    3. No normalnie. Jak się ma taką wadę wzroku jak ja, to się nowe Sandersony (nie tylko, ale ostatnio Sandersony właśnie) stawia na półce, żeby ładnie wyglądały, po czym szuka się w niecie alternatywnego ebooka, coby za małą czcionkę powiększyć na czytniku.:D Pomijając już tytuły, co do których po przeczytaniu żal miejsca, które zajmują na półce.

      Jak nie przeszkadza, to dobrze. Ja trochę do solarisowego przekładu straciłam zaufanie w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że te ich wszystkie przekłady jakieś takie podobne są (w sensie - podobnie drętwe). Choć to w sumie u różnych tłumaczy, więc może bardziej kwestia redaktora.

      Usuń
    4. Jak żal miejsca na półce? To trzeba kolejną półkę zrobić :D Książki to najlepszy element dekoracyjny w mieszkaniu. Widziałaś, że nawet szef Ruchu Narodowego, który literaturę zna chyba tylko ze słyszenia, strzelił sobie tapetę w książki? :D

      Usuń
    5. Ale wiesz, miejsce na półce to nobilitacja taka. Nie wszystko sobie na taką nobilitację zasłużyło.;)

      Usuń
  3. Zoo City do Dystryktu 9 - chyba jeszcze miejsce akcji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdradzisz w jakiej taniej księgarni upolowałeś Diaczenków? Od jakiegoś czasu jestem przez przyjaciela zasypywany pochlebnymi recenzjami ich książek w szczególności "Rytuału" i "Warana". Niestety biblioteki u mnie w Trójmieście nie mają nic z tych autorów, a z miłą chęcią bym się zapoznał z ich twórczością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę :D To poznańska księgarnia 3telnia. Problem jest taki, że parę tygodni temu zrezygnowali ze swojej głównej księgarni przy ul. Św. Marcin w Poznaniu i przy tej "okazji" zlikwidowali też sklep internetowy (www.3telnia.pl, aleksiazka.com). Teraz można jedynie ich odwiedzić - przy Św. Marcinie w Poznaniu mają jeszcze jedną, niewielką księgarenkę - jeśli znasz Poznań, to jest to niedaleko hotelu Don Prestige Residence. Skoro nie jesteś z Poznania, to chyba tylko telefonicznie. Podają taki nr stacjonarny: 61 853 75 70, ale nie ręczę czy działa. Mają też fanpage na facebooku, ale czy ktoś to jeszcze obsługuje...
      https://www.facebook.com/3telnia

      Usuń
    2. Ale Diaczenków chyba widziałem też w tej księgarni, z tym że nie Rytuał, i nie Warana:
      http://takczytam.pl/
      Niestety, nie mają księgarni internetowej, ale mają stacjonarną w Gdyni, ul. 10 Lutego 19.

      Usuń
    3. Trzy książki Diaczenków znalazłem też w księgarni dedalus.pl - cykl Tułacze, tom 2, 3 i 4.

      Usuń
    4. Wielkie dzięki za info :)
      Poza tym to zachęciłeś mnie do przeczytania Historii świata i juz z biblioteki wypożyczona czeka na swoją kolej.

      Usuń
    5. Fajnie się tego "starocia" czyta, chociaż ja bym łyknął jedyną książkę fantasy Wellsa (o której istnieniu wiem) - "Cudowny gość" z 1895 r. W Polsce wydana tylko raz w 1921 roku. Na Amazonie widziałem reprint tegoż, ale wydany chyba w USA.

      Usuń
  5. Oj tak, do księgarni trzeba wchodzić z wyliczoną sumą pieniędzy, bo inaczej wyda człowiek wszystko, co ma w portfelu.... Wspaniałe zakupy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >>do księgarni trzeba wchodzić z wyliczoną sumą pieniędzy<<

      To ja nie wiedziałem, że tak można :D A poważnie, to na nałóg nie ma siły :)

      Usuń
  6. Kupujesz tyle książek to gdzie je mieścisz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie :D Może kiedyś wrzucę fotki

      Usuń
  7. No faktycznie, ogrom tych nabytków. Ja to przy Tobie chłystek, chociaż były czasy, kiedy sporo tych książek miesięcznie nabywałem. Życie sprawiło, że trzeba było koszta ograniczyć, ale też i miejsce zaczęło zanikać, więc gdzieś tam się pojawił czytnik i ogólnie te kupowanie z głową. Chociaz nazbierało mi isę już tyle ksiażek leżących na półkach, że jak się czym prędzej nie przeprowadzę i nie przeniosę to na nowy regał to mi to w końcu walnie. :)

    Generalnie niewiele znam z tego, co tu kupiłeś. Widzę jednak sporo MAGa. Hobb czytałem pierwszą trylogię Skrytobójcy - świetny wstęp, ale potem im dalej, tym poziom się zaniżał. Miałem po pierwszych 2 tomach ochotę kontynuować przygodę z Bastardem, ale po ostatnim tomie już mi się odechciało. Ten Butcher i Cameron mnie nie interesują w ogóle Na Lyncha czekam aż skończy ten cykl, i się chyba nie doczekam za szybko, podobnie jak z Martinem.

    Ling czytałem jedną książkę kiedyś i skutecznie mnie do siebie zraziła, bo to rasowe czytadło było do zajęcia czasu wolnego, a nie porywająca lektura, która sama tego czasu szuka, nawet jak jest go niewiele.

    Tak z ciekawości zapytam: dużą masz tą biblioteczkę? Prowadzisz jakiś spis, statystyki, ile tego ogólnie masz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Lyncha też czekałem z nadzieją, że Mag opublikuje to w twardych oprawach, ale się nie doczekałem.

      Nie mam spisu książek, nie wiem ile tego mam. Ba, nieraz nie wiem nawet co mam :D Książki poustawiane na półkach w 2-3 rzędach, część w kartonach, to straciłem z nimi kontakt :D Bardzo dużo książek naukowych mam w kserokopiach, zwłaszcza pozycji do wczesnośredniowiecznej (X-XII w.) historii i historii sztuki, trochę o literaturze fantasy - nota bene, jak kogoś interesuje ten problem od strony naukowej to polecam takie czasopismo naukowe: Acta Universitatis Wratislaviensis. Literatura i Kultura Popularna. Tu strona internetowa, ale numery tylko od 2008 roku. Parę tytułów artykułów, może kogoś zainteresują:

      Marta Strzelec, Od metafizyki do obłędu, czyli jak rodzi się lęk – próba zestawienia twórczości Stefana Grabińskiego i Stephena Kinga, 2008.
      Katarzyna Mikołajczyk, Od Zdradzonej czarodziejki do Ofiary – fenomen serii komiksów Grzegorza Rosińskiego i Jeana van Hamme’a Thorgal, 2008.
      Jakub Z. Lichański, Dlaczego tęsknimy do opowieści mitycznych? Literatura fantasy - próba określenia źródeł, 2010.
      Violetta Wróblewska, Tendencje rozwojowe polskiej literatury kryminalnej po 1989 roku, 2011.
      Jakub Z. Lichański, Fantastyka i aksjologia (na przykładzie utworów z gatunku space opera), 2012.

      Usuń
    2. No i sklerotyk adresu nie podał:

      http://lkp.sjol.eu/

      Usuń