Już kiedyś wspominałem, że dawno, dawno temu – i nie było to mniej więcej w zeszły piątek, lecz przed ćwierćwieczem – lubiłem powieści Briana Lumleya. Wtedy wydawało je nieistniejące już wydawnictwo Phantom Press, „ozdabiając” koszmarnymi okładkami. Przeczytałem wtedy pięć pierwszych tomów Nekroskopa oraz powieści Psychomech, Psychosfera, Dom pełen drzwi. Od tamtej pory nie miałem kontaktu z twórczością Lumleya.
