Łączna liczba wyświetleń

środa, 22 kwietnia 2020

Nasi na wschodzie (2)


W poprzedniej notce prezentowałem rosyjskie i ukraińskie wydania Feliksa W. Kresa, Roberta M. Wegnera, Jarosława Grzędowicza i Jacka Dukaja. Oczywiście przypomnę, że już dwa razy pisałem o rosyjskich wydaniach Sapkowskiego (tu i tu).

Dziś jedziemy z kolejnymi. Pomijam tu prehistorię – ongiś wyszło w Rosji parę książek Tomasza Kołodziejczaka i coś tam Konrada T. Lewandowskiego (to były czasy, kiedy jeszcze był autorem, bo obecnie realizuje się raczej jako internetowy troll). Tu jedna z okładek Kołodziejczaka (Kolory sztandarów):


Na początek wielki poległy na tamtym rynku: Jacek Piekara. To w ogóle ciekawe, że jego cykl inkwizytorski nie znajduje poza Polską fanów. Sam też się do nich nie zaliczam – lubię cykl podstawowy, ale te wszystkie prequele i sequele do prequeli uważam za dość żenujące.

W Czechach ukazał się tylko pierwszy tom Inkwizytora pt. Služebník Boží, a w każdym razie kolejnych nie znalazłem. Recenzji było tam niewiele, a te co były – bardzo różne. I pozytywne, i też takie: Fabuły są proste, przewidywalne i po pewnym czasie trochę nudne. Mogę rzec to samo, ale po przeczytaniu bodajże sześciu pozycji cyklu – a tu ktoś wymiękł już po pierwszej... W każdym razie Služebník Boží wyszedł w 2007 roku i po trzynastu latach wciąż jest do kupienia.

I w Rosji też wpadli na pomysł wydania Piekary. Nie był to zresztą jego debiut na wschodzie, bo na jednej ze stron znalazłem informację, że w 2007 roku wydano na Ukrainie jego młodzieńczą opowiastkę SF pt. Labirynt – w Polsce wyszło to w pradawnych czasach (1986 rok). Nie mam pojęcia po co Ukraińcy to wydawali – możliwe, że to jakaś publikacja fanowska/klubowa, bo to krótka opowiastka (wydanie polskie: 64 strony)

A z Mordimerem w Rosji sytuacja identyczna jak w Czechach. Przede wszystkim mało opinii. A te, które się pojawiły, nader zróżnicowane. Są takie:
Piekara jest świetny! Ta fantastyka nie jest dla dziewczynek z przedszkola. To trudna i okrutna historia.
Ale chyba przeważają takie:
Tę książkę polecił mi przyjaciel. Nie utrzymuję już z nim kontaktów. Bo przeczytać możesz wszystko, ale polecać tylko to, co uważasz za wartościowe. A teraz szczerze wątpię w jego gust.
Autorowi kreatywności wystarczyło, żeby zmienić bieg historii biblijnej. Fabuły w ogóle brakuje. Nie wiem, jak wygląda główny bohater, poza tym że jest młody. Atmosfera średniowiecza budowana jest tylko na tym, że na każdej stronie Piekara powtarza, że coś śmierdzi. Wszystko jest brudne, za wyjątkiem Mordimera i kobiet (każda jasnowłosa i z dużymi cyckami), czasami do opisu dodawana jest brudna, poszarpana koszula opinająca wspaniałą klatkę piersiową. (...) Wszyscy wokół pięknego głównego bohatera, to dziwacy z popsutymi zębami i jajowatymi głowami, bliznami na twarzy, dużymi brzuchami.
Logika również jest zerowa. Przykład: wiedźma ma złamany nos i kość policzkową, wybite zęby, a po trzech tygodniach zdrowa, „jak zawsze piękna” idzie na ognisko.
W każdej opowieści Mordimer łamie wrogom nosy, wybija zęby, a także łamie cztery palce przed przesłuchaniem szczycąc się wiedzą o wyrafinowanych torturach, ale Piekarze brak wyobraźni – wszystko ogranicza się do nosa, zębów i palców.
Więc w Rosji ukazał się tylko pierwszy tom cyklu w tłumaczeniu Siergieja Legiezy, o którym pisałem w pierwszej części (jak widać na IV stronie okładki, kolejne części cyklu były w zapowiedziach):


Ale bardzo napalony rosyjski czytelnik może poznać dalsze losy Mordimera. Znalazłem w internecie coś, co właściwie nie wiem z czym zjeść – szata graficzna identyczna z jedną z rosyjskich serii fantastyki, w jednym woluminie cztery pierwsze książki inkwizytorskie. Obok znalazłem adnotację, że Sługa boży w tłumaczeniu Legiezy, a kolejne trzy części to przekłady nieznanych autorów (chyba fanowskie). Nakład tego czegoś określono na... dziesięć egzemplarzy. Miejsce i rok wydania: Kijów 2033 (to nie jest pomyłka – tak jest w stopce, w rzeczywistości ukazało się to w 2017 roku). I jest plik do ściągnięcia. Sądzę więc, że to pirackie wydanie ebookowe.
Tu mamy to cudo, a obok wydanie czeskie:


I jeszcze jedno wydanie fanowskie Piekary. Tym razem jego wczesna powieść z cyklu o Conanie napisana pod pseudonimem Jack de Craft. Ukazały się dwa ebooki, pierwszy (2015 rok) to conanowska antologia, w której także umieszczono tę powieść, drugi (2016) już solowy Piekary.


Teraz niekoniecznie polegli. Jacka Komudy znalazłem tylko dylogię Francois Villon (Imię bestii + Herezjarcha) wydaną w jednym tomie. Chwaloną w Rosji. Ale pozostałe książki Komudy, to powieści historyczne, nie wiem czy w Rosji mają szansę, obstawiam, że nie.

Jeszcze bardziej chwalony był Cienioryt Krzysztofa Piskorskiego. Ale kolejne jego powieści się nie ukazały. Mnie to nie dziwi, bo Zadra czy Czterdzieści i cztery osadzone są w historii Polski i polskiej literatury – nie wiem czy dla Rosjan byłoby to zrozumiale, a jeśli nawet zrozumiałe, to czy interesujące.

I te moje zastrzeżenia potwierdza los Pawła Majki. W Rosji ukazał się Pokój światów. Recenzje raczej pozytywne, ale część czytelników narzekała, że nie wszystko ogarnia, że książka za bardzo osadzona jest w polskiej kulturze, literaturze, podaniach.

Imię bestii – Herezjarcha, Cienioryt i Pokój światów (wszystkie  książki wyszły w 2019 roku):


W Rosji ukazała się jeszcze jedna książka Majki, ale to z rosyjskiego uniwersum Metro 2033. W tej samej serii wyszła też powieść Roberta J. Szmidta. Powieść Majki jest chwalona, Szmidta przyjęto znacznie chłodniej:


Czy Marcin Podlewski na wschodzie polegnie, czy się przebije – jeszcze nie wiemy. Jego Głębia na razie jest zapowiedziana (acz mnie się nie podobała).

Z kolei na Ukrainie wydano jednego „Wędrowycza” Andrzeja Pilipiuka. Tylko jednego i to chyba wystarczy za komentarz – wyszło to w 2013 roku i wciąż jest do kupienia.


Zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie wydana została powieść Cezarego Zbierzchowskiego Holocaust F. Zdaje się, że wydanie rosyjskie – poza samą powieścią – zawiera też opowiadania u nas wydane osobno w zbiorze Requiem dla lalek (nie wiem czy wszystkie, bo ilość stron wskazuje raczej na jakiś wybór). To pstrokate, to wydanie rosyjskie (z 2013 roku), czarne – ukraińskie (2018):


W 2017 roku ukazała się też w Rosji powieść Łukasza Orbitowskiego Święty Wrocław. Innych jego książek po rosyjsku nie znalazłem, a sam Święty Wrocław wydawca udostępnił online, więc chyba Orbitowski poległ za Donem.


Trudno określić czy poległ też między Bugiem a Donem, czyli na Ukrainie. W 2019 roku ukazał się tam tylko zbiór jego opowiadań w tłumaczeniu Siergieja Legiezy (jak widać, Siergiej przekłada i na rosyjski, i na ukraiński – nasz rząd powinien go wziąć na pensję, bo robi więcej dla promocji polskiej kultury, niż cała obficie obdarowana przez państwowe spółki Polska Fundacja Narodowa). Tomik Orbitowskiego wyszedł na Ukrainie pt. Głowa węża – to dwanaście opowiadań z różnych polskich zbiorów, w tym także ebookowego Rękopisu znalezionego w gardle. Recenzje więcej niż życzliwe.


Na wschodzie obecni są też Anna Kańtoch i Rafał Kosik. Ale w obu przypadkach – poza pojedynczymi opowiadaniami z antologii – obecność sprowadza się do literatury dziecięcej/młodzieżowej. Kosik tak w Rosji, jak i na Ukrainie znany jest z cyklu Felix, Net i Nika. Dwa pierwsze tomy po rosyjsku, trzeci po ukraińsku:


Na Ukrainie ukazuje się właśnie młodzieżowy cykl Anny Kańtoch o Ninie Pankowicz. Tom pierwszy:


I tom drugi:


Na koniec zostawiłem gigantów naszej literatury, a zanim do nich dojdę, jeszcze antologie. Dopiero co zauważyłem, że wyszło to w marcu 2020. Dziwny tytuł – zważywszy, że to antologia SF: Wola smoka. Współczesna fantastyka Polski. No nie taka do końca współczesna, bo mamy w niej opowiadania:
Andrzeja Ziemiańskiego Autobahn nach Poznań z 2001 roku.
Macieja Żerdzińskiego Nawrócić Avalon z 1991.
Marka Baranieckiego Dzień grzechu z 2007.
Cezarego Zbierzchowskiego Smutek parseków z 2011.
Anny Kańtoch Anatomia cudu z 2015.
Eugeniusza Dębskiego Wola smoka (polski tytuł: Smoczy duch) z 2004.
Jakuba Nowaka Ekumenizm z 2008.

Teksty wybrali Paweł Laudański – polski tłumacz i znawca rosyjskiej fantastyki oraz Leonid Kudriawcew – rosyjski pisarz znany też w Polsce z dwóch powieści opublikowanych przez Solaris i kilku opowiadań. Antologia wydana została w serii Nowa biblioteka przygody i fantastyki naukowej. W tej samej serii, też w tym roku, wyszła antologia bułgarska (cóż, pozazdrościć – chciałby się u nas takie przeglądy z różnych krajów). Antologie polska i bułgarska:


Jak już jesteśmy przy antologiach, to znalazłem dwie ebookowe pt. Fantastyka i fantasy polskich autorów. Okładki dość żenujące, zawartość kilkudziesięciostronicowa. W części pierwszej Eugeniusz Dębski i Piotr Górski (nie wiem który, bo mamy dwóch pisarzy o tym imieniu i nazwisku), a wg innej rosyjskiej strony Dębskiemu towarzyszy nieżyjący już Wojciech Świdziniewski (nie będę ściągał, żeby zweryfikować). W części drugiej Adam Wiśniewski-Snerg, a dalej do wyboru: Andrzej Ziemiański lub Andrzej Pilipiuk. W podobnym wydaniu także Wieczny Grunwald Szczepana Twardocha (na wschodzie wyszła też jego powieść niefantastyczna: Morfina).

Ogólnie wygląda to mało poważnie i zastanawiam się czy autorzy wiedzą o tych wydaniach. Z drugiej strony, chyba to niezła promocja, bo Wieczny Grunwald znalazłem na dwóch stronach z książkami do czytania online i jedna z nich ma licznik, który wskazuje, że tę pozycję przeczytało prawie 1100 osób.


Dobra, doszliśmy do gigantów. A tych we współczesnej polskiej fantastyce widzę trzech: Sapkowski, który dostanie za jakiś czas własną notkę, noblistka Olga Tokarczuk (sporo jej dzieł co najmniej ociera się o fantastykę, a Opowiadania bizarne to fantastyka pełną gębą) i oczywiście Stanisław Lem. Olga Tokarczuk w Rosji jest czytana, a od grudnia to już w ogóle. Gorzej jest na Ukrainie. Parę jej książek wydano tam w latach 2001-2011, a potem było dziewięć lat ciszy. I dopiero w tym roku – po Noblu – wyszły Księgi Jakubowe. Na Ukrainie Opowiadania bizarne się nie ukazały, w Rosji jak najbardziej:


I doszliśmy do giganta nad giganty. Stanisław Lem w Rosji wciąż przewyższa nawet Sapkowskiego. Ostatnio czytałem rosyjski ranking polskiej fantastyki za 2019 rok (wrzucę na dole) i były komentarze typu: A myślałem, że polska fantastyka to tylko Lem. Czyli o Lemie słyszeli nawet tacy, którzy nie kojarzą Sapkowskiego.

Przegląd lemowskich okładek, to tylko wyrywek jego rosyjskich wydań – gdybym chciał wyczerpać temat, to musiałbym zrobić kilkuodcinkowy przegląd poświęcony tylko temu pisarzowi. Samych wydań Solaris od 1991 roku naliczyłem szesnaście.

W Rosji co chwila mamy też kolejne wydania „Dzieł zebranych” lub „Dzieł wybranych” Lema. Tu cztery przykłady takich wydań:





I przykład piąty – w omnibusikach (seria: Zagraniczna klasyka). Przy czym chyba w tym wydaniu wychodziło to nie raz, w różnych konfiguracjach. Trzy przykładowe tomy: pierwszy Solaris + Eden, drugi Solaris + Eden + Niezwyciężony, trzeci to znany też u nas omnibus Cyberiada + Bajki robotów.


Kolejne wydanie w omnibusach – tym razem znacznie bardziej obszernych. Tom pierwszy zbiera sześć dzieł Lema (Szczur w labiryncie; Solaris; Eden; Niezwyciężony; Głos Pana; Fiasko), tom drugi pięć (Astronauci; Obłok Magellana; Pamiętnik znaleziony w wannie; Powrót z gwiazd; Kongres futurologiczny).


I jeszcze jeden omnibus, zbierający sześć tytułów, bogato ilustrowany, niestety, znalazłem tylko taką okładkę z uszkodzoną obwolutą:


A tu dwie ilustracje ze środka:



Tak, jak i Sapkowski, Lem dostał wydanie bibliofilskie (znaczy, u nas bibliofilskie byłby już niektóre z wyżej wymienionych omnibusów, ale rosyjski rynek stawia wyższe wymagania) – wrócę jeszcze za jakiś czas do tego wydania, ale dziś krótko. To kolejny omnibus zbierający tytuły: Solaris; Szczur w labiryncie; Eden; Niezwyciężony; Głos Pana; Fiasko. Kosztuje to jedyne 6300 rubli, czyli wg dzisiejszego kursu około 340 zł. Ilustracje nawet na krawędziach kartek:





Na koniec obiecany ranking polskich książek SF/fantasy wydanych w Rosji w 2019 roku (ranking z portalu yandex.ru). Taka uwaga: twórca rankingu uwzględniał całe cykle, nawet jeśli w 2019 roku wyszła tylko ich część:

1. Robert M. Wegner, Opowieści z meekhańskiego pogranicza.
2. Krzysztof Piskorski, Cienioryt.
3. Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu.
4. Jacek Komuda, Imię bestii – Herezjarcha.
5. Paweł Majka, Pokój światów.

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

14 komentarzy:

  1. Czy Tokarczuk jest warta zachodu? Nobel nobem, ale nmnie ta pani odrzuca od siebie stylem bycia i jakoś to powstrzymuje mnie od czytania.
    Ech, do Piekary mam pewną słabość, bo to jeden z pierwszych polskich autorów, którego poznałam. Ale jednocześnie na ten moment chyba szczerze i bez jakiś podobało zastrzeżeń mi się tylko jego "Ani słowa prawdy" (czytane w gimnazjum... XD).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę, że czytałem jakieś opowiadania Tokarczuk jeszcze w liceum. Ale sam fakt, że nie pamiętam tytułu, już jest pewną recenzją :P. Też próbuje się przełamać, by sięgnąć po coś innego jej autorstwa, bo generalnie nie przepadam.

      Usuń
    2. Tokarczuk czytałem tylko "Prawiek i inne czasy" - nie zachwyciło, nie zniesmaczyło. Mam w planach (od dawna, wiec z realizacją słabo) "Opowiadania bizarne".

      Usuń
    3. To ja może nie będę się gonić jakoś szczególnie. XD

      Usuń
    4. "Opowiadania bizarne" zdecydowanie polecam. Ta ksiażka Tokarczuk najbardziej mi się podobała. Jak to zbiory opowiadań, jedne lepsze, jedne słabsze, ale zachwyciło mnie opowiadanie o zielonych dzieciach, piękne, pełne wrażliwości. "Transfugium" i "Kalendarz ludzkich świąt" są również znakomite.
      Co do innych jej książek - czytałam może z pięć, tylko jedna stanowczo mi się nie podobała. Inne - cieszę się, że przeczytałam, to dobra literatura. Ale chociaż cenie pisarkę za jej poglądy, wyczuwam w niej podobną wrażliwość, to jednak nie bardzo mnie zachwyca jej twórczość. Tym niemniej - warto poznać i wyrobić sobie zdanie.

      Usuń
    5. Małe sprostowanie: chodziło mi o "Wizytę", a nie o "Transfugium" :)

      Usuń
  2. Z "Zadrą" to jeszcze mógłby być ten problem, że tam Rosjanie są tymi złymi. Nie wiem, na ile to ma znaczenie. Ale zacny zbiór ;).
    Mnie dziwi, że Pacyński nie był tam szerzej wydawany, jak na szybko poszukałem, to znalazłem tylko "Linię Ognia".
    https://knigago.com/i/22/422022/cover11.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Knigago podają, że Pacyńskiego - poza "Linią ognia" (2005 r.) - wyszła jeszcze powieść "Wrzesień" (2002) i jakieś opowiadanie w antologii "Фантастика и фэнтези польских авторов" - to jest to takie cudaczne, co tu wrzuciłem, a w czym ine do końca idzie rozkminić skład autorski (więc i tę informację o Pacyńskim traktowałbym niezobowiązująco :D ). Na tejże stronie jest też info o zbiorze opowiadań Roberta J. Szmidta "Mrok nad Tokyoramą" - djabli wiedzą kiedy to wyszło i z jaką zawartością.

      Usuń
  3. O matko, jaką ten Majka ma paskudną okładkę XD Ilustracja na tej do "Cieniorytu" nawet mi się podoba, ale kompletnie nie współgra z klimatem książki.

    Ale wydania Lema dla odmiany mają bardzo estetyczne, wszystkie jak jedno. Z resztą, jemu nawet w Polsce nieźle się powodzi pod tym względem.

    W sumie trochę mnie dziwi taka wąska dość reprezentacja. IMO jest sporo pisarzy, którzy mieliby szansę na tamtym rynku (Agnieszka Hałas choćby, "Przedksiężycowi" Kańtoch myślę, że też zasługują na swoją szansę). A tu głównie żelazna gwardia FS, jakby po 2010 nic ciekawego u nas nie napisano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIe tylko fabryczni - wszak jest silna reprezentacja Powergraphu: Wegner i Zbierzchowski + Kańtoch i Kosik, ale w segmencie "małoletni". Sądzę, że teraz, po sukcesach Wegnera, Rosjanie sięgną głębiej do tego wydawnictwa.

      A Majka to Genius Creations. Rosyjska okładka taka se, ale w porównaniu z polskimi do tego cyklu, to ARCYDZIEŁO. Tu masz geniusową okładkę do "Wojen przestrzeni" - drugiego tomu cyklu o Mitoświecie:
      https://seczytam.blogspot.com/2017/06/maj-raport-z-biblioteczki.html
      jedna z brzydszych okładek polskiej fantasy, a wszak rzadko coś ładnego zdobi książki naszych autorów.
      Teraz Genius poprawił się okładkowo, no może nie całkowicie (Lisińska moim zdaniem ma obrzydliwe grafiki, ale pasujące do jej "talentu" literackiego :D). W każdym razie podobają mi się ich okładki do "Jedyne" Majki (skopane liternictwo, ale grafika OK), "Pieści" Walewskiej i "Necrolotum" Maszczyszyna.

      Co ja bym wydał, gdybym był rosyjskim wydawcą:
      Właśnie Halas, ale nie wiem czy zacząłbym od Krzyczącego, czy od Olgi.
      Kańtoch, Przedksiężycowi.
      Piskorski, Krawędź czasu.
      Rak, Puste niebo (może i polskie, ale raczej przystępne dla obcokrajowców).
      Zembaty, Głodne Słońce (bardzo chyba u nas niedoceniana, a świetna książka).
      Kossakowska, Zakon Krańca Świata + Ruda sfora.
      Huberath.
      Nogal, Betelowa rebelia (o ile kontynuacja zrobi się realna).

      Z Majką Rosjanie zrobili błąd, bo było zacząć od Jedyne, a nie Pokoju światów. Inna rzecz, że ten autor nie bardzo się rozwija. Oszałamiające pomysły w dziedzinie "światotwóstwo", ale bohaterowie raczej płytcy, a akcja popierdalajaca na łeb na szyję. Jak szybko wchodzi, tak szybko z głowy wylata :D

      Jak widać, nie mamy nie wiadomo jakiej obfitości dobrej literatury, a takich Dardów, Gołkowskich, Ziemiańskich, Lisińskie, Jadowskie Rosjanie mają własnych i to na pęczki.

      Usuń
  4. O rany, ten Inkwizytor to gniot jakich mało (albo raczej, jakich wiele niestety...) Te wielkie biusty wspominane co kilka stron przysłoniły aŁtorowi cały świat, miał dobry pomysł, ale zatrzymał się na swoich erotycznych fantazjach. Każdy ma jakieś fantazje, ale po co to wydawać?
    Plipiuk się nie sprzedał? A wydawałoby się, że miłość do alkoholu będzie zrozumiana za wschodnią granicą XD Albo mają lepszy gust, albo sporo własnych przeciętniaków.
    Cieszy za to sukces Piskorskiego i jego świetnego "Cieniorytu". Chociaż jakaś dobra wiadomość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem bardzo mieszane odczucia po przeczytaniu pierwszego opowiadania inkwizytorskiego w miesięczniku Magia i Miecz (zamierzchle czasy - 1994 rok). Ale jak dorwałem pierwszy zbiór, to nawet spodobał mi się świat i sam Mordimer. Po czterech tomach podobać się przestał - Piekara zamiast zmierzać ku końcowi wali kolejne prequele i sequele do prequeli, a każdy jest klonem poprzedniego.

      Szkoda, że zacytuję sam siebie z Katedry:

      >Piekara nigdy nie był pisarzem wybitnym, ale był pisarzem przyzwoitym. Właściwie to pominąwszy jego młodzieńcze wprawki ("Zaklęte miasto", "Smoki Haldoru", czy owego Conana popełnionego pod pseudonimem), lubię większość tego co wypuścił: planetę masek, Arivalda, Alicję, Rycerza kielichów, Necrosis, nawet Szubienicznika (choć Charakternika nie trawię). Więc mam nadzieję, że nasza twitterowa papla jeszcze nas czymś zaskoczy.

      Inna rzecz, że jak patrzę po innych koniach z tej stajni, to tam jest jakiś klimat sprzyjający staczaniu się pisarzy :D Wszak inne rumaki też od dawna nic sensownego nie pokazały - Grzędowicz od ośmiu lat (PLO IV), Kossakowska od trzynastu (Ruda sfora); oczywiście wspomnę o kabarecie pt. Kołodziejczak (sześć lat temu wypuścił jedną trzecią powieści i od tamtej pory cisza)<.

      Usuń
  5. Piękna ta czarna okładka Holocaustu F, jedna z najlepszych jakie widziałam w ostatnich latach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten sam wydawca, który wydał Orbitowskiego "Głowę węża" - też czarną.

      Usuń