Łączna liczba wyświetleń

środa, 11 maja 2022

James Islington, Cień utraconego świata

A już myślałem, że będę miał ostre używanie... Początkowych pięćdziesiąt stron jest dramatycznie słabe. Potem jednak styl poprawia się. To pierwsza odsłona milionowej opowieści o Gimbazie Wybrańcu.

Początek to potworna grafomania. Nie wiem ile tu autora, a ile tłumacza, ale tłumacz ten sam co w przypadku powieści Rebecci Kuang i miałem wrażenie, że te same słabizny dotyczą obu książek (co skłania mnie do poglądu, że winowajcą jest tłumacz). W pewnym momencie zastanawiałem się czy nie rzucić lektury w diabły, ale trochę sam się załatwiłem – nic innego nie wziąłem do czytania do pociągu. No to brnąłem. I właściwie nie żałuję.

Co do grafomanii: właśnie czytałem Feniksa (taki stary miesięcznik fantastyczny) z Kącikiem złamanych piór Feliksa Kresa – akurat odcinek o kalkach językowych. I u Islingtona początkowo wręcz roi się od nich, typu odparł stwór z obrzydliwym chichotem (dobrze, że nie szatańskim). Co prawda Kres nie potępia w czambuł owych kalek, tym niemniej w Cieniu utraconego świata jest tego nieco zbyt wiele.

Druga rzecz utrudniająca początkowo lekturę: zostajemy wrzuceni w świat i wydarzenia tak sobie zarysowane, więc mamy wrażenie chaotyczności. Do chaosu i kalek dochodzi jeszcze wodolejstwo (z moich notatek: „Islington jest z tych, którzy ględzeniem potrafią spalić najlepszy dowcip”). No i nazwy własne w znacznej części brzmiące jak jakieś charknięcia/smarknięcia, z „r”, a nawet podwójnym „rr” i „h” (u Islingtona nasz legendarny Krak pewnie stałby się Khrrakiem).

W notatkach widzę, że ku poprawie dąży to od strony 43 – zanotowałem: „autor zaczyna porządkować chaos za pomocą oklepanej rozmowy ignoranta z wiedzowatym”. I mniej więcej od tego momentu powieść zaczyna wciągać. Czym... Dojdziemy we właściwym momencie.

W każdym razie po uporządkowaniu chaosu i ograniczeniu stosowania kalek językowych (nie do zera, bo np. str. 152 – bohaterowi po zabiciu pierwszego wroga zbiera się na wymioty; na Ukrainie pewnie teraz płyną rzeki rzygów :D) lektura staje się przyjemna. Taka prawie swojska, bo klimat znany z „miliona” powieści – najbliższy pewnie do Jordana i jego cyklu Koło czasu (Jordana Islington wymienia wśród swoich inspiracji). Przy czym Cień utraconego świata czyta się, jak pierwsze tomy jordanowego cyklu, czyli zanim woda zaczęła wylewać się wiadrami.

Świat dość szablonowy. No dobra: bardzo szablonowy. Ze złem tradycyjnie uwięzionym za jakąś barierą na północy. Ciekawe, że Islington wśród swoich inspiracji nie wymienia Martina czy Williamsa, którzy wszak identyczny zabieg zrobili (odpowiednio w Pieśni Lodu i Ognia oraz Marchii Cienia). Nie wymienia również – a zdaje się, że tu największy dług zaciągnął – Celii S. Friedman i jej Trylogii Magistrów (tu o t. 1, a tu o t. 2-3).

Bohaterowie to też standard – Gimbaza Wybraniec z orszakiem. Siedmioosobowym, czyli tym najwłaściwszym. Większość członków owej drużyny ma jakieś tajemnice (niektóre dość łagodne i szybko ujawnione), jeden jest „dziwny” – nie wiadomo czy godny zaufania.

Właśnie: tajemnice. To akurat Islington robi umiejętnie – co jakiś czas rzuca haczyk, na który się nabijamy, innymi słowy: wrzuca coś tajemniczego, jakąś zagadkę przykuwającą uwagę czytelnika. I to właśnie jest ten element, który sprawia, że od powieści trudno się oderwać.

Kolejny plus, w porównaniu z Kołem czasu: Islington z czasem ogranicza swoje zapędy do lania wody, czyli odwrotnie niż Jordan, u którego im dalej w las, tym wody więcej. I choćby dlatego postaram się przeczytać kolejne tomy Trylogii Licaniusa. Postaram, bo nie jest to aż tak dobre, żebym kupował, a moja biblioteka takowego zakupu też nie planuje; jak usłyszałem od szefowej: Wie pan, to się cieszy małym zainteresowaniem, a ci co przeczytali, mówią, że Kuang lepsza. Cóż, sam Islingtona oceniam wyżej.

Do plusów dodałbym jeszcze brak wciskania ideolo. A to obecnie duży plus, bo niewiele młodzieżówek się bez tego obywa.

Słowo o jakości wydania. Językowo – niestety, dobrze nie jest. Mamy nieprawidłowe używanie słowa „posiadać”, częsty nieprawidłowy zwrot „póki co”, a nawet (str. 348-349) sytuację ulegającą poprawie (ulegać może jedynie pogorszeniu).

Technicznie: mizerna okładka zintegrowana (choć chyba ciut grubsza, lepsza, niż w starszych pozycjach Fabryki Słów) z debilną wstążeczką – produkt Opolgraf, które w moim prywatnym rankingu jest najgorszą drukarnią, z której korzystają polscy wydawcy. O dziwo, w egzemplarzu, który czytałem, grzbiet nie rozkleja się przy wstążeczce (większość produktów Opolgraf się rozkleja). Ładna grafika okładkowa (z wydania oryginalnego).

Podsumowując: w swojej kategorii powieść piętro powyżej Kuang i dwa piętra powyżej osławionego tercetu z Wydawnictwa Mag (Gwynne, Ryan, Kristoff). Jeśli macie ochotę na takie standardowe fantasy z motywem smarkatego mesjasza, to powieść Islingtona będzie dobrym wyborem (może nawet najlepszym z obecnie dostępnych na rynku). Tym razem mocna szóstka.

OCENA: 6/10.

J. Islington, Trylogia Licaniusa, t. 1: Cień utraconego świata, tłum. G. Komerski, wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin 2021, stron: 880.


10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Droga Meduzo :)
      Jeśli lubisz takie klasyczne fantasy, to Islington nie powinien sprawić Ci zawodu :)

      Usuń
  2. Kuang piętro niżej, a tu i tam nota 6/10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale z adnotacją:

      Kuang: "Dałby 5,5 punktu, ale że nie daję połówek, to z ciężkim sercem: OCENA: 6/10".

      Islington: "Tym razem mocna szóstka".

      Usuń
  3. Jest w bibliotece, może kiedyś dla relaksu przeczytam... Choć pewnie nie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba coś lżejszego.

      Usuń
    2. No, powiedzmy :p
      Z innej beczki - wiesz może, czy książka Marii Galiny będzie do kupienia tylko na stronie esef? Chciałam kupić, ale w innej ksiegarni, żeby nie przepłacać za wysyłkę...

      Usuń
    3. Wiem, bo już kupiłem :) W eSeF możesz kupić na dwa sposoby:
      1. Na ich stronie - darmowa wysyłka od 200 zł.
      2. W ich sklepie na Allegro, mają smarta, więc od 40 zł wysyłka za darmo:
      https://allegro.pl/oferta/maria-galina-przesilenie-12061804997

      Usuń
    4. Dzięki, tak myślałam, że wiesz :) To kupię na allegro, chociaż trochę szkoda, że nie mają książek w księgarniach.

      Usuń
    5. Jeśli mogę coś doradzić, to ja bym do Galiny dołożył to:
      https://allegro.pl/oferta/kir-bulyczow-przelecz-12054945490

      Usuń