wtorek, 19 stycznia 2016

Celia S. Friedman, Uczta dusz

Jeśli na okładce widnieje nazwisko „Celia Friedman”, to wiadomo, że książka jest z gatunku „musisz to przeczytać”. W Polsce znana była wcześniej jako autorka Trylogii Zimnego Ognia – świetnie łączącego fantasy i SF oraz powieści SF Obcy brzeg. Trylogia dostałaby tu 9/10.

Jak w porównaniu z nią prezentuje się „młodsza” aż o 16 lat Uczta dusz? Czasami zdarza mi się pisać: standardowe do bólu fantasy. I ta książka jest właśnie takim standardowym do bólu fantasy, ale za to jakie wykonanie! Śmiem twierdzić, że nawet lepsze niż w przypadku Trylogii.

Najpierw o standardzie. Świat, jak to świat fantasy, nic specjalnego, a już pomysł na uwięzienie zła za „zaporą” na północy jest wybitnie oklepany (Martin, Williams). Oczywiście są stróże tejże zapory. Są też osoby parające się magią, a nawet kilka kategorii takowych osób.

Mamy standardowych bohaterów: młoda dziewczyna z nizin wspinająca się po drabinie społecznej, chory następca tronu, nieszczęśliwa królowa, potężni magowie.
Fabuła też nic wielkiego. Kamala terminuje u maga, a potem obserwujemy początki jej samodzielnej kariery. Król, pod wpływem złego maga, kombinuje jak podbić świat. Jego następca wyrusza na wyprawę, by poznać źródło swej choroby. Colivar kręci się po świecie i zbiera informacje o źle, które wyrywa się zza zapory. A królowa oczywiście cierpi.

Oryginalny za to jest system magii. Czarowanie wymaga ofiary, albo z samego siebie, albo z innej osoby. Magistrowie, czyli ci czerpiący z innych, oczywiście ukrywają to przed światem. Nie, nie są to czarne charaktery, a przynajmniej nie wszyscy. Jak sobie radzą z wiedzą, że ich magia wymaga ofiary z ludzkiego życia? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi, co nie znaczy, że w książce jej brak.

Wykonanie – Celia Friedman pisze po prostu świetnie. Lekkie pióro, wszystkie elementy „trybią”, nieco mroczny klimat. To sprawia, że trudno się od książki oderwać. Widać fascynację autorki problemami „wiecznego” życia, bo takowe – przynajmniej z perspektywy przeciętnego człowieka – uzyskali zarówno Damien z Trylogii Zimnego Ognia, Daetrin z niewydanej niestety w Polsce The Madness Season, jak i właśnie Magistrowie. Co ciekawe w każdym z tych przypadków wieczne życie jest możliwe dzięki żerowaniu na innych.

Polecam, nawet tym, którzy mają dość standardu fantasy – w tym przypadku wykonanie wynagradza brak oryginalności. Ale oczywiście ocena za wtórną powieść nie może być najwyższa.

Jeszcze informacja: Uczta Dusz jest pierwszym tomem Trylogii Magistrów. Pozostałe – Skrzydła gniewu i Dziedzictwo królów – też są dostępne po polsku. Niestety, chyba Celia Friedman wyleciała z planów polskich wydawnictw, w każdym razie nic nie wskazuje, żeby ukazały się jej kolejne książki.

Ocena: 8/10.

C. S. Friedman, Uczta dusz, tłum. G. Grygiel i P. Staniewski, wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, stron: 608.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz