To właściwie mój pierwszy kontakt z prozą Rushdiego. Ze dwadzieścia lat temu zabrałem się za Szatańskie wersety, ale jakoś nie dałem rady przebrnąć. Jak ocenić wycieczkę pisarza „głównego nurtu” w stronę fantasy? Taki dowcip mi się przypomniał:
Łączna liczba wyświetleń
środa, 20 kwietnia 2016
wtorek, 8 marca 2016
Dan Simmons, Hyperion
Jak widać nieco zatarłem się z aktualizowaniem bloga w lutym. Otóż założyłem sobie, że będę pisał o każdej przeczytanej książce właśnie w kolejności, w jakiej czytam. No i trafiłem na książkę, o której trudno było mi coś sensownego wykrztusić, zatem najpierw zamilkłem, potem złamałem zasadę kolejności. Ale się nie poddaję :)
Winowajcą jest Hyperion. Bardzo trudno pisze mi się o takich książkach – doczepić nie ma się do czego, gatunek znam o tyle o ile, więc nie będę się wymądrzał, jak powieść prezentuje się na tle innych pozycji SF. No a przecież oznajmić: „Podobało mi się” albo „Fajne” to trochę za mało.
Na dodatek powieść ma status klasyki gatunku, a recenzowanie klasyka przypomina tresurę nosorożca – czy mu przywalisz, czy go pogłaszczesz, nosorożcowi wsio rawno. A zawsze można z siebie gupka zrobić...
wtorek, 1 marca 2016
Anthony Riches, Honor patrycjusza
Jako historyk zajmowałem się średniowieczem i pewnie właśnie dlatego nie przepadam za powieściami osadzonymi w tym okresie (oczywiście są wyjątki). Lubię natomiast literaturę w realiach starożytnych, zwłaszcza antycznych. Niestety, nie tylko ja lubię. Dlaczego „niestety”? Bo popularność sprawia, że tłucze się masowo chałowate książki, których akcja niby jest osadzona w starożytnym imperium rzymskim.
sobota, 13 lutego 2016
Garth Nix, Sabriel
Jest to książka napisana w stylu typowym dla hollywoodzkich superprodukcji, czyli dla każdego – powinna wciągnąć piętnastolatka i nie obrazić inteligencji sześćdziesięciolatka. Tylko jest taka zasada: jak coś jest do wszystkiego, to zazwyczaj jest do niczego.
piątek, 29 stycznia 2016
Polegli na polu chwały
Czyli o pisarzach fantasy (niesłusznie) niedocenionych przez polskiego czytelnika. O dwójce takich już pisałem: Nalo Hopkinson i Daniel Abraham. O ile w pierwszym przypadku ewidentnie zawinił wydawca, o tyle drugi jest dla mnie zagadką.
sobota, 23 stycznia 2016
Krzysztof Piskorski, Krawędź czasu
O kurcze, że on się w tym nie zamotał... A teraz jak napisać coś o tej książce, samemu się nie zamotać i nie spojlerować?
czwartek, 21 stycznia 2016
China Miéville, Kraken
Autor znany przede wszystkim z cyklu Nowy Crobuzon. Nie mam zwyczaju kupować książek twórców mi nieznanych za pełną cenę – eksperymenty robię taniej (tanie księgarnie, allegro, olx). Po wydaniu Nowego Crobuzonu jakoś się zgapiłem. Kiedy potem próbowałem dostać, okazało się, że tom II – Blizna ma kosmiczne ceny (nawet 120 zł za książkę używaną!). Więc odpuściłem sobie Chinę Miévilla. Ale ostatnio w Matrasie zobaczyłem Krakena na przecenie i kupiłem.
środa, 20 stycznia 2016
Anthony Ryan, Pieśń krwi
Tę książkę czytałem już ze sto razy. Co prawda inne były tytuły, inni autorzy, ale ogólnie to samo.
Pieśń krwi na pewno nie zasługuje na hałas, jaki wywołała. Wydaje mi się, że jest oceniana zdecydowanie ponad swoją wartość dlatego, że autor sam przeszedł drogę od zera do bohatera – pokazał wydawcom, że się nie znają, że można wydać książkę własnym sumptem i się wybić. Tym zdobył sobie sympatię czytelników i recenzentów.
wtorek, 19 stycznia 2016
Celia S. Friedman, Uczta dusz
Jeśli na okładce widnieje nazwisko „Celia Friedman”, to wiadomo, że książka jest z gatunku „musisz to przeczytać”. W Polsce znana była wcześniej jako autorka Trylogii Zimnego Ognia – świetnie łączącego fantasy i SF oraz powieści SF Obcy brzeg. Trylogia dostałaby tu 9/10.
środa, 13 stycznia 2016
Maciej Guzek, Trzeci Świat
Zacznę od tego, że nie czytałem Królikarni – wcześniejszego zbioru opowiadań z tego samego świata. Podobno jest lepszy od powieści. Ale podobno też jego znajomość nie ma wpływu na lekturę Trzeciego Świata.
wtorek, 5 stycznia 2016
Martha Wells, Śmierci nekromanty
Przypomnę co niedawno pisałem w swojej opinii o Zadrze Piskorskiego: Wcześniej przeczytałem kilka pozycji steampunkowych i uznałem, że to dość głupawy gatunek
Właśnie Zadra nieco zmieniła moje nastawienie. Więc gdy zamawiałem paczuszkę w Dedalusie, dorzuciłem do niej właśnie tę pozycję, uchodzącą również za steampunk fantasy.
Zanim przejdę do swoich wrażeń, pozwolę sobie zacytować Beatryczę Nowicką, której recenzje zazwyczaj uznaję za trafne: „Śmierć nekromanty” Marthy Wells jest jednym z nielicznych przykładów powieści fantasy, łączącej wyraziście nakreślony świat, klimat oraz wartką akcję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









