wtorek, 5 stycznia 2016

Aleksander Paroń, Pieczyngowie. Koczownicy w krajobrazie politycznym i kulturowym średniowiecznej Europy

Parę dni się zbierałem za naskrobanie kilku słów o tej książce. Zdecydowanie łatwiej, kiedy jest się do czego doczepić. Tutaj nie ma.

Pieczyngowie, to turecki lud koczowniczy, który odegrał dość ważną, acz nie pierwszoplanową rolę w dziejach wczesnośredniowiecznej Europy. Polska historiografia od dawna się nimi interesuje, ale raczej wydarzeniami mającymi związek z naszym krajem (udział Pieczyngów w wyprawach Bolesława Chrobrego na Ruś, misja św. Brunona, problem osadnictwa Pieczyngów w Polsce) i – to zaskakujące – ostatnim aktem dziejów tego ludu, który rozegrał się na Bałkanach. O całościowe ujęcie pokusił się wcześniej tylko Edward Tryjarski, ale jest to praca już ponad 40-letnia i o znacznie mniejszej objętości (niespełna 150 stron) [1].

Aleksander Paroń we Wstępie deklaruje, że chce przedstawić historię Pieczyngów jak najpełniej, nie tylko dzieje polityczne, lecz także gospodarkę, kulturę, religię.

Zanim „zabrał” się za samych Pieczyngów, przybliżył dzieje zachodniej części Wielkiego Stepu od czasów najdawniejszych. Zazwyczaj uznaję takie przydługawe wstępy za zbędne. Ale nie tym razem. Dzieje Kimmerów, Scytów, Sauromatów i Sarmatów, Hunów, Awarów itd. w wykładzie Paronia czyta się naprawdę przyjemnie. Chociaż owe ludy nie do końca sprawiedliwie zostały przez autora potraktowane. Wydawałoby się, że im bliżej czasów Pieczyngów, tym dokładniej będzie śledził przemiany na Wielkim Stepie. Nic z tego. Starożytni Scytowie zostali omówieni obszerniej i lepiej, niż np. wczesnośredniowieczni Awarowie. Zapewne ma to związek z zainteresowaniami i kompetencjami Paronia, który zajmował się już w swojej pracy naukowej Scytami. Jest to jednak drobny szczegół zupełnie nie psujący lektury.

Jeśli chodzi o partie poświęcone Pieczyngom – czapki z głów. Polska historiografia dostała pracę, która długie lata będzie służyć naukowcom. Paroń skrupulatnie pozbierał źródła i literaturę [2] (w bibliografii nie zostały umieszczone prace, które cytuje rzadziej), ale przede wszystkim dostaliśmy dojrzałe, wyważone opracowanie, bez szarżowania dziwacznymi i oderwanymi od źródeł hipotezami.

Nieco zabrakło mi map. To znaczy, jest kilka, ale mogłoby być więcej. Przydałaby się np. obrazująca migracje Węgrów, co znacznie ułatwiłoby „ogarnięcie” wywodów autora. Szkoda też, że nie dostaliśmy ilustracji. Przydałyby się zwłaszcza w części poświęconej kulturze. Ta książka zasługuje na wydanie w twardej oprawie, z mapami i ilustracjami.

Warto jeszcze podkreślić, że Paroń posługuje się całkiem niezłą polszczyzną. Niewiele u niego „natematów”, choć zdarzają się. Mianem „natematów” określam dziwaczne sformułowania, mające brzmieć naukowo, a brzmiące „naukawo”. Nazwę wziąłem z nadużywanego zwrotu z przypisów: Na temat Iksińskiego zob. lub wręcz – o zgrozo – Na temat osoby Iksińskiego zob. Bo przecież wybitny naukowiec nie może „prostacko” pisać: O Iksińskim zob... U Paronia jest na tyle mało tych „natematów”, że można wybaczyć.

Krótko o Pieczyngach, bo pewnie większość Polaków w ogóle nie kojarzy tego ludu. W IX wieku żyli za Wołgą. Musieli tamte ziemie opuścić, gdy wschodni sąsiedzi – Uzowie odebrali im pastwiska. Wtedy Pieczyngowie przemieścili się nad Morze Czarne, skąd musieli z kolei wygnać Węgrów. Od wrogich Uzów oddzielały ich siedziby Chazarów. Ale tylko do roku 965, kiedy Światosław, władca Kijowa zniszczył państwo chazarskie. Bezczynność Pieczyngów wobec tych wydarzeń szybko miała się na nich zemścić. Nacisk Uzów sprawił, że najpierw stracili na ich rzecz ziemie między Donem i Dnieprem, a potem (w latach 40. XI wieku) w ogóle musieli uciec za Dunaj, na ziemie Cesarstwa Bizantyjskiego. Mniejsze grupy Pieczyngów schroniły się na Rusi, Węgrzech i być może w Polsce. Na ziemiach cesarstwa Pieczyngowie parę razy buntowali się przeciwko Bizantyjczykom, by w końcu (1091 rok) doznać druzgocącej klęski. Ostatni raz o ich działaniach zbrojnych słychać 31 lat później. Dłużej przetrwali na Węgrzech i na Rusi.

Ocena pracy Aleksandra Paronia może byś tylko jedna – jest to najlepsza książka historyczna, jaką czytałem w 2015 roku.

PRZYPISY
[1] E. Tryjarski, Pieczyngowie, w: K. Dąbrowski, T. Nagrodzka-Majchrzyk, E. Tryjarski, Hunowie europejscy, Protobułgarzy, Chazarowie, Pieczyngowie (= Kultura Europy Wczesnośredniowiecznej, z. 4), Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk 1975, str. 479-625.
[2] Nie zauważyłem, z ważniejszych prac w języku polskim, wykorzystania książki I. Panica, Początki Węgier. Polityczne aspekty formowania się państwa i społeczeństwa węgierskiego w końcu IX i w pierwszej połowie X wieku, Cieszyn 1995, ale być może przeoczyłem ją, w którymś z przepisów, a w bibliografii nie została umieszczona.

OCENA 10/10

A. Paroń, Pieczyngowie. Koczownicy w krajobrazie politycznym i kulturowym średniowiecznej Europy, wydał Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 2015, stron: 520.

3 komentarze:

  1. Oj, można się trochę do tej książki podoczepiać. ;) Ale i tak jest naprawdę niezła. Dałbym 8,5, ewentualnie, 9 na 10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, ale nie trzeba :D W każdym razie dotąd polska historiografia tak dobrego omówienia Pieczyngów nie miała.

      Usuń
    2. Ba, rzekłbym nawet, że żadna! To pozycja na skalę światową. Niemniej, szkoda trochę tych niewykorzystanych źródeł i niewymienienia ich chociażby w wyliczeniu. Widać, że książka była kończona w 2013 roku, bo brakuje też odniesienia do kilku ważniejszych artykułów z 2012/13.

      Usuń