czwartek, 21 stycznia 2016

China Miéville, Kraken

Autor znany przede wszystkim z cyklu Nowy Crobuzon. Nie mam zwyczaju kupować książek twórców mi nieznanych za pełną cenę – eksperymenty robię taniej (tanie księgarnie, allegro, olx). Po wydaniu Nowego Crobuzonu jakoś się zgapiłem. Kiedy potem próbowałem dostać, okazało się, że tom II – Blizna ma kosmiczne ceny (nawet 120 zł za książkę używaną!). Więc odpuściłem sobie Chinę Miévilla. Ale ostatnio w Matrasie zobaczyłem Krakena na przecenie i kupiłem.

Jest to pierwsza i zarazem ostatnia książka tego autora w mojej biblioteczce. Nie doczytałem jej do końca i nie wiem czy kiedykolwiek doczytam, bo jest to tak ciężkostrawna literatura, że nawet przestał mnie interesować finał.

Ta książka jest świetnym przykładem, że „więcej” nie musi oznaczać „lepiej”. China Miéville wetknął chyba każdy pomysł jaki mu do głowy przyszedł. Jest prawie wszystko: dziwaczne kulty, wątek kryminalny i sensacyjny, magia, problemy społeczne – strajk chowańców, plejada niesamowitych (lub dziwacznych, jak kto woli) postaci.

Co ciekawe, wiele pomysłów autora jest zbieżnych z pomysłami, którymi uraczyła nas Kate Griffin w cyklu Matthew Swift, a zwłaszcza w drugiej części Nocny burmistrz. Zamiast elektrycznych aniołów mamy anioły pamięci, zamiast Zguby Miast – Gossa i Subby’ego, rolę Rady odgrywają trochę Londynmanci, a trochę policja. Mamy podobny system magii – Matthew Swift kusił upiory papierosami i piwem, u Miéville policjantka wywołuje „duchy” zmarłych kolegów paląc płyty z filmami kryminalnymi. Nie, nie sugeruję, że któreś z nich rżnęło od drugiego. To raczej niemożliwe, bo Kraken i Nocny burmistrz wydane zostały mniej więcej w tym samym czasie (w 2010 roku). Ale porównując wykonanie, Griffin bije Miévilla na głowę.

Bohaterowi Krakena są jacyś tacy nijacy. Nawet jak przechodzą ewolucję, to niewiarygodną, jak choćby błyskawiczna przemiana ciulowatego naukowca w wojownika, po kilkugodzinnej sesji na grach komputerowych...

Miejscami czyta się świetnie, a gdzie indziej natykamy się na spiętrzenia zdań wielokrotnie złożonych oraz zwroty, których sens pozostaje tajemnicą autora (o ile sam wie, co chciał przekazać, bo czasami mam wątpliwości – ewentualnie jest to nie tyle dzieło Miéville, co wkład własny tłumacza). Dam przykład, co miał autor na myśli pisząc (str. 263)  o Krakowie, Bombaju (plus wymyślonym Magogville): miejscowości o niesprecyzowanym statucie miejskim? Co to znaczy w tym przypadku niesprecyzowany statut miejski? Chodzi o dokument określający ustrój miasta/gminy? Ale dlaczego niby jest „niesprecyzowany” – o co tu biega do diaska?
To tylko przykład, który właściwie nie ma znaczenia dla fabuły, ale takie „niewiadomoco” występują częściej i naprawdę psują lekturę.

Niektóre fragmenty wręcz chłonąłem, by przy innych męczyć się niemiłosiernie. Co jakiś czas łapałem się nawet na „odlocie” – musiałem cofać się o parę stron, bo coś istotnego mi umknęło. Co gorsza – im głębiej w las, tym więcej drzew. Po pierwszych 200 stronach byłem zachwycony i zacząłem szukać na allegro innych książek tego autora. Przy kolejnych 200 męczyłem się. Następnych 150 czytałem etapami, po nie więcej niż 20 stron na raz, bo tylko tyle byłem w stanie wytrzymać. Końcówki nie przeczytałem.

Ogólnie podsumowując: to co powinno być zabawne – nie  śmieszy, to co powinno przestraszać – przynudza, klimat tonie w potoku słów, wydarzeń, bohaterów. Po Krakenie straciłem ochotę na jakikolwiek kontakt z literaturą sygnowaną nazwiskiem China Miéville.

Czy polecam? Wyłącznie tym, którym do szczęścia wystarcza pomysłowość autora w wymyślaniu świata i bohaterów (dodam – cech fizycznych bohaterów, bo psychologicznie to raczej proste jednostki).

Ocena: 5/10.

Ch. Miéville, Kraken, tłum. K. Chodorowska, wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2011, stron: 620.

8 komentarzy:

  1. Zle trafiles na poczatek. Kraken to najslabsza powiesc Miéville. Sproboj Dworzec Perdido i Blizne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się podobało i nie zgadzam się, że bohaterowie sa nijacy. Goss i Subby, policjantka Collingwood na pewno nie są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pani policjantki zgoda. Goss i Subby natomiast pojawiają się rzadko, robią raczej za straszaka, przed którym drżą bohaterowie książki. No, chyba że coś się zmieniło w niedoczytanej przeze mnie końcówce.

      Usuń
  3. W tworczości Mieviella akurat typowe jest to, że jakość książki zmienia się drastycznie ze strony na stronę. Krakena akurat nie znam, ale jeśli wieżyć opiniom to jest jego najgorsza książka. Nie wiem, czy to azchęci do dalszego kontaktu jego tworczością, ale ostatio duzo jego książek leży w dyskontach z tanią książką w sprzedaży detalicznej awet tajniej niż w Matrasie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem jego książki w tanich księgarniach, ale nie ma tych dwóch, które mnie interesują, czyli Dworca Perdido i Blizny - te dwie jeszcze bym zaryzykował :D

      Usuń
  4. Zgadzam się po całości.
    Aktualnie mam za sobą Bliznę, część Dworca Perdido i [niedoczytanego] Krakena. I coś jest na rzeczy z tą słabością Krakena - osobiście lubię dziwne pomysły, ale w tym wypadku natłok wszystkiego sprawił, że książka po 1/3 wróciła na półkę biblioteczną. Nie wiem, być może bardziej nadawałoby się to na jakiś cykl, pozwalający zatrzymać się przy konkretnych postaciach, ugrupowaniach, miejscach i talentach. Zebrane w całość męczy.

    Blizna i [przynajmniej na obecnym etapie] Dworzec Perdido, mimo że mówią o fikcyjnym uniwersum, są klarowniejsze i pozwalają na skupienie się.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgodzę się, że Mieville potrafi przytłoczyć wyobraźnią i szczegółami. Zapewne zwolnienie akcji i pogłębienie bohaterów poprawiłoby książki. Niemniej jednak mi twórczość tego autora odpowiada (to znaczy, wszystkie dwie książki, które czytałam ;-) ). Insza inszość, że niewiele z nich pamiętam.

    OdpowiedzUsuń