czwartek, 15 września 2016

Ben Aaronovitch, Rzeki Londynu

Dla leniwych, którzy nie czytają do końca, skrót moich wrażeń z czytania Rzek Londynu: nuuuuudaaaa.

Debiutancka książka Bena Aaronovitcha to alternatywna historia Harry Pottera – jakimś cudem Dursleyom udało się zablokować jego przyjęcie do Hogwartu, Harry skończył szkółkę policyjną, zaczyna pracę jako krawężnik. I tu wychodzą na jaw jego magiczne talenta, więc trafia na naukę do czarodziejskiej policji...

Aha, nie wiem czemu, ale Harry nie ma na imię Harry, lecz Peter i jest Mulatem – jak Cień z Amerykańskich bogów... Właśnie, książka jest totalnie wtórna. Nie wiem czy to w ogóle można nazwać dziełem Aaronovitcha, czy raczej kompilacją. Pojechał nawet po Mistrzu i Małgorzacie – rozróba w teatrze. Problem polega na tym, że Aaronovitch nie dorasta do pięt Rowling czy Gaimanowi, o Bułhakowie nie wspominając... 

Pierwsze 250 stron jeszcze jakoś się czytało – choć tłumacz i redaktor nie byli w tym pomocni. Ale końcówka była straszna. Miałem problem z przerobieniem więcej niż 10 stron na raz – potem mózg się buntował i odlatywał od tego nudziarstwa.

Bo wtórność to tylko jedna z długiej listy wad tej książki. Psychologicznie bohaterowie są ciut bardziej skomplikowani niż muszki owocówki, a ciut mniej niż pająk topik. Głównego bohatera wyobrażam sobie, jako troglodytę o rozbieganym spojrzeniu, mamroczącego: Cycki, cycki, cycki.
Opisy są bełkotliwe – tu oczywiście nie samego autora obciążam odpowiedzialnością, bo niebagatelny musi być wkład tłumacza i redaktora. Pozwolę sobie zacytować fragment rozważań głównego bohatera (i zarazem narratora):

Żadna ze wzmianek na temat rewenantów, które przeczytałem, nie wyjaśniała klarownie, w jaki sposób ani dlaczego zwykły duch zyskiwał zdolność wysysania magii z innych duchów. Moja robocza teoria na temat duchów brzmiała tak, że są to kopie osobowości, które w jakiś sposób odcisnęły się w magicznych pozostałościach odkładających się na fizycznych przedmiotach – w vestigia. Podejrzewałem, że czasem duchy rozpadają się w taki sam sposób, w jaki zanikają informacje nagrane na taśmie magnetycznej, o ile ich sygnał nie zostanie wzmocniony magią. Stąd ich potrzeba wysysania magii z innych duchów. (str. 315).

Co to jest? To jakiś potwornie bełkotliwy pierdolet!

Tłumaczka (Małgorzata Strzelec) i redaktorka (Joanna Figlewska) prezentują poziom początkujących dziennikarzy. Przykładowo, jednym z głównych błędów takowych jest nadużywanie zaimków – początkującemu wydaje się, że pisze do kretynów, którzy nie pojmą o kogo w danym zdaniu chodzi, jeśli nie podkreśli się co kawałek „on”, „jego”, „ja” itd. itp. Otwieram Rzeki Londynu na chybił trafił – padło na str. 40:

Ja byłem cały za tym pomysłem – na cholerę w tym zdaniu „ja”?
Ja pierwszy raz zobaczyłem ciało w swoim drugim dniu pracy – na cholerę tu „ja” i na cholerę tu „swoim”?

Nie chce mi się już nawet tego bzdeta dalej analizować. Gorąco odradzam – powieścidło głupie, wtórne i bełkotliwe. Na mierne książki, mierne filmy i mierny seks szkoda życia. Trzeba jednak jedno oddać autorowi – naprawdę musiał się postarać, bo napisać coś kompletnie bez zalet chyba nie jest łatwo. Rzeki Londynu to powieść równie zła jak Zmierzch i prawie tak zła jak Achaja... Jakim cudem wydał to Mag, pojęcia nie mam.

OCENA: 1/10

B. Aaronovitch, Rzeki Londynu, tłum. M. Strzelec, wydawnictwo Mag, Warszawa 2014, str. 384.

9 komentarzy:

  1. Też niedawno czytałam i miałam wielkie oczekiwania po pozytywnych opiniach krążących w sieci. I cóż... trochę się zawiodłam. Nie uważam, żeby była całkiem zła, ale nie podeszła mi po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam traumę po tej książce :D A najgorsze jest to, że kupiłem od razu Księżyc nad Soho...

      Usuń
    2. Ja też kupiłam "Księżyc nad Soho" (promocja była :)), ale lekturę mam już za sobą, więc mogę ze spokojnym sumieniem zabrać się za lepsze książki :D

      Usuń
  2. Nie dałem rady przebrnąć przez te brednie. W pełni popieram autora - moja ocena 1/10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałbym lajka, ale brak tu takie opcji :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Oczywiście, każdy ma prawo do własnego zdania i preferencje co do tego, jaki rodzaj bohaterów woli. Dla mnie młody i "zwykły" Peter (ze wszystkimi swoimi wadami) był miłą odmianą przy tych wszystkich zmęczonych życiem policjantach z problemem alkoholowym i popapraną przeszłością. Do tego, jak na ucznia czarodzieja, nie jest też typowym narwanym nastolatkiem, raczej stara się kierować logiką w swoich działaniach. Jeśli nawet czasami wydaje się być "troglodytą o rozbieganym spojrzeniu", to serio nie można powiedzieć tego o pozostałych postaciach. Moim zdaniem są wystarczająco zróżnicowane i dobrze nakreślone.
    Nie zgadzam się również z wtórnością - czy tylko jedna książka ma prawo mieć scenę rozróby w teatrze? C'mon, bez przesady :D Akurat tutaj historia z teatrem opiera się na brytyjskiej tradycji pewnych przedstawień kukiełkowych, więc - nie ma co porównywać z Bułhakowem... Podobieństw z Harrym Potterem nie widzę praktycznie żadnych, poza wymawianiem zaklęć (nie ma żadnej specjalnej szkoły, bohater nie jest magicznym wybrańcem, nie macha różdżką...). Relacja mistrz z przeszłością - uczeń występuje w wielu książkach. To twoje zredukowanie fabuły i postaci do "wtórność, nuda i papierowość" wydaje mi się mocno krzywdzące dla tej powieści. Natomiast zgadzam się z tym, co piszesz o polskim przekładzie i redakcji - naprawdę źle się to czyta. Szczerze polecam przeczytanie chociaż fragmentów oryginału - jest wtedy naprawdę inne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi tylko o rozróbę w teatrze. Praktycznie każda scena ma swój odpowiednik w literaturze fantastycznej lub kryminałach. Książka jest totalnie wtórna, to ścinki z innych książek. Do tego dochodzi fatalny poziom pracy tłumacza i redaktora i dostaliśmy po prostu chałę. Swoją drogą nie rozumiem, jak takie wydawnictwo jak Mag - to jest Firma przez wielkie "F" na rynku wydawniczym mogła puścić książkę tak fatalnie dopracowaną pod względem językowym.

      Usuń
    2. "Praktycznie każda scena ma swój odpowiednik w literaturze fantastycznej lub kryminałach" - examples or it didn't happen ;) A tak na serio - jak się uprzesz, to w dowolnej książce dowolną scenę znajdziesz w jakiś sposób powtórzoną w innej książce... Kryminały są pisane według pewnych schematów - nie można się więc dziwić, że fantastyczny kryminał też podąża tropami, które gdzieś już ktoś wykorzystał! Czy to oznacza, że każdy kryminał po Agacie Christie uważasz za totalnie wtórny? Nie sądzę, bo zawsze jest jeszcze kwestia świata przedstawionego oraz relacji między bohaterami - i te czynniki wyróżniają daną książkę na tle innych. Mnie się całą serię bardzo dobrze czytało po angielsku, natomiast zgadzam się, że w polskim wydaniu skopano wszystko, co można było - od przekładu i redakcji po okładkę. I bardzo mi przykro, że MAG coś takiego wypuścił, bo moim zdaniem ta książka zasługuje na trochę więcej.

      Usuń
    3. M Wn
      Mogę ocenić tylko polską wersję :)

      Usuń