piątek, 2 grudnia 2016

Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 5): O cesarzu Chrobrym, czyli tytule princeps

Znany bredniopisarz Bieszk opublikował nowy wyrób książkopodobny, kontynuację poprzedniego gniota, pt. Chrześcijańscy królowie Lechii. Tak na marginesie, zastanawiam się na ile to „dzieło” samego Bieszka, bo ogranicza się chyba tylko do powtarzania tez brednioyoutubera Szydłowskiego. Nie, nie będę recenzował całego gniota Bieszka czy całych audycji Szydłowskiego, bo szkoda mi czasu na zapoznawanie się ze stekiem bzdur. Więc tylko o jednej sprawie.

Otóż Bieszk, za Szydłowskiem, utrzymuje, że Bolesław Chrobry był... cesarzem. Ba, cesarzem wschodu i zachodu zarazem (a czemuż tak skromnie, to cesarzem Japonii i Abisynii nie był?).

Bieszk, za Szydłowskim – który, przypomnijmy, zwierza się: Ja, niestety, trochę liznełem łaciny – taki ma dowód na cesarskość Chrobrego:

mieliśmy chrześcijańskiego władcę – cesarza, czyli króla królów (princeps, primus)

Skąd im się ubzdurało, że princeps oznacza cesarza? Szydłowski powołuje się na to, że antyczni cesarze rzymscy tytułowali się właśnie jako princeps. Matołek jednak nie zauważa (względnie manipuluje), że tytułem nie było gołe princeps, lecz princeps senatus – pierwszy senator, najznamienitszy senator. Bo to właśnie oznacza słowo princeps: pierwszy, najznamienitszy.

Za każdym razem trzeba ustalić w jakim kontekście ten tytuł został użyty. Gdy Tacyt (I/II wiek) nazywał germańskich wodzów princeps (lub dux) to przecież nie miał na myśli tytułu cesarskiego!

Druga rzecz, że Szydłowski i Bieszk nie mają zielonego pojęcia o rozwoju łaciny. Nie widzą, że łacina używana w średniowieczu nie do końca jest tą samą łaciną, którą mówili starożytni. Dam przykład: gdy w tekście starożytnym ktoś określony jest jako nepos kogoś, tzn. że był jego wnukiem. Gdy takie samo określenie znajdziemy w tekście średniowiecznym, to niekoniecznie chodzi o wnuka, bo może chodzić o siostrzeńca, bratanka, ogólnie krewnego młodszego pokolenia.

To samo jest z tytułami princeps i dux. Ba, interesujący jest wzajemny stosunek tych tytułów. Oba, z grubsza rzecz biorąc, należy tłumaczyć jako „książę”. Ale nie do końca są synonimami. Kiedy książę Pomorza Wschodniego nazywany jest princeps, a w tym samym dokumencie Piastów określa się jako dux princeps jest tytułem niższym, podkreśla podległość Pomorza wobec Polski, w tym przypadku princeps należy rozumieć jako „Pierwszy wśród Pomorzan”. Ale kiedy widzimy określenie princeps krakowski, to tytuł ma zupełnie inną wymowę – w tym przypadku należy go rozumieć jako „Pierwszy wśród Piastów”.

Podsumowując – w zależności od kontekstu princeps może być niższym, a może być wyższym tytułem książęcym. Princeps Pomorza miał niższą rangę od piastowskich duksów, ale princeps krakowski miał wyższą od duksów-współrodowców.

Ba, żeby zwiększyć tytularny galimatias, czasami princepsami zwano zwykłych możnych. Gall Anonim princepsem tytułuje Bolesława Krzywoustego (kolejny nasz cesarz wg bieszk-szydłowskich?), ale Sieciecha i Skarbimira nazywa milicie princeps, co odpowiada polskiemu tytułowi „wojewoda”. Inne źródła princepsami tytułują wojewodów Piotra Włostowica i Żyrę. Znane jest też grupowe określenie principum – tak nazywani są najważniejsi możni świeccy i duchowni.

Tu cytat z Piotra Boronia:
Używanie tego tytułu w odniesieniu do urzędników państwowych, wojewodów, namiestników i innych nie znaczy wcale, że z jakiegoś powodu przynależał im tytuł książęcy. Termin princeps używany był nie tyle w sensie władca, lecz w znaczeniu pierwszy, główny, rządzący. (str. 78-79).

Żeby ukazać chaos panujący we wczesnośredniowiecznej nomenklaturze, dodajmy, że książęta Pierwszego Państwa Polskiego (do Kazimierza Odnowiciela) tytułowani byli: rex (Mieszko I, Chrobry przed koronacją), dux, princeps, comes, marchio, iudex.
Grzymisław, książę Świecia nad Wisłą z przełomu XII/XIII wieku w jednym dokumencie występuje jako princeps, w innym jako dominus
Kazimierz II zachodniopomorski w dokumencie z 1215 r. tytułuje się: Pomeranorum dux, Leuticiorum princeps – co można przetłumaczyć: Pomorzan książę, Luciców książę.

Zacytuję Ambrożego Boguckiego:
Więksi książęta zachodniosłowiańscy noszą zwykle tytuł dux, a mniejsi tytuł princeps. Władca Czech, senior dynastii Przemyślidów, ma do końca XII w. najczęściej tytuł dux, ale niekiedy także princeps. (...) Książęta Pomorza Zachodniego występują w żywotach św. Ottona z tytułem dux, a w kilku dokumentach z początku drugiej połowy XII w. z tytułem princeps. (...) Książęta Rugii od końca XII w. do początku XIV w. noszą prawie zawsze tytuł princeps. (Termin princeps, str. 65).

Ot, cesarze luciccy, czescy, pomorscy, rugijscy :D

Princepsem można było nazwać także cesarza rzymsko-niemieckiego, ale to brzmiało princeps Romanorum – pierwszy wśród Rzymian, pierwszy Rzymianin.

Oczywiście to sprostowanie tylko jednej bredni bieszk-szydłowskich, a przy „cesarzu Chrobrym” roi się od debilizmów. Nie mam zamiaru dalej nurzać się w oparach absurdu, więc na koniec tylko zacytuję sam siebie – post z bloga sigillumauthenticum:

Co do cesarza, to Otton III nawet gdyby chciał, nie mógł w Gnieźnie przeprowadzić koronacji cesarskiej Chrobrego. Z dwóch powodów – koronację cesarską przeprowadzał albo patriarcha Rzymu (papież), albo patriarcha Konstantynopola. Miejscem takowej koronacji był Rzym, albo Konstantynopol. Dlatego władcy Niemiec przeprowadzali trzy koronacje: w Akwizgranie na króla Niemiec, w Mediolanie na króla Włoch i w Rzymie na cesarza. Dopóki władca nie dotarł do Rzymu i nie został ukoronowany przez papieża, używał tytułu „król rzymski”, a nie cesarz!

I jeszcze ściąga dla Bieszka i Szydłowskiego – przeczytajcie zanim znowu z siebie kretynów zrobicie:

P. Boroń, Kniaziowie, królowie, carowie... Tytuły i nazwy władców słowiańskich we wczesnym średniowieczu, Katowice 2010.
A. Bogucki, Książę i wojewoda. Tytulatura niekoronowanych władców czeskich i polskich, Przegląd Historyczny, t. 89/4, 1998.
A. Bogucki, Termin princeps w źródłach polskich, [w:]: Odkrywcy, princepsi, rozbójnicy, red. B. Śliwiński [=Studia z dziejów średniowiecza. t. 13], Malbork 2007.
E. Konik, Tytulatura władców europejskiego Barbaricum w świetle antycznych źródeł od I w. p.n.e. do IV w. n.e., Acta Universitatis Wratislaviensis, nr 929, Antiquitas, nr 13, Wrocław 1987.


106 komentarzy:

  1. Jeśli ktoś atakuje Ukraińców, Żydów lub bredzi o jakimś wielkim cesarstwie słowiańskim, to na 95 procent ruski troll. Chodzi o to, żeby pozostawić wrażenie, że Polacy to antysemici, poróżnić jak się da z Ukraińcami i dać uzasadnienie dla ideologii pansłowiańszczyzny, w której oczywiście wiodącą rolę będzie mieć Rosja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem w planach zrobienie kiedyś notki o turbolechitach, ale trudno ogarnąć to środowisko - ich poglądy, nieco wulgarnie, można określić: Każdy ch.... na swój strój. Choć faktem jest, że z grubsza rzecz biorąc można ich przypisać do promoskiewskich środowisk: rodzimowierców, panslawistów, katolickich faszystów, korwinistów, tzw. narodowców i wojujących ateistów z korzeniami esbeckimi. No menażeria.

      Do tego oczywiście masa pospolitych nieuków.

      Usuń
    2. Do tego sporo zwolenników teorii spiskowych i fanatyków New Age'u.

      Usuń
    3. Ale wiesz, każdy chyba ma taki etap w życiu, że takową "literaturę" chłonie. Sam czytałem w podstawówce Danikena czy jego polskiego odpowiednika Lucjana Znicza. Czytałem też książki z kryptozoologii. Tylko trzeba mieć na uwadze dwie rzeczy: Jednego taka lektura zachęci do poszukiwań, drugi w niej ugrzęźnie na stałe. O po 2. jak chodziłem do podstawówki nie było internetu, nie było możliwości weryfikowania od ręki.

      Usuń
    4. Kurde, a myślałem, że tylko ja tak miałem z tym czytaniem dziwnych rzeczy za dzieciaka. Czyli chyba wszystko ze mną ok. :D Też nie miałem wtedy neta, a Daniken na wstępie mnie odpychał - jakoś z góry miałem podejrzenia co do naciągania jego teorii.
      Swoją drogą to czasem z nostalgią zaglądam w bibliotece do działu ogólnego. :)
      A jeśli chodzi o "katolickich faszystów"... zaraz, jak to? Przecież wyznawcy Lechii (nie tej z Gdańska) nienawidzą kleru i KK! W końcu to oni zniszczyli kroniki i całe imperium! Teraz się zastanawiam jak wielka krucjata musiała na tą Lechię pójść... ziemia święta to pikuś. :D

      Usuń
    5. Otóż nie! Spotykałem już w sieci katolickich turbolechitów, fanów Białczyńskiego i Szydłowskiego. To aberracja taka, coś jak skrajna prawica promująca Albina Siwaka czy zachwycająca się zmarłym rok temu Józefem Kosseckim.

      Usuń
    6. Anonimowy
      katolicko-faszystowska Gazeta Warszawska (chyba podobny "profil" ma Monitor Polski) i równie katolickie Stowarzyszenie Ziemiańskie to turbolechici. Tam za guru robi niejaki Rafał Gawroński - poszukaj np. jego wypociny pt. "Adam i Ewa mówili po polsku".

      Usuń
    7. Nieco bardziej lajtowym turboliechtą jest ksiądz z parafii Tropie - ma swoją stronę internetową.

      Usuń
    8. Tak skojarzył mi się pewien paradoks - przez wieki turbolechitami byli głównie katoliccy duchowni, od Kadłubka przez Dembołęckiego, po pisarzy XVIII wieku. Pełnymi garściami czerpią z nich pogańscy i ateistyczni turbowcy. To trzeba przyjąć, że turbolechici idą na pasku Watykanu :D

      Usuń
    9. Czyli wychodzi na to, że również zadeklarowani katolicy mówią, że KK jest be, bo lechia? Bo jeśli nie, to chyba tworzy się jakiś rodzaj herezji w tym środowisku...
      "Lechia była fajna i okłamano nas, ale papież też jest spoko..." :D

      Usuń
    10. Bo niemieccy biskupi, bo spisek, bo iluminaci, bo masoni - tak to mniej więcej wygląda. Oczywiście jest też zdrowy, lechicki korzeń Kościoła.

      Usuń
    11. Nie mam pojęcia dlaczego krytykowanie Ukrainy z automatu robi z ciebie "ruskiego trolla". Równie dobrze można napisać że krytykowanie Szydłowskiego robi z ciebie hitlerowca. Ta sama "logika".
      A co do "turbolechitów" - parę razy próbowałem z nimi polemizować o tych ich tzw. "dowodach". Zawsze kończy się wyzwiskami i powtarzaniem do bólu tych samych, dawno już obalonych "źródeł".

      Usuń
    12. To zależy jakie krytykowanie Ukrainy. Konstruktywne, merytoryczne i życzliwe OK. Ale co jakiś czas pojawia się na forach fala wklejania długich postów z wypisanymi sposobami uśmiercania Polaków na Wołyniu. Jakoś nie widzę podobnych postów o mordach Niemców czy Rosjan. Poza tym wiadomo, że Rosjanie korzystają z usług trollowni, którą z grubsza można podzielić na płatną i ideową - ta druga to, niestety, wszelka polska ekstrema z lewa i prawa.

      Usuń
    13. "Jakoś nie widzę podobnych postów o mordach Niemców czy Rosjan." - w tym przypadku odpowiedź jest oczywista. Mordy dokonywane przez Rosjan i Niemców są udowodnione, a Rosjanie i Niemcy się do nich przyznali. W przypadku Wołynia mamy polityków ukraińskich mówiących o "epizodach wojny" oraz gloryfikacja pospolitych morderców. Dla mnie mówienie głównie o Wołyniu jest tak samo logiczne jak niegdyś walka o prawdę o Katyniu.

      Z resztą posta jak najbardziej się zgadzam. Płatne trolle istnieją i nie tylko o stronie rosyjskiej. To już niestety powszechna praktyka.

      Usuń
    14. Rosjanie nie bardzo się przyznają. Owszem, kiedyś przyznali i przeprosili, po czym ochnaście razy się wycofali. A teraz nawet jak przyznają, to mniby była to "sprawiedliwość" za Strzałkowo i Tucholę.

      Usuń
    15. Może. Obecnie o tym raczej się nie słyszy. Dawno to było? Czy po prostu tego media nie rozgłaszają?

      Usuń
    16. Nasze media mało o tym piszą, rosyjskie dużo. Ale coś się znajdzie:

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Anty-Katy%C5%84

      https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2011/Przewodnik-Katolicki-22-2011/Historia/Strzalkowo-to-nie-Katyn

      http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Strzalkowo-to-byl-odwet-za-tablice-smolenska-Durniow-nie-brakuje,wid,13409585,wiadomosc.html?ticaid=118361

      O tyle jestem zorientowany, że pochodzę ze Strzałkowa.

      Usuń
  2. Gdzie ty masz swoje korzenie, ze nas Lechitów tak nienawidzisz ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się zdecyduj czy jesteś Polak czy Lechita :D I do rzeczy proszę, bo dołączysz do orłów/sokołów, które już stąd poleciały.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. A ty już raz nie robiłeś stąd myk myk? To bądź konsekwentny.

      Usuń
    4. Hehe, u lechitów sceptyczność wobec ich teorii i haplogrupa R1a świadczą o narodowości. :D

      Usuń
    5. Kurde, nie badałem się genetycznie, może jestem Eskimosem, albo jeszcze gorzej :D

      Usuń
    6. Ale przecież Lechici zdobyli chyba Grenlandię, kiedy podbijali Amerykę, więc pewnie Eskimosi też mają trochę krwi lechickiej :)

      Usuń
    7. Z tym, że Eskimosi (Inuici) to na Grenladii ludność napływowa (wcześniej byli tam Wikingowie). Więc może zanim zima i Inuici wytępili wikingów (I poł. XVII w.), to Wikingowie wytępili ( w porozumieniu z żydowskimi kupcami wprost z Watykanu) resztki Lechitów, niszcząc - bogatą zapewne - kulturę. A z drugie strony zaatakowali Indianie. Tak, w historii Lechii wiele jest jeszcze do opisania... ;-)

      Usuń
    8. Z tymi Indianami coś musi być na rzeczy, bo patrz: katanka (polskie )- kurtka z krótkimi połami XVIII wiek, tatanka ( język Dakotów)- bizon, sasanka ( polskie) - kwiatek, to nie może być przypadek ;). Nie doszedłem jeszcze dlaczego katana to nazwa miecza.

      Usuń
    9. Bartosz Sowa
      Toż ja wciąż powtarzam, że państwo Azteków zbudowali polscy Żydzi. Bo przecież Mosiek to ewidentnie zdrobnienie od Montezuma, a Icek od Itzcoatl. Można zatem przyjąć z dużą dozą pewności, że Kondon czy Kodan (czy jak mu tam było), władca Lechitów wysłał Żydów na kolonizację Mezoameryki :D

      Usuń
    10. Mój znajomy twierdzi, że odkrył związek pomiędzy: katanka, tatanka i katana. Otóż dwuręczną szablą (- katana) Lechici ścinali łeb tura ( - tatanka) na ofiarę, a z jego skóry szyli skórzane kurtki ( - katanki) dla scytyjskich wojowników.

      Usuń
    11. Bartosz Sowa
      Jak czytam wypociny takich "językoznawców", to zastanawiam się czy śmiać się czy płakać...

      Usuń
    12. Tym językoznawcom i lingwistom brak znajomości języka nie przeszkadza w tłumaczeniu. To już nie tylko sławny Leszek Awiłło. Tutaj: http://bialczynski.pl/2017/02/03/68826/#comments zabrali się za tłumaczenie z łaciny. i ja teraz nie wiem, co jest bardziej zabawne. Jednemu z nich wyszło, że słowa "„Slavus genere, filius Annonis..." oznaczają "Słowiański generał, syn Annonima". Drugi zasię na uwagę wrogiego elementu, dotyczącą poprawności tych wszystkich "tłumaczeń" wyjaśnił, że "tu nie zakon, więc powszechna znajomość łaciny nie jest obowiązkowa".

      Usuń
    13. Zwłaszcza, że tytuł "generał" jako ranga wojskowa powstał w XVI wieku we Francji.

      Usuń
    14. Sattivasa
      Ale to chyba oczywiste, że tłumaczenia autorstwa osób niezających danego języka są najwłaściwsze - ich umysły są nieskażone szablonowym myśleniem. Tak właściwie, to w ogóle nie są skażone myśleniem :D

      Usuń
    15. Za to ile dają światu radości...

      Usuń
    16. Komu radości, temu radości...mnie dają bólu zębów i bolącego czoła i dłoni od robienia facepalmów.

      Usuń
    17. Na ból zębów polecam prasłowiańsko - ariańskie mantry, a na bóle od facepalmów pochłaniacz energii Lucjana Łągiewki.

      Usuń
  3. najgorsze jest to ,że pomimo uwag do wydawnictwa "Bellona" by jednak uprzedzać czytelników ,że "dociekania " pana Bieszka nie mają nic wspólnego z historią ,"Bellona " nie reaguje , i nawet jednym zdaniem nie wspomina ,że mamy tu zwykłą fantastykę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze lepszy numer był z tym, że Bellona - za przyzwoleniem organizatorów! - zaprezentowała na Targach Książki Historycznej wypociny Bieszka i te turbolechickie, i te o kosmitach. Te "arcydzieła" historiografii polskiej znalazły się w katalogu z targów. Obciach niemiłosierny :D

      Usuń
  4. wychodzi na to ,że musi być na tyle dużo "łykaczy kitu", że dochody ze sprzedaży tych rewelacji są ważniejsze od prestiżu ,i to można nawet zrozumieć , niemniej wypadałoby przynajmniej usytuować tego typu opracowania w kategorii np "historii alternatywnej" z elementami baśni i fantazji czy coś w tym stylu bo coraz więcej ludzi wpada w megalomanię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzedaje się to podobno dobrze. Bieszk chwalił się trzema dodrukami "Słowiańskich królów Lechii". O ile dobrze pamiętam, to na facebooku ktoś zamieścił informację od wydawcy, że dotąd sprzedało się 30 tys. sztuk tego gniota, a w Polsce za bestseler uchodzi książka, która sprzedała się w nakładzie 10 tysięcy...

      To łatwo policzyć ile zarobił Bieszk. Standardowa stawka dla autora to 10% ceny okładkowej (szczególnie popularni mogą liczyć na 15-20%). Książka kosztuje 34,90 zł x 30 000 = 1 047 000. 10 procent to ponad sto tysięcy. Tyle zgarnął Bieszk za streszczenie wypocin Szydłowskiego z youtube.

      Usuń
    2. I dlatego należy się Januszowi Bieszkowi uznanie. Wyczuł trynd i go wykorzystał. Nie bawił się w żadne brednie rodzimowiercze, nie bajdurzył o Wielkiej Zmianie, nie puszył się i nie nadawał tytułów Strażników Wiary Przyrodzonej. Zarobił.

      Usuń
    3. Sattivasa
      A już kolejny girkami przebiera, żeby turboców doić. Niejaki Kamil Janicki, bredniopisarz w klimatach dotąd zielińsko-skrokowych, teraz załapał jaki jest trynd. Już na jego stronce pojawiło się coś pt. "Czy Bolesław Chrobry chciał zostać cesarzem? - poziom porównywalny z bieszk-szydłowskimi.

      Usuń
    4. On po prostu postanowił zaarobić na sensacyjkach nibyhistorycznych, powołując się przy tym na mistrza Parnickiego. Problem jest jeden - Teodor Parnicki był mistrzem słowa, który "historię w literaturę przekuwał" i nigdy nie twierdził, że jest inaczej. To, co robił Teodor Parnicki jest w beletrystyce często spotykane i niewątpliwie ciekawe. Nikt normalny chyba nie uważa, że cykl "Imperator" Igguldena to biografia Juliusza Cezara, a powieści Ben Pastor o Eliuszu Spartianusie rzeczywiście ujawniają wielkie tajemnice Rzymu.
      To, co robił i robi Kamil Janicki to pseudohistoryczna grafomania.

      Usuń
    5. Tylko Bieszk jest szeroko obśmiewany, a na brednie Janickiego na razie nikt nie reaguje. Dlatego nawet ludzie inteligentni i literacko wyrobieni dają się łapać na ten chłam.

      Usuń
    6. Ktoś, kto łapie się na ten chłam nie może być ani inteligentny, ani literacko wyrobiony.

      Usuń
    7. Sattivasa
      Nie każdy jest historykiem. No jak np. polonista ma zweryfikować pierniczenie Janickiego? Tym bardziej, że Janickiego nobilitują najwybitniejsi mediewiści występując z nim w tych samych publikacjach, pole do popisu dają mu największe gazety (np. Gazeta Wyborcza, Polityka)? Przykład:

      https://seczytam.blogspot.com/2015/12/966-narodziny-polski.html

      Usuń
    8. Nie trzeba być historykiem. Sam styl "czy wiesz, że..." powinien uruchomić system alarmowy.
      Warto czasami skorzystać z dobrych rad: https://www.youtube.com/watch?v=T1vW8YDDCSc.

      Usuń
    9. Idzie zmiana, każdy chce na niej skorzystać. Ci co bronią starego które okaże się błeddne zostaną z ręką w nocniku ci co postawią na nowe które się nie sprawdzi też zmarnują swoją karierę. Dlatego naukowcy ci mądrzy prowadzą swoje badania ale ich nie publikują aby nie spalić na panewce. Ale są też tacy co chcą zarobić na sensacji. Jedno co wiemy na 100% to że pochodzenie Słowian wywnioskowane z okresu wędrówek ludów w VI wieku okazało się błędną teorią. Zbudowana na słabych przeslankach i nie zrozumieniu prawdziwej przyczyny wędrówek doprowadziła do wniosków o 180% błędnych. 'Plemiona "germańskie" wyruszyły na południe na podboje a na ich miejsce weszli słowianie ze wschodu' - tak ona ws krócie dużym wyglądała, nikt nie neguje wędrówek ludów w tamtym czasie, problem polaga jednak na tym, że kierunek tych wędrówek był przeciwny i inna była ich przyczyna. To Słowianie wyruszyli ze swoich odwiecznych ziem na południe i nie wyruszyli podbijać tylko wyruszyli bo temperatura spadła i nie mogli się wyżywić a było ich miliony. Tak w czasach antycznych na terytorium dzisiejszej Polski mieszkało kilka milionów osób. w V wieku n.e ta liczba spadła zapwne do kilkuset tysięcy. Ale nie było pustki osadniczej ani wymiany ludności. Wszystkie teorie które zbudowane sa na tych dogmatach trzeba poprawić, nie trzeba ich w całości wyrzucać do kosza.

      Usuń
    10. Dzezik 23
      Bzdury piszesz. I twój post nadaje się do kosza, a nie do dyskusji, bo całkowicie pozbawiony jest argumentów - to tylko tezy wygłoszone ex cathedra bez słowa uzasadnienia.

      Usuń
    11. jest Pan pewien ,że z Janickim nie gracie do tej samej bramki? W artykule obala on również mity o potędze Słowian
      http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/11/04/zmyslone-poganstwo-czy-nasi-slowianscy-przodkowie-byli-ateistami/
      jeśli chodzi o Chrobrego konczy artykuł :"Trzecie cesarstwo kontynentu nie powstało. Ale czy to znaczy, że nie mogło powstać?" to raczej jasno pokazuje intencje artykułu

      Usuń
    12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    13. Dzezik 23
      Nie wiem, kiedy do Ciebie dotrze, że każdy Twój post stąd poleci, bo nie widzę co sensownego do dyskusji może wnieść człowiek, który sam przyznaje:

      >>A propo zapytania o prace historyków które przeczytałem i czy wiem czym się trzeba zająć. Czytanie prac historyków to strata czasu.<<

      Czytanie Twoich postów to strata czasu, a oglądanie tych bredni to ból dla oczu. Dlatego będziesz stąd fruwał nasz sokole :D

      Usuń
    14. Anonimowy
      Jedne bajki obala, inne wymyśla.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blablabla. Lecisz stąd za pierniczenie nie na temat.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No drzwiami wypchnięte, oknem wlezie. Won mi stąd z tymi kłamstwami.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. >>myślałem że usuwa się wulgaryzmy i osobiste ataki<<

      Ależ skąd, tu się usuwa również bezsensowną beblaninę, w stylu twoich elaboratów pozbawionych choćby cienia argumentu. Dlatego dołączasz do sokołów i też lecisz stąd :D

      Usuń
    5. Naprawdę jesteś niemiły, trochę się pośmiać chciałem, a ty prawie od razu usuwasz :(

      Usuń
  8. http://www.empik.com/kronika-prokosza-opracowanie-zbiorowe,p1132819636,ksiazka-p?gclid=CNbhw_KR-dACFarpcgodCG4Flw&gclsrc=aw.ds to jest przerażające....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem jest. Ale skoro Bellona zarobiła na poprzednich bredniach Pana Bieszka to dlaczego ma nie zarabiać dalej? W następnym rzucie otrzymamy Kronikę Kagnimira, Miorsza i inne odpady. Będzie głupio ale za to ładnie wydane i z obowiązkowym wprowadzeniem dla niewprawnego czytelnika autorstwa rzeczonego Bieszka. Taki teraz mamy klimat.

      Usuń
    2. Czego by nie powiedzieć, jakich by nie szukać usprawiedliwień - horroru ciąg dalszy.

      Usuń
    3. Tym razem mamy do czynienia z czymś grubszym - sprzedawanie ewidentnej fałszywki jako oryginał. Dla mnie to pospolite oszustwo.

      Usuń
    4. I pośrednio jest to dowód na to, jak nisko upadła Bellona.
      Ja od nich kupiłem dwie książki - jedna jest właśnie o historii Polski - "Początki Polski. Zagadki i tajemnice" Autor Andrzej Zieliński. Wydana pod patronatem pisma "Mówią Wielki".
      W świetle tego, jak zaprezentowała się Bellona wydając pozycje autorstwa Bieszka, nie wiem co mam sądzić o tej książce. A czy autor bloga ma swoją opinię o tejże pozycji pana Zielińskiego?

      Usuń
    5. Anonimowy Nawet nie wiedziałem, że ta fantastyka też została wydana przez Bellonę... Masz fragment recenzji, który wrzucił Marlon na forum historyków:

      Michał Bogacki (historyk wojskowości piastowskiej)
      Publicystyka historyczna czy fantastyka naukowa?

      A. Zieliński we wstępie swej pracy "zarzucił" współczesnej historiografii brak wglądu w źródła wytworzone poza granicami monarchii wczesnopiastowskiej. Zasugerował niewykorzystanie kronik Thietmara czy Kosmasa oraz "Powieści lat minionych". Pomimo tego zarzutu autor nie pokusił się o szczególnie częste wykorzystanie w swej publikacji tych wytworzonych w krajach ościennych. Opiera swoją "rekonstrukcję" przede wszystkim na tym materiale, którego niemal "wyłączne zastosowanie" wcześniej krytykował.

      Jednak uważnie wczytawszy się w poszczególne fragmenty "Początków Polski...", możemy rzeczywiście doszukać się informacji, których próżno byłoby szukać w znanych i wykorzystywanych od dziesięcioleci przez mediewistów zabytkach piśmiennictwa. Przykładem mogą być stwierdzenia, iż Mieszko miał trzy córki z małżeństwa z Geirą (?), córką króla Haralda Sinozębego (s. 34), a brat mieszkowy Czcibor, który do końca życia pozostawał (według autora) poganinem (?) był jarlem Kołobrzegu (s. 36). Skąd pochodzą te informacje? Czy ich źródłem są jakieś nieznane wcześniej, zabytki piśmiennictwa średniowiecznego, w których posiadaniu znalazł się A. Zieliński? A może po prostu wnioski te są wynikiem jego własnych analiz, opartych na jakimś niezrozumiałym dla nikogo (prócz autora) związku przyczynowo-skutkowym?

      Już na etapie doboru materiału źródłowego popełnił A. Zieliński błąd niewybaczalny. Mianowicie chodzi o rzekomą Kronikę Kagnimira, na którą autor powołuje się kilkukrotnie (np. s. 75, 119), a nawet zamieszcza jej fragment w aneksie (nr 4, s. 196). Sugeruje tym samym uznanie jej za pełnowartościowe źródło. Tymczasem owa "kronika" jest podróbką dokonaną przez Przybysława Dyamentowskiego w w. XVIII, czego dowiódł już Lelewel w poł. XIX w.

      Rzeczywiste nowatorstwo w odniesieniu do materiału źródłowego przydatnego dla badań nad początkami państwa polskiego, zaprezentowane przez autora recenzowanej pracy polega na zastosowaniu źródła kinematograficznego! Otóż jako kolejny dowód skandynawskiego rodowodu Piastów postrzega ekranizację powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego pod tytułem "Stara Baśń", gdzie Jerzy Hoffman zamiast Sasów ukazał Wikingów.

      W pracy A. Zielińskiego aż roi się od poważnych błędów faktograficznych. I tak dowiadujemy się, że: pierwszą wzmiankę o państwie polskim odnajdujemy u Ibrahima Ibn Jakuba, a nie u Widukinda (s. 27), Czcibor pobił Wichmana przy pomocy posiłków skandynawskich, a nie Mieszko z pomocą Czechów (s. 36), Bolesław III Rudy był królem a nie księciem Czech (s. 52), św. Wojciech był najbliższym kuzynem Bolesława Chrobrego (s. 53).

      Oczywiście takich błędnych informacji znajdziemy o wiele więcej. Stawia to bardzo negatywną cezurę autorowi odnośnie jego wiedzy pozaźródłowej. Jedyną niezaprzeczalną wartością tej publikacji jest zastosowany przez autora język narracji. Całość czyta się świetnie i co najgorsze styl jest niezwykle przekonujący. Dlaczego "co najgorsze"? Ponieważ to co zostało za pomocą tego stylu zaprezentowane nie tylko utrwala niektóre mity, ale wręcz tworzy nowe. W efekcie czytelnik otrzymuje świetnie opakowany fałszywy obraz początków państwa polskiego.

      Usuń
    6. Paweł, dzięki.
      Orzesz ty.... miałem pewne wątpliwości co do wartości książki....ale żeby aż tyle zarzutów się nazbierało...
      Książkę odłożyłem na półkę kilka tygodni po zakupieniu. Wtedy była to tylko kwestia braku zainteresowania lekturą, teraz wiem, że dobrze zrobiłem. Od teraz nigdy więcej nie wezmę książki którą dają w przecenie w Biedronce...

      Usuń
    7. Witam.
      Paweł, czy w związku z wydaniem kolejnej książki Bieszka, planujesz szóstą część cyklu "Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów"?

      Usuń
    8. Anonimowy
      Coś nowego Bieszka, to kronika rzekomego Prokosza z jego wstępem? Jeśli tak, to o tej kronice pisałem.
      http://seczytam.blogspot.com/2016/09/turbolechickie-zidiocenie-czyli-dojenie.html
      Jeśli coś innego, to jeszcze wieści o wydaniu do mnie nie dotarły :D

      Usuń
    9. Paweł
      Tak o kronice Prokosza mówię. Tylko że miałem na myśli bardziej potraktowanie wydania "Kroniki" z wstępem Bieszka jako okazji do napisania wspominanej już kilka razy przez ciebie notki o samym środowisku turbolechitów którą ponoć miałeś w planach, ale zaniechałeś tego ze względu na trudność w ogarnięciu zakresu poglądów członków tego środowiska. Może kiedyś przyjdzie czas i takowa notka pojawi się na twym blogu?

      Usuń
    10. Przejrzę to w księgarni i jak będzie coś ponad to co Bieszk dotąd spłodził, to może coś skrobnę.

      Usuń
    11. Ponoć Szydłowski ma coś wydawać. Oczywiście u Bellony. Chwalił się na Facebooku.

      Usuń
    12. Słyszałem, że niesławna Bellona po wydaniu ucznio-plagiatora Bieszka bierze się za miszcza Szydłowskiego...

      Usuń
    13. O tym jak nisko Bellona upadła to już nawet przykro rozmawiać, przez szacunek do tego czym było to wydawnictwo w przeszłości. No ale jak to mówią, co było a nie jest.....itd

      Usuń
  9. Cześć. Mam nadzieję że zobaczysz niniejszy komentarz. Odnośnie środowiska turbolechityzmu, można liczyć na jakiś mały rozbiór treści z bloga wspanialarzeczpospolita? Przeciwnie to bieszkow, Szydłowskich i białczyńskich jeszcze się nie spotkałem z krytyką akurat tego wariata który prowadzi owy blog a ilościowo głupoty tam zawarte są co najmniej dla wyżej wymienionych konkurencyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego blogera nie powinno się obśmiewać czy krytykować, bo to - moim zdaniem - ciężko chory człowiek, walczący ze wszystkim, łącznie z ortografią. To naprawdę nie jest temat dla mnie, lecz dla lekarza odpowiedniej specjalności.

      Usuń
    2. A w porządku, w porządku. ;) Dzięki bardzo za odpowiedź. :)

      Usuń
    3. Jak blog wspanialarzeczpospolita ma się w porównaniu do wandaluzji i vramów? Gdzie spośród tych trzech lecą największe raki?

      Usuń
    4. Zdecydowanie wspanialarzeczpospolita. Pozostałe dwa są "przeintelektualizowane".

      Usuń
    5. Że wandaluzja jest dla normalnego turbosa przeintelektualizowana to już było wiadome. Osobiście wątpię czy sam Juliusz Prawdzic-Tell orientuje się jeszcze co on tam już nawypisywał. Ale czy może mi ktoś powiedzieć co konkretnie jest przeintelektualizowane u vramów?

      Usuń
    6. Ano często się tam używa języków obcych, a też (o zgrozo!) bywają obszerne cytaty w języku watykańskiego okupanta.

      Usuń
    7. Ale ten od Wandaluzji chyba sam nie traktuje swoich wypocin poważnie. Odnoszę wrażenie, że to jakiś jajcarz jest...

      Usuń
    8. Paweł M. niestety nie:
      http://www.historycy.org/index.php?showtopic=726&view=findpost&p=59784
      Post użytkownika zig wyjaśnia wszystko. Facet wierzy w to wszystko co pisze na Wandaluzji. Podejrzewany jest o ciężką chorobę umysłową.

      Usuń
    9. Zgadza się. A Wandaluzja to tylko część jego odjazdów.

      Usuń
    10. To aż się boję zapytać, jakie są inne części jego odjazdów

      Usuń
    11. Może dasz radę. Jeśli tylko chcesz, to proszę:
      http://www.forum.wandaluzja.com/viewtopic.php?t=5&postdays=0&postorder=asc&start=2430
      http://antimedia.pl/zaskakujace-powiazanie-miedzy-donaldem-trumpem-a-nikola-tesla/ (komentarz)
      https://marucha.wordpress.com/2015/08/07/w-uszkujnik-paradoksy-historii-tajna-historia-rosji-europy-i-swiata/ (komentarze)
      https://marucha.wordpress.com/2013/08/20/wolne-tematy-33-2013/ (komentarze)

      Usuń
  10. Imperium Chrobrego to bujda, jednak prawdą jest, że Rzymianie toczyli wiele bojów ze Słowianami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacy Rzymianie z jakimi Słowianami? Rzym upadł w 476 n.e., a Słowianie pojawiają się na kartach historii w VI-VII wieku n.e., czyli w najlepszym razie jakieś 130- 150 lat po upadku Rzymu. To tak jakby powiedzieć, że Napoleon zostawiał odesłany na Elbę przez Hitlera, po przegranej przez Francję kampanii 1940 roku.

      Usuń
    2. Rzym upadł w 1453 roku n.e. Jak zauważyłeś Słowianie pojawili się w VI-VII wieku i zaczęli ekspansję na Bałkany, które w znacznej części były kontrolowane przez Rzymian. Przykładem jest bitwa pod Adrianopolem w 551 roku n.e, gdzie wojska rzymskie zostały rozbite przez Słowian. Przez wiele następnych lat Słowianie byli cierniem u boku Cesarstwa.

      Usuń
    3. Anonimowy]
      Odróżniaj Rzym od Bizancjum. Co prawda Cesarstwo Bizantyjskie było spadkobiercą Rzymu, ale to nawet etnos był inny - w Rzymie romański, a w Bizancjum grecki.

      Usuń
    4. @Pawel.M.
      Wybacz, ale nie zgadzam się z Tobą. Termin "Bizancjum" powstał dopiero w 2 połowie XVI wieku, zapewne, aby nie mylono Świętego Cesarstwa Rzymskiego (uznawanego na Zachodzie za prawdziwe Cesarstwo Rzymskie) z Cesarstwem Wschodniorzymskim. Wcześniej w tym samym celu używano terminu "cesarstwo Greków" ze względu na to, że dominował w nim język grecki. Jednakże język grecki obowiązywał na wschodnich terenach Cesarstwa praktycznie od zawsze (nawet przed podziałem), co nie przeszkadzało greckojęzycznym mieszkańcom Imperium Romanum nazywać siebie Rzymianami aż do podboju tureckiego w 1453 roku. Co ciekawe Arabowie nazywali "Bizancjum" Ar Rum ("Rzym"). Różnice kulturowe owszem były, ale zarówno Rzymianie łacińscy, jak i greccy pozostali Rzymianami do końca. Kończąc moją wypowiedź uważam, że termin "Cesarstwo Rzymskie" jest bardziej poprawny (a przynajmniej równy) od terminu "Bizancjum" i używanie go w odniesieniu do średniowiecznego Cesarstwa Wschodniorzymskiego nie jest błędem.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Można oczywiście przyjmować punkt widzenia, że Rzym nie upadł w 476, a tylko została oderwana jego zachodnia część, taki punkt widzenia byłby zresztą zgodny z wielowiekową doktryną cesarzy bizantyjskich, jednak w naszym nauczaniu historii przyjęło się traktować Rzym jako Zachodnią Część Imperium, a Bizancjum jako Wschodnią. Przy takim podejściu twierdzenie, że Rzym trwał do 1453 można potraktować jako dialektykę. ;)

      Usuń
    6. To nazwij to Konstantynopolem, Cesarstwem Wschodniorzymskim - jak chcesz. W każdym razie w stosunku do Rzymu była to zupełnie nowa jakość, z przeważającym innym etnosem, z inną organizacją państwa, z inną perspektywą geopolityczną.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    8. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że będziesz sokołem i polecisz. Gospodarz bloga nie toleruje beblaniny a już straszną alergię ma na pospolitych chamów.

      Usuń
    9. No i pożegnaliśmy kolejnego chamowatego nieuka.

      Usuń
    10. Jakby coś nie jestem autorem postu z 28 marca, moje posty są z dni 12 i 13 marca. Piszę to, aby nie być na blogu omyłkowo źle postrzeganym.

      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Być może między VI a IX w byli jacyś nieznani książęta na terenie Polski ale do tej pory nie ma na to dowodów archeologicznych. Możliwe zatem że jest w tej książce odrobina prawdy ale tylko odrobina. 95 % tekstu to bujda jak choćby to że 4 tys lat temu istnieli na terenie Polski władcy imperium.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dyskusja na tym blogu, to strata czasu, wypowiada się tu (oprócz przypadkowych naiwniaków) wraz z autorem kilka osób obecnych prawie w tym samym składzie na kilku stronach "antylechickich" i trollujących na wszelkich stronach "lechickich". W sumie należałoby upublicznić wasze pseudonimy trollów internetowych. Ciekawe, czy wam za to płacą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płacą, oczywiście w szeklach. A tak coś na temat niePolak, bo Lechita i Sarmata, potrafi wykrztusić?

      Usuń
    2. Ja tam wolę wypłatę w reptiliańskich kredytach galaktycznych. To waluta pewniejsza, z przyszłością.

      Usuń
    3. Sattivasa, czy ja wiem... Wczoraj wpadł do mojego sąsiada na piwo jeden z rycerzy Jedi a ja przez ścianę słyszałem jak mówił, że w Republice Galaktycznej z RKG są takie same problemy jak z frankiem u nas.

      Usuń
    4. Z całym szacunkiem - Jedi to dobre chłopaki są, ale o bankowości wiedzą tyle, ile Bieszk o historii.

      Usuń
    5. Ten Jedi był pijany, mógł mówić różne rzeczy...

      Usuń