piątek, 11 listopada 2016

Październik – raport z biblioteczki i bloga

Zdecydowanie widoczne jesienne spowolnienie zakupowe. Książek przybyło tylko dziesięć, ale do tego trzy komiksy; po czym jeden ubył. Ale – jak pisał Gall Anonim – po cóż koło wyprzedza wóz :D Po kolei.

Książki Feliksa Palmy gdzieś tam mi właziły pod oczy w księgarniach, ale jakoś – z dotąd nieustalonych przyczyn :D – uznałem to za lekturę młodzieżową. Do tego wydawca, znany mi tylko z przeciętnych książek Bernarda Werbera.

Toteż początkowo trylogia Hiszpana w ogóle mnie nie zainteresowała. Aż gdzieś, w bezkresach internetu, przeczytałem bardzo pozytywną, wręcz entuzjastyczną recenzję, a przekaz recenzenta nasunął mi skojarzenia z Krawędzią czasu Piskorskiego, która bardzo mi do gustu przypadła.

Zacząłem polowanie na książki Palmy, ale z pewną dozą ostrożności – najpierw chciałem kupić część pierwszą trylogii, czyli Mapę czasu, najlepiej za cenę znacznie poniżej okładkowej, i przetestować. Co prawda w Matrasie Palma leżał przeceniony, ale tom drugi i trzeci.

Dopiero na początku października w księgarni na terenie poznańskiej discopolowej dyskoteki... tfu, centrum handlowego (tego, którego nieznaczącą częścią są dworce PKP i PKS) trafiłem Mapę czasu. Tak jeszcze o centrum handlowym – polecam oglądanie w nocy, te migoczące na przemian fioletowe i pomarańczowe światełka, cudo, ku..., po prostu cudo. Dziękujemy panu, panie Grobelny.

Teraz sobie wyobraźcie to cudo (z aneksami pt. Dworzec PKP i Dworzec PKS) migoczące w nocy... Czy ta makabryła nie powinna być nazwana: Imienia Ryszarda Grobelnego? (foto: Wikipedia)

Wracając do Feliksa Palmy. Przeczytałem już Mapę czasu, opinia się napisze, ale tajna nie jest, skoro, jak widać, kupiłem dwa kolejne tomy trylogii.


Przybyło też coś z Maga (trudno, żeby nie przybyło, skoro to najlepsze obecnie wydawnictwo zajmujące się fantastyką).
Niedawno kupiłem pierwszy tom cyklu Milesa Camerona i było to na tyle dobre, że zachęciło mnie do nabycia drugiego. Nie wiem czy to był mądry pomysł, bo recenzenci piszą, że Okrutny miecz jest znacznie słabszy od Czerwonego rycerza. Poczytamy, zobaczymy.

Elantris to kolejna odsłona serialu pt. wymieniamy Sandersona na twarde okładki. Ale tak uczciwie – o ile ilustracje do cyklu Mistborn są do przetrawienia o tyle do Elanris jest po prostu paskudna. To samo zresztą można rzec o okładce Rozjemcy (wcześniej znanego jako Siewca wojny – mają rozrzut, co? To jakby z Folwarku zwierzęcego zrobić Hodowcę :D ).

Nigdziebądź dotąd nie miałem i nie czytałem. Co jest o tyle dziwne, że Neila Gaimana lubię, a Amerykańskich bogów nawet bardzo lubię. Nowe wydanie Maga to okazja do uzupełnienia. Biblioteczki, nie kolekcji, bo Nigdziebądź ma inny format, niż „moje” wydania Amerykańskich bogów czy Chłopaków Anansiego. Co do okładek nowego wydania Gaimana, to ani mnie zachwycają, ani odrzucają. Ot, przeciętne.


I trochę fantastyki polskiej. Szydę i Salik kupiłem w taniej księgarni. Po Szydzie nie wiem czego się spodziewać. Gildię hordów z kolei czytałem – kiedyś od kogoś pożyczyłem – nawet z przyjemnością. Szkoda, że kolejne części trylogii są dostępne tylko w ebookach.

Sezon burz, to prezent od wydawcy. Nie, nie do recenzji. Pisałem wcześniej o pewnym zamieszaniu z tą książką, wysłałem pytania do wydawcy i w odpowiedzi dostałem m.in. prośbę o adres. Miły prezent, zwłaszcza, że tego tomu Wiedźmina nie miałem. Teraz się poczułem zobowiązany do uzupełnienia cyklu, bo brakuje mi jeszcze Miecz przeznaczenia – skutki pożyczania książek.

Tylko mam dylemat, bo większość cyklu mam w wydaniu najstarszym – „białym”, Sezon burz dostałem w „czerwonym”. Ale Miecz przeznaczenia „czerwony” wyszedł w 2010 roku, a w 2014 pojawiło się wydanie „czarne” z adnotacją: Wydanie nowe, poprawione. Nie wiem na czym polegają te poprawki i dlaczego dopiero w bodajże ósmym wydaniu się pojawiają... Czy mają jakieś znaczenie?


Komiks nieudolnie kontynuujący cykl Kajko i Kokosz wyjątkowo nie przypadł mi do gustu i jak szybko kupiłem, przeczytałem, tak też szybko się pozbyłem. Ale ta lektura miała też pozytywny (chyba :D ) wpływ, bo podczas wizyt w księgarniach zaczynam znowu kierować się ku półkom z komiksami.

W Empiku zobaczyłem dość gruby komiks Marvela – Nieskończoność. Spodobał mi się opis, okładka – środek nie, bo zafoliowane. Ale cena osłabiła – 69,99 zł. O nie, tyle za komiks i to w miękkiej oprawie na pewno nie dam. Po powrocie do domu wszedłem na stronę księgarni internetowej niePrzeczytane.pl. I tam ten sam komiks za 42,69 zł. To jest różnica.

A za tę różnicę kupiłem jeszcze jeden komiks. Początkowo miałem wziąć Thanos powstaje, bo to prolog do Nieskończoności. Ale nie jest niezbędny do zrozumienia fabuły, a ma dość słabe recenzje. Więc zamiast tego kupiłem znacznie lepiej ocenianego Thora Gromowładnego: Bogobójca. I znowu: cena w Empiku 39,99 zł, w niePrzeczytane.pl – 24,37. Czyli w niePrzeczytane.pl za dwa komiksy zapłaciłem mniej (67,06) niż w Empiku kosztuje sama Nieskończoność.


niePrzeczytane.pl mogę tylko zachwalać i polecać – i nie płacą mi za to :D Nie chodzi tylko o najniższe ceny książek i umiarkowane koszty dostawy (płaciłem 4,99 zł za te dwa komiksy i wymienione wyżej trzy książki Maga). Ważny jest jeszcze czas (po dwóch dniach miałem przesyłkę) i – dla mnie to chyba najważniejsze – książki niezniszczone, dobrze zapakowane, a w tym punkcie miałem zastrzeżenia do Arosa/Bonito i Taniaksiazka.pl.

Na koniec coś z historii, a właściwie są to badania interdyscyplinarne. Opis wydawcy:

Prezentowana książka jest przekrojowym spojrzeniem na metodologię badań historycznych, ze szczególnym uwzględnieniem wykorzystania metod antropologicznych w badaniach historycznych (zwłaszcza epoki średniowiecza). Autor zwraca uwagę, że zbytnie przywiązanie do XX-wiecznej teorii rytuału może spowodować niewłaściwe odczytanie (interpretację) źródła średniowiecznego, czyli często też intencji jego autora. Uzasadnia tę tezę poprzez analizę cztery wybranych tekstów źródłowych, a także pokazując podstawy formacji intelektualnej kształtującej współczesnych historyków. Postuluje swego rodzaju powrót do źródeł jako nośnika wiedzy historycznej i wykorzystywanie z dużą ostrożnością teorii i modeli naukowych, w tym tych antropologicznych.


Teraz o blogu

Znowu spory ruch – jednak turbolechici są niezawodni :D Tak pokazują statystyki:
Tradycyjnie bardzo dużo wejść z facebooka i wykopu. Z tego co widzę, sporo też z twittera, ale nie mam tam konta, więc nawet nie wiem kto i w jakim kontekście wrzucił linka. Było też wielu gości z forum historycy.org, ale w tym przypadku chyba raczej odwiedzali notkę z moimi wrażeniami z lektury pracy Klaudii Dróżdż.

Na koniec października tak wyglądała pierwsza dziesiątka notek pod względem ilości odwiedzin:

Widmak, Zaklinac, The Witcher (1) – o okładkach książek wiedźmińskich na świecie
Polegli na polu chwały – o autorach fantasy, którzy (niesłusznie) zostali zignorowani przez polskiego czytelnika

Czyli do pierwszej dziesiątki przebiły się dwie notki z października (a zaraz na miejscu jedenastym jest kolejna, wyzwanie poświęcone klasyce). I jak widać, nie ma w tym zestawie opinii o konkretnej pozycji fantastycznej. Dopiero trzynasta jest notka o opowiadaniach Dino Buzzatiego (co wciąż wywołuje moje zdumienie, bo to autor wśród miłośników fantastyki mało popularny), siedemnasty jest Anthony Ryan, Pieśń krwi, zaraz za nim Krzysztof Piskorski, Czterdzieści i cztery, Sheri S. Tepper, Trawa i Stephenie Meyer, Zmierzch.

16 komentarzy:

  1. Miły gest ze strony SuperNowej :) Co do nowych wydań Sandersona, jakoś mi nie przeszkadzają, natomiast boli mnie trochę, że moi wszyscy zdobyci dotąd "Gaimanowie" są każdy z innej bajki. Boli to trochę oczy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo, ale nie będę wymieniał twardych okładek na inne twarde, tym bardziej że ilustracje ze wcześniejszego wydania bardziej mi się podobają.

      Usuń
  2. Ja ostatnio nawet zastanawiałam się poważnie nad przerzuceniem się z Arosa na niePrzeczytane, ale tym razem jeszcze zostałam przy Arosie. Na niePrzeczytane mieli książkę, którą chciałam tylko w miękkiej oprawie, a mi zależało na twardej. Ale następnym razem pewnie się skuszę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aros czy Bonito (bo to jedna firma) tak inteligentnie pakują książki, że kiedyś udało im się na cztery przesłane, trzy uszkodzić. Żeby było śmieszniej, wszystkie były w twardych oprawach, więc musieli się postarać :D

      Usuń
  3. Też kupuje na nieprzeczytane.pl. Większosz ksiazek maja taniej niz w Bonito i duzo lepiej pakuja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, to pierwsza księgarnia internetowa, która na razie nic mi nie uszkodziła. Inna rzecz, że przy takich cenach, jakie mają, stacjonarnym księgarniom chyba można marsz pogrzebowy zagrać, bo to już ostatki :D No chyba że nasz Sejm uchwali ustawę o "stałej" cenie książki, czyli zakaz sprzedaży poniżej ceny okładkowej przez jakiś czas od wydania (chyba była propozycja, żeby stała cena obowiązywała przez 1,5 roku).

      Usuń
  4. Od ponad dwóch lat korzystam głównie z księgarni internetowej świata książki. Nie dość, że bardzo często mają bardzo korzystne promocje, to dodatkowym plusem jest 20% rabatu (z kartą stałego klienta) na nieprzecenione książki (tzw. jeśli nie mają już przyznanego rabatu w wpisanego w pomarańczowe kółko) oraz możliwość darmowego odbioru z księgarni. Dodatkowo przy zakupie powyżej 99zł dostawa kurierem darmowa (mi książkoholikowi często zdarzała się przekraczać podany limit), a co do pakowania, nigdy nie miałem zastrzerzeń i książki przychodziły nienaruszone. Chyba tylko raz otrzymałem naruszony egzemplarz trylogii ciągu Gibsona (nie posiadał warstwy połyskowej) i chociaż nie była to wada transportu tylko produkcyjna bez problemu po dwóch dniach otrzymałem kurierem (opłaconym przez sklep) nowy idealny egzemplarz (mimo tego, że zamawiałem jakieś pół roku temu i nakład książki był na wyczerpaniu, a w większości sklepów internetowych ten artefakt nie był już dostępny).

    Poza tym bardzo sobie chwalę obecność w moim rejonie, czyli Trójmieście dwóch outletów Świata Książki (z 4 na terenie kraju), gdzie mimo masy książek w mocno naruszonym stanie można wypatrzyć perełki będące w idealnej kondycji. Dzięki takim polowaniom zdobyłem Z mgły zrodzonego i Bohatera wieków w idealnym stanie za 35zł oraz 3 tomy cyklu barokowego Stephensona w bardzo dobrym stanie za ok 70zł.
    Mieszkańców Szczecina, Warszawy, Gdyni i Gdańska szczególnie zachęcam do odwiedzin w tych przybytkach (współczuje trochę mieszkańcom Poznania, bo tam ostatnio zlikwidowali outlet).

    Wracając do twoich nabytków to zgodzę się z tobą, że Elantris i Rozjemca mają paskudne okładki (szczególnie potęguje to wrażenie tło), ale już wcześniejsze okładki cyklu Mistborn uważałem nie przypadły mi do gustu. Co do Gaimana to okładki wszystkich trzech wznowień są powalające i cieszę się, że nie zakupiłem poprzednich "twardych" wersji (zresztą też pięknie wydanych). Dodatkowym plusem jest to,że Mity nordyckie też będą w tej stylistyce i prawdopodobnie zapowiedziane na przyszły rok Księga cmentarna oraz Chłopaki Anansiego, więc w końcu uzbieram sobie prawie wszystko Gaimana w świetnym, spójnym i najważniejsze twardym wydaniu.

    Ogólnie miałem problem z tym Cameronem, bo pierwszy tom całkowicie zignorowałem, a na kilku portalach np. na katedrze czy blogach natrafiłem na pochlebne recenzje. Teraz widzę też twoją pozytywną opinię na temat pierwszego tomu i musze poważnie pomyśleć czy nie zaryzykować kupna. Od razu pytam czy można liczyć na pełną recenzję pierwszego tomu cyklu czy wypada nastawiać się na opinię o drugim tomie z twojej strony (chyba,że wchodzi w grę wspólna recenzja obu części) ?
    Miło będzie przeczytać opinię, bo bardzo cenię twoje zdanie, a książki które polecasz często przypadają mi do gustu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Cameronie oczywiście napiszę.

      Okładki Mistborn nie są cudowne, ale lepsze od Rozjemcy i Elentris, właśnie choćby ze względu na tło. Zwróciłeś uwagę, że książki Sandersona mają grzbiety nie pasujące do siebie? Mistborn inne, Elantris inny.

      Usuń
    2. Tak zdecydowanie grzbiety do siebie nie pasują, ale chyba tylko w tej drugiej trylogii, a w pierwszej pierwszej trylogii są kompatybilne. Ogólnie zauważyłem to dopiero kilka dni temu oglądając boxa w Empiku, bo tej trylogii jeszcze nie czytałem i nie mam na stanie. Natomiast to, że Rozjemca i Elantris mają inne grzbiety mi nie przeszkadza, bo z tego co wiem nie są związane fabularnie i należą do różnych cykli. Bardziej rzuciła mi się w oczy różnica w wielkości czcionki na grzbietach co pewnie będzie rzutować na wygląd dzieł sandersona na półce.

      Usuń
    3. Z założenia do siebie nie pasują, bo mają pasować do siebie ze względu na serię (a tak po prawdzie, to świat w którym akcja się toczy).
      Elantris i Dusza Cesarza do siebie pasują, bo i w jednym świecie się dzieją.

      Ubolewać można tylko nad tym, że Archiwum Burzowego Światła odstaje od reszty Cosmere...

      Usuń
    4. Tym bardziej ciekawe jak zostanie rozwiązana kwestia Bezkresu Magii, gdzie jeśli się nie mylę (tu prosiłbym o potwierdzenie mojego przypuszczenia, bo nie siedzę za bardzo w klimatach sandersona) znajdą się opowiadania z różnych światów.

      Usuń
    5. Anonimowy, za stroną drogakrolow.pl, Bezkres Magii ma zawierać:

      Nadzieja Elantris – opowiadanie osadzone podczas wydarzeń kulminacyjnych Elantris.

      Jedenasty Metal – opowiada o szkoleniu Kelsiera jako Zrodzonego Z Mgły.

      Allomanta Jak i Czeluście Eltanii – kolejna z historii, które są umieszczane w gazetach, jakie mamy możliwość podziwiać w książkach z Drugiej Ery Scadrial (kwadrylogia Wax & Wayne).

      Cienie dla Ciszy w Lasach Piekła – opowiadanie osadzone na Threnody, pomniejszym Świecie Odprysku.

      Sixth of the Dusk – osadzone na First of the Sun, pomniejszym Świecie Odprysku.

      Z Mgły Zrodzony: Tajemna Historia.

      Dusza Cesarza – wydane już wcześniej osobno, historia osadzona na Sel, tym samym świecie co Elantris.

      Biały Piasek – fragment.

      Usuń
  5. "wcześniej znanego jako Siewca wojny – mają rozrzut, co? To jakby z Folwarku zwierzęcego zrobić Hodowcę :D"
    Widać, że ktoś tu nawet podstawowego researchu nie zrobił. To jest właśnie jakby z "Animal Farm" zrobili "Hodowcę", a w kolejnym wydaniu się ogarnęli, że jednak "Folwark zwierzęcy" jest lepszym tłumaczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >researchu<<

      Byłbym zobowiązany, gdybyś zechciał pisać po polsku, a nie śmieciowym łamańcem.

      Tak, wiem, że Rozjemca jest prawidłowym tłumaczeniem tytułu, ale to nie zmienia faktu, że na rynku polskim książka funkcjonowała dotychczas pod dokładnym przeciwieństwem tego, czyli jako Siewca wojny.

      Usuń
    2. Jak już się bawimy w wytykanie, to mówi się "mieć rozmach", a nie "mieć rozrzut".

      No i co z tego że funkcjonowała pod innym tytułem? Poprzednia wersja była taka, że zęby cierpły na samą myśl o niej. Poprawili na lepsze tłumaczenie i chwała im za to.
      Skoro niby rozeznałeś się w temacie wcześniej i wiedziałeś, jak sprawa z tłumaczeniem tytułu wygląda, to czemu ani słowem o tym w artykule nie wspomniałeś? Tanie szukanie sensacji?

      Usuń
    3. Nawet nie chce mi się tobie tłumaczyć co oznacza słowo "rozrzut" - poszukasz sobie w słowniku. Jesteś strasznie upierdliwy, więc pewnie będziesz tu kolejnym orłem, sokołem - czyli będziesz fruwał, poszukiwaczu drogich sensacji.

      Usuń