czwartek, 13 października 2016

Czasami seczytam klasykę – wyzwanie

Nie przepadam za wyzwaniami, bo znaczna część z nich poziomem pytań pasuje do gimbazy. Ale to – Clasic Book Tag – akurat jest fajne, pozwalające poznać blogera, a blogerowi popisać o książkach (a to przecież lubimy najbardziej). Czyli dziękuję Izabeli Łęckiej-Wokulskiej, prowadzącej bloga Literackie Zamieszanie za nominację. Tak, wiem, obiecałem, że zrobię to do środy. Ale, jak już pisałem, ostatnio jestem mniej „czasowy”. Mam nadzieję, że obsuwa zostanie mi wybaczona.
Zdjęcie obok, to fragment mojej biblioteczki, jak sądzę, częściowo oddający moje zainteresowania :D

Pytanka po kolei:

1. Popularna klasyka, która Ci się nie spodobała.


Podobno człowiek przez całe życie czyta to, czym nasiąkł w dzieciństwie. Pierwszą książką, którą przeczytałem samodzielnie, jako pięcio czy sześciolatek, był zbiór wierszyków dla dzieci Danuty Wawiłow. Do dziś pamiętam fragmenty. Był też Tuwim, Brzechwa. I jakoś nie nasiąkłem poezją. Do tego stopnia nie trawię „wierszowania”, że dzieła Homera czytałem tylko w przekładzie prozatorskim Jana Parandowskiego. Dla mnie poezja to przerost formy nad treścią.

A najbardziej nie trawię romantyzmu – nie dość, że wierszowane, to jeszcze „posrane” – te cierpienia na własne życzenia (teraz ja se rymłem, a co) :D Jest to okres, który nie podchodzi mi nie tylko literacko, nie przepadam też za reumatycznym malarstwem czy architekturą.
Odpowiadając zatem na pytanie: nie podoba mi się Mickiewicz, Słowacki i s-ka „po całości”.

2. O którym okresie historycznym lubisz czytać najbardziej.


A to zależy co.

A) Beletrystyka historyczna – teraz głównie starożytność. Kiedyś w jednym z komentarzy wymieniałem ulubione powieści historyczne i na sześć (Umberto Eco, Imię róży; Robert Graves, Ja, Klaudiusz oraz Klaudiusz i Messalina; Mika Waltari, Egipcjanin Sinuhe; Zofia Kossak, Krzyżowcy; +powieść prehistoryczna J.-H. Rosny, Walka o ogień) – akcja trzech toczy się w starożytności.
Druga połowa wymienionych to prehistoria i średniowiecze. Dodałbym tu jeszcze ze dwie pozycje z wczesnej nowożytności (trylogia Sienkiewicza i Złota wolność Kossakowej). Wychodzi na to, że nie przepadam za powieściami, których akcja toczy się później niż w XVII wieku.
Ale nie do końca tak jest. Bo gdybym miał zrobić zestaw ulubionych książek „w ogóle”, to znalazłyby się trzy z akcją umieszczoną w XIX – początkach XX wieku (Prus, Lalka; Reymont, Chłopi; Hašek, Przygody dobrego wojaka Szwejka). Tyle że te powieści traktuję raczej jako obyczajowe, niż historyczne.

B) Pozycje popularnonaukowe. Przede wszystkim sięgam głównie po popularyzację w wykonaniu naukowców, amatorszczyzna – z niewielkimi wyjątkami – mnie nie interesuje.
Jeśli chodzi o okresy, to także będzie do XVII wieku włącznie. Ale tym razem na pierwszym planie nie jest starożytność, w ogóle nie będzie to historia, tylko inna nauka o przeszłości – paleoantropologia, czyli ewolucja, pochodzenie człowieka. Teraz przerwa na reklamę: świetne książki tego typu wydaje Prószyński i S-ka.


Większość z nich świetnie napisana, niektóre czyta się wręcz jak kryminały – bo ten dział nauki akurat umiejętności, a nieraz i metod detektywa wymaga. Żałować jedynie należy, że tak mało dobrych książek poświęconych tej tematyce się ukazuje, a do tego w Polsce zazwyczaj z poślizgiem czasowym. Jest to o tyle istotne, że w paleoantropologii wciąż dochodzą nowe, niesamowite odkrycia. Jak choćby bliski nam czasowo, a bardzo od nas różny Homo floresiensis, którego szczątki znaleziono w 2003 roku (a na „oficjalne” zaprezentowanie też trzeba czasu) czy denisowianie (opisani w 2010), których znamy z zaledwie dwóch niewielkich kosteczek, ale za to mamy wszyscy pozostałość po nich w naszych genach.


C) Pozycje naukowe – tu oczywiście przede wszystkim wczesne średniowiecze w Polsce (do XIII wieku włącznie). Interesują mnie też procesy „państwotwórcze” w innych rejonach naszego kręgu kulturowego (we wspomnianym okresie obejmował Słowian, Skandynawów, Węgrów, Bałtów).

D) Historia regionalna – interesują mnie dzieje mojego Heimatu, czyli Pyrlandii i Wielkopolski. Te terminy tylko częściowo są „zgodne” – są ziemie, które będąc Pyrlandią nie są Wielkopolską (np. Inowrocław) i vice versa (np. Konin, Kalisz). Są jeszcze ziemie, które ongiś były Wielkopolską, a dziś nie są – np. Gorzów Wielkopolski, powstały na ziemiach oderwanych przez Brandenburgię w XIII wieku – najpierw była to Wielkopolska, potem Nowa Marchia, a teraz ziemia lubuska (która z historyczną krainą o tej nazwie ma niewiele wspólnego).

3. Ulubiona baśń.


Tu chyba nie będę oryginalny, bo postawię na Andersena, do którego jeszcze teraz czasem wracam. W dzieciństwie największe wrażenie robiły na mnie: Opowieść o dziewczynce, która podeptała chleb, Opowieść z diun oraz Dziewica Lodów (nie mylić z Królową Śniegu!) – tak wiem, dziewica lodów brzmi trochę dwuznacznie :D Dziś wolę baśnie nieco innego rodzaju, np. Pięć ziarenek grochu albo Dzielny ołowiany żołnierz. Lubię Andersena, choć uważam, że musiał mieć nakichane w głowie, żeby takie sadystyczne wizje serwować dzieciom. Dla mnie to ewidentnie literatura dla dorosłych.
Tak z przeszłości, to w podstawówce udało mi się dorwać nieocenzurowaną wersję Opowieści tysiąca i jednej nocy (piękne, dziewięciotomowe wydanie z naukowym wstępem znanego orientalisty T. Lewickiego). To raczej też nie dla dzieci, choć z innych powodów :D

4. Klasyka, której nieznajomości wstydzisz się najbardziej.


Nie ma, jestem bezwstydny :D

5. Pięć klasycznych powieści, które zamierzasz przeczytać w najbliższym czasie.


Jak widać, Rachatłukum (czyli Tureckie owoce) cieszy się
sporą popularnością. Niestety, nie u nas
Najpierw pytanie: co to jest klasyka? Homer na pewno, ale czy wymienieni niżej przeze mnie też?
Nie wiem czy w najbliższym czasie, ale w ogóle mam zamiar zapoznać się z twórczością Johna Fowlesa – przede wszystkim Mag, może też Larwa oraz Roberta Nye – na pewno Merlin, jak mi podejdzie to potem Faust. I mam apetyt na kolejne książki Mo Yan, bo Obfite piersi, pełne biodra przypadły mi do gustu.
Ubolewam, że polscy wydawcy olewają Jana Wolkersa – po świetnym Rachatłukum (jedyne polskie wydanie 1990 rok) na pewno sięgnąłbym po kolejne jego książki, ale z pewnością nie po holendersku :D Inna rzecz, że u nas tytuł przetłumaczono dziwacznie, bo oryginalny to Turks fruit. Właśnie pod tym tytułem Holendrzy wypuścili w 1973 roku film, ale to chyba nie ekranizacja, lecz tylko „coś” inspirowane Rachatłukum.

Gilgamesz to był gość - cztery lwy
dusił przed śniadaniem na lepsze trawienie.
Od jego potomków roi się w literaturze i filmie:
od Heraklesa, przez Lancelota, Conana i Lucka
Skywalkera, po Czerwonego Rycerza

6. Ulubiona współczesna powieść bazująca na klasyce.


W literaturze wciąż „międlone” są te same motywy. I nic dziwnego, bo wciąż jesteśmy tym samym gatunkiem. Dlatego nie będę pisał o pozycjach, które np. po raz enty opracowują motyw walki ze smokiem czy innym potworem (patrz Lucius Shepard, Dino Buzzati) – a można rzec, że wszystkie bazują na sumeryjskim Eposie o Gilgameszu – walce z potwornym Humbabą, czyli korzeniach literatury w ogóle.

Z pozycji jednoznacznie nawiązujących do klasyki literatury postawiłbym chyba na Gregory Maguire, Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu.

7. Ulubiona ekranizacja filmowa/serialowa.


Film nie jest jakoś bardzo istotny w moim życiu, co oczywiście nie oznacza, że w ogóle nie oglądam. Czasem sepacze
Postawię chyba na serial Jonathan Strange & Mr Norrell.

8. Najgorsza adaptacja klasyki.


Znowu nie będę oryginalny – film Wiedźmin. Serial też był beznadziejny, ale film sporządzono – z tego co pamiętam – z serialu metodą nożyczek. Przez to serial jest tylko wybitnie słaby, a film na dodatek chyba niezrozumiały dla osób nie znających prozy Sapkowskiego.
Najlepszym komentarzem do tego „dzieła” będą słowa samego pisarza z eseju Piróg:
Zapachniało grodziszczem, wsią-ulicówką i puszczańskim wyrębem, powiało, jak mawiają przyjaciele-Moskale  lietom, cwietom i  izwinitie  gawnom.

9. Ulubiona szata graficzna, którą chcesz mieć w kolekcji.


Nie ma takiej. Oczywiście – jeśli chodzi o fantastykę – najlepsze okładki zdobią serie wydawnictwa Mag: Uczta wyobraźni i Artefakty. Ale i do nich mam pewne zastrzeżenia. UW są bardzo delikatne jak na twarde oprawy, wręcz chyba miękkie byłyby solidniejsze. W Artefaktach nie wszystkie ilustracje okładkowe przypadły mi do gustu.

10. Mało znana klasyka, którą chcesz polecić.


Wspomniałem już o Jana Wolkersa, Rachatłukum i opowiadaniach Dino Buzzatiego. Kiedyś popularne były, dziś chyba odchodzące w niepamięć książki, które bardzo lubię: Jerome D, Salinger, Buszujący w zbożu oraz Irwin Shaw, Pogoda dla bogaczy – tu także niezły serial. Z klasyki polskiej, powieści Józefa Mortona.

A nominuję... Nikogo, chętni mogą nominować się sami :D Tylko jak się nominujesz, to wklej tu linka.

EDYCJA:
Albo kurde, se zmienię zdanie i nominuję (co nie znosi prawa do samonominacji) :D Konkretnie:
Kaśkę z Kącika z książką.
Piotra z Fanboj i życie.
Koczowniczkę z Koczowniczka o książkach.
Sylwię z Finkla czyta.

15 komentarzy:

  1. O rany! Jestem w szoku. Dziękuję za nominację. :-)
    I co dalej mam z tym robić? Dodam, że niektóre pytania mnie rozwalają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >>I co dalej mam z tym robić?<<

      A bo ja wiem... Możesz np. trwać w stanie rozwalenia :D

      Usuń
  2. Moja mama opowiadała mi, że urodziłam się tuż po odcinku serialu 'Pogoda dla bogaczy'. :) Wawiłow też nie lubiłam, a 'Wiedźmin' był beznadizejny. Sinuhe - piękna książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie pisząc to nabrałem chęci na powtórkę Pogody dla boagczy, a tu masz - książki nie ma. Przypomniało mi się, że ktoś to pożyczył kilka lat temu i nie oddał. Wrrrr, przestaję pożyczać książki :D

      Usuń
  3. Dziękuję za zaproszenie i nominację. Chętnie wzięłabym w nim udział, ale już pisałam o tym tagu kilka miesięcy temu, a odpowiedzi zmieniłyby się tylko kosmetycznie, ponieważ planowane wówczas "Dziwne losy Jane Eyre" mam już za sobą ;)
    http://www.kacikzksiazka.pl/2015/11/classics-book-tag-czyli-spowiadam-sie.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałem. Sprawdziłem Twoje polecanki i z pewnym zaskoczeniem widzę, że Księżna de Clèves jest wciąż wznawiana. To chyba naprawdę musi się nadawać do czytania :D

      Usuń
    2. Ja ją akurat wysłuchałam jako audiobooka :D

      Usuń
    3. Nie umiem słuchać książek - wszystko, mnie rozprasza. A szkoda, bo to fajna opcja do jazdy samochodem.

      Usuń
    4. Też tak kiedyś miałam, ale przekonałam się do audiobooków i słucham ich regularnie od około dwóch lat. PRzy czym potrafię ich słuchać tylko gdy robię coś niewymagającego skupienia, czyli wszelkiej maści porządki, gotowanie, prasowanie, itd. Przynajmniej nie mam wtedy poczucia, że tracę czas na takie trywialne rzeczy :P Podczas jazdy samochodem próbowałam, ale nie mogę się wtedy w ogóle skupić na fabule.

      Usuń
    5. Próbowałem się przekonać, właśnie podczas tak zajmujących intelektualnie czynności jak mycie naczyń czy podłóg. Najpierw "Człowiek z Wysokiego Zamku" Dicka, potem "Banita" Komudy. Jakoś nie mogłem się na tym skupić. Tylko że ja nie oglądam telewizji, nie słucham radia i prawie nie słucham muzyki. Widocznie ten rodzaj przekazu do mnie nie trafia.

      Usuń
    6. Tu też wiele zależy od rodzaju książki, na własnym przykładzie przetestowałam, że najlepiej słucha mi się kryminałów i thrillerów.
      PS. Moje oglądanie TV ogranicza się głównie do kanału MiniMini z Młodą, a radia słucham tylko w samochodzie, więc nie wiem, czy to się bardzo liczy i ma znaczenie :P

      Usuń
    7. Jeśli już włączę radio w aucie, co zdarza się od wielkiego dzwonu, to słucham Radia Maryja :D (bo jedyne gdzie mówią, a nie śpiewają) - bliżej dużych miast mam jeszcze TokFM.

      Usuń
  4. No dobra, rękawica podjęta. Teraz tu leży: http://finklaczyta.blogspot.com/2016/10/wyzwanie-klasyka.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Fanboj też już się wyrobił:
    https://fanbojizycie.wordpress.com/2016/10/18/czasami-se-czytam-klasyke-wyzwanie/

    OdpowiedzUsuń