wtorek, 25 kwietnia 2017

Styczeń-marzec – raport z biblioteczki

Muszę się wreszcie za to zabrać, żeby nie robić raportu półrocznego.

Niewielka aktywność na blogu w pierwszym kwartale roku miała też swoje odzwierciedlenie w biblioteczce. Czternaście książek, czyli średnio 4,66 na miesiąc, to posucha, jakiej od dawna nie pamiętam. Nieco statystykę poprawiają komiksy – przybyło siedem. Do tego jeszcze w marcu zamówiłem pięć książek i komiks z Maga, ale przyszło dopiero w kwietniu, więc wpada do kolejnego raportu.

Na początek polska fantastyka. Z Anną Brzezińską jest mi nie po drodze. Doceniam jej talent, nie powiem, że jej książki to chłam, ale jakoś do mnie nie trafia. Dlaczego? Kiedyś – prawie 10 lat temu – pisałem o tym na Katedrze.nast:

Co drugie zdanie porównanie, każdy rzeczownik opatrzony przymiotnikiem (jak piasek to czysty, jak sól to biała itp.). Do tego autorka nie potrafi pisać prostych zdań, 90 procent to wielokrotnie złożone. Mam wrażenie, że ważniejsza dla niej jest zabawa słowem, niż to, co chce przekazać.

Dlatego w długiej formie Brzezińska jest dla mnie niestrawna. Natomiast lubię niektóre jej opowiadania. Nie na tyle, żeby kupić za 40 zł, ale 16.99 mogę zainwestować. Książka wyszła w Fantastycznej Kolekcji „Światy Równoległe”, wydawanej przez Wydawnictwo Literackie i Ringier Axel Springer. To jedyna pozycja z tej kolekcji, której nabyciem byłem zainteresowany. Pozostałe albo mam, albo zakup się nie kalkuluje. Byłbym może zainteresowany Lodem Dukaja, ale w kolekcji puścili to w trzech tomach, czyli za jedyne 51 zł – w zintegrowanych okładkach, za którymi nie przepadam. Dzisiejsza cena Lodu – w twardej oprawie – w Empiku to 35,94 zł. Z Dukajem mam ten sam problem, co z Brzezińską – cenię, ale nie lubię :D Więc z Lodem czaję się już z dziesięć lat – to kobyła, kupować 1054 strony i nie przeczytać?

Marka Huberatha z kolei bardzo lubię (Miasta pod Skałą to dla mnie kanon fantasy), ale Vatran Auraio miał różne, w tym bardzo zniechęcające recenzje. Więc też czaiłem się, czaiłem, aż Matras przecenił to na bodajże 9,90 zł.

No i jeszcze ta nieszczęsna taśma produkcyjna model Gołkowski 4R. Pisałem już o Komorniku – nyndza, wielka nyndza... Kolejna nauczka, żeby produkty Fabryki Słów omijać i to szerokim łukiem. A przynamniej twory autorów wypromowanych przez tego wydawcę, bo już „starych” wyjadaczy (Piekara, Grzędowicz, Kossakowska, Kołodziejczak) niekoniecznie.


Tak na marginesie, skoro już do Kołodziejczaka doszedłem – facet uraczył nas w 2014 roku jedną trzecią powieści, twierdził, że kolejną jedną trzecią dostaniemy w 2015. I co? I jajco. Wydawca z kolei obiecywał, że wyjdzie to w 2017 roku, ale w tegorocznych zapowiedziach Białej Reduty, t. 2 nie widzę. To jakieś robienie sobie jaj z czytelnika. A teraz pochwalę się, jaki bystry jestem – przewidziałem, że tak będzie i Białej Reduty nie kupiłem. Kupię od razu trzy tomy, jak już wszystkie będą dostępne (czyli pewnie w okolicach 2025 roku).

Mimo zapowiedzi, nie pożegnałem się jeszcze z Nekroskopem. Niby tom 7 jest już niedostępny, ale Grzegorz Ciepły z wydawnictwa Vis a Vis Etiuda wygrzebał mi ze zwrotów (wielkie dzięki).


Wciąż mam nadzieję, że dobre fantasy piszą nie tylko Słowianie i Anglosasi, więc co jakiś czas kupuję coś z innego kręgu kulturowego. Zazwyczaj, niestety, kończy się rozczarowaniem (o np. tu). Trylogia (w Polsce wydana w dwóch tomach) Liliany Bodoc miała dość słabe recenzje, więc we „właściwym” czasie odpuściłem sobie zakup. Ale teraz znalazłem na Allegro oba tomy, nowe, za 16 zł sztuka.

Sanderson to kontynuacja zbieractwa. Szkoda, że Mag do twardych okładek daje takie obrzydliwe, oklepane ilustracje.




Rzadko kupuję kryminały i rzadko kupuję książki, o których „wszyscy” mówią. Bo często jest to słabizna, której popularności nie pojmuję. Wyjątkiem był Harry Potter. Ale już np. Zmierzch to toksyczny odpad, a Kod da Vinci wyjątkowa nędza (Pięćdziesiąt twarzy Greya nie miałem w ręku i nie zamierzam mieć).

Toteż popularność trylogii Stiega Larssona nie zrobiła na mnie jakiegoś wrażenia. Zacząłem się łamać, kiedy zachwalać to zaczęli ludzie, których gust czytelniczy sobie cenię. A kiedy zobaczyłem to ładne (twarda oprawa) wydanie, zmiękłem. Już przeczytałem. Na listę zakupową wjechały kolejne tomy trylogii – to chyba wystarczająca opinia.



Już kiedyś pisałem, że lubię książki popularnonaukowe z paleoantropologii. Neandertalczyk Svante Pääbo okazał się czymś innym, niż się spodziewałem – mniej tu o samym neandertalczyku, więcej o historii badań nad genomem, a do tego dostajemy jeszcze nieco ekshibicjonistyczne opowieści o prywatnym życiu autora.

Richard Wrangham podjął kolejną próbę wyjaśnienia, jak to się stało, że Homo jest sapiens. Czy udaną? Bo ja wiem – chyba sukces naszego gatunku ma więcej przyczyn, niż tylko opanowanie ognia i używanie go do przygotowywania potraw. Ale czyta się nienajgorzej.

Biografia Zbigniewa, brata Bolesława Krzywoustego, jest rozczarowująca. Norbert Delestowicz (autor niezłej biografii Bolesława Szczodrego) chyba trochę nie miał pomysłu na tę książkę. Zastanawiam się też, kto wymyślił takie okładki do cyklu biografii w Wydawnictwie Poznańskim – od patrzenia na to oczy bolą.


O komiksach z kolekcji Superbohaterowie Marvela już pisałem – najpierw o Spider Manie, potem o kolejnych czterech, więc tylko odnotowuję, że w pierwszym kwartale 2017 przybyły:



Po latach bezkomiksowych, nadrabiam zaległości. Oczywiście korzystam z porad recenzentów. I dzięki nim kupiłem tom 1 cyklu Saga – space opera z elementami fantasy (albo kosmiczne fantasy?).

Pięciotomowa seria Fire and Stone osadzona jest w świecie znanym z filmów Prometeusz, Obcy i... Predator. Tytuły kolejnych tomów: Prometeusz, Aliens, Aliens vs. Predator, Predator i Prometeusz Omega.

I znowu niech za opinię wystarczy, że obie serie komiksowe mam zamiar kupić w całości.

Raportu z bloga nie będzie, bo przez te trzy miesiące nawet nie za bardzo śledziłem, co się dzieje w statystykach.

14 komentarzy:

  1. Czepiasz się tych okładek Maga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, czepiam się, bo są paskudne.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Panem Pawłem - wszystkie Sandersony są ohydne, oprócz pierwszej trylogii "Z mgły zrodzonego", z czego szczególnie "Elantris" i "Rozjemca" są prawdziwymi potworkami. Jednak rozumiem to, że jego książki celują głównie w młodzieżowego odbiorcę, a ten lubuje się głównie w kolorowych, oczojebnych, najlepiej zakapturzonych z mieczem w dłoni człowieczków i dodatkowo (nowy obrzydliwy trend) barwionymi brzegami kartek.

      Wychodzę jednak z założenia: tandetne okładkowo Sandersony/Bardugo/Hearny się sprzedają = wpływa kasa na niszowe, świetne jakościowo UW, Artefakty, Stephensony czy gorzej się sprzedającą od powyżej trójki, choć lepszą Hobb (ostatnia grafika potworek rzadko spotykany, poprzednie ujdą).

      Usuń
  2. Ja sobie z tej kolekcji fantastyki jednotomowego Dukaja pokupowałam i opowiadania Brzezińskiej o Babuni Jagódce (sytuacja w sumie podobna jak u Ciebie. W sumie żałuję, że w kolekcji jeszcze "Ani słowa prawdy" Piekary nie wyszło, bo też bym nabyła).

    Vatran Auraio mam, też kiedyś w jakiejś promocji kupiłam. Miasto pod skałą bym chciała, ale zanim się zorientowałam, że bym chciała, to to fajne wydanie w twardej oprawie już dawno rozebrali. Acz do samego Huberatha mam stosunek ambiwalentny.

    Akurat okładki Sandersona mi się podobają, przynajmniej z reguły (akurat ta z "Bezkresu magii" jest chyba najsłabsza, ale tą z "Duszy cesarza" bardzo lubię). Nowa Hobb za to kompletnie od czapy (albinos wygląda jak przekopiowany ze słabo renderowanej gry), ale przynajmniej Gaiman bardzo ładny (zabawy liternictwem to jednak pewien przejaw kreatywności na rynku. Lubię zabawy liternictwem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babunię Jagódkę i Arivalda mam w starych wydaniach – babunię z Runy, Arivalda z Prószyńskiego („Arivald z Wybrzeża” – brakuje chyba 3 opowiadań w porównaniu z kolejnym wydaniem pt. „Ani słowa prawdy”).

      „Miast pod Skałą” nie mam, czytałem pożyczone. To w twardej oprawie czasem się pojawia na Allegro, ale to było to drugie – z miastem na okładce. A mnie podoba się okładka pierwszego – z biesami. Taka trochę naiwna, nawiązująca i do sztuki średniowiecza, i do sztuki ludowej. Gdyby ktoś to wznowił właśnie z okładką z wydania 1 w twardej oprawie, bierę od ręki :D Ale nie wiem czy to w ogóle zostanie wznowione, bo to zależy jaką umowę miał Huberath z Wydawnictwem Literackim – chyba się z nimi pożarł i poszedł do Fabryki Słów (pewnie dlatego go nie ma w Fantastycznej Kolekcji „Światy Równoległe”). Pamiętam, że autorzy publikujący w SuperNowej mieli tak skonstruowane umowy, że po zmianie wydawców nie mogli wznawiać starych książek (np. Białołęcka od nowa napisała tom 1 Kronik Drugiego Kręgu dla Runy).

      A o okładkach Maga może coś skrobnę w odrębnej notce.

      Usuń
    2. Tak te praktyki Supernowej zdecydowanie nie wyglądały na przyzwoite i pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że mogły doprowadzić do obecnej sytuacji, czyli powolnego dogaszania z wznowieniami co jakiś czas Sapkowskiego jako swojego rodzaju remedium na dalszą egzystencję. Pomyśleć, że swego czasu mieli taką pakę w swojej stajni: Dukaja, Białołcką, Brzezińską, Huberatha czy Sapkowskiego.

      Ostatnio właśnie odświeżałem sobie "Naznaczonych błękitem" i przypomiałem sobie, że każde opowiadanie ma nieznacznie zmieniony tytuł (np. Tkanie iluzji zamiast Tkacza iluzji w wydaniu SN) i przynajmniej minimalne zmiany w treści (właśnie w przywoływanym Tkaniu/Tkaczu). Pamiętam, że swego czasu Brzezińska mocno krytykowała te praktyki SN i sama musiała wydać zmienioną wersję (choć słusznie sama też nie była zadowolona z pierwotnej wersji i chciała ją zmienić, więc wyszło na dobre) 1 tomu sagi, a drugi tom (Żmijową harfę) wydała z tego co pamiętam niezmieniony w treści pod tym samym tytułem czyli się pewnie jakoś z Supernową dogadała.

      Ciekawi mnie natomiast jak to wyglądało z Dukajem. Wydawnictwo Literackie dość szybko przejęło autora do siebie i bez większej burzy wznowiło jego książki ("Extensę", "Xavrasa", "Czarne oceany" czy "W kraju niewiernych"). Zdaje mi się, że pewnie wyłożyli niemałą sumkę by przejąć te "dukajowe kąski" na wyłączność od Supernowej.

      Usuń
  3. Brzezińskiej nie miałam okazji czytać, ale mnie lekko dobiłeś, bo zachwalano mi bardzo Babunię Jagódkę i miałam ją w planach.
    Komornika czytałam i mnie się akurat podobał, o czym zresztą wiesz :P Bezkres magii również, dawno nie czytałam tak wyrównanego na plus poziomu zbioru opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Jagódki - kiedy czytałem opowiadania pojedynczo, bardzo mi się podobały, ale znacznie gorzej było, kiedy spróbowałem wciągnąć cały zbiór "na raz". Mnie proza Brzezińskiej w większej ilości męczy. Być może właśnie tak powinienem ją czytać - powoli, po max kilkadziesiąt stron dziennie.

      Bezkresu magii jeszcze nie czytałem. Na Sandersona muszę znaleźć czas - chciałbym sobie odświeżyć Elantris czy Z Mgły Zrodzony Era Pierwsza, a dopiero potem zabrać się za Erę Drugą i opowiadania. Innymi słowy, powinienem dostać urlop czytelniczy w pracy :D

      Usuń
    2. A to moze nie będzie tak źle.
      Ja mam z Sandersonem problem z ABŚ, teraz ma się ukazać trzeci tom, a ja już prawie nie pamiętam dwóch poprzednich. Za duże przerwy w wydawaniu :/

      Usuń
    3. Żeby nie było - nie odradzam Brzezińskiej! To nie są obiektywnie biorąc słabe książki. Mnie po prostu jakoś z nią nie po drodze, a Ty możesz mieć zupełnie inne odczucia.

      Usuń
    4. Odradzenie Brzezińskiej byłoby bluźnierstwem.

      Jak dla mnie Dama Polskiej Fantastyki może zostać ustawiona wyłącznie na poziomie Kresa i Sapkowskiego, a cała reszta autorów, mogłaby tylko podpatrywać i liczyć na dorównaniu poziomem.

      Zgodzę się jednak, że książki Brzezińskiej nie są przeznaczone do pochłaniania na szybko i należy się nimi delektować. Zarówno "Saga o zbóju Twardokęsku", opowiadania o Babuni Jagódce czy na końcu "Wody głębokie jak niebo" to literatura bez przesadnego gnania na łeb na szyję jak w większości fantasy, bez zbędnych fajerwerków, ale za to bardzo emocjonalna i napisana świetnym językiem (w tym aspekcie mało kto może dorównać Brzezińskiej).

      Gdyby ktoś chciał rozpocząć przygodę z pisarką to polecam właśnie "Wody głębokie jak niebo" czyli pięknie napisane opowiadania w świecie nawiązującym klimatem do renesansowych Włoch. Czytając ten zbiorek nasuwają się skojarzenia do "Ziemiomorza" Le Guin (Brzezińską śmiało można ochrzcić polską LG) oraz "Tigany" Gavriela Kaya. Książkę można dostać za ok. 15 zł na Allegro, często w zadbanym i nienaruszonym stanie.

      Słabo popularność autorki wynika pewnie tylko z jednego wydania flagowej sagi pióra autorki bardzo ciężkiej obecnie do dostania i mam cichą nadzieję, że WL po tym jak przygarnęło Brzezińską do "Światów Równoległych" wznowi może w dukajowym formacie ten cykl, bo zdecydowanie warto.

      Na koniec jeszcze małe ostrzeżenie - sagi nie należy zaczynać od niedopracowanego pierwszego tomu od Supernowej "Zbójeckiego gościńca", a od runowych "Plew na wietrze", bo można się zniechęcić do autorki i odpuścić sagę w związku z nieporównywalną różnicą jakościową obu wersji.

      Usuń
  4. Co znaczy to 4R jak nazwałeś Gołkowskiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4 Rocznie - od ilości książek produkowanych przez tę taśmę.

      Usuń