Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 13 października 2019

Dlaczego turbolechita Kosiński nie jest żabą? (1)

Tomasz Józef Kosiński w pełnej krasie (screen z YouTube, z filmiku reklamującego jego bzdury)

Już wyjaśniam: bo żaba kuma. Niestety, Kosiński nie kuma. Takie uwarunkowania intelektualne... I dlatego też, kierując się zasadą Stefana Kisielewskiego (polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby), początkowo machnąłem ręką na te kosińskie – pożal się Boże – polemiki. Ale widzę, że są coraz szerzej kolportowane, więc zabiorę głos – nie dla Kosińskiego, bo on i tak nic z tego nie zrozumie.

Rzeczony Kosiński popełnił aż trzy „polemiki”. Charakteryzuje je to, co i całą twórczość tegoż pana, czyli:
1. Problem ze zrozumieniem słowa pisanego. I na to niestety, nie ma rady – braki edukacyjne i intelektualne są chyba nie do wyeliminowania.
2. Zerowa znajomość warsztatu historyka, której nie udało się zastąpić zdrowym rozsądkiem – bo „zdrowy rozsądek Kosińskiego” to oksymoron.
3. Manipulacje.
4. Pospolite kłamstwa.
5. To oczywiście obficie okraszone prymitywnymi bluzgami (Kosa, bluzgać też trzeba umieć, trochę finezji!).

To jedziemy po kolei, najpierw sprawy techniczne:
Seczytam po prostu usuwa komentarze swoich oponentów i ich konta na swoim blogu.
Oczywiście, że usuwam idiotyczne komentarze. Więc, nie, mój blog nie słynie, jak napisałeś „ze swobodnych wypowiedzi”. Wylatują bluzgi i posty obrażające inteligencję szympansa. A twoje, Kosa, niestety obrażają. Ty, człowieku, nie masz nic sensownego do powiedzenia o historii, bo najzwyczajniej cię to przerasta (a jak przerasta – to niżej).

Natomiast nie wiem jak sobie wyobrażasz usuwanie przeze mnie kont – zdaje ci się, że jestem właścicielem Blogspota, czy co? Szanowny matołku, nie mam nawet możliwości usunięcia konta, a na dodatek można u mnie komentować anonimowo. Więc co najmniej dwa razy przez ciebie powtórzone, że zostałeś tu zablokowany, to najzwyczajniej kłamstwo.

I jeszcze jedno – Kosiński na swoim blogu w ogóle wyłączył możliwość komentowania, a na fanpage banuje nielechickomyślnych. Kosa, skup się, będzie trudne słowo: hipokryzja.

A teraz do meritum – zobaczmy z jakim tytanem intelektu mamy do czynienia.

Idole z Prillwitz

Nasz bellonowy pisarczyk twierdzi, że idole z Prillwitz nie mogą być falśzerstwem, bo:
nikt się na nim nie dorobił finansowo, a przecież, jak w przypadku wszelkich mistyfikacji z zasady trzeba znaleźć potencjalne korzyści
Naprawdę – Kosiński nigdy nie słyszał o fałszowaniu z megalomanii, czy to osobistej, czy regionalnej, czy narodowej. Nie wie też, że stulecia XVII-XIX to okres, kiedy takowe fałszerstwa były powszechne.

I co najzabawniejsze: Sponholz na tych idolach zarobił – sprzedawał je w trzech rzutach (za każdym razem twierdząc, że to komplet/wszystkie figurki).

Drugi kosiński argument za rzekomą autentycznością owych idoli:
to Niemcom zależało na propagowaniu słowiańskich run, a nie Polakom czy Słowianom.
No właśnie – Niemcom. Kurcze, a wszak wy – turboszury twierdzicie, że Niemcy zakłamują słowiańską przeszłość... Ale zdaję sobie sprawę, że logika nie jest waszą mocną stroną.

Dalej Kosiński „udowadnia”, że idole z Prillwitz są autentyczne, bo pisało o nich szereg autorów – celowo napisałem „autorów”, a nie naukowców, bo dla Kosińskiego jest bez różnicy czy pisał wybitny profesor czy amator-oszołom. I tak, wg Kosy, idole są autentyczne, bo pisali o nich Gruszka (amator-regionalista z Kępna), Kossakowski i sam Kosiński. Aaa, i jeszcze grono podobnych im oszołomów z Rosji.

Misiek, ponieważ nie odnosisz się w ogóle merytorycznie, to po kolei co przeczy autentyczności owych idoli:

1. Brak analogii – nie ma innych takich zabytków z terenów słowiańskich. Takie przedmioty zawsze są podejrzane co do autentyczności, bo niby dlaczego w danej kulturze tylko jeden jedyny raz miałoby się pojawić coś tak istotnego?

2. Zeznania współpracowników Sponholza – nie tylko zeznali, że Sponholz sam produkował (fałszował) owe figurki, ale jeszcze dokładnie opisali jak to robił i kto mu pomagał!

3. Sponholz był łapany na kłamstwach, np. twierdził, że idole były w ukryte w dwóch spiżowych kotłach, które potem przetopiono na dzwon w Neubrandenburgu – okazało się, że w tym czasie żaden dzwon nie był tam odlewany. Trzykrotnie sprzedając idole za każdym razem twierdził, że to całość zbioru – potem okazywało się, że nie całość, że jednak ma kolejne na sprzedaż niby pochodzące z tego samego znaleziska.

4. Napisy na figurkach wskazują niby na ich pochodzenie ze świątyni słowiańskich Luciców w Retrze. A Prillwitz leży na dawnych terenach nie Luciców, lecz Obodrzyców, dodatkowo, Retra upadła w XII wieku, a gród w Prillwitz powstał w wieku XIII. Zatem na pewno Prillwitz to nie Retra!

5. Idole zostały podfałszowane tak, żeby wyglądało, że przeszły jakiś pożar (pewnie spalenie świątyni w Retrze). Tylko gdyby przeszły prawdziwy pożar, to by się stopiły, zwłaszcza te z ołowiu.

6. Napisy na idolach nie tylko są bełkotliwe, ale też są mikstem słowiańsko-niemiecko-bałtyjsko-łacińskim. Niby dlaczego słowiański twórca miałby zapisywać słowiańskie nazwy po niemiecku? Albo dlaczego miałby zastępować słowiańskie słowa – pruskimi? Tak, dlaczego słowiański twórca miałby słowiańskiego boga nazwać po prusku i zapisać ortograficznie po niemiecku? Że przypomnę, mamy na idolach np. napis „Perkunas en Romau” – dlaczego tu jest pruski czy litewski Perkun, a nie słowiański Perun? I dlaczego ów Perkun pochodzi z miejscowości, której nazwa zapisana jest po niemiecku (nie Romowe, lecz Romau – miejscowość w pruskiej Nadrowii)?

7. Na figurkach z Prillwitz (rzekomo z X-XII w.) powielony jest błąd pisarza Jana Łasickiego z XVI wieku, skopiowany później przez Christopha Hartknocha w pracy z 1684 r.

8. Figurki mają motywy, które u Słowian nie miały prawa wystąpić, np. bóstwo z głową lwa.

I to są misiek argumenty, a nie twój bezmyślny pseudopsychologiczno-emocjonalny bełkot.

A teraz o rozumieniu tekstu pisanego przez rzeczonego Kosińskiego. Otóż stawia mi – w dość bełkotliwym wywodzie – taki zarzut: że napisałem, iż idole z Prillwitz zostały sfałszowane na podstawie opisującego je dzieła Andreasa Gottlieba Mascha. Gdybym tak napisał, to byłby rzeczywiście idiotyzm. Tyle że napisałem coś nieco innego. Otóż jak wspomniałem, Sponholz sprzedał trzy partie owych figurek. Kolejność wydarzeń (w punkcikach, żeby Kosiński ogarnął):

1. Sponholz produkuje pierwszą partię figurek na podstawie dzieła Clüvera o runach germańskich.
2. Sponholz sprzedaje tę partię idoli.
3. Masch wydaje pracę m.in. o owych idolach.
4. Sponholz produkuje kolejne idole posługując się m.in. ową książką Mascha.

Jeśli dalej Kosiński nie rozumiesz, to ja już przystępniej nie umiem.
Zostawmy idole. Kolejne – jeszcze zabawniejsze zarzuty Kosy.

Koronacja cesarska Chrobrego


Oczywiście tradycyjnie Kosiński pominął (znowu nie zrozumiał?) główne argumenty. Odniósł się tylko do jednego – że koronację cesarską przeprowadzał albo papież w Rzymie, albo patriarcha w Konstantynopolu. I popatrzcie co ten orzeł napisał:
w tamtych latach to cesarz decydował o koronie, a nie papież, którego mógł jedynie delegować do wysłania korony jakiemuś nominowanemu przez cesarza władcy. Wśród historyków krążę zresztą spekulacje, że pierwszy król Węgier Stefan otrzymał koronę przeznaczoną dla Mieszka I, który zmarł pod koniec 999 roku. Czyli to nie sam papież koronował Stefana, a jedynie wysłał mu koronę, która czekała w Rzymie na Mieszka. O walce o dominację między papieżem a cesarzem można przeczytać tomy. Jeśli cesarz samodzielnie zakłada jakiemuś władcy koronę na głowę, to w tamtych latach oznaczało koronację, której nie musi potwierdzać papież.
Wybaczcie, że może odpiszę nie na temat, bo nie do końca rozumiem o co Kosińskiemu chodzi w tej polemice – zdaje się, że nie odróżnia godności króla od godności cesarza.

1. Kosa, nie masz zielonego pojęcia o doktrynach politycznych średniowiecza. Zacznij może chłopie edukację od prostej książki (choć dla ciebie może być zbyt trudna) Jana Baszkiewicza Myśl polityczna wieków średnich. Otóż wyobraź sobie niedouczony matołku, że w średniowieczu koronami dysponowali tak papież, jak i cesarz. I jeden, i drugi mógł udzielić zgody na koronację.

2. Koronację na cesarza Zachodu przeprowadzał papież w Rzymie, a na cesarza Wschodu patriarcha w Konstantynopolu. A tak, króla można było koronować w Gnieźnie (Polski) czy Pradze (Czech). I nie musiał tego robić papież – wystarczył arcybiskup.

3. Nie, cesarz sam nie przeprowadzał koronacji. Jeśli cesarz nałożył władcy na głowę koronę, to i tak potrzebne było dopełnienie koronacji przez arcybiskupa – wystarczy poczytać źródła o koronacji pierwszego króla czeskiego Wratysława II. Oczywiście przy koronacji znaczenie mają jeszcze pewne niuanse – których Kosa i tak nie pojmie – jak choćby to, że Czechy były lennem niemieckim, a Polska krajem trybutarnym papiestwa. Więc koroną czeską władca Niemiec mógł dysponować samodzielnie, polską niekoniecznie.

4. Przekazanie Stefanowi korony Mieszka I to mit stworzony w XIII wieku przez autora Kroniki węgiersko-polskiej.

5. Jak wiemy z szeregu źródeł z epoki, Mieszko zmarł 25 maja 992 roku. Rok 999 to data tendencyjnie podana przez XII-wiecznego czeskiego kronikarza Kosmasa. Dlaczego Kosmas akurat ten rok podał? Rzecz prosta: Mieszko I gdzieś między 978 a 981 rokiem odebrał Czechom Kraków. W tym czasie Czechami rządził Bolesław Pobożny, którego Kosmas kreuje na władcę idealnego. Dlatego porażki tego władcy przepisuje jego następcom. I z tego powodu napisał o zajęciu Krakowa przez Mieszka dopiero pod 999 rokiem – po śmierci Bolesława Pobożnego.
To jest misiek to czego wy – turboszury nie ogarniacie: nie umiecie ocenić wartości danego źródła, do tego materiał źródłowy znacie wyrywkowo, więc nie możecie porównać informacji z różnych źródeł. Łyknęliście kit piszącego 120 lat później Kosmasa, bo nie znacie czterech wcześniejszych źródeł podających datę śmierci Mieszka.

Dalej swój wywód o rzekomej cesarskiej godności Chrobrego Kosiński uzasadnia tak:
Cóż, niech P. Miłosz przekonująco odpowie tylko na jedno pytanie: Dlaczego w latach 1001 -1014 nie było cesarza?
Nie było w tych latach, podobnie jak i w wielu innych (np. słynny Fryderyk Barbarossa koronował się po trzech latach rządów, równie słynny Karol V dopiero po jedenastu latach, a taki Filip Szwabski, chociaż panował dziesięć lat – nigdy się nie koronował). Skąd ta zwłoka w koronacjach? Powód jest nader prozaiczny – bo władca Niemiec z jakiegoś powodu nie wybrał się do Rzymu.

A dlaczego Henryk został koronowany dopiero w 1014 roku, akurat świetnie wiemy (znaczy, Kosiński nie wie). Otóż po śmierci Ottona III we Włoszech doszło do buntu – tamtejsi możni na króla wybrali niejakiego Arduina z Ivrei. Henryk co prawda w 1004 roku wyprawił się do Włoch, ale nie udało mu się dotrzeć do Rzymu. Kolejną wyprawę zorganizował dopiero w 1014 roku i wtedy rozbił wojska Arduina w dwóch bitwach (w dolinie Shgana i nad Brentą) – to umożliwiło mu koronację cesarską.

Trzeba też pamiętać, że Henryk nie bardzo mógł opuszczać Niemcy, bo nie tylko przez wiele lat wojował z Chrobrym (wg niektórych historyków Chrobry nawet zawarł sojusz z Arduinem z Ivrei), ale też na zachodzie przez kilka lat trwała napięta atmosfera (problemy po śmierci Ottona ks. Dolnej Lotaryngii w 1006 roku, konflikt z grafami luksemburskimi).

Na dziś tyle, ale będzie cz. 2.

Moje notki o turbolechitach (vel osłoszczękowcach):





Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

12 komentarzy:

  1. Witam. Miałem przyjemność poznać Tomka Kosińskiego i mimo że mam do niego sentyment to muszę powiedzieć, że o historii nie ma zielonego pojęcia. Z tego co wiem nie kończył żadnych szkół w tym kierunku. Zdaje się że ma wykształcenie związane z leśnictwem. Przyznam że jego wypowiedzi "historycznych" nie brałem nigdy na poważnie, gdyż w tej dziedzinie jest zwykłym dyletantem (ukończyłem historię więc podstawy przedmiotu posiadam). A jego grafomanię spokojnie nalży zostawić samej sobie bo jest nic nie warta. Polemika z tymi wypocinami dodaje jej tylko wartości na którą kompletnie nie zasługuje. I tyle szkoda pisać więcej. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kilku stronach można znaleźć informację, że Kosiński jest po politologii (budowlańcy i politologowie - chyba najliczniejsze grupy, z których rekrutują się turbowscy bardowie). Przed wyjazdem na Filipiny Kosa prowadził agencję reklamową.

      Usuń
    2. Ciekawe spostrzeżenie z tymi budowlańcami, nie wiedziałam, że jest taka prawidłowość. Ale to by się zgadzało z moimi obserwacjami. Pan, który kładł mi płytki, próbował mnie przekonać, że w VI wieku mieliśmy już sprawnie działające państwo polskie (!), ale nie uczymy się o tym w szkołach, bo "im" zależy, żeby prawda nie wyszła na jaw. Oczywiście nie dowiedziałam się, kim są "oni", ani czy istnieją jakiekolwiek dowody na poparcie jego słów - nie chciałam wchodzić w dyskusję.

      Usuń
    3. Vespera
      Tadeusz Miller, wczesny turbolechita (lata 90.) był architektem. Stanisław Kabaciński - mało znany, ale bardzo odleciany turbosek - jest architektem. Czesio Białczyński niby nie budowlaniec, ale niedaleko - technik geodeta. Szydłowski - sam twierdzi, że jest budowlańcem.

      Usuń
  2. O, przyznam, że nie spodziewałem się, że będzie polemika z Kosińskim. Najbardziej mnie rozbawiło, że u siebie wyłączył komentarze, co już o czymś świadczy :P. Ale pisz dalej, ubawiłem się, a zawsze dobrze, jak takie bzdury spotkają się z kontrą

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow :O Kiedy pytałam o ciąg dalszy postów o lechitach, nie spodziewałam się, że dojdzie do ostrej kłótni. Z ciekawości, gdzie Kosiński tak Ci nawrzucał? Na YT?
    Ale post przeczytałam z ciekawością ;) Ciekawe było to o domniemanym sojuszu Bolusia z Arduinem i o idolach z Prillwitz.
    Chętnie poczytam ciąg dalszy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nasz gospodarz już o idolach dość obszernie pisał. Do znalezienia w całym cyklu turbolechickim

      Usuń
    2. Ooo, ta notka musiała mi umknąć, dzięki :D

      Usuń
  5. Kosiński już odpowiedział. Ale w sumie, przypomniał mi w tym swoim tekście o jednej sprawie, o którą miałem zapytać odnośnie tego rzekomego słowiańskiego pisma. Nie mógłbyś rozwinąć sprawy tych kamieni mikorzyńskich? Wspominałeś o nich w notce na temat idoli z Prillwitz, ale jakiegoś szerszego opracowania chyba nie było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na szybko, bo nie bardzo mam teraz czas, ale też nie chcę, żeby bełkotliwo-infantylne wywody Kosy do kogoś się przebiły:

      Kamienie mikorzyńskie nie są analogią do idoli z Prillwitz, bo są kamieniami, a nie figurkami odlanymi z różnych metali.

      Usuń
    2. Nie no, ja to zrozumiałem, wiem, że chodziło Ci o podobne posążki. Ale chętnie poczytałbym jakieś krytyczne opracowanie o tych kamieniach również. Niekoniecznie teraz, kiedy tam znajdziesz czas i ochotę.

      Usuń