Łączna liczba wyświetleń

środa, 18 września 2019

Pięć lat blogowania. Dlaczego seczytam x 2

Razy dwa, bo po pierwsze – dlaczego w ogóle bloguję, po drugie – skąd nazwa. Zacznę od drugiego, bo to będzie prostsze i krótsze. Więc dlaczego seczytam – jak mi ongiś ktoś zwrócił uwagę, z „taką” (pewnie, że wieśniacką) nazwą bloga nie mam co startować do wydawców (a o startowaniu w kolejnej części).

Dawno, dawno temu, bardzo mnie rozbawiło słówko „se”. Był to czas, kiedy likwidowano szereg szkółek wiejskich. Wybrałem się wówczas, jako dziennikarz, na sesję rady jednej z gmin. Tam była bardzo trudna sytuacja dla dwójki radnych – okręg wyborczy składał się z dwóch wsi, w obu były szkoły a jedną trzeba było zlikwidować. Żeby było zabawniej, jeden z owej dwójki radnych był mieszkańcem jednej wsi, a pracownikiem szkoły w drugiej.

I teraz główkuj: jak zachować pracę, nie narazić się sąsiadom, wyborcom i znajomym z pracy. To wystąpienie pana radnego było dość dziwaczne. I chyba sam doszedł do podobnego wniosku po przeczytaniu mojej relacji z sesji. Ale, jak wiecie, najlepszą formą obrony jest atak, a w przypadku polityka (nawet gminnego) atak na „kłamiące” i „manipulujące” media. To przysłał mi pan nauczyciel list do redakcji. I zakończył go tak:
Kup Pan se dyktafon dobrej jakości. NARA!
List puściłem w gazecie i kulturalnie odpowiedziałem:
Na przyszłość będę se pamiętał, że mam se nagrywać sesje rady. Nara panie nauczycielu.
I jakoś tak mi się spodobało słówko „se”, że od tej pory nie dość, że sam używam, to jeszcze w połączeniu (seczytam, sepaczę). Właściwie to mogłem bloga zatytułować Osoba seczyta – bo „osoba” to drugie słówko, które mnie bawi (jak dzwonię do znajomych i odbiera pani, to pytam: Czy osoba męża osoby może podejść do telefonu?).

A teraz dlaczego w ogóle bloguję... Bo blogowałem w czasach, kiedy to jeszcze nie było popularne – być może dlatego, że to były czasy przedinternetowe :D Spędzałem kiedyś ferie zimowe u dziadków. I babcia co trzy dni miała obowiązek – iść z Pawłem do biblioteki, skąd Paweł przynosił stertę książek. Po jakimś tygodniu babcia pyta: „Czytasz tak szybko i tyle książek, pamiętasz coś z tego?”. No pewnie, że pamiętam. „A za rok będziesz pamiętał?”. Zonk – nie wiem. „A widzisz, a babcia to prowadzi taki zeszyt, gdzie wpisuje autora, tytuł przeczytanej książki i kilka zdań o niej. I potem babcia wie, co czytała”. Więc jak widzicie, to moja babcia wynalazła blogi :D I wtedy też taki zeszyt zacząłem prowadzić. Po paru latach przestałem, a potem gdzieś te zeszyty poginęły.

Minęło lat sporo i zacząłem się łapać, że z wielu książek nic nie pamiętam. Ba, lepiej pamiętam książki z dzieciństwa – te, które wpisywałem do kajetu, niż przeczytane np. przed pięcioma laty. Bo jak musisz coś napisać, to musisz pomyśleć – co konkretnie jest takiego istotnego w danej książce. To potem zostaje w głowie na dłużej. I zacząłem prowadzić tego bloga właśnie po to, żeby coś zostawało w głowie. A było to równo pięć lat temu – 18 września 2014 roku (notka o książce: K. J. Parker, Składany nóż).

Czyli  bloguję nie po to, żeby coś na tym zyskać – robię to dla siebie (nie startuję do wydawców). Przez te pięć lat tylko raz wziąłem książkę do recenzji – na prośbę autora. Poza tym dostałem w prezencie jedną książkę od SuperNowej (Czas burz Sapkowskiego) i dwa egzemplarze komiksu Turbolechici od Karola KRL Kalinowskiego. Przyznam, że nieco nie ogarniam blogerów narzekających, że prowadzenie bloga to ciężka praca, wymagająca systematyczności itd. itp. Na blogu książkowym i tak się nie dorobisz, więc po co się spinać? Sam piszę wtedy, kiedy mam czas i chęć.

I piszę o tym, o czym akurat mam ochotę. Tu trochę początkowy pomysł – na bloga zastępującego babciny zeszyt – się rozmył. Bo miały być tylko krótkie wrażenia z lektury, a z czasem doszły najpierw filmy, potem tematy ogołoksiążkowe, historia, komiksy... Trochę mydło i powidło.

Oczywiście, choć piszę dla siebie, miło jest widzieć, że ktoś jeszcze to czyta. I tu nie kryję, że popularność bloga poszła w górę po publikacji pierwszej notki z cyklu turbolechickiego. Co ciekawe, te testy „punktują” cały czas. W każdym miesiącu kilka z nich pojawia się w zestawieniu dziesięciu najbardziej popularnych notek. Pierwsza z nich ma już około 40 000 odsłon. W ogóle czołówka, patrząc od początku istnienia bloga, zdominowana jest przez turbolechitów.

Dwanaście najpopularniejszych notek, wg ilości odsłon:

Jak widać, tylko jedna notka bez taga „turbolechici” tu się przebiła. Miałem trochę problem, żeby zrobić zestawienie najpopularniejszych notek bez tego taga – musiałem zrobić listę wszystkich notek, spisać ilość odsłon i ustawić po kolei. W każdym razie wniosek z tego jest taki, że notki historyczne przyciągają więcej czytelników. Do tego więcej osób czyta teksty „przekrojowe”, a mniej te o konkretnych książkach (dotyczy to i historii, i fantastyki).

Z notek historycznych, pierwsza piątka wygląda tak:

Z notek o pojedynczych książkach o średniowieczu, pierwsza dycha:

Z książek o XX wieku (o tym okresie rzadziej piszę, wiec tylko „piątka”):

Powieści historyczne:

Z tematów okołoksiążkowych (TOP 10):

Książki fantasy:

Książki SF – o fantastyce naukowej piszę rzadziej, więc tylko TOP 3:

Komiks, manga, film:

Różnica między notkami „przekrojowymi” a tymi o konkretnych książkach jest jeszcze taka, że te pierwsze są wciąż czytane. Z książkowymi bywa różnie, ale raczej się „starzeją”, choć są wyjątki. Należy do nich książka Paronia o Pieczyngach. Co ciekawe, zakładka „źródła ruchu sieciowego” pokazuje mi, że na notkę o Pieczyngach wchodzą „przypadkowi” czytelnicy – przez google, wyszukując np. „Aleksander Paroń” lub „Paroń Pieczyngowie”. Drugą pozycją wciąż często odwiedzaną, jest wypocina geografa Kowalskiego (chyba trafiają wyszukując w google „Anatolij Kljosow”).

Co do odbiorców, to oczywiście najwięcej wejść jest z Polski (76%). Po około 5% odwiedzających wchodzi z USA i Niemiec. Przy czym z Niemiec zapewne mieszkający tam Polacy, ale z USA nie tylko – niedawno miałem sporo wejść z tego kraju i wyszukałem, że ktoś podlinkował moje notki o okładkach Sapkowskiego przy okazji jakiejś tam dyskusji. Sporo wejść z USA było też po publikacji na jednej z anglojęzycznych stron artykułu o naszej sekcie Antrovis – moją notkę podlinkowano w bibliografii. Kolejne pod względem ilości odsłon są Rosja i Ukraina – podejrzewam, że Rosjan i Ukraińców przyciągają teksty turbolechickie. Dalej są kraje, w których jest spora Polonia (Wielka Brytania, Francja, Irlandia, Holandia, Norwegia).

Przez te lata zżyłem się z blogiem, ale także z blogami, które odwiedzam. Niestety, z dodanych parę lat temu do obserwowanych około stu, wciąż działa zaledwie kilkanaście. Niektóre od miesięcy czy lat nieaktualizowane, a niektóre w ogóle „wyleciały w powietrze”. Odnoszę wrażenie – nie wiem czy słuszne – że blogsfera książkowa się kurczy...


Na pięciolecie bloga rozwinąłem system oceniania - edycja najstarszej notki.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

46 komentarzy:

  1. Leci ten czas... Mojemu "Kącikowi" stuknie w tym roku już osiem lat. I też mam wrażenie, że książkowa blogosfera się kurczy, z tych starych blogów, które odwiedzam pozostała dosłownie garstka, którą mogę policzyć na palcach obu rąk. Pozostałe albo zostały zawieszone dawno temu, albo wpisy pojawiają się raz na pół roku bądź jeszcze rzadziej. Za to też mogę powiedzieć, że się zżyłam z tymi, do których zaglądam od lat i cieszy mnie, że te znajomości wychodzą poza bloga, mimo że pozostają nadal tylko wirtualne ;)
    Z drugiej strony, kurczy się chyba tylko stara wiara, a nie blogosfera jako taka, bo tych nowych blogów, prowadzonych chyba głównie przez nastolatki, pojawia się regularnie cała masa. Tyle, że ja się w nich nie odnajduję za bardzo, a poza tym jak szybko się pojawiają, tak zwykle szybko zostają zamknięte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogi prowadzone przez nastolatki... To jedna z dwóch grup, które raczej omijam. Raczej, bo zdarzy się nastolatek z sensownymi opiniami. Ale to rzadkość, bo żeby ocenić książkę, trzeba znać tło - inne pozycje z gatunku. Sam nie oceniam kryminałów, bo uważam, że te 2-3, które przeczytam rocznie, nie dają mi tego tła. A choćby z racji wieku, ilość książek przeczytanych przez takiego 16- czy 17-latka jest ograniczona.

      Druga grupa blogów, które omijam, to nastawione typowo na gratisy od wydawców. Czasem wchodzę na bloga, gdzie czytam hymny pochwalne i o Bieszku, i o Michalak czy Mrozie, i o VanderMeerze, i o Marquezie... To znaczy, że albo autor bloga absolutnie nie ma własnego gustu i jak dziecko cieszy się ze wszystkiego, albo robi klakę, żeby zapunktować u wydawców.

      Usuń
    2. Kurka beleczek, chyba się trochę obraziłam :P Bo u mnie misz-masz gatunkowy znajdziesz, ale nie biorę wszystkiego jak leci i jakiś tam swój gust mam, tak mi się wydaje :P

      Usuń
    3. Nie dżaźnij mnie babo :D Miałem na myśli bloga, na którym każda recenzja kończy się tak samo: gorąco polecam. Zresztą ostatnio zrobiłem porządek w obserwowanych - wywaliłem blogi klaskaczy wszystkim zachwyconych. twojego nie wywaliłem :P

      Usuń
    4. Niczym rasowa baba powinnam pociągnąć to dalej i zapytać "Bo co?" albo "a właśnie że będę" :P
      Ale nie powiem, bo skoro nadal jestem w obserwowanych, toś mnie udobruchał. Tak troszeczkę :P :D

      Usuń
  2. Gratuluję, mi najbardziej podoba się cykl o turbolechitach.

    Mój blogasek jest lekko zaniedbany, ale zasadniczo jego przeznaczenie jest podobne, czyli osobiste archiwum tego co obejrzałem przeczytałem itp.

    A blogi wymierają bo miażdży je Facebook do spółki z Twitterem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie tyle przez Twittera, co przez Instagrama.

      Swoją drogą trochę tego nie ogarniam, bo Facebook jest świetnym miejscem do linkowania, natomiast znacznie gorszym do dyskusji czy wyszukania informacji o danej książce.

      Usuń
  3. Świetny blog, prowadzony na luzie i bez spiny. Takich ludzi trzeba nam więcej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo :) Pięć lat w internecie to szmat czasu.
    A jeszcze większe brawa dla Twojej babci, która nakierowała cię na właściwą ścieżkę :)
    Wygląda więc na to, że turbolechici robią na blogu dobrą robotę ^^ Też tu trafiłam dzięki tym artykułom, jak poszukiwałam więcej informacji o fenomenie Lechii.
    Blogi ponoć straciły popularność na rzecz Instagrama (nie mam tam konta, więc nie sprawdzę), no i namnożyło się tych social mediów. Mam jednak nadzieję, że blogi nie znikną, dla mnie są wygodne i przejrzyste w korzystaniu. Może zbiorę się i uda mi się wskrzesić mojego xD Zapisuję sobie w kalendarzu tytuły przeczytanych książek, czasem nagryzmolę kilka słów, ale to prawda, że treść ucieka szybko i po pewnym czasie, jak chcę komuś polecić książkę, to nie mam wiele o niej do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia jest artystką - ma 95 lat, niedawno oznajmiła: >Pożyję do stówy, a potem pomyślę co dalej<.

      Usuń
  5. Odwiedzam regularnie twój blog. Lubię cykl Piastowskie skandale i ciekawostki i czytam niemal wszystko co napiszesz. Podoba mi się twoja szczerość, niestety rzadko spotykana w blogosferze. Szkoda że tak wiele wartościowych blogów zamarło a zamiast nich namnożyło się takich w których blogerzy chwalą wszystko jak leci
    Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę sobie pozwolić na szczerość, bo:
      1. Niczego nie oczekuję w związku z prowadzeniem bloga.
      2. Jestem dość gruboskórny - hejtowanie mnie to jak tresura słonia: czy go pogłaszczesz czy kopniesz, słoniowi wszystko jedno, a zawsze może trąbą przywalić :D

      Usuń
  6. Fajnie się czyta Twoje wpisy, więc Ty dalej pisz, a ja se będę czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Póki co, to blog, który zawiera mnóstwo interesujących mnie tematów. Polubiłem
    Trafiłem tutaj ze strony katedry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a Katedralni wchodzą, ale milczą (chyba że wypowiadają się jako anonimowi).

      Usuń
  8. Czasami zaglądam do tego blogu (bloga?), bo jest on znaną od kilkuset lat formą osobistego dziennika lektury. Takie dzienniki z dawniejszych lat zalegają domowe archiwa i na ogół znikają, gdy czwarte pokolenie robi porządki. Osobliwość tego blogu (bloga?) polega na tym, że w przeciwieństwie do dawniejszych ręcznie zapisywanych zeszytów lub karteluszków jest on szerzej dostępny. Ale co mnie zdziwiło: wyraźna potrzeba wytłumaczenia się z jego prowadzenia! Sądziłbym, że zarówno dla autora, jak i dla najczęściej pojawiających się komentatorów bardziej zasadne byłoby raczej tłumaczenie się z nieprowadzenia dziennika lektury lub prowadzenia go w sposób utrudniający udostępnienie (skanowanie odręcznych bazgrołów nie jest udostępnieniem!). W całkiem łopatologicznym ujęciu: w niektórych środowiskach rzecz jest zrozumiała sama przez się, a w innych zupełnie niezrozumiała i niewytłumaczalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z odmianą słowa "blog" jest trochę problem. Można na zasadzie stół - stołu (blog - blogu), a można na zasadzie mail - maila (blog - bloga). Chyba językoznawcy jeszcze nie ustalili tego.

      Usuń
  9. Pięć lat - kawał czasu! :D
    Nie przestawaj się "bawić" i se pisz po swojemu, a ja dalej będę se zaglądać i se czytać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No piszę po swojemu - lubię neologizmy, lubię przekręcać niektóre wyrazy. Przykładowo, mówię też ludź i człowieki (wiadomo, król Julian rulez).

      Usuń
  10. Pięć lat to poważna rocznica, gratuluję. Co do blogów książkowych, mam wrażenie, że jest ich mnóstwo, ale prowadzą je osoby, które nie odpowiadają na komentarze i z którymi trudno jest nawiązać jakikolwiek kontakt. Kilka lat temu było pod tym względem lepiej, było z kim podyskutować, a nawet pokłócić się o książkę. :) No i te nowe blogi są jeden do drugiego bardzo podobne – ten sam szablon, ten sam styl pisania, recenzje tych samych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze to nie przeszkadza gdy chodzi o recenzję romansu ale irytuje mnie gdy chcę się dowiedzieć czy dana książka historyczna jest wartościowa, a otrzymuję jedynie jej streszczenie i dopisek że dobrze (lub nie) się czytało. Nie wiem jaki jest sens dawać takie książki do recenzji blogerom, którzy niewiele interesują się historią bo i tak nie mają nic ciekawego na jej temat do powiedzenia
      Czytelniczka

      Usuń
    2. Agnieszka
      A to prawda - są blogi, których autorzy nie wchodzą w interakcję z czytelnikami. Co do recenzji - widzę, że trwa jakiś wyścig, kto najszybciej zrecenzuje nowość. Ale też muszę przyznać, że nowości mają więcej odsłon.

      Usuń
    3. Anonimowy
      Niektórym wydawcom chyba zależy po prostu na ocenie pozytywnej, a nie uczciwej. Stąd potem książki trafiają do przypadkowych ludzi - bez pojęcia o danej dyscyplinie naukowej czy danym gatunku literackim.

      Usuń
    4. Zawsze i wszędzie wydawcy zależało, zależy i zależeć będzie na ocenie pozytywnej.

      Usuń
  11. Racja, pisz dalej, do następnej pięciolatki albo jeden dzień dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubie se czasem zajrzeć na ten blog, nie tylko do wpisów poświęconych Nieistniejącemu Imperium.

    OdpowiedzUsuń
  13. Antypolski blog prowadzony przez człowieka bez polskiego DNA ! ! !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od roku siedzi cicho chyba ze wstydu poniewaz genetyka ostatecznie skompromitowala kosinistow i godlowszczykow.

      Usuń
    2. A co to jest to "polskie DNA"? I od kiedy determinuje polskość?

      Usuń
    3. Może to DNA ma czerwono-biały kolor :D

      Usuń
    4. Nie wiedziałem, że DNA w ogóle ma kolor, ale w wyobraźni turbosów wszystko możliwe :D. Może oni sobie wyobrażają, że polskie to takie biało-czerwone nici z podwójnej helisy, a obce to takie brudnobrązowe i czasem się niestety splatają :P

      Usuń
    5. Hmmmm... Widzę dwa problemy:
      1. Nie wiem jakie to DNA jest polskie.
      2. Nie wiem jakie sam mam DNA - w sensie haplogrupy itd. itp.

      Usuń
  14. A książki Wojciecha Kempy zrecenzować nie chcesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na historykach Ubu napisał:
      "Widzę, że wrzucony tu swego czasu przez autora artykuł "Goci Gniazdowi" stał się częścią tej książki. Co pozwala mi stwierdzić, że jej kupno jest marnotrawstwem pieniędzy, a jej lektura marnotrawstwem czasu... Cóż, swego czasu dyskutowałem z tym userem w wątku własnie o X wieku i okazało się, że rozmówca ma problem z analizą źródeł wczesnośredniowiecznych, bardzo przeciętną znajomość literatury, a co gorsza - powoływał się na książki, których nie czytał..."

      Więc raczej nici z tego.

      Usuń
    2. A już nie mam nicka Król.Ubu :P

      Usuń
    3. A szkoda. To był dobrze wybrany nick.

      Usuń
  15. Bardzo lubię se czytać tego bloga :P. Też poniekąd mojego założyłem, by jakiś trwalszy świat pozostawał po przeczytanych książkach. A babci należą się wielkie hołdy :D.
    Ja trafiłem tu z bloga Marcina Napiórkowskiego, właśnie przez tematykę turbolechicką. Ale wszystkie umieszczane tutaj treści uważam za bardzo ciekawe. Na pewno nie rezygnuj z recenzowania fantasy :D.
    Jak napisali przedmówcy, niestety w ogóle chyba blogosfera się kurczy. Kilka lat temu było całkiem sporo niezłych blogów popularnonaukowych - dzisiaj działają nieliczne. Mam wrażenie, że wielu ciekawych ludzi się przenosi na YouTube. Nad czym ubolewam, bo zdecydowanie wolę słowo pisane ;).
    Natomiast, co się stało, że zacząłeś prowadzić bloga z otwartą przyłbicą? Co prawda, jak chyba odpisaleś jakiemuś turbolechicie, dla człowieka z normalnym IQ, nie jest trudne zidentyfikowanie autora, ale jednak zmiana niemała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacząłem prowadzić bloga pod nazwiskiem, bo cytują mnie w różnych miejscach, nie tylko w necie, ale i na papierze - potem autor ma problem czy podać nazwisko czy nie. A ja mam ładne nazwisko - nie wstydzę się :D

      Usuń
  16. Blogsfera jest, niestety, coraz mniej dochodowa - to robi swoje. :( Sama myślę nad Youtube, ale na razie nie umiem się zmusić do ustawienia kamery i sprawdzenia, czy mój obiektyw w mieszkaniu w ogóle złapie dobry kadr. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiem czy blogsfera książkowa jest dochodowa... A skoro oglądanie filmików mnie nudzi, to i kręcić nie zamierzam. I mam nadzieję, że będziesz też coś robić dla czytających :D

      Usuń
    2. Książkowa nie jest. Ale na blogsferze ogółem da się trochę zarobić, tylko chyba jednak coraz mniej, jeśli człowiek bazuje tylko na niej.
      Ech, zobaczymy co wyjdzie, na razie nie umiem sama się do tego w ogóle zmusić. Szczególnie, że film wymaga też mocnego PC, a ten, który u mnie jest, może i się nadaje do grania, ale niekoniecznie do wygodnego montażu.

      Usuń