Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 6 października 2016
poniedziałek, 3 października 2016
Wrzesień – raport z biblioteczki i bloga
Wreszcie skończyło się wakacyjne czyszczenie magazynów, co od razu odczuła moja kieszeń. We wrześniu przybyło tylko dziewięć książek, z czego jedna raczej nie do czytania, a w charakterze ciekawostki.
I od niej zacznę. To u samej góry na pierwszym zdjęciu, białe z czerwonym paskiem, to jest książka. To tzw. książka lilipucia. Znalazła się w mojej biblioteczce zupełnie przypadkowo – kolega prowadził biuro jednego z europosłów. Europoseł na kolejną kadencję się nie załapał, więc różne różności po nim zostały. W tym trochę takich książeczek Moje Prawa Podstawowe w Unii Europejskiej. Kolega zauważył, że z zainteresowaniem oglądam liliputka i mówi: A chcesz to sobie weź.
sobota, 1 października 2016
Nowy Wiedźmin po polsku, krzakiem pisany i ukraiński
Wiedźminowa sensacja pojawiła się na stronie Empiku:
Gdzie ta sensacja. Otóż poprzednie wydanie Sezonu burz miało tylko 404 strony, nowe rzekomo ma mieć stron 512. Czyżby Sapkowski coś dopisał, miał nas uraczyć jakimś nowym opowiadaniem? A może znanymi z rosyjskich wydań dodatkami: Świat wiedźmina i Bestiariusz? Albo mapą stworzoną przez czeskich fanów?
piątek, 30 września 2016
Brian Lumley, Latry
Już kiedyś wspominałem, że dawno, dawno temu – i nie było to mniej więcej w zeszły piątek, lecz przed ćwierćwieczem – lubiłem powieści Briana Lumleya. Wtedy wydawało je nieistniejące już wydawnictwo Phantom Press, „ozdabiając” koszmarnymi okładkami. Przeczytałem wtedy pięć pierwszych tomów Nekroskopa oraz powieści Psychomech, Psychosfera, Dom pełen drzwi. Od tamtej pory nie miałem kontaktu z twórczością Lumleya.
czwartek, 22 września 2016
Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 3): Kronika Prokosza
Trochę czasu mi zeszło, ale w końcu zabrałem się za kolejną część. Tym razem o piśmie świętym turbolechitów, czyli kronice Prokosza. Najpierw jednak taka uwaga: dotąd uważałem Bieszka za cwaniaczka, który znalazł sposób na zarabianie kasy. Po przeczytaniu jego listu do Sigillum Authenticum z pełną odpowiedzialnością za słowa, nazwę go historycznym debilem, człowiekiem nie mającym zielonego pojęcia w sprawach, w których się wypowiada. Do tego nawet chyba intelektualnie niezdolnym, by kiedykolwiek ten stan rzeczy zmienić.
Teraz o jego (i innych turbolechitów) Biblii. Czymże jest owa Kronika Prokosza? Miał ją odnaleźć na jakimś kramie żydowskim w Lublinie gen. Franciszek Morawski. Do druku przygotował ją niejaki Tymoteusz Hipolit Kownacki. Ukazała się w 1825 roku w wydawnictwie Natana Glücksberga (hmmm, drodzy turbolechici, nie mówi wam nic to podejrzane nazwisko – nie dość, że Niemiec, to jeszcze Żyd?). W pierwszym momencie uznana za autentyk, ale dość szybko badania wykazały, że to znacznie późniejsza fałszywka. Do fałszerza wrócę na końcu.
czwartek, 15 września 2016
piątek, 2 września 2016
Sierpień – raport z biblioteczki i bloga
Znowu trochę popłynąłem – będzie trzeba kolejny raz część książek zapakować do kartonów, bo się nie mieszczą. Najnowsze nabytki leżą na stole w saloniku, bo tylko tam znalazłem wolne miejsce.
piątek, 26 sierpnia 2016
Widmak, Zaklinac, The Witcher (3)
Na koniec zostawiłem m.in. okładki francuskie, niemieckie oraz z kilku mniejszych państw europejskich.
Kraje frankofońskie (Francja i Belgia) to centrum europejskiego komiksu. Nic dziwnego zatem, że w tę stronę poszedł autor okładek z francuskiego wydania Wiedźmina z lat dziewięćdziesiątych. Moim zdaniem, wyszło bardzo dobrze – uważam, że to jedne z najlepiej zilustrowanych książek Sapkowskiego. Ale jestem miłośnikiem frankofońskiego komiksu, więc mogę być nieobiektywny.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Herbert George Wells, Historia świata
Ojciec literatury SF ewidentnie był zafascynowany historią, ale nie tyle jak historyk, co jak historiozof. Z Wikipedii czym jest historiozofia: nauka filozoficzna zajmująca się refleksją nad sensem i istotą dziejów rozumianych jako całość uporządkowanych lub nieuporządkowanych zmian zachodzących w czasie.
środa, 17 sierpnia 2016
Widmak, Zaklinac, The Witcher (2)
W przypadku okładek rosyjskich autorka z Gildii – jeśli zastosować miarę dziennikarską – zachowała się skrajnie nierzetelnie. Publikuje potworkowate okładki (jedna obok) z komentarzem:
Rosjanie lekko przesadzili... Tchnie to klasycznymi okładkami fantasy z lat 90.
Tak, tchnie okładkami z lat dziewięćdziesiątych, bo to są okładki z lat dziewięćdziesiątych, a dokładniej nawet z połowy tamtej dekady! Rozumiem, że ktoś może nie znać języka rosyjskiego, ale cyfry arabskie chyba zna?
Dlaczego piszę o tym dość ostro. Otóż książki Sapkowskiego w Rosji wydawane były wielokrotnie (więcej razy niż w Polsce!) – większość tych publikacji prezentuje poziom edytorski nieosiągalny dla polskiego wydawcy (Supernowej). Zatem przedstawienie historycznych potworków, to idiotyczna, nieuczciwa manipulacja.
wtorek, 16 sierpnia 2016
Widmak, Zaklinac, The Witcher (1)
Zanim przejdę do meritum, krótkie wyjaśnienie: nie grałem w Wiedźmina, stąd też nie do końca wiem, które okładki są inspirowane grą (na pewno te obok z wydania amerykańskiego).
Niedawno Andrzej Sapkowski otrzymał honorową nagrodę WFA za całokształt twórczości. Z tej okazji Gildia przedstawiła wybrane okładki książek z cyklu Wiedźmin z całego świata. Przyznam, że nie do końca podoba mi się wybór redakcji Gildii. Dlaczego? Bo zaprezentowali te najbardziej standardowe, a na dodatek – przynajmniej w dwóch przypadkach – wybór jest mocno tendencyjny (chodzi o okładki rosyjskie i litewskie).
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Aneta Franc, Czas młodości czasem wojny. Wspomnienia z Garstedt
Tym razem trochę inaczej, bo to nieco zmodyfikowana na potrzeby bloga informacja o książce napisana do lokalnej gazety.
Aneta Franc, archiwistka badająca dzieje regionu ostrowskiego w Wielkopolsce opisała historię rodzinną. Jej babcia – Helena Łyskawka, pochodząca z Pacanowic koło Pleszewa, została wraz z siostrą Zofią wywieziona na roboty do Niemiec w 1940 roku. Miały szczęście – trafiły do tej samej miejscowości Garstedt, choć do innych gospodarstw. Trzecia bohaterka opowieści, to Maria Wende z Szamotuł, która pracowała u tego samego gospodarza co Zofia Łyskawka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









