Zdecydowanie widoczne jesienne spowolnienie zakupowe. Książek przybyło tylko dziesięć, ale do tego trzy komiksy; po czym jeden ubył. Ale – jak pisał Gall Anonim – po cóż koło wyprzedza wóz :D Po kolei.
Łączna liczba wyświetleń
piątek, 11 listopada 2016
czwartek, 27 października 2016
Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 4): inne „źródła”
wtorek, 18 października 2016
Klaudia Dróżdż, Kazimierz Odnowiciel
W czasach mrocznego PRL badania nad biografistyką, genealogią były traktowane nieco po macoszemu. Oczywiście z przyczyn ideologicznych, bo marksizm ograniczał rolę jednostki w dziejach na rzecz społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem klas niższych. Miało to też swoje dobre strony. Jeśli już jakaś biografia powstawała, to było zwieńczenie wieloletniej pracy i wnikliwych studiów szczegółowych, że pozwolę sobie przypomnieć sztandarowy „produkt” tamtych czasów, czyli biografię Henryka Brodatego pióra Benedykta Zientary.
sobota, 15 października 2016
Kajko i Kokosz. Nowe przygody: Obłęd Hegemona
Po raz pierwszy piszę o komiksie, ale to nie znaczy, że stronię od nich. Kiedyś Nowa Fantastyka wydawała kwartalnik: Komiks Fantastyka. I tam czytałem artykuł o roli półkul mózgowych w odbiorze komiksu. Podobno lewa odpowiada za czytanie, a prawa za oglądanie obrazków. Tylko u dzieci dochodzi do takiego „skorelowania”, że przy lekturze „ogarniają” jedno i drugie jednocześnie. Dorosły, który nie zapoznał się z tym gatunkiem sztuki w dzieciństwie, ma problem: najpierw tekst czy obrazki? Człowiek, który czytał komiksy w dzieciństwie tego problemu nie ma.
piątek, 14 października 2016
Krzysztof Piskorski, Czterdzieści i cztery
Nam strzelać nie kazano. – Wszedłem na kulomiot
I spojrzałem na pole, którem carski pomiot
Nadciągał szeregami jako morza brzegi:
Piechota, kawaleria, strzygi, wszędobiegi;
Za niemi wódz – w koronie etheru zasiada
Na żarptaku co skrzydła ogniste rozkłada,
Spod których kolumnami trupy ożywione
Bez tchu, bez serc, bez ducha idą w naszą stronę.
Lści morze bagnetów, ziemia dudni. Jak sępy
Czarne chorągwie martwe prowadzą zastępy.
Taką Redutę Ordona napisał Mickiewicz w 1832 roku – wersja z Europy1. Czyli znowu jesteśmy w świecie znanym z Zadry. A teraz będę się bił w piersi i do głupoty przyznawał. Otóż w jednym z komentarzy napisałem niedawno:
czwartek, 13 października 2016
Czasami seczytam klasykę – wyzwanie
Nie przepadam za wyzwaniami, bo znaczna część z nich poziomem pytań pasuje do gimbazy. Ale to – Clasic Book Tag – akurat jest fajne, pozwalające poznać blogera, a blogerowi popisać o książkach (a to przecież lubimy najbardziej). Czyli dziękuję Izabeli Łęckiej-Wokulskiej, prowadzącej bloga Literackie Zamieszanie za nominację. Tak, wiem, obiecałem, że zrobię to do środy. Ale, jak już pisałem, ostatnio jestem mniej „czasowy”. Mam nadzieję, że obsuwa zostanie mi wybaczona.
Zdjęcie obok, to fragment mojej biblioteczki, jak sądzę, częściowo oddający moje zainteresowania :D
sobota, 8 października 2016
Spółka akcyjna do walki ze... smokiem
Czasem seczytam starą prasę i trafiłem na artykuł pasujący jak ulał do profilu tego bloga. Teraz mam problem, jak otagować post. Bo smok i smokobójcy chcący przejąć jego skarby, to fantasy czystej wody... Ale wydarzenie jest autentyczne, opisywane przez prasę w 1929 roku. Korzystałem konkretnie z artykułu z Ilustrowanego Kuriera Codziennego, który – w przeciwieństwie do choćby bulwarowego Kuriera Czerwonego – uchodził za gazetę poważną. Ba, chyba „najpoważniejszą” w przedwojennej Polsce.
czwartek, 6 października 2016
poniedziałek, 3 października 2016
Wrzesień – raport z biblioteczki i bloga
Wreszcie skończyło się wakacyjne czyszczenie magazynów, co od razu odczuła moja kieszeń. We wrześniu przybyło tylko dziewięć książek, z czego jedna raczej nie do czytania, a w charakterze ciekawostki.
I od niej zacznę. To u samej góry na pierwszym zdjęciu, białe z czerwonym paskiem, to jest książka. To tzw. książka lilipucia. Znalazła się w mojej biblioteczce zupełnie przypadkowo – kolega prowadził biuro jednego z europosłów. Europoseł na kolejną kadencję się nie załapał, więc różne różności po nim zostały. W tym trochę takich książeczek Moje Prawa Podstawowe w Unii Europejskiej. Kolega zauważył, że z zainteresowaniem oglądam liliputka i mówi: A chcesz to sobie weź.
sobota, 1 października 2016
Nowy Wiedźmin po polsku, krzakiem pisany i ukraiński
Wiedźminowa sensacja pojawiła się na stronie Empiku:
Gdzie ta sensacja. Otóż poprzednie wydanie Sezonu burz miało tylko 404 strony, nowe rzekomo ma mieć stron 512. Czyżby Sapkowski coś dopisał, miał nas uraczyć jakimś nowym opowiadaniem? A może znanymi z rosyjskich wydań dodatkami: Świat wiedźmina i Bestiariusz? Albo mapą stworzoną przez czeskich fanów?
piątek, 30 września 2016
Brian Lumley, Latry
Już kiedyś wspominałem, że dawno, dawno temu – i nie było to mniej więcej w zeszły piątek, lecz przed ćwierćwieczem – lubiłem powieści Briana Lumleya. Wtedy wydawało je nieistniejące już wydawnictwo Phantom Press, „ozdabiając” koszmarnymi okładkami. Przeczytałem wtedy pięć pierwszych tomów Nekroskopa oraz powieści Psychomech, Psychosfera, Dom pełen drzwi. Od tamtej pory nie miałem kontaktu z twórczością Lumleya.
czwartek, 22 września 2016
Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 3): Kronika Prokosza
Trochę czasu mi zeszło, ale w końcu zabrałem się za kolejną część. Tym razem o piśmie świętym turbolechitów, czyli kronice Prokosza. Najpierw jednak taka uwaga: dotąd uważałem Bieszka za cwaniaczka, który znalazł sposób na zarabianie kasy. Po przeczytaniu jego listu do Sigillum Authenticum z pełną odpowiedzialnością za słowa, nazwę go historycznym debilem, człowiekiem nie mającym zielonego pojęcia w sprawach, w których się wypowiada. Do tego nawet chyba intelektualnie niezdolnym, by kiedykolwiek ten stan rzeczy zmienić.
Teraz o jego (i innych turbolechitów) Biblii. Czymże jest owa Kronika Prokosza? Miał ją odnaleźć na jakimś kramie żydowskim w Lublinie gen. Franciszek Morawski. Do druku przygotował ją niejaki Tymoteusz Hipolit Kownacki. Ukazała się w 1825 roku w wydawnictwie Natana Glücksberga (hmmm, drodzy turbolechici, nie mówi wam nic to podejrzane nazwisko – nie dość, że Niemiec, to jeszcze Żyd?). W pierwszym momencie uznana za autentyk, ale dość szybko badania wykazały, że to znacznie późniejsza fałszywka. Do fałszerza wrócę na końcu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








