Praga była popieprzonym miastem. Ale kochałem je. Było jak ten kulawy pies z parchami – cuchnęło, rozpadało się, działało tylko sporadycznie, ale wciąż miało w sobie to coś, co sprawiało, że i tak głaskałeś tego kundla wstrzymując oddech. (str. 168).
Nie jest to wielka literatura, ale jest całkiem przyjemna.










