piątek, 22 września 2017

O rzekomym słowiańskim piśmie 1: idole z Prillwitz

Idol z Prillwitz:
Radegast z kaczką na głowie
Swego czasu zapowiadałem, że naskrobię kilka słów o wyrobie książkopodobnym bredniopisarza Winicjusza Kossakowskiego, Polskie runy przemówiły. Nie, nie będzie to ani recenzja, ani polemika, bo po 1. wytwory wyobraźni i nieuctwa Kossakowskiego na to nie zasługują, po 2. jest tam takie spiętrzenie idiotyzmów z różnych dziedzin, że odkręcając to można nasmarować wielotomową sagę.

Zamiast tego zajmę się raczej źródłami turbowskich (i nie tylko turbowskich) wymysłów o istnieniu słowiańskiego pisma. Nie będę się tu przedstawiał wszystkich przykładów rzekomych słowiańskich run, a jedynie tzw. kamienie mikorzyńskie, które w turbolechickich fantazjach pełnią znaczącą rolę (ostatnio pisał o nich np. Tomasz Kosiński – nowy pisarczyk Bellony, zupełnie nieprzygotowany merytorycznie, a do tego bez predyspozycji intelektualnych do zajmowania się sprawami ciut bardziej skomplikowanymi niż budowa szpadla. Mówiąc krótko: facet słabo klei cokolwiek).

Zanim jednak przejdę do owych kamieni mikorzyńskich, najpierw o tzw. idolach prillwitzkich, bo – jak się okaże – te dwa odkrycia są ściśle ze sobą związane.

Pierwsze informacje o idolach z Prillwitz (w niemieckiej Meklemburgii) pojawiły się w 1768 roku. Było to 46 przedmiotów wykonanych z różnych metali. Tak je opisuje Antoni Małecki:
Mocno śniedzią zielonawą pokryte, zniszczone jakby w jakimś pożarze, bardzo niezdarnie wykonane – były to po największej części posążki bóstw rozmaitych słowiańskich; przedstawiały jednak także i inne rzeczy np. laski kapłańskie, czary świątynne, tace ofiarne, ostrza od włóczni. noże, kraty jakieś i t. p. Posążki były fantastycznej postaci, rozmaitej wagi i miary. (...) Ulane były z kruszcu – i to najrozmaitszego: czasem z jakiejś mieszaniny, czasem z żółtej jakiejś masy, czasem z ołowiu (który niepojętym dla mnie sposobem nie stopił się w mniemanym owym pożarze!). Niektóre sztuki tak były wykonane, że np. głowa i tułów były zrobione z kruszcu żółtego, nogi z ołowiu, a postument znowu był żółty.
Wszystkie te przedmioty, nie tylko bożki, ale i najlichsze nawet sprzęciki miały na sobie runiczne napisy. Te napisy po największej części były na nich wyryte, ale zdarzały się i wypukłymi oddane charakterami.
Przedmioty owe kupił dr Joachim Hempl od braci Jakuba i Gideona Sponholtzów. Co warte podkreślenia – sprzedawcy podawali, że to kompletny zbiór, że więcej takich przedmiotów nie mają. To istotne, więc znowu zacytuję Antoniego Małeckiego:
Na zapytanie wyraźne Hempla, czy te 46 sztuk, które wtedy od złotników owych nabywał, stanowią cały zasób rzeczy pochodzących z tego wykopaliska? odpowiedział Jakób Sponholtz, który mu je sprzedawał i był uważany za rzetelnego człowieka, że to jest wszystko. Obstawał (lecz tylko w obec Hempla) z zatwardziałością i później przy tem twierdzeniu.
Gideon Sponholz (1745-1807)
Wedle relacji Sponholtzów, idole miał przypadkowo wykopać ich krewny pod koniec XVII wieku – podobno były ukryte w dwóch spiżowych kotłach. Przez około 70 lat przedmioty wędrowały po rodzinie; w tzw. międzyczasie kotły miały zostać przetopione na dzwon w kościele w Neubrandenburgu (potem się okazało, że w tym czasie żaden dzwon nie był tam odlewany). W końcu 46 przedmiotów trafiło w ręce braci Sponholtzów. Przy czym warto od razu podkreślić, że Gideon Sponholtz był miłośnikiem starożytności, archeologiem amatorem i złotnikiem amatorem.

Pierwsza drukowana informacja o idolach, jak już pisałem, pojawiła się w 1768 roku, po czym do ich naukowego opracowania przystąpił Andreas Gottlieb Masch. Odwiedził oczywiście braci Sponholtzów, przy czym okazało się (dziwnym trafem), że jednak idoli jest więcej – Sponholtzowie sprzedali Maschowi kolejne 22 posążki, ponownie zapewniając, że to już na pewno całość.

Jeszcze raz Radegast z kaczką na głowie...
W 1771 roku ukazała praca Andreasa Gottlieba Mascha – uznał idole z Prillwitz za dzieło słowiańskich Obodrzyców (ten lud zamieszkiwał zachodnią Meklemburgię przed germanizacją). Masch odczytał również runiczne zapiski, w których dopatrzył się imion bogów. Całość znaleziska powiązał ze świątynią w Retrze (która jednak leżała na terenach Luciców, a nie Obodrzyców).

W 1794 roku po „okolicy” podróżował, prowadząc badania, kolejny archeolog i historyk amator – hrabia Jan Potocki (znany głównie jako autor powieści Rękopis znaleziony w Saragossie). I co się okazało? Otóż idole z Prillwitz, chociaż z metalu, były bardzo płodne – mnożyły się jak króliki: hrabia miał okazję obejrzeć nową kolekcję Gideona Sponholtza, w skład której wchodziło kolejnych ponad sto posążków. Z czego 51 miało pochodzić z tego samego zbioru, który przecież już dwa razy w komplecie został sprzedany! Z pozostałych: 36 posążków miało pochodzić z kolejnego szczęśliwego odkrycia na polu Sponholtzów, a 17 Gideon Sponholtz miał od kogoś kupić.

Potocki znowu opracował znalezisko, w 1795 roku ukazała się jego książka o idolach z Prillwitz. Znalezisko stało się głośne, więc w 1804 roku jego całość wykupił książę Meklemburgii. To umożliwiło ich badanie szerszemu gronu naukowców i już od 1805 roku pojawiały się głosy, że to falsyfikaty. Właśnie wówczas Jakub Grimm informował, że historykom z Rostocka znana jest sprawa złotnika, który fałszuje pogańskie idole.

W 1825 roku znalezisko badał Konrad Lewezow, archeolog z Pomorza. Na podstawie analiz archeologicznych i chemicznych orzekł, że runy bezwzględnie są fałszywe, podobnie jak i same posążki (badacz dopuścił możliwość, że niewielka część – zaledwie kilka posążków to autentyki, na podstawie których potem wyprodukowano falsyfikaty).

Ten idol przypomina raczej egipskiego Seta, a nie słowiańskie bóstwo...
Książę pan się chyba wkurzył i powołał komisję do zbadania sprawy. Komisja pracowała aż dwa lata (1827-1829). Bracia Sponholtzowie już wtedy nie żyli, ale przesłuchano ich domowników i współpracowników. Z zeznań wyszło, jak powstały idole z Prillwitz. Część rzeczywiście znalazł Gideon Sponholtz, ale na żadnym z nich pierwotnie nie było napisów! A jak powstała większość i runy? Znowu oddam głos drowi Małeckiemu:
Dawał on [tj. Gideon Sponholtz] sobie robić garncarzowi nazwiskiem Pohlowi formy z gliny różnych bałwanków, które potem odlewał z mieszaniny mosiądzu z miedzią i innemi kruszcami. Prowadził robotę tę w tajemnicy! (...)
Na takich odlewach, równie jak i na przedmiotach rzeczywiście gdzie znalezionych, ryto lub wykuwano potem napisy runiczne w domu Sponholtza i podług jego wskazówek. Za pomocą boraxu i różnych kwasów wytwarzano na nich sztucznie rdzę i śniedź ową zielonkowatą, ażeby tak wyglądały, jak gdyby były rzeczywiście wydobyte z wilgoci i starożytne.
Świadkowie rozpoznali niektóre dzieła duetu Pohl – Sponholtz wśród posążków należących już do księcia pana.

Jak widać, jeden z prillwitzkich idoli przedstawia znanego z mitologii greckiej kapłana Laokoona
walczącego z wężem morskim – po lewej idol z Prillwitz, po prawej fragment rysunku
Williama Blake (z 1816-1819 r.) ukazującego słynną grecką rzeźbę znaną jako Grupa Laokoona
Teraz skąd wzory owych runów. Otóż okazało się, że Sponholtz zaczął idole produkować po 1757 roku. A właśnie tym roku wyszło dzieło Clüvera, w którym zaprezentowano runy skandynawskie – jak wykazał Antonii Małecki, to właśnie był wzór dla napisów z najstarszych idoli prillwitzkich. Natomiast te, które okazano hrabiemu Potockiemu zostały wyprodukowane na podstawie znanej nam już książki Andreasa Gottlieba Mascha z 1771 roku.

Wydawało się, że sprawa jest załatwiona, ale z kolei pojawili się obrońcy autentyczności prillwitzkich idoli. Zatem rząd Meklemburgii postanowił ponownie zbadać sprawę. Niestety, badacza wybrano bardzo niefortunnie – Słowaka Jána Kollára, maniakalnego poszukiwacza słowiańskich runów. Kollár najbardziej chyba ośmieszył się przy okazji kamiennych lwów z Bambergu; otóż w 1835 roku dostrzegł tam – jak sam pisał, okiem wprawnego Słowianina – słowiański napis, a konkretnie imię Czernoboga. Przerysował go i na podstawie tego rysunku napis wszedł do naukowego obiegu.

Dopiero w 1852 roku Wojciech Cybulski pofatygował się do Bambergu, obejrzał lwy i... żadnych napisów nie było! Tak to później (1906 r.) w skrócie referował Jan Leciejewski:
Napis ten okazał się przy bliższem badaniu jako nieistniejący, a domniemywane runy były niczem innem, jak tylko przypadkowemi szramami i wgłębieniami psującego się kamienia pod wpływem powietrza, nie mającemi z sobą żadnego związku i nie mającemi do run żadnego podobieństwa.
Zaiste, potrzeba tam było arcysłowiańskich oczu Kollara, aby coś podobnego do run zauważały – kpił Cybulski w pracy z 1860 roku. Ale to dopiero lata pięćdziesiąte-sześćdziesiąte. A wcześniej Kollár uznawany był za autorytet od słowiańskich runów. No i do jakich mógł dojść wniosków po zbadaniu idoli z  Prillwitz? Oczywiście, że są to autentyki.


Ostatecznie sprawę „załatwił” cytowany już Antonii Małecki, który przeanalizował nie tylko dzieje owych idoli, lecz także napisy. I cóż zauważył – aż dziw, że to nie wzbudziło podejrzeń Potockiego – na idolach nazwy słowiańskie pisane są po niemiecku! Przykładowo, nie Retra – lecz Rhetra, nie Arkona – lecz Arcona, nie Belbog – lecz Belboeg.

Mało tego – fałszerz najwyraźniej nie wiedział, że ludy bałtyjskie (Prusowie, Litwini) nie są Słowianami i domieszał słowa właśnie z języka bałtyjskiego. Przykładowo, na idolach mamy Romowe czy Kriwe. Znane są one z dzieła Piotra z Dusburga – krzyżackiego kronikarza z XIV wieku. Dusburg pisał, że w pruskiej Nadrowii znajduje się miejscowość Romowe, w której rezydował pogański „papież” – właśnie Kriwe. Religijną władzę owego Kriwe mieli uznawać nie tylko Prusowie, ale i Litwini oraz plemiona inflanckie (przodkowie Łotyszy). Dodajmy, że oczywiście słowa bałtyjskie także są zapisane po niemiecku: nie Romowe – lecz Romau, nie Kriwe – lecz Crive.


I jeszcze jeden z masy błędów fałszerza – zamiast słowiańskiego Peruna na idolach mamy bałtyjskiego Perkuna. Prześmiesznie zresztą zapisanego, jako: Percunust en Romau. Takie właśnie są napisy na idolach z Prillwitz: prześmieszny słowiańsko-bałtyjsko-niemiecki bełkot. Skąd fałszerz wziął słownictwo bałtyjskie? Bez wątpienia z popularnego w północnych Niemczech opracowania Christopha Hartknocha, Alt und neues Preussen (1684).
Dlaczego bez wątpienia? Otóż szesnastowieczny polski pisarz Jan Łasicki zapisał pewną modlitwę litewskich wieśniaków do Perkuna. Łasicki nie znał litewskiego, więc zapisał z błędem. Z tym samym błędem pojawia się u Hartknocha, który również nie znał litewskiego. I – co za niespodzianka – ten sam błąd jest na jednym z idoli z Prillwitz.


Można rzec: Małecki pozamiatał idole. Po nim jeszcze wystąpił chorwacki slawista Vatroslav Jagić (1881 r.), który zwrócił uwagę na kolejny absurd związany z idolami prillwitzkimi. Otóż (jak wręcz nachalnie dawały do zrozumienia napisy) miały one pochodzić z Retry, zburzonej przez Niemców w 1125 roku. Gdzie leżała Retra, nie do końca wiadomo, więc można się jej doszukiwać w różnych miejscach. Ale na pewno nie w Prillwitz, bo tamtejszy gród pochodzi dopiero z XIII wieku.

Z obroną idoli próbował jeszcze wystąpić Franciszek Piekosiński, ale nawet on uznał, że słowiańskości zabytku udowodnić się nie da. Więc próbował wykazać, że to dzieło Skandynawów. Oczywiście, także napisy uznał za skandynawskie.

Idole z Prillwitz „dobił” w 1906 roku badacz pisma runicznego, wspomniany już Jan Leciejewski. Cytat z tegoż badacza:
Pomniki runiczne północne mają, jak widzieliśmy zupełnie inny sposób redagowania napisów. Cały układ napisów prylwickich, t. j. umieszczanie pojedynczych wyrazów bez związku jest sprzeczny z charakterem napisów runicznych prawdziwych. (...)
 Żeby wykazać zupełnie ich nieautentyczność wystarczy wskazać na fakt, że mają na sobie i to nawet bałwanki Mascha runę z często się powtarzającą, której, jak już tyle razy wspomniałem, prawdziwe pomniki runiczne nie posiadają. Ten więc, kto runy na pomnikach prylwickich rył, mógł runę z znać tylko z książek, co znaczy, że napisy na bałwankach nie mają lat tysiąc, lecz może sto.
Od tej pory żaden poważny naukowiec nie broni autentyczności idoli z Prillwitz, obojętnie czy jako zabytku słowiańskiego, czy skandynawskiego. Oczywiście nie przebiło się to opornych czaszek turbosłowian i innych poszukiwaczy sensacji.

I można dodać jeszcze, że na jednym z prillwitzkich idoli (obok) mamy wyobrażenie boga Radegasta z głową... lwa (a przynajmniej grzywa na to wskazuje). Jak wiadomo, lwy powszechnie żyją w północnych Niemczech, więc zupełnie zrozumiałe jest, że taki właśnie wizerunek się pojawił. No chyba, że lwów w Niemczech nie ma...

A na koniec o jeszcze jednym fałszerstwie Gideona Sponholtza. Otóż w muzeum książąt meklemburskich w Neu Strelitz było czternaście kamieni z runicznymi napisami. Badania wykazały, że to produkt tej samej osoby, która sporządziła idole z Prillwitz. Tyle że tym razem język owych runów jest mieszanką błędnej słowiańszczyzny i niemieckiego z domieszką łaciny oraz skandynawskiego. Mamy przykładowo takie dziwne twory jak skandynawsko-słowiański Thor bel – czyli Thor biały.

DZAW na kamieniu z Neu Strelitz
Mamy też na jednym z kamieni z Neu Strelitz...diabła! Zapisanego jako DZAW (wg Leciejewskiego, to  dzaweł – forma z którejś ze słowiańskich gwar zachodniopomorskich). Wyobrażony jest ów dzaweł jako wąż czy smok, więc ewidentnie mamy tu inspirację biblijną (a nie pogańską-słowiańską). Jeszcze raz Leciejewski: 

Że Słowianie pogańscy djabła nie znali, ani o przemianie jego w węża i kuszeniu Ewy nie wiedzieli, nie potrzeba dowodzić. Mieli oni swych biesów, czartów, skrzatów, których się bali, ale daleka im była znajomość djabła, którego dopiero religia chrześcijańska wprowadzała. Łaciński bowiem wyraz diabolus dostawał się do ludów tylko za pośrednictwem religii chrześcijańskiej, której przecież Słowianie, będąc poganami nie znali.

Winicjusz Kossakowski „tłumaczy”
zawiłości słowiańskich run...
Rysunki idoli z Prillwitz zaczerpnąłem z:
Jan Potocki, Voyage dans quelques parties de la Basse-Saxe pour la recherche des antiquités slaves ou vendes, Hambourg 1795.
Franiciszek Piekosiński, Kamienie mikorzyńskie, Kraków 1896.

Rysunek kamienia z Neu Strelitz pochodzi z:
Jan Leciejewski, Runy i runiczne pomniki słowiańskie, Warszawa 1906.





Moje notki o turbolechitach (vel osłoszczękowcach):

119 komentarzy:

  1. Muszę zajrzeć do Kossakowskiego, to będzie podoba przygoda, co w książkach J. Bieszka czy T. Kosińskiego, którego właśnie czytam ;) A może czymś zaskoczy.
    Logiki nie uświadczysz w tych książkach, a dane wyssane z palca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kossakowski wykłada też na Uniwersytecie Youtube, tam można zapoznać się z jego "dociekaniami" :D

      Usuń
    2. Sigillum Authenticum
      Pawel.M.
      Jak posłuchacie/pooglądacie/poczytacie, co ma Tadeusz Mroziński światu do przekazania, to się Wam Kossakowski przesunie w stronę naukowej ortodoksji.

      Usuń
    3. Czytałem "POWRÓT WIELKIEJ LECHII PRZEZ BUDOWĘ SWOJEGO POLA TORSYJNEGO" - jakoś spokojnie przyjąłem, nie było torsji :D A to nie on też propaguje w Polsce bzdurotezę o gęgolicy?

      Swoją drogą, co ci osłoszczękowcy mają za zajoba z gęsiami - Leszczyński nazywa wandalskiego Genzeryka - Gęsiorkiem, Mroziński pismo - głagolicę przechrzcił (przepostrzyżył?) na gęgolicę...

      Usuń
    4. To sobie poczytaj to: http://apokalipsa-eden.bloog.pl/id,348958602,title,O-HISTORII-GLAGOLICY,index.html
      Mnie się najbardziej podoba ten fragment: "
      Stary Testament nazywany również Biblią , a także Torą nazywany jest również Pismem Świętym, wynika to z tego, że w formie pierwotnej zapisany był głagolicą, czyli PISMEM ŚWIĘTYM – Świętymi Znakami graficznymi o nazwie GŁAGOLICA. A co za tym idzie brzmienie języka jaki zapisywano tymi znakami jest również JĘZYKIEM ŚWIĘTYM."

      Usuń
    5. Po lekturze tego "dzieła":
      https://rudaweb.pl/index.php/2017/10/28/vinca-z-vix-od-celtow-po-polsku/ trwam w zachwycie. Zaiste, nieskończona jest ludzka fantazja! Oto dzielny badacz wpierw odkrył, że napis na kraterze z Vix to po prostu "alfabet Vinča" i "polskie runy" w jednym plus cyfry. Dzięki zaawansowanemu dekryptażowi uzskał napis w dwóch rzędach:
      "28 Z X W E Ł
      A B L O E F Z H D H I K"
      Dzięki niesłychanej przenikliwości dokonał następnie właściwego podziału onych liter, uzyskując napis:
      "28 Z XWEŁ ABLOEF Z HDHIK". Wydaje się, że to przypadkowa zbitka? Nic podobnego. Dzięki znajomości mnogich języków: czeskiego, słowackiego, ukraińskiego, bułgarskiego, kurdyjskiego, norweskiego, łaciny, a przede wszystkim polskiego badacz odkrył, że to oznacza:
      "28. z fal oblej z chcic". Tatam!
      Oświadczam, że byłem w błędzie, Tadeusz Mroziński to małe miki.

      Usuń
    6. No właśnie, to jest "metododyka" turbowców. Najpierw przyjmuje się tezę - mamy do czynienia z napisem słowiańskim, a dopiero potem dopasowuje się poszczególne elementy do tej tezy. To sobie wyjaśnimy ze słowiańskiego, to z łaciny, tamto z celtyckiego czy sanskrytu, a jak inne nie pasują, to może któryś z języków Aborygenów lub Papuasów. Potem robimy z tego niby coś słowiańskiego - bełkot nietrzymający się kupy. Jest to tak absurdalne, że nawet trudno z tym dyskutować.

      A mnie zastanawia, że jeszcze żaden z turbowców nie wpadł na pomysł udowodnienia istnienia imperium lechickiego za pomocą słowa "kal". Bo dawni autochtoniści uważali, że to prasłowiańskie słowo oznaczające teren podmokły, i że od niego pochodzi nazwa Kalisz. No, to mamy dowód na imperium lechickie od indyjskiej Kalkuty po francuskie Calais, szwedzki Kalmar i grecką wyspę Kalamos.

      Gdyby jakiś bieszkopodobny zechciał wykorzystać owo "kal" w swoich "dociekaniach" to proszę pamiętać, że ja jestem autorem tej "hipotezy" :D

      Usuń
    7. No cóż, jak każdy wróg PRAWDY pomniejszyłeś Lechitów! Ani słowem nie wspomniałeś o Calgary w Kanadzie i Kalgoorlie w Australii.

      Usuń
    8. Ad. szwedzki Kalmar to od staroszwedzkiego ”kalm” (kamienny kopiec, kupa kamieni) 😉

      Usuń
    9. zbigur
      Widzę, że idziesz na pasku Watykanu, Rothschildów i Sorosa. Jest na początku "kal"? Jest. Drugi człon mamy mar - znany ze słowiańskich imion, wymienny na mir (np. Jaromar, Jaromir - lechiccy książęta Rugii).

      Etymologia tego słowa jest zupełnie jasna: kal - coś bagnistego, mir/mar - pokój. Czyli zgniły pokój (coś, jak zgniły kompromis). Zapewne nazwa pochodzi od pokoju zawartego w tym miejscu między Lechitami i Lapończykami, z którego obie strony były niezadowolone. Niestety, okazało się, że walka z lapońską partyzantką - kawalerią poruszająca się po lodowych pustkowiach na reniferach - jest zbyt kosztowna. Król Lasota uznał, że lepiej zawrzeć pokój i zwrócić się przeciwko Pigmejom, niż tracić siły w bezsensownej walce o krainę śniegu i lodu.

      Qfa, mógłbym na tych dyrdymałach zarabiać jak Bieszk :D

      Usuń
    10. ”Drugiego dnia podróży mojej zaszedłem do nieszczęsnej krainy, którą Tatarowie napadłszy wybili lub uprowadzili w jasyr wszystkie koguty i kokosze (…) Tatarowie ci mają nieustraszonego wodza i chana nad sobą, który się zwie Lis Wielki, a ukrywają się w leśnych norach skąd ich ludność miejscowa wykurza armatnim dymem. Na wojnę przeciw Tatarom nie chodzą w krainie tej chłopi, ale baby, dzieci i niedorosłe chłopaki (…) za główną zasię armią gromada psów okrutnym wrzaskiem męstwa do boju dodawa (…) Co, iżem własnymi oczami oglądał, podpisem własnym stwierdzam… Koszałek-Opałek” (M. Konopnicka, „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”)

      Mniej więcej, ten fragment jednej z moich ulubionych książek dzieciństwa przypomniał mi się, kiedy nieco ponad rok temu po raz pierwszy i ostatni kartkowałem w Empiku którąś z prac J. Bieszka. ��

      Usuń
    11. Do tego wszystkiego wskazany jest pewien szczególny "wzorzec" wnioskowania.
      "Ponieważ nie mamy świadectw archeologicznych przeczących upowszechnianiu się religii lechickiej wśród Nordyków, ani potwierdzających cywilizacyjne zdominowanie przez nich Lechitów, to należy przyjąć, że ci drudzy ostatecznie zwyciężyli."
      Wierny cytat pochodzi stąd:http://rudaweb.pl/index.php/2017/11/02/kto-kogo-pod-doleza/

      Usuń
    12. Sattivasa

      Czyli nic nowego ;) Najpierw jest teza, ideologia, a historia musi się dopasować. Taki najświeższy przykład (zgaduję, że sprawa jest też znana Polsce).

      Ostanio w Szwecji (odbiło się to echem także poza Szwecją – BBC, The Guardian itd. oraz mediach społecznościowych, głównie na Twitterze) głośna jest sprawa odkrycia przez Annikę Larsson, archeolog z Uniwersytetu w Uppsali (uczelni z wyrytą złotymi literami dewizą nad wejściem do auli „Tänka fritt är stort men tänka rätt är större”), na kawałku tkaniny z grobu z czasów wikingów (Birka) inskrypcji z rzekomo zapisanym pismem kufijskim imieniu Allaha (lub Alego), które można odczytać w lustrzanym odbiciu [https://www.uu.se/nyheter-press/pressmeddelanden/pressmeddelande-visning/?id=4018&area=3%2C8&typ=pm&lang=sv]. Na tej podstawie Annika Larsson stawia tezę, że islam miał wpływ na zwyczaje pogrzebowe wikingów z uwagi na zawartą w tej religii obietnicę życia wiecznego (rzeczona tkanina miała powstać już w Europie). I dalej, badania DNA mają wykazać skąd pogrzebane osoby pochodzą. Natychmiast spotkało się to z ostrą krytyką specjalistów, także spoza Szwecji. Ale w największej szwedzkiej popołudniówce na początku października ukazał się taki tekst [https://www.uu.se/nyheter-press/pressmeddelanden/pressmeddelande-visning/?id=4018&area=3%2C8&typ=pm&lang=sv] („Niespodziewame odkrycie – wikingowie mogli wzywać imienia Allaha… Czy wikingowie ze Svealandu byli wyznawcami islamu i wierzyli w Allaha?”). Teza Anniki Larsson została mocno skrytykowana i odrzucona przez specjalistów, np. [https://www.independent.co.uk/news/world/europe/allah-viking-burial-fabrics-false-kufic-inscription-clothes-name-woven-myth-islam-uppsala-sweden-a8003881.html] (tutaj tekst „głównej oponentki” Stephennie Mulder z Uniwersytetu w Austin [https://hyperallergic.com/407746/refuting-viking-allah-textiles-meaning/?utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=sw]), a ona sama oskarżona o manipulację znaleziskiem [https://www.svt.se/nyheter/lokalt/uppsala/vikingaarkeologen-slar-tillbaka]. Ciąg dalszy pewnie nastąpi. Ale jak dotąd „W świat poszło”.

      Z podrowieniami

      zbigur ;)

      Usuń
    13. Prawidłowy link: Ale w największej szwedzkiej popołudniówce na początku października ukazał się taki tekst [https://www.aftonbladet.se/nyheter/a/Ow1eA/ovantade-fyndet--vikingar-kan-ha-akallat-allah-som-en-bon/promo] („Niespodziewame odkrycie – wikingowie mogli wzywać imienia Allaha… Czy wikingowie ze Svealandu byli wyznawcami islamu i wierzyli w Allaha?”).

      Usuń
    14. To jednak trochę nie to samo, aczkolwiek metodologia podobna. Kontakty wikingowie mieli rozmaite, ale dr Annika Larssen cokolwiek daleko odpłynęła na drakkarze przecudnej urody. Być może najprostsze wyjaśnienie jest najlepsze? Może po prostu chciała mieć swoją własną sensację?

      Usuń
    15. NIe ma jak to na podstawie jednego i wątpliwego znaleziska ogłosić tezę: Wikingowie byli muzułmanami. Proislamskie zidiocenie w Szwecji bije wszelkie rekordy.

      Usuń
    16. Sattivasa, Pawel.M.
      Chodziło mi raczej o podanie przykładu w jaki sposób jakieś odkrycie może być zinterpretowane w zależności od potrzeb i "dominującej mody". Pociągnę jeszcze trochę ten temat. W latach 50. XX w. na wyspie Helgö (na wschodnim Melarze, gmina Ekerö) odkryto brązowy posążęk Buddy [http://historiska.se/upptack-historien/object/108115-statyett-buddha-av-brons/], datowany na ok. VII w. Nie uznano wówczas, jak i potem, że Dolinę Melaru ok. VII w. zasiedlali buddyści.

      Z kolei odkrycie i teza dr Anniki Larsson, uznanej specjalistki od tkanin (i której nie posądzam o działanie w złej wierze), zostało opublikowane w oficjalnym komunikacie Uniwersytetu w Uppsali bez wcześniejszemu poddaniu szerszej krytyce, bez zasięgnięcia opinii innych badaczy czy specjalistów. Nie opublikowano tego w specjalistycznym piśmie, a po prostu upubliczniono bo temat medialny. A media zrobiły z tego sensację. Taki tu w Szwecji obecnie „klimat”.

      Usuń
    17. Kilkanaście lat temu zaczęło mnie interesować, dlaczego uczeni mężowie i równie uczone damy rozum tracą i kompromitują się, głosząc rozmaite brednie. Swego czasu śledziłem w internetach rozmaite takie przypadki i ostatecznie na własny użytek stworzyłem hipotezę naukowego kryzysu wieku średniego.

      Usuń
    18. Może w tym konkretnym przypadku zainspirował ją Antonio Banderas jako „Trzynasty wojownik”… Kto wie ;-)

      Usuń
    19. Nie można wykluczyć, że jakiś wiking przeszedł na islam. Tyle że po 1. ten zabytek tego nie potwierdza, po 2. nawet gdyby potwierdzał, to w żaden sposób nie uprawnia do generalizowania.

      Usuń
    20. Dla ludzi sławy spragnionych nie ma granic, kordonów nie ma.

      Usuń
  2. Jest pan zwykłym chamem i obraża pan Tomasza Kosińskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czym cham zwykły różni się od niezwykłego? :D

      Usuń
    2. A czy szanowny anonim czytał książkę Pana Kosińskiego?

      Usuń
    3. Ja czytałem i uważam, że tfurczość Kosińskiego powinien analizować psycholog lub psychiatra, a nie humanista.

      Usuń
    4. ps.
      I nie dowiedziałem się jaka jest różnica między chamem zwykłym i chamem niezwykłym. Tym samym nie wiem, do której kategorii przynależę :D

      Usuń
  3. Lew jaskiniowy egzystował w plejstocenie od co najmniej 300 tys. lat temu. Wymarł prawdopodobnie 10-11 tys. lat temu, podczas ostatniego zlodowacenia. Pewne, niepotwierdzone przesłanki wskazują, iż lew jaskiniowy zachował się znacznie dłużej - na Bałkanach, aż do epoki historycznej – 2 tys. lat temu, a o jego występowaniu w lasach Grecji wspominają Herodot i Arystoteles. Według tej teorii wytępiono go około I w. n.e. Większość uczonych jest jednak zdania, iż te relacje mówią o północnej rasie lwa azjatyckiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 1. Lew na terenie Grecji wymarł najpóźniej w czasach Aleksandra Macedońskiego, czyli jakieś 1300-1400 lat przed stworzeniem figurek.
      Po 2. Grecja to nie wybrzeże Bałtyku.

      Usuń
    2. ps., bo mogę zostać źle zrozumiany:

      >>1300-1400 lat przed stworzeniem figurek<<

      oczywiście wg daty przyjmowanej przez turbosłowian, bo wg daty rzeczywistego powstania, to około 2000 lat.

      Usuń
  4. Oj tam, oj tam, dyć bóstwo z głową lwa to dowód, że lechickie imperium sięgało Afryki ;P
    Wpis bardzo ciekawy.
    Można się zadumać nad tym, jak trudno jest uprawiać rzetelną archeologię, skoro ciągoty do fałszowania znalezisk były powszechne.

    Przy okazji - mnie też czasem zastanawia sama interpretacja - to już bardziej chodzi mi o źródła popularnonaukowe, bo stricte naukowych nie znam - ale wszelkie figurki są tam interpretowane jako amulety, czy przedmioty o znaczeniu rytualnym. Przed oczyma duszy mojej staje przeto obraz, w którym z ajkieś 2000 lat odkopują resztki przystanku autobusowego z jakimś cudem zachowanym wzorem niczym ten na obrazku powyżej i stwierdzają, że to pozostałości kaplicy boga płodności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś był taki dowcip. Pytanie: co to jest przedmiot kultowy? Odpowiedź: jest to każdy przedmiot, który archeolog wykopał, ale nie potrafi ustalić jego przeznaczenia.
      Ciągoty do fałszerstw występują od czasów antycznych. I oczywiście nie tylko w archeologii, także w fizyce.
      Mnie tam zawsze fascynowały fałszerstwa kretyńskie, a mimo to skuteczne. Taki Vrain-Lucas sfałszował około 27 tysięcy listów i dokumentów, niespecjalnie dbając o detale. I różni durnie to kupowali.

      Usuń
    2. Sattivasa
      Vrain-Lucas to druga połowa wieku XIX, czyli już krytycznej historiografii. Wtedy się nabrać np. na list Wercyngetoryksa do Pompejusza, albo listy Piłata o Jezusie... Nie wspominając już o taki odlocie jak listy Adama do Ewy czy Kaina do Abla :D Ale sądzę, że bieszkoidy też by kupiły list Welesa do Peruna o królu Kodanie :D

      Usuń
    3. Pawel.M.
      I to jest właśnie takie zabawne. A "Księga Welesa" ponoć trafiła na Ukrainie na listę lektur szkolnych. To dopiero sukces!
      Aczkolwiek moim zdaniem trudno przebić "Dzienniki Hitlera" I znowu - wystarczyło popatrzeć choćby na okładki kajetów, był zauważyć, ze miast "AH" znalazło się na nich "FH" (fałszerzowi się literki pomyliły). Jeszcze przed publikacją tych "dzienników" były SS-Brigadeführer Wilhelm Mohnke po zapoznaniu się z kilkoma ich fragmentami stwierdził, że "było inakszy". Nawet jego świadectwo na pracownikach "Sterna" wrażenia nie zrobiło. Oni po prostu chcieli, żeby to były prawdziwe dzienniki Hitlera. Tak bardzo chcieli, że zapłacili za to 9 milionów marek. "Sprawa się rypła" już po dwóch tygodniach od opublikowania pierwszego fragmentu tych "dzienników".
      Skompromitowała się nie tylko redakcja "Sterna". Skompromitowało się także kilku historyków, którzy je uznali za autentyk, w tym Hugh Trevor-Roper. Zwłaszcza on powinien być fałszerzoodporny, bo to nie tylko historyk był, ale i niegdysiejszy oficer wywiadu brytyjskiego.

      Usuń
    4. >>"Księga Welesa" ponoć trafiła na Ukrainie na listę lektur szkolnych.<<

      Wiem, że kiedyś był taki pomysł, ale wtedy nie został zrealizowany, więc jeśli tak jest w rzeczywistości, to musiało się stać już po Majdanie. Ale na ukraińskiej Wiki nie ma takiej informacji.

      Usuń
    5. Trafiłem na Wikipedii na taki tekst: "В Україні Велесова книга протягом десяти років містилася в програмі з української літератури для середніх та вищих навчальних закладів."(https://uk.wikipedia.org/wiki/Велесова_книга)
      Prawdę mówiąc, nie wiem, w jaki sposób to dzieło wykorzystywano w programie nauczania.
      Niemniej kariera tej fałszywki tak w Rosji, jak i na Ukrainie o całe niebo większa, niż cokolwiek w Polsce.

      Usuń
    6. No jakoś nie zauważyłem. Ale to chyba Urbańczyk w swoim artykule o Księdze Welesa pisał, że ten pomysł nie przeszedł na Ukrainie. Muszę sprawdzić:)

      Usuń
  5. To i tak dobrze ,że te fałszerstwa pozostają bez jakichś reperkusji bo pozwolę tu sobie przypomnieć ,że kombinator Joseph Smith też "udoskonalał" egipską symbolikę i opracował swoją wersję chrześcijaństwa na tyle skutecznie ,że Mormonom do dzisiaj ciałkiem dobrze się powodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, pan Czesław Białczyński liczy na to, że jednak będą te reperkusje.

      Usuń
  6. Liczyć to on sobie może tych swoich sympatyków i nic poza tym bo rzadko się zdarza by osiągnąć sukces w oparciu o błędne założenia ,chyba ,że cały wysiłek włożą w sferę "duchową" czyli opracują jakiś system dawnych słowiańskich wierzeń bo to co pozostaje jedynie do uwierzenia czyli nie da się tego zweryfikować ,może się powieść, zdaje się ,że jakieś przymiarki z pierwszymi świątyniami są już czynione , co siłą rzeczy wymaga wydatków ,i tu pojawiają się już problemy bo inwestycja sakralna w zdecydowanie katolickiej Polsce może być chybiona , a jeśli komuś się jeszcze wydaje ,że ci ewentualni słowiańscy kapłani będą "tyrać " w tym odrodzonym dawnym obrządku za darmo , to tym bardziej się rozczaruje bo jak dotąd nikt nigdy nie wymyślił religii nie wymagającej materialnego wsparcia , czyli wracając do pana Białczyńskiego i jego rewizji historii , to należy to traktować jako jakąś formę hobby , ludzie ulegają różnym pasjom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mormoni (jak sam wspomniałeś) odnieśli sukces. I nie tylko oni. Czyż scjentolodzy to nie szuria? W biednym społeczeństwie rosyjskim ci wszyscy zawodzący prasłowiańskie pienia i pląsający śród pól i lasów to grupa na tyle duża i zasobna, że mnogim brodatym mężom opłaca się na niej żerować. A są jeszcze dzielni słowiańscy wojowie, którzy też tam czynią zaciągi dla obrony Świętej Rusi na całym świecie, a przynajmniej w granicach Układu Warszawskiego.
      Kiedyś uważałem, że Czesław Białczyński ma ego jak Kolos Rodyjski. Teraz już wiem, że żaden z antycznych cudów świata nie jest dość wielki. Dla niego to wszystko to nie hobby. On się ma za wybitnego mędrca, przywódcę i artystę, a zarazem odkrywcę wszystkiego co zakryte. Tylko ten wredny świat (krom jego a gromady wiernych wyznawców) tego nie dostrzega. On naprawdę wierzy w te ruchy wolnych ludzi, co to świat zmienią z niewielką pomocą Kukiza.

      Usuń
    2. a co do tego wszystkiego ma Kukiz?:D

      Usuń
    3. Czesio Białczyński to kukizowiec i nawołuje innych turbooszołomów do wspierania ruchu Kukiza.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  8. Byłem ciekaw, kiedy jakiś niedouczony ufosłowianin zacznie tu opowiadać o bredniach, w które ślepo wierzy, jednocześnie wyzywając innych od nieuków :D "Lwy powszechnie występują w gwiazdach"- tu chyba nie trzeba komentarza, sam się zaorał :D internet znowu mnie zadziwił jakich oszołomów Ziemia nosi. N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    2. Nie wierzę, to musi być troll, no bo gdzie sieją takich oszołomów? ;) N.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, śmieciowe argumenty więc trzeba uzupełniać tę beblaninę obelgami (swoją drogą jakim trzeba być przegrywem, by próbować obrażać kogoś literkami :D ). Adminie daj jeszcze popisać temu ufolechicie, bo to ciężki ale pocieszny przypadek :D N.

      Usuń
    2. Cham tu czasem przetrwa, idiota tu czasem przetrwa, ale chamski idiota nigdy :D

      Usuń
  10. Odnośnie lwów to ciekawe, iż nie mogły być na tych figurkach z XI w. a mogły być na starszych płytkach z Gniezna. Teraz muzeum w Gnieźnie robi wystawę płytek z czasów Mieszka I, które posiadają wyobrażenia lwów i gryfów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 1. Płytki ceramiczne z Gniezna... No, nie pierwszy raz czytam, że pochodzą z czasów Mieszka I, skąd ten pomysł? Płytki pochodzą albo z czasów Mieszka Starego (odbudowa palatium po pożarze z 1192 r.), albo z czasów Władysława Odonica (budowa zamku w Gnieźnie w latach trzydziestych XIII w.).

      Po 2. Wyobrażenie lwa jest zupełnie zrozumiałe w sztuce chrześcijańskiej (nawet na Islandii), w której lew miał bogatą symbolikę, natomiast niezrozumiałe jest u pogańskich Słowian, bo u Słowian lew symbolem nie był i z natury go nie znali. Do tego wyobrażenie lwa w chrześcijańskiej Polsce pojawia się bodaj dopiero w okresie wypraw krzyżowych, które b. poszerzyły horyzonty naszych przodków.

      Po 3. Płytki nie mogą nic posiadać:
      https://seczytam.blogspot.com/2017/07/o-takim-fakcie-ze-pomieszczenie-typu.html

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Anonimowy
      Widzisz dziecko, tu taka beblanina nie przetrwa :D

      Usuń
    4. "Słowian lew symbolem nie był i z natury go nie znali."
      D-d-d-dokładnie.

      Usuń
  11. Kłamiesz turbolechito! Gryfici nie znali gryfów, ba, takie zwierzę nawet nie występowało na Pomorzu, więc gryfici nie istnieli i są wymysłem kronikarzy tak samo jak lechy, wendy, popiele, świętopełki, światłowody i inne pijackie zwidy. Mapki przedstawiające Rugię pod władaniem gryfitów to turbolechicke zapędy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o czym ty dziecko piszesz? Może najpierw sprawdź od kiedy książęta pomorscy pieczętują się gryfem?

      Usuń
  12. Nie rozumiem do końca, o czym jest ta cała dyskusja.
    1) Na pierwszy rzut oka widać, że figurka idola z głową lwa nie może pochodzić z czasów starszych niż powiedzmy koniec XVIIw. Ma stylistykę typową dla baroku.
    2) Nie wieszajcie wszystkich psów na "turbolechitach". Może są między nimi zacietrzewieni fanatycy, jednak większość z nich to zwykli ludzie rozpaczliwie poszukujący swoich korzeni - zaginionej (zniszczonej) historii, która jakaś powinna być. Według obecnie rozpowszechnianej wersji, na obecnych terenach Polski przed Mieszkiem I tylko wyły wilki.
    Tu pora na kilka pytań, nurtujących mnie od wielu lat:
    Po pierwsze, dlaczego Rzymianie opanowali całą Europę, poza terenami zamieszkałymi przez Słowian? Przecież podbili znacznie bardziej rozwinięty (według współczesnych historyków) zachód. Jeśli tu wyły wilki, to podbój Słowiańszczyzny powinien być łatwy.
    Po drugie, już w latach 70tych odczytałem tablicę na kolumnie Zygmunta i uznałem to za pomyłkę, a następnie zarzuciłem ten temat. Ale chyba jednak o pomyłce nie może być mowy, zważywszy że przecież to pomnik królewski.
    Po trzecie, obejrzałem filmik Winicjusza Kossakowskiego o odczytaniu run i pomijając jego ewidentny brak talentów narratorskich, jestem pełen podziwu dla jego pracy. Czy któryś ze specjalistów od run przytoczył - poza prześmiewczymi inwektywami, jakieś konkretne, twarde argumenty przeciw tej metodzie odczytu znaków runicznych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >>Po pierwsze, dlaczego Rzymianie opanowali całą Europę, poza terenami zamieszkałymi przez Słowian?<<

      Bo Słowianie byli za daleko? Chyba że pytasz o ziemie polskie, na których Słowian wówczas nie było. To Rzymianie nie podbili też terenów Czech, Słowacji (no, tu byli chwilowo), większości Niemiec. To jak mieli podbić ziemie polskie - brygadą spadochroniarzy? Rzymianie nie podbili też mieszkańców czarnej Afryki - widocznie tam jakieś imperium murzyńskie było... I na północy Wielkiej Brytanii tez widocznie jakieś imperium było - piktyjskie?

      >>Według obecnie rozpowszechnianej wersji, na obecnych terenach Polski przed Mieszkiem I tylko wyły wilki.<<

      Cóż, może po prostu zmień źródło edukacji - zamiast studiować na Uniwersytecie Youtube coś poczytaj (wiesz, takie staroświeckie zajęcie - bierzesz książkę do ręki, czytasz literki, przewracasz kartki).

      >>Po drugie, już w latach 70tych odczytałem tablicę na kolumnie Zygmunta i uznałem to za pomyłkę, a następnie zarzuciłem ten temat. Ale chyba jednak o pomyłce nie może być mowy, zważywszy że przecież to pomnik królewski.<<

      A co ma do rzeczy pomnik z XVII wieku? To ja teraz twierdzę, że król Lechitów Kondon czy Kodan wynalazł prezerwatywy z owczego jelita. Król Szczyt usprawnił wynalazek przez wyjęcie jelita z owcy. Teraz może to cytować ile wlezie podając mnie jako źródło - no bo skoro tak napisałem, to tak musiało być. Powiadasz, że nie mogę pamiętać tamtych czasów? A twórca kolumny Zygmunta pamiętał?

      >>Po trzecie, obejrzałem filmik Winicjusza Kossakowskiego o odczytaniu run i pomijając jego ewidentny brak talentów narratorskich, jestem pełen podziwu dla jego pracy. Czy któryś ze specjalistów od run przytoczył - poza prześmiewczymi inwektywami, jakieś konkretne, twarde argumenty przeciw tej metodzie odczytu znaków runicznych?<<

      Najpierw ktoś musiałby jego bełkot przetłumaczyć na polski. I na co dowody - na zaprzeczenie jego chorym wymysłom? To może jeszcze mam znaleźć dowody, że UFO nie lądowało w pod koniec XIX wieku na Syberii?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. No i już ci podziękujemy :)

      Usuń
    4. I tu pokazuje się klasa Pana Pawel.M.

      Usuń
    5. No pacz, nie pobluzgałeś sobie :D

      Usuń
  13. 1. Jak to jest? Wpierw piszesz, że to widać, iż figurka lwa "ma stylistykę typową dla baroku", a na końcu podziwiasz Winicjusza Kossakowskiego, który runy dzięki prilwickim figurkom odczytywał. Nie dostrzegasz tu sprzeczności? Mnie się tam najbardziej podobało, kiedy się Winicjusz Kossakowski doszukiwał znaków runicznych z "prawdziwym imieniem Mieszka" na monecie Mieszka II, posługując się przy tym obrazkiem z banknotu. Przy czym wpierw sobie wymyślił "znaki runiczne", których tam nie ma i nigdy nie było, a następnie je "odczytał". Takich jak on "badaczy" było i jest na świecie legion.
    2. "Według obecnie rozpowszechnianej wersji, na obecnych terenach Polski przed Mieszkiem I tylko wyły wilki." Tylko w turbolechickich urojeniach. Nikt inny nie "rozpowszechnia" takiej "wersji". Dzięki temu turboski zażarcie "polemizują" z czymś, co sami wymyślili.
    3. Rzymianie wielu miejsc na świecie nie podbili, w tym większości Afryki (choć byli już na jej północnym wybrzeżu), części Brytanii, Irlandii (choć to rzut beretem od Brytanii), Skandynawii i mnogich innych terytoriów. To tylko w głupawych gierkach komputerowych podbija się cały świat "bo tak", zupełnie bezkosztowo i jedynie dla własnej satysfakcji.
    4. Zygmunt III Waza był 44 królem Szwecji. Pomyłki tu nie ma, choć fakt, że to "pomnik królewski" dla oceny wiarygodności jakiegokolwiek tekstu nie ma żadnego znaczenia. Królowie często łgali z nie mniejszym zapałem, niż baron Münchhausen, choć nie tak zabawnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1 .Nie chodziło mi o źródło runów, lecz o to, że je potrafi odczytać (czy prawidłowo, to inna sprawa).
      2. Poczytaj, czego uczą się dzieci w szkołach na lekcji historii. Według współczesnych podręczników historia zaczyna się od Mieszka I.
      3. Rzymianie Afryki nie podbili, bo być może zatrzymała ich pustynia, przez którą nie chciało im się brnąć :), żeby dojść do skandynawii, musieliby najpierw przejść przez ziemie Słowian. Szkocji nie podbili, bo Szkoci im się nie dali (stąd chyba mur Hadriana).
      4. Według "Pocztu Królów Szwecji" (oczywiście z netu) 44 królem Szwecji był (w zależności od źródeł) niejaki Kettil Karlsson Waza, lub Karol VIII Knutsson Bonde, natomiast Zygmunt III był 57 lub 58 z kolei. Trudno tu mówić o jakimś łgarstwie, bo co miałoby na celu pomniejszanie dorobku swoich antenatów?

      Usuń
    2. Podpisuję się pod wszystkim (zwłaszcza pkt 2 …brrr). Dodam jedynie odnośnie pkt. 4, że np. według rachuby Johannesa Magnusa i jego dzieła Historia de omnibus Gothorum Sveonumque regibus (1554) Zygmunt (Sigmund) byłby (byłby!) 146. władcą Szwecji. Pierwszym był Magog, wnuk Noego… A dzieło to ma spore znaczenie – właśnie po lekturze Johannesa Magnusa Eryk, stryj Zygmunta, przyjął do swojego imienia nr XIV jako króla Szwecji (podobnie Karol IX). Pozdrawiam.

      https://litteraturbanken.se/forfattare/JohannesMagnus/titlar/Historia/sida/VII/faksimil

      Usuń
    3. *Podpisuję się pod komentarzem Sattivasy.

      Usuń
    4. zbigur
      Zaledwie o jedno pokolenie młodszy i też biskup Marcin Kromer tak pisał:
      "Nienowina to, że wielkie i szlachetne narody niektóre, nieznaczność przodków i błahość początków swoich, z których poszli, pokrywając, starożytności i rodzaju znamienitości, lub to prawdziwej, lub zmyślonej, chwytają się; za czym z pierwszemi przodkami swemi, albo do bogów fałszywych odwoływają się, albo od potopu świata i korabia Noego zaczątek swój wywodzą."
      A kronikę Kromera wydano zaledwie rok po dziele Johannesa Magnusa!
      Trzeba przyznać, że Magnus i tak wstrzemięźliwy był. Mityczna Cessair miała być pierwszą władczynią Irlandii jeszcze przed potopem, że o boskich przodkach cesarskiej dynastii w Japonii nie wspomnę.
      I spójrz, po 462 latach od wydania kroniki Kromera wciąż różne turbosy w Polsce i innych krajach "nieznaczność przodków i błahość początków swoich" starają się zmienić, tworząc nieistniejące imperia i z palca wyssane osiągnięcia cywilizacyjne.

      Usuń
    5. Maciej Suchanecki
      1. Jakim cudem można "odczytać" coś, co nie istnieje?
      2. No cóż, jeśli ktoś zakończył edukację w klasie IV szkoły podstawowej, to takie ma o tym pojęcie, choć niekoniecznie. Bo w części "Treści dodatkowe, nieobowiązkowe, do wyboru przez nauczyciela lub ucznia" podstawy programowej dla klas IV znajdziesz coś takiego: "Piastowie. Plemiona słowiańskie i ich warunki życia na terenie dzisiejszej Polski. Ród Piastów – legendy związane z rodem". W klasie V mamy już i rewolucję neolityczną i genezę państwa Piastów. W klasie I gimnazjum znalazło się miejsce i dla prehistorii ziem polskich i dla pochodzenia Słowian.
      3. Jak słusznie zauważyłeś, wiele rzeczy mogło powstrzymać rzymską ekspansję. A w przypadku Słowian – przede wszystkim to, że nie mieli się okazji z Rzymianami spotkać, bo pomiędzy nimi mrowie a mrowie kilometrów dzikich bezdroży było, zamieszkanych przez mrowie a mrowie różnych barbarzyńców równie dzikich, jak te bezdroża. Brak lotnictwa transportowego uniemożliwiał zaś desant jednostek spadochronowych.
      4. Jak już sięgasz po „źródła z netu”, to je przynajmniej przejrzyj, a nie tylko patrz na te cyferki przy rubryczkach. A wtedy ze zdumieniem odkryjesz, że szwedzka wikipedia wymienia władców (szeroko rozumianych, w tym np. regentów i uzurpatorów), którzy jednak królami nie byli. Część królów policzono kilka razy (Eryk XI, Eryk Pomorski, Karol VIII Knutsson Bonde). Taki Karol VIII dwukrotnie abdykował, ostatecznie zmarł jako król Szwecji (już po raz trzeci!)- wciąż liczy się jako jeden król, a nie trzech różnych. Zrozumiałeś, czy trzeba ci to narysować?
      Przy okazji przypominam, że już Ci podałem linki do definicji źródła historycznego. Nie istnieje nic takiego, jak "źródło z neta" dla czasów Zygmunta III Wazy.

      Usuń
    6. Choć prawdą jest, z tego, co wspomnę ze szkoły, że może i nie jest tak powiedziane, że wilki wyły. Ale jeśli omawia się ziemie obecnie polskie, to najpierw wzmianki o Biskupinie (który, o ile dobrze pamiętam, etnicznie słowiański nie był) a potem od razu Ziemiowit, Lestek, Ziemomysł i Mieszko i że plemiona po lasach były a potem się ochrdziły, w Krakowie byli Wiślanie i książę Krak. I tyle się z tej szkoły wynosi.

      Co do tego podboju, trzeba wziąć pod uwagę okoliczności geograficzne. My znamy nasz kraj jako teren w dość dużej mierze rolniczy. Kiedyś wszędzie rosła tu puszcza, jak mi się zdaje, w dużej części podmokła, w której gdzieniegdzie rozrzucone były osady. Teraz pytanie - na ile opłaca się takie ziemie podbijać, zamiast rozwijać się w inne strony. Karczowanie lasów nie było wszak łatwe.

      Usuń
    7. Maciej Suchanecki

      >>1 .Nie chodziło mi o źródło runów, lecz o to, że je potrafi odczytać (czy prawidłowo, to inna sprawa).<<

      Nieprawidłowo. Fałszerz z Prillwitz posługiwał się runami skandynawskimi, które "uzupełnił" własnymi wymysłami. Runy skandynawskie nie są jakąs wiedzą tajemną, potrafimy je odczytać - masz w tekście podane przykłady. A wymysły Sponholtza to pseudoruny - znaki pozbawione sensu.

      >>3. Rzymianie Afryki nie podbili, bo być może zatrzymała ich pustynia, przez którą nie chciało im się brnąć :), żeby dojść do skandynawii, musieliby najpierw przejść przez ziemie Słowian. Szkocji nie podbili, bo Szkoci im się nie dali (stąd chyba mur Hadriana).<<

      Tłumaczyłem Ci to już raz - Imperium Rzymskie praktycznie nigdy nie sąsiadowało z ziemiami polskimi, więc jak niby Rzymianie mieli je podbić? To może sprawdź dlaczego im nie wyszedł podbój 1) Niemiec, 2) Czech i Słowacji. Bo tam akurat próbowali.

      >>4. Według "Pocztu Królów Szwecji" (oczywiście z netu) 44 królem Szwecji był (w zależności od źródeł) niejaki Kettil Karlsson Waza, lub Karol VIII Knutsson Bonde, natomiast Zygmunt III był 57 lub 58 z kolei. Trudno tu mówić o jakimś łgarstwie, bo co miałoby na celu pomniejszanie dorobku swoich antenatów?<<

      Jeśli chodzi o internetowe poczty, to sprawdź na Wiki, akurat nr 44 - i jest nasz Zygmuś
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Władcy_Szwecji

      Ale osobiście sądzę, że ten 44 król mógł odnosić się do Polski, bo licząc wg popularnej wówczas kroniki Marcina Bielskiego rzeczywiście można tak władców Polski wyliczyć:
      - 16 władców legendarnych (od Lecha I do Siemomysła)
      - 7 pierwszych Piastów (bez Bezpryma, bo go nieznano i Zbigniewa, bo tego nie uznawano)
      - 5 seniorów okresu rozbicia dzielnicowego (do Gąsawy)
      - 16 królów od Przemysła II do Zygmunta III (bez Jadwigi i Anny, bo to baby; ewentualnie z Jadwigą, ale bez Wacława III).

      Jak psu w mordę wychodzi 44. Tylko jeszcze raz - co to ma do rzeczy? Co ma do dziejów Polski przed X wiekiem jakaś kolumna z wieku XVII?

      Usuń
    8. Pawel.M.
      Pozwolę sobie na niewielki sprzeciw. Wedle Marcina Bielskiego Zygmunt III Waza był 46 władcą Polski. Rzeczywiście, wyrzucono obie "baby" (Jadwigę i Annę), ale Wacław III pozostał. Policzył Bielski 8 monarchów między Krzywoustym a Przemysłem, oznaczając interregnum dopiero po Leszku Czarnym. A gdyby samych tylko królów liczyć (co Bielski pieczołowicie odnotowuje) byłby królem 19 (pomiędzy królów policzony został Kazimierz Mnich).
      Niemniej przyznaję, że tych 44 władców mogło się do Polski odnosić, a to za sprawą Adriana Kochana Wolskiego, który swoją listę władców Polski na Zygmuncie III zakończył. Wolski skrócił listę władców legendarnych Bielskiego z 16 do 14, wyrzucił Władysława Laskonogiego, ale dopisał Henryka Probusa i mamy tych 44 polskich władców. Nie wiem czemu Władysław IV miałby uważać, że lepiej by jego ojca uznać za 44 króla, a nie za 46, ale wyjaśnień może być kilka:
      1) bo to ładnie brzmi - 44 lata panowania, 44 król;
      2) bo to ładnie brzmi - 44 lata panowania, 44 król Polski, 44 król Szwecji;
      3) bo jednak chodziło o 44 króla Szwecji "z urodzenia";
      4) bo JKM Władysław niespecjalnie się do nauk przykładał, a krótki katalog królów Wolskiego łatwiej przeczytać (dwie kolumny na jednej stronie), niż opasłe dzieło Bielskiego;
      5) bo jak to do dziś bywa "bryk" Wolskiego lepiej był znany, niż uczone księgi;
      6) kombinacja różnych elementów omówionych powyżej.
      Wszystko to oczywiście nijakiego nie ma znaczenia. Co się tyczy naszych władców legendarnych, to przecież kronikarze nijak z tym do ładu dojść nie mogli, każdy co bardziej znaczący miał swoją własną listę.
      A teraz zagwozdka dla turbolechitów. Co wolą: 44 królów z tablicy na Kolumnie Zygmunta (w tym być może 14 przed Mieszkiem), czy 46 władców Bielskiego (w tym 16 przed Mieszkiem).

      Usuń
    9. Z Bielskim pojechałem z głowy, bo coś w bibliotece cyfrowej nie chciała mi się kronika otworzyć, więc pewnie masz rację. Ciekawy jest pkt. 2 - "to ładnie brzmi - 44 lata panowania, 44 król Polski, 44 król Szwecji". Patrząc na dawne fascynacje liczbami/cyframi i ich symboliką, to może być to.

      Usuń
    10. I patrz, symbolika się zawsze uchowa. Dołóżmy do tego Mickiewicza i ból głowy gotowy.
      A swoją drogą ciekawe, jak to się ta legendarność dziwnymi prawami rządziła. Dlaczego powszechnie przyjęła się lista 13 do 14 władców legendarnych (np. w "Nowych Atenach" Benedykta Chmielowskiego ), a bardziej obszerna lista Bielskiego już nie.

      Usuń
  14. Anonimowy
    A czegóż to oczekujesz od edukacji na poziomie podstawowym? Przecież historia to nie jedyny przedmiot. Już w liceum (poziom rozszerzony) znalazło się miejsce i dla wędrówki Słowian i dla Geografa Bawarskiego i dla omówienia ustroju politycznego i społecznego plemion. Więcej dowiesz się na studiach, jeśli taka Twoja wola. A i tu liczy się i specjalizacja, i postęp badań naukowych, co prawda nierównomierny. Pomimo tego, że zdałem egzamin z archeologii na ocenę bardzo dobrą, to nawet wtedy nie mógłbym się mierzyć ze studentem archeologii. W onych czasach program Archeologiczne Zdjęcie Polski istniał dopiero od kilku lat, a do dziś dzięki niemu odkryto 435 tysięcy stanowisk archeologicznych!

    OdpowiedzUsuń
  15. Na wstępie zawiadamiam, że nie jestem Anonimowym komentatorem z 8 października. Odwiedzam od jakieś czasu ten blog i zauważyłem dziwny zwyczaj komentowania przez panów usuniętych komentarzy innych uczestników dyskusji, tak, że nie można domyślić się czego dotyczy komentarz. Pozdrawiam, Anonim (ale nie Gall).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest tak, że się komentuje coś, co widać, a potem Gospodarz to usuwa - zazwyczaj za niestosowne zachowanie lub bełkot, a najczęściej za jedno i drugie.

      Usuń
    2. Usuwane są komentarze chamskie, głupie i powtarzane - zazwyczaj spełniają przynajmniej dwa warunki. Pozwolę sobie zacytować fragment jednego z przesuniętych do spamu komentarzy z tego wątku:

      >>haha śmieć usunął mój komentarz. I tak jedyne co z nich do ciebie dotarło to obelgi, było tam jeszcze wytłumaczenie dlaczego jesteś głupi<<

      Poprzedni komentarz tego ludzia był na podobnym poziomie. Nie wiem co jest wartościowego w takich wypocinach i co miałoby przemawiać za pozostawieniem tego.

      Usuń
  16. Pawle M.! Genzeryka z Gąsiorkiem jako pierwszy połączył Marcin Bielski, polski historyk z 16 wieku, a nie A. Leszczyński. Warto się douczyć zanim palnie się bzdurę. Reszty twoich "nieuctw" komentować nie będę. Szkoda czasu na nieuka, który ma mizerną wiedzę i nie chce jej poszerzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, zapewne kolejny oszołomski ufosłowianin, który rzuca oskarżenia o nieuctwo, ot typowe dla waszej sekty :D To fascynujące jak bardzo bronicie się przed wiedzą i nauką, tylko szkoda, że robicie to w taki tchórzliwy i łajdacki sposób. Z jednej strony nie macie jaj i dostatecznej wiedzy do dyskusji ale z drugiej to może i lepiej, bo to żadna przyjemność użeranie się z odpornymi na argumenty oszołomami :D
      N.

      Usuń
    2. Po 1. czy pisałem kto pierwszy? Po 2. to, że w XVI wieku pisano, że szewczyk Skuba zabił smoka wawelskiego, w niczym nie zmienia tego, że dziś osobę głosząca takie brednie uważano by co najmniej za oszołoma.

      Bielski w XVI wieku mógł pisać takie bzdury i być uważany za uczonego. Leszczyński w XXI wieku jest już tylko niedouczonym oszołomem.

      Usuń
    3. Jak pisał pewien uczony polski w wieku XVIII: "Koń jaki jest, każdy widzi."

      Usuń
  17. A może jakiś komentarz do najnowszej książki Janusza Bieszka "Królowie Lechii i Lechici w dziejach". Skoro komentowaliście poprzednie dwie, to czekamy na opracowanie trzeciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >>komentowaliście<<

      Jestem jeden. Nie ma sensu znęcać się nad kolejną wypociną Bieszka - przecież to wciąż to samo. Ganiają turbowcy własny ogon, więc za chwilę paliwa braknie i trynd się skończy.

      Usuń
  18. Odnośnie Zygmunta III Wazy, to tylko na polskiej Wikipedii król ten zajmuje zgodne (w 100 %) z napisem na kolumnie, 44 miejsce, w dodatku z przypisanym numerem 44 (żeby żaden czytelnik nie miał wątpliwości i nie musiał samodzielnie liczyć). W żadnej innej Wikipedii: norweskiej, duńskiej, fińskiej, niemieckiej, rosyjskiej itd., król Zygmunt III Waza nie zajmuje 44 miejsca. Nawet sami Szwedzi, na szwedzkiej Wikipedii nie wiedzą, że Zygmunt III Waza był ich 44 królem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Chciałbym jeszcze uzupełnić, że nawet po odliczeniu regentów, królów rządzących drugi, czy trzeci raz, książąt i ewentualnie kobiet panujących, w żądnym wypadku Zygmunt III Waza nie jest 44 królem Szwecji, na żadnej Wikipedii poza oczywiście polską Wikipedią.

    OdpowiedzUsuń
  20. Cny Anonimie, bezmyślne klepanie bzdur za Tomaszem Bizoniem to nie jest najlepszy pomysł.
    Szwedzi mają takież zdanie, jak i Polacy w sprawie ilości królów Szwecji, przynajmniej w Wikipedii. Wystarczy porównać:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Władcy_Szwecji
    https://sv.wikipedia.org/wiki/Lista_över_Sveriges_regenter
    Nie chciało mi się porównywać wszystkich pozostałych edycji Wikipedii na świecie.
    No to jedziemy:
    1) Englingerowie: różnic brak,jest 4, począwszy od Eryka, kończąc na Edmundzie;
    2) Stenkilowie + Magnus Nilsson: różnic brak, jest 12;
    3) Swerkerydzi i Erykidzi: różnic brak, jest 10;
    4) Folkungowie: różnic brak, jest 6;
    5) Dynastia meklemburska: różnic brak, jest ten jeden Albrecht;
    6) Królowie z czasów Unii Kalmarskiej: różnic brak, jest 7;
    7) Wazowie przed Zygmuntem: różnic nie ma, jest 3.
    No to teraz trochę arytmetyki na poziomie szkoły podstawowej(jeśli to dla Ciebie problem, możesz użyć kalkulatora): 4+12+10+6+1+7+3=43+1=44.
    Nijakiego to zresztą nie ma znaczenia. Proponuję przeczytać uważnie komentarze z 9 października. Może coś zrozumiesz.

    OdpowiedzUsuń
  21. W ten sposób to możesz starać się udowodnić nawet, że dwa plus dwa równa się pięć. Tak się składa, że Zygmunt III Waza na szwedzkiej wiki ma numerek 69 ( a nie 44). Twoje wyliczenia są robione pod z góry założoną tezę. Nie widzę najmniejszego powodu, żebym miał się zgadzać z twoimi twierdzeniami, szczególnie, że są stronnicze. Jeżeli fakty nie zgadzają się z twoją tezą, to tym gorzej dla faktów, co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No super, tyle że te numerki na szwedzkiej wiki to nie są numery władców, a numery odnośników literaturowych; Gustaw Waza - trzy pozycje przed "naszym" Zygmuntem - ma numerek [12]

      Usuń
    2. Żeby tylko Gustaw! "Numerek 12" mają także (chronologicznie): Halsten Stenkilsson, Karl Knutsson, Sten Sture (co za perwersja - on ma też numer 60). Oczywiście, wystarczyło, by dzielny wojownik sprawdził, co to takiego to "källor" oznacza.
      No, ale to przecież stronnicze uwagi są robione pod z góry założoną tezę.

      Usuń
  22. Należy w takim razie zastanowić się, czy aby napis na kolumnie Zygmunta nie mówił o Zygmuncie III Wazie jako o 44 królu Polski (Lechii). W końcu Zygmunt III Waza był przede wszystkim królem Polski, a i kolumna jest polska, postawiona przez Polaków i stoi w Polsce. Fundator, również był królem Polski. Nie było specjalnego powodu, żeby na polskiej kolumnie, w stolicy Polski uwieczniać informacje o szwedzkich królach. W tamtych czasach Polacy nie mieli takich kompleksów, jak dzisiaj np. historycy. Skoro jak twierdzisz, to nie było takie ważne dla dziejów Polski(sic!), to przyjmij, że kilkunastu polskich kronikarzy może lepiej wiedziało co pisze niż jeden Gall w dodatku bez nazwiska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 1. Na szwedzkiej Wiki masz wymienionych nie tylko panujących władców, ale tez regentów i pretendentów.
      Po 2. Wiki jest żadną wyrocznią.
      Po 3. Zygmunt III był przede wszystkim królem Szwecji, bo to był jego tron dziedziczny, a nie elekcyjny jak w RON. Gdyby tylko miał taką możliwosć, z pewnością zamieniłby tron polski na szwedzki, choćby po to, żeby nie słyszeć od jakichś magnatów "rex legat, non gubernat" (król panuje, nie rządzi).

      Po 4. Teraz już smarasz debilizmy - wyobraź sobie, że nawet tysiąc kronikarzy z wieków XIII-XVIII jest w stu procentach bezwartościowych dla dziejów Polski w stuleciu X i wcześniejszych. Jedynym źródłem jest tu własnie Gall - reszta to fantasy, a nie źródła.

      Usuń
    2. Pawel.M.
      No i znowu jest kącik humoru i groteski. Kolejny Anonim nawet liczyć nie umie, ale tupie nóżkami i czepia się tej kolumny jak pijany płota, by wreszcie zadać najważniejsze pytanie: " jak miał na nazwisko ten podobno Gall, nas którym opiera się cała polska miediewistyka"? No, boki zrywać. Czekam na kolejne rewelacje.

      Usuń
  23. Słusznie piszesz, że wiki nie jest żadną wyrocznią ale to ty pierwszy podałeś Wikipedię jako dowód na to, że Zygmunt III to 44 władca Szwecji czyli traktujesz ją (czyli wiki)jak ci wygodnie, raz wiki ma znaczenie, a raz nie ma. W każdym razie fakt jest taki, że na szwedzkiej Wikipedii, Zygmunt III Waza jest:
    - w kolejności 69 władcą Szwecji,
    - w kolejności bez powtórzeń 64 władcą Szwecji,
    - w kolejności jako król z wyłączeniem regentów i książąt 36,
    - w kolejności zaznaczony jako król z wyłączeniem regentów, książąt i
    powtórzeń 33.
    To znaczy, że Szwedzi jednak cały czas nie wiedzą, że Zygmunt III Waza był ich 44 królem. "Polscy" historycy powinni ich jak najszybciej o tym powiadomić, wskazując "niezawodną" polska Wikipedię jako źródło wiedzy oraz kolumnę Zygmunta jako dowód. W ferworze tej "naukowej" dyskusji umknął ci fakt, że na kolumnie Zygmunt Waza figuruje jako Zygmunt III, a ten tytuł dotyczył jego tylko jako króla Polski. Więc pozostaję przy swoim zdaniu, a ty Sattivasa przypomnij mi jak miał na nazwisko ten podobno Gall, nas którym opiera się cała polska miediewistyka, może na "polskiej" wiki coś wiedzą na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  24. Małe uzupełnienie, Wikipedię podałeś jako dowód kilka wątków wcześniej, kiedy już przewijał się temat kolumny Zygmunta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze. Piszesz, że na szwedzkiej Wiki Zygmunt III jest 36 królem - zadałeś sobie trud poczytania biogramów? Pewnie nie. Bo jakbyś przeczytał, to byś wiedział, że np. "regent" Halsten z XI wieku jednak był królem.

      Dalej masz jedną pozycję "Erik och Erik", ale dwóch władców o jednym imieniu.

      I tak można to ciągnąć. Akurat lista na polskiej Wiki jest poprawna.

      I w niczym to nie zmienia faktu, że kolumna Zygmunta jest - jako źródło do dziejów średniowiecza, o starożytności nie mówiąc - całkowicie bezwartościowa.

      Usuń
    2. Pawel.M.
      Chce Ci się?
      W październiku pogadaliśmy sobie o listach władców wedle Bielskiego i wedle Wolskiego z lekkim przydatkiem Chmielowskiego, gdzie nawet w przypadku władców trzynastowiecznych autorzy do ładu dojść nie mogli. Anonim nic a nic z tego nie pojął, bo i jak? Po prostu klepie bezmyślnie za Szydłowskim, Bizoniem i innymi mądralami. Czekam, kiedy się zacznie upierać, że na poczcie jasnogórskim Zygmunt też jest 44. A ten jasnogórski "ukrywany" poczet różni się przecież i od Bielskiego i od Wolskiego, a wszystko razem nijak ma się do bieszkobredni.
      I co? Żadnych refleksji. Po prostu kącik humoru i groteski.

      Usuń
    3. No uparty jest. Także w niedostrzeganiu najważniejszego. Ale to typowe dla turbosów - bez końca powtarzać mantrę.

      Usuń
  25. Gdyby napis na kolumnie Zygmunta w Warszawie dotyczył 44 w kolejności króla Szwecji, to Zygmunt wymieniony byłby nie jako Zygmunt III tylko Zygmunt Waza lub ewentualnie Zygmunt I. Czy na historii nie uczą już logiki?
    A poza tym polska Wikipedia słynie przecież z solidności. Wielu haseł trzeba szukać na wiki brytyjskiej lub niemieckiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te, logik - zobacz może jak się tytułował Zygmunt? Dla ulatwienia:

      >>Sigismundus TERTIUS Dei gratia rex Poloniæ, magnus dux Lithuaniæ, Russiæ, Prussiæ, Masoviæ, Samogitiæ, Livoniæque, necnon Suecorum, Gothorum Vandalorumque hæreditarius rex".

      Jak widzisz, stosował polską numerację i tytułował się królem Szwecji.

      Poza tym kolejny twój post, bez zwracania uwagi na najważniejsze, leci, bo z takimi filozofami dyskusje prowadzą donikąd. A najważniejsze to:

      >>I w niczym to nie zmienia faktu, że kolumna Zygmunta jest - jako źródło do dziejów średniowiecza, o starożytności nie mówiąc - całkowicie bezwartościowa<<.

      Usuń
  26. O, jak dużo nowych wpisów. Podrzucę link do pocztu władców Szwecji z oficjalnej strony Szwedzkiego Dworu Królewskiego

    [http://www.kungahuset.se/monarkinhovstaterna/monarkinisverige/sverigesregenter.4.7c4768101a4e888378000948.html],

    gdzie Zygmunt jest 44./45. władcą (nie królem) (44. jeżeli nie rozdzielimy współpanowania Inge Mł. i Filipa od samodzielnego panowania Inge Mł. po śmierci Filipa; jeżeli rozdzielmy to 45.). Wczesnośrednioweczna historia Szwecji jest niepewna. Dopiero tak od połowy XIII w. zaczyna się rozjaśniać. Starsza historiografia szwedzka zaliczała do „pewnych” także królów mitycznych, przed Erykiem Zwycięskim. Można tutaj wiele napisać.

    W każdym razie faktycznie jest tak, że sami Szwedzi nie wiedzą ilu mieli "królów" (i chyba nie przejmują się tym, mają inne zmartwienia). I na koniec zacytuję >>I w niczym to nie zmienia faktu, że kolumna Zygmunta jest - jako źródło do dziejów średniowiecza, o starożytności nie mówiąc - całkowicie bezwartościowa<<.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesujące jest, kto "wyleciał" z listy sporządzonej przez Szwedzki Dwór Królewski: Eryk Stenkilsson, Eryk Poganin, Anund i Hakan Ryży. Wszyscy znani z kroniki Adama z Bremy. Po ich ujęciu, a pozbyciu się "niekrólów" (np. jarl Birger, panowie Sture) Zygmunt znowu staje się 44.
      I tu mamy historyczny żart. Dlaczego? Otóż Adam z Bremy, którego Szwedzki Dwór Królewski tak spostponował to przecież jeden z turbolechickich świętych, a jego kronika dowodem na Wielką Lechię jest, a szczególnie "zakazaną wiedzę" o słowiańskiej proweniencji ludu Wandalów. Ktoś taki musi być wiarygodny, więc Zygmunt jednak jest 44! Jak tu teraz taki węzeł gordyjski rozsupłać?
      Oczywiście wszyscy, krom różnej maści turbosów, wiedzą, że kolumna Zygmunta jest, jako źródło do dziejów średniowiecza, o starożytności nie mówiąc, całkowicie bezwartościowa.

      Usuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ nie odnosisz się do postów przedmówców, lecisz. To nie jest buddyjska świątynia, żebyś nam mantrę klepał.

      Usuń
  28. Cny Anonimie! Z całą pewnością Władysław IV, który również uważał się za króla Szwecji wiedział, co działo się za jego życia, nieco mniej o tym, co działo się za życia jego ojca, znacznie mniej o tym, co działo się za życia jego dziadka itd. I nie "wiedział najlepiej" co działo się wcześniej a już szczególnie pojęcia nie miał o tym, co działo się kilkaset, tysiąc i więcej lat wcześniej. Na królów albowiem nie spływa oświecenie nie wiadomo skąd, tylko dlatego, że są królami.
    To, co jest jasne dla Ciebie nijakiego nie ma znaczenia. Historia Polski i świata się od tego nie zmieni, napis na kolumnie źródłem do dziejów starożytnych i średniowiecznych nie był, nie jest i nigdy nie będzie.
    Jesteś zwykłym ignorantem. Pogódź się z tym, lub zacznij uczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten anonim już tu sobie nie popisze, przynajmniej dopóki nie nauczy się racjonalnie oceniać źródła - chociaż tak na chłopski rozum (już mnie wymagam znajomości warsztatu historyka). Na razie się zatarł i powtarza mantrę, więc sześć ostatnich jego postów wylądowało w spamie.

      Usuń
    2. Paweł
      Czy odniesiesz się do dwóch nowych książek wpisujących się w kanon "lechicki": książki Mariusza Kowalskiego o genetycznym i etnicznym pochodzeniu Polaków (pt. "Ariowie-Słowianie-Polacy. Pradawne dziedzictwo międzymorza") oraz do jeszcze niezatytułowanej książki Pawła Szydłowskiego? Obydwie pozycje traktują o tym samym: "udowadnianie" aryjskości Polaków i Słowian.
      Książka Szydłowskiego jeszcze nie wyszła, ale sądząc po tym jak wypowiada się o niej sam autor sądzić można, że w jego zamierzeniu ma to być coś więcej niż książka: to ma być rzeczywisty manifest ideowo-programowy, ma być dla turbosów tym czym był "Manifest komunistyczny" dla komunistów i "Mein Kampf" dla nazistów. Wielkie zamiary a skończy się pewnie na leksykonie wulgaryzmów xD

      Usuń
    3. Nie wiem czy w ogóle to przeczytam. W każdym razie o Kowalskim pisali na Sigillum Authenticum (bo już wcześniej puszczał takie bąki w pisemku dla kuców):

      http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2016/09/najwyzszy-czas-by-skonczyc-z-lechickim_10.html

      http://sigillumauthenticum.blogspot.com/2017/06/najwyzszy-czas-by-skonczyc-z-lechickim.html

      A Szydłowski... Po co to kupować, skoro jego "przemyślenia" są znane z youtube i facebooka...

      Usuń
    4. no w zasadzie to powinienem zadać to pytanie Sigillum Authenticum

      Usuń
  29. Muszę, inaczej się uduszę (ze śmiechu, oczywiście). Oto, cny Gospodarzu, co turbosek zrozumiał z Twego wpisu o idolach z z Prillwitz: "...podałeś mi artykuł w którym są zawarte treści potwierdzające autentyczność artefaktów i to w artykule dot. fałszerstw !", no coś pięknego. Jakby mi ktoś to opowiedział, to bym nie uwierzył.

    OdpowiedzUsuń
  30. Temat mi do dziś obcy. Znalazłam przypadkiem i słuchałam wykładu pana Kossakowskiego i nie wiem o nim wiele. Tu czytam, jak niejaki pan Paweł bez nazwiska (może się go wstydzi) w wielu słowach obraża i miesza z błotem owego pana Kossakowskiego (który się przynajmniej przedstawia) podając dowody osób, które z jakiegoś powodu mówią prawdę co jest oczywiste, a tamci nie mówili prawdy, bo tak uznał pan Paweł.
    Myślą przewodnią jest kwieciste wyśmiewanie, jakbym czytała zwolenników PIS versus KOD i nawzajem.
    Dowodem jest to, że figurki były powielone czy sfałszowane, co nie zmienia faktu, że jakaś ilość oryginalnych figurek była. Czy miały runy nie wiemy, bo nie wiemy jakim sposobem było uzyskane zeznanie rodziny nieżyjących znalazców.
    Smutnym jest, że w naszym klimacie materia niszczeje i uznaje się np. cywilizację egipską za starszą, lepszą, większą itp. tylko dlatego, że suchy klimat Egiptu zachowuje zabytki a w naszym się rozpadają od wilgoci.
    Nie wierzę, że przed Mieszkiem kultury na tych ziemiach nie było. On też sroce spod ogona nie wypadł, a skądś pochodził. Jak czytam czego uczą moje dzieci w szkole to jest mi przykro, bo chrześcijaństwo przybyło na te ziemie (bynajmniej nie drogą głoszenia ewangelii w miłości) w pewnym okresie czasu i my Polacy, jesteśmy tak chrześcijańscy, że przyjąwszy obcą dla nas (Słowian) wiarę zaparliśmy się swojej historii, kultury i języka poniekąd. Zresztą dziś językowi naszemu nawet Miodek nie pomoże, skoro "dziennikarze" i inni posługujący się językiem publicznie języka ojczystego nie znają.
    To co chcę napisać, to to, że obelga nie jest merytorycznym argumentem, a jedynie dowodem na niedojrzałość emocjonalną i wybiórczość źródeł. Człowiek, który obraża z zasady nie słucha i nie analizuje tego co mówią inni, bo wierzy, że wie lepiej. A skąd? Od ludzi, którzy podali argumenty bliższe mu ideowo, nie znaczy to, że prawdziwe.
    Polskę tyle razy wymazywano z map i niszczono jej spuściznę, że dziś mamy zbyt mało własnych zabytków, za to dużo zabytków narodów, które nas gnębiły. Dziś Wałęsa nie jest bohaterem, choć jeszcze żyje. Jak mamy więc oceniać historię dawno minioną, pokazywaną w świetle obcych.
    Nie jestem zwolenniczką żadnych poglądów, choć chciałabym poznać historię prawdziwą znad Wisły. Obelżywy ton mnie od razu odpycha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak panią odpycha, to doradzam nie wchodzić, nie czytać.

      A tak poza manifestem ideologicznym, bezsensownym zresztą, bo opartym na ignorancji, ma Pani coś do powiedzenia?

      Usuń
    2. Pawle, skasuj lepiej te "manifesty" bo jeszcze ktoś w nie uwierzy, dość jest stron pełnych bredni

      Usuń
    3. Ale ludzie o IQ powyżej 90 widzą, że to tylko emocjonalna beblanina bez cienia argumentu, a ci poniżej 90 IQ i tak są niereformowalni :D

      Usuń
    4. "zaparliśmy się (...) języka poniekąd"
      to znaczy?

      Usuń
    5. Nie pojmiesz, bo to język lechicki jest - akademickie barany są niezdolne do jego opanowania, hehehe :D

      Usuń
  31. Przypomina to wykopaliska z Würzburgu parędziesiąt lat wcześniejsze, p. https://pl.wikipedia.org/wiki/Johann_Beringer

    OdpowiedzUsuń
  32. No i już wiem co będę czytac na dniach jak tylko zdobędę książke.


    zapraszam do siebie:

    https://stos-kartek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń